Niespodzianka o poranku

Był zimowy, piątkowy poranek o godzinie mniej więcej 6. Cała logistyka w toku. Dzieci miały już na sobie kurtki oraz buty i zaczynały zakładać czapki. Jednak postanowiłam pogłaskać po głowie Drugiego.


Chyba zasnął na landrynce, bo poczułam „twardy ulepek” we włosach. Obciąć niezbyt by się dało, bo nawet fryzjer złapałby się za głowę. Mycie nie wchodziło w grę z kilku powodów – wychodziliśmy, nie było ciepłej wody jeszcze 🙂 a i do pracy byśmy nie zdążyli. Nie mówiąc już o zimnie na dworze i wyjściu tuż po myciu głowy.


Wzięłam moja najlepsza szczotkę – specjalistkę od rozczesywania moich kołtunów. Udało sie! Niesklejone części schowały nasz „ulepek” ;).


Za to Młody poraz pierwszy cieszy się że myjemy dziś włosy. On biedny myślał, że mu takie zostawię na stałe :). No i cieszyłam sie, że zapomniałam go zapisać do fryzjera i były piękne gęste włosy do maskowania naszych ulepków.

Psycholog to nie kara

Mózg pełen emocji i codziennych przeżyć

„Psycholog zajmuje się psami, a kotolog kotami” – zażartował rezolutnie Pierwszy.


I z tego żartu wynikła nasza wczorajsza rozmowa. Okazuje się, że już w przedszkolu dzieciom się wydaje, że do psychologa chodzi się za karę. Tam wysyła się niedostosowanych do pracy z rówieśnikami. On rozpatrywał to w kategorii obciachu – pójście do psychologa.


Spytałam go co by było, gdyby dowiedział się że jego mama chodzi do psychologa. Minę miał nietęgą. Podsumował to tekstem, że to by była kicha, bo miałby w domu matkę wariatkę.

Oczywiście jego usta uśmiechały się niepewnie, ale oczka zareagowały ciepłem i spokojem na to co wyjaśniłam mu chwilę później.

Powiedziałabym, że gdyby się okazało, że chodzę do psychologa, to byłby to znak, że jestem rozsądna i chce coś zrobić z moim brakiem cierpliwości i krzykiem. Do psychologa chodzi się wtedy gdy jest komuś smutno, gdy czuje że jest do niczego. Gdy ktoś biije innych to wysyła się go do psychologa poto aby mu pomóc, bo to też znaczy, że ma problemy z emocjami i mu ciężko. Psycholog jest od pomagania a nie od karania.

Jakbym go nie znała to bym się wkurzyła, że mówię do „słupa”, bo oczywiście nadal się śmiał nerwowo, że tylko cieniasy chodzą do psychologa. Jednak widziałam jego dziecięce oczy, które z ulgą i zrozumieniem przyjęły to co powiedziałam.

Kropla drąży skałę. Swoją drogą uważam, że zajęcia z psychologiem o emocjach powinny być wpisane do podstawy programowej. A psycholog powinien raz w tygodniu przychodzić i obserwować grupę, żeby wyłapać tychże którzy aktualnie mają gorszy czas.

Spalanie ciastek

Wczoraj skończyłam wcześniej i odebrałam Trzecią i ją poprzytulałam. Dziś mam na później i miałam cichą nadzieję, że po wyszykowaniu przedszkolaków, jeszcze zaśnie. Wczoraj wieczorem miałam nawet w planie w tym czasie w którym ona będzie spać, szykować sprawdzian.

Jak łatwo się domyślić – plany z dzieckiem wyszły jak zwykle. Nie zasnęła, ale nadrabiała przytulanie. Potem okazało się, że źle sprawdziłam autobus i musiałyśmy do niego biec. Jeśli chodzi o pierwszy marszobieg z 11kg na rękach (oczywiście dziecko bynajmniej nie wtula się żeby waga była mniej odczuwalna) to kierowca był przemiły, bo dystans do przystanku był dość duży. Na tyle duży, że na bieg zdecydowałam się tylko dlatego, żeby nie mieć do siebie żalu, że może byśmy zdążyły.

Później był bieg z urzędu – tutaj krótszy ale równie skuteczny. Ponieważ tradycji musiało się stać zadość, biegłam również do autobusu do pracy :). Dziś spalamy te wszystkie czekoladki i ciasteczka które ratowały mnie „na szybko” gdy nie miałam czasu zrobić sobie normalnego posiłku.


Mam tylko nadzieję, że na powrotny autobus nie będę musiała biec ;). Ale z drugiej strony nie zaszkodzi mi.


Poza tym troszkę szkoda, że w szkole wprowadzono dziennik elektroniczny. Ostatnio w ciągu godziny pokonywałam schody 4 razy. Teraz schodzę „do wodopoju” lub towarzysko. Aczkolwiek w końcu nie brakuje mi tych cennych minut które spędzałam na wymienianiu dzienników.

Dwa światy

Poranki są dla nas wszystkich ciężkie. Ja nie słyszę budzika. Chłopcy nie chcą wstać, a Młoda jak to Młoda, wolałaby pobiegać goła zanim wyjdziemy na dwór.


Ciężkie są dla nauczycieli przedszkola, bo chłopcy wchodzą w kiepskim nastroju. Oni woleliby pójść pod opiekę dziadków. Oczywiście w przedszkolu jest ciekawiej, ale zawsze pamiętają o tym dopiero po czasie.


Ciężko jest również moim rodzicom, bo raczej funkcjonują w trybie sów. Poza tym słuchanie dziecięcych piosenek 5 dni w tygodniu może być nużące.


Trudniejszy czas ma mój małżonek. Ze względu na odległość jaką mam do pracy, oni w domu są wcześniej. Opał nie przynosi się sam i piec również potrzebuje pomocy żeby przekazać nam swoje ciepło.


Ja dla odmiany jestem pomiędzy dwoma potrzebującymi mnie emocjonalnie światami. W szkole młodzieży jest więcej. Są międzuczniowskie konflikty oraz młodzieńcze zakochania. Głośno i emocjonalnie i do tego ja próbująca się przebić z moim kagankiem oświaty. Macham tym światłem, mam wrażenie że coś oświetlam, a po chwili już wiem, że nikt nie patrzył. Czasem zdarzają się przebłyski – muszę znaleźć sposób na to, żeby było ich więcej.


Wracam do domu i tutaj okazuje się, że wszystkie moje dzieci są małe. Najmłodsze przez pierwsze 2h jest u mnie na rękach. Średnie kłóci się z bratem i tłumaczy mi, że nie może jutro iść do przedszkola. Najstarsze dla odmiany próbuje wszystkich przekrzyczeć żeby powiedzieć co u niego. Czasem jeszcze krzyczy na najmłodszą jak tylko zbliża się do niego.
Czas ma to do siebie, że płynie.

Mój organizm zaczyna domagać się snu. Zasypiam na siedząco, a dzieciaki potrzebują mamy. Wczoraj położyłam się koło nich. Dałam się chłopcom przytulić (Trzecia spała u siebie) i cieszyłam się że mam dwa boki, nie było w końcu kłótni.


Każdy dzień jest inny tak samo jak każdy człowiek postawiony na mojej drodze. A tych młodych ludzi jest mniej więcej około 203 sztuki. Idę machać kagankiem :).

Powrót do pracy

Mamy dziś 5 grudnia 2019 r. a ja wracam na zastępstwo tam gdzie już zastępowałam nauczyciela dwa lata temu. Historia w moim wypadku zatacza koło, tylko część młodzieży odeszła do szkół średnich. Dzieci z klas 5 i 6 to już młodzież a kilka klas młodszych będzie dla mnie całkowicie nowa.

Nie wiem jak to jest, ale ja chyba naprawdę lubię uczyć. Będą ciężkie momenty, będzie frustracja, ale ja naprawdę lubię to co robię.

Mój powrót do pracy to wyzwanie zarówno dla mnie, jak i moich szkrabów. Dodatkowo znów angażujemy rodzinę. Bez ich pomocy nie dałabym rady wrócić do pracy po zostaniu mamą. W praktyce wracam do pracy trzeci raz. W tym czasie za każdym razem najmłodsze latorośle jest zaopiekowane i awaryjnie ma się kto zająć chorowitkami. To jest naprawdę duży komfort psychiczny.

I na koniec zwierzenia Drugiego z wczoraj:
„Wiesz mamusiu, wczoraj śpiewali na koncercie pastorałkę która znam. Nie, to była kolęda. Też ją znasz. Była o małym Jezusie”.
Trafiłam 😉 za kolejnym razem conajmniej trzecim. Chodziło o „Pójdźmy wszyscy do stajenki”.

Doświadczenia Malucha

Mamy godzinę 22. Tatuś śpi, Pierwszy i Drugi chrapią. Trzecia to kobieta szukająca wrażeń i poznająca świat empirycznie. Doświadczenie to jest to co lubi. Co sprawdza?


Ile klocków LEGO Duplo mieści się w nogawce śpiochów ;). Wrzuca je przez dziury między guzikami ;). Jak sobie nie radzi z wyciąganiem przychodzi po pomoc ;). Najciężej znaleźć te małe LEGO 😉 Duplo są chociaż duże 😉 i nie chowają jej się pomiędzy małymi paluszkami.;). I tak się już bawi kolejny dzień. Aktualnie ma tam schowanych 6 klocków. Sięgają jej do kolana ;). I hałasują aż miło.

Wyciągnęłam je i teraz wkłada je z powrotem :).


Jakie to życie malucha jest fajne :). Tak niewiele trzeba aby zafascynować i zająć na dłuższą chwilę.

Świat oczami Drugiego

Mam 4 lata, to bardzo ważne, bo do niedawna miałem 3 i brat mówił do mnie „młody”. A ja przecież tyle potrafię – założyć buty, nalać sobie picie, budować z klocków. Bardzo lubię to ostatnie, ale albo przyjdzie mi ktoś i popsuje, albo brat się śmieje, że on i tak umie lepiej.

Zresztą on wszystko robi lepiej. Jak mnie tak wkurzy już ostro to ja mu wtedy daje „fangę” w to co popadnie. Jestem w tym niezły, bo reaguje dość szybko, nawet tak śmiesznie piszczy. Wtedy czuję, że to ja jestem ten duży i silny.

Lubię też wszystko co słodkie – kanapki z dżemem mógłbym jeść non stop. Tylko mama daje czasami zupę, w której zdarza się taka obslizgła cebula. Wiecie, że moja mama nie je kotletów z ketchupem? Dziwna nie? Ketchup pasuje do wszystkiego poza zupą i dżemem. Surówki też ketchup nie jest w stanie uratować.

Lubię też chodzić do przedszkola, nawet jest fajnie tylko czasem ja chcę malować a pani akurat mówi, że teraz idziemy na spacer. Normalnie jak już się zgodzę z nimi, że to dobry pomysł to ona nas wtedy zabiera z dworu i idziemy na obiad. Normalnie się nie może kobieta zdecydować.

A na obiad najczęściej jest nie to co chcę. Wczoraj na przykład były kotlety z ziemniakami, ja chciałem makaron z sosem. To dziś sobie pomyślałem, że jednak mogą już być kotlety. Pani przynosi jedzenie, a tam makaron. Czaicie? Ja makaron chciałem wczoraj. Zresztą! Nie dają tam ketchupu. Jakby nie wiedzieli, że bez tego nie ma jedzenia.

Nawet nie wiecie jaki wracam zmęczony po przedszkolu. Tutaj jakaś zabawa, tu wyjście, tam malowanie. No i jest bardzo głośno.
Przedszkole jak już tam jestem to nawet jest ciekawe, ani chwili się nie nudzę. Mam tam kolegów – czasem mnie ktoś szturchnie, czasem ja kogoś. Czasem się pokłócimy, a czasem razem bawimy. Tylko najgorsze jest to poranne wstawanie. Jakby nie mogło przedszkole być w domu? Ale byłoby fajnie.

Lubię też jak mama mnie ubiera. Krzyczę, że nie umiem, chociaż umiem. Czuję się wtedy taki zaopiekowany i kochany.

Bo wyobraźcie sobie, że mama załatwiła sobie nowe małe dziecko! No fajna jest ta mała, bo jak biegam i robię głupie miny to się śmieje. Ale czasami a nawet prawie cały czas mnie wkurza. Jak się przytulam do mamy to albo jęczy i mama idzie do niej, albo sama zauważy, że mama mnie przytula i przychodzi mnie zepchnąć. Z mojej mamy mnie spycha! Ja przecież byłem pierwszy nie? Albo jęczy, że ona chce moją zabawkę. Jak mówię, że nie dam to udaje że nie słyszy i i tak bierze. Normalnie dziwne to dziecko.
No i czasem śmierdzi. Ludzie kochani! Jak można robić do pieluchy? No wtedy to krzyczę żeby ją mama zabrała jak najdalej ode mnie. Może mnie już nawet nie przytulać.

A wiecie co jest najlepsze. Skakanie po łóżku. To trzeba robić tak cichutko, żeby nikt nie zauważył, a jak już zauważą to mają takie śmieszne miny. Brwi im się marszczą i głośno mówią. Ekstra sprawa. Zresztą jak nie mają dla mnie czasu i zaczynam rzucać zabawkami to od razu ktoś przychodzi. Można? Można! Jak będzie trzeba żeby zareagowali to i kopnę w drzwi. Bo czasem jak spokojnie się bawię i wołam to mówią „zaraz synku tylko zrobię herbatę” albo „za chwilkę tylko uśpię Trzecią”. A jak czymś rzucę od razu mama przybiega.


Swoją drogą nie rozumiem problemu – jak to uśpię Trzecią. Ja zasypiam sam, lubię być głaskany, ale nikt mnie nie usypia przytulonego. Czyli się da inaczej, więc ta mała mogłaby spać a mama się ze mną bawić.

Z tym jej snem to znowu jeszcze inny problem – „Nie krzycz bo śpi”. To ja przecież normalnie mówię, normalnie chodzę. Przecież w końcu się cieszę, że mama widzi moja budowlę. W końcu ma dla mnie czas, a ona zamiast powiedzieć jaki jestem wspaniały mnie ucisza.

No ale czasem bawimy się wszyscy razem i nawet mnie nikt nie wkurza, bo mała mnie słucha i nie rusza moich zabawek (no czasem trzeba na nią warknąć wcześniej). Zdarza się też, że są parówki na kolację a potem kanapki z dżemem. Dla takich chwil warto mieć 4 lata.

Finisz dnia

Reklamy tv grzmią – zrób conajmniej 5000 kroków dziennie. Odkryłam, że istnieją aplikacje które to obliczają i nie trzeba kupować specjalnego zegarka. No a tu chodziło tylko o zwykłą babską ciekawość.


Zainstalowałam i włączyłam aplikację kilka razy na wieczorny finisz dnia. Wiedziałam, że dużo chodzę. Byłam ciekawa ile dokładnie w ciągu 2h robię kroków. Wszak dystans jest niewielki – mieszkanie ma około 60 metrów kwadratowych.


Okazało się że przez ten czas, chodząc tylko po domu – kuchnia, łazienka i dwa pokoje. Robię codziennie około 1000 kroków tylko wieczorem. Niby nic nie robię, tylko ogarniam, przytulam, przygotowuje piżamki, godzę a czasem nawet idę się bawić.


Ciekawe ile kroków robię podczas zwykłego dnia od rana do wieczora. Tego jeszcze nie sprawdzałam. I przyznam się, że jestem bardzo tego ciekawa.

Dziecięce rozrywki

Mam strasznie dziwną mamę. Jak jest już ciemno i chłopcy leżą to nie pozwala mi po nich skakać. Zabiera mnie od nich i zaczynamy się bawić. Ja tam biegnę, ona mnie przytulając przenosi w inne miejsce. Wtedy ja z dzikim piskiem wracam z powrotem. Ja tak mogę długo, ona chyba też, bo dzielnie mi towarzyszy.


Lubię też czasem uderzyć Drugiego, on wtedy takie zabawne odgłosy wydaje – nawet warczy. Istnieje ryzyko, że odda ale zawsze warto się bawić.


Bardzo lubię też wchodzić na stół. Mam wtedy dostęp do wszystkiego co przede mną schowali. Zwłaszcza komórki. Tam pod telewizorem schowali takie coś z guziczkiem. Bardzo się złoszczą jak naciskam – chłopcy szczególnie głośno protestują gdy oglądają ulubioną bajkę. Zawsze mnie wtedy zabierają ale i tak warto. To taka super zabawa!


Ostatnio lubię też być samodzielna. Zakładam sama spodnie oraz buty (najlepsze są czyjeś, bo nogą swobodnie wchodzi). Ale najbardziej lubię nalewać sobie picia z pełnego dzbanka. No i lubię też używać tej dużej butelki z wodą. Jest taka duża prawie jak ja, ale chociaż ma tak duży otwór, ciężko nim trafić do kubka.


Znalazłam tutaj takie małe krzesełka i jeśli coś jest wysoko, to je sobie przynoszę i nie ma dla mnie miejsc niedostępnych. Rozrzucam wszystko po domu, żeby było widać, że nie śpię.
Mam taką super rozrywkę. Piję sobie i jak już mi się nie chce to wylewam tam gdzie stoję. Najlepsza jest wtedy mina mamusi – taka zdziwiona i niezbyt szczęśliwa.
Fajne to moje życie.

Plan był prosty – każde dziecko miało pójść do lekarza oddzielnie. Tylko jakoś tak wyszło, że byli chorzy i bilans 6-latka i 4-latka i szczepienie Trzeciej przesuwały się niebezpiecznie w czasie. Jak się okazało, na horyzoncie mogły pojawić się w najbliższym czasie duże domowe zmiany (o nich w wiadomościach prywatnych a oficjalnie dopiero jak wejdą w życie). Dzieci aktualnie (co naprawdę szokujące) bez kataru i kaszlu a znalezienie czasu na pójście do lekarza będzie dużo trudniejsze niż teraz.

Postanowiłam iść na żywioł – poprosiłam tatę o ustawienie się w dlugaśnej kolejce w przychodni i zorganizowanie 3 numerków na dzieci zdrowe na następny dzień. Udało się! Następnie poprosiłam mojego brata o towarzyszenie nam w przychodni. Miał mieć pod swoją opieką dwójkę dzieci których chwilowo nikt nie badał.

Teraz uruchomić trzeba wyobraźnię. Poranek zaczął się nie wybitnie wcześnie ale był jeszcze czas na bajkę. Drugi poprosił o płatki. Matka z obłędem w oku zrobiła i dodatkowo uczyniła sobie kawę. Na koniec postanowiła wstawić słoik do lodówki. Słoik się wymksnął z nieprzytomnych dłoni. Dziecko stwierdziło, że ono jednak nie chce płatków. Potem wstała pozostała dwójka.

Jedno jeść nie będzie bo nie głodne. Młoda biega po pokoju i kręci się w kółko. Drugi kładzie nogi na stole. Pierwszy zaczyna biegać po domu i mówi, że on dziś zębów nie umyje i co mu matko zrobisz?

Matka grzecznie pyta co zjedzą na śniadanie. Zgadzają się na kanapki z dżemem. Matka nie może otworzyć dżemu – proponuje zmianę. Drugi wpada w czarną rozpacz. Matce udaje się otworzyć słoik. Podaje – Drugi je dwie kanapki, Pierwszy liże i stwierdza że za słodko, Trzecia wsadza twarz w kanapkę i ocenia językiem smak.

Trzecia spędza chwilę w wannie. Mama przekazuje najstarszemu prośbę o zmianę image na taki dzienny. Pierwszy słyszy kolejną prośbę żeby nie tarzał się po ubraniu siostry. Trzecia ucieka, Pierwszy w samych majtkach biega po domu i robi lasso z koszulki. Drugi je kanapkę. Pierwszy zakłada spodnie i dalej biega zachowując się jak cowboy. Trzecia po założeniu połowy ubrań ponownie ucieka.

Pierwszy myje zęby i przychodzi „huhać” na matkę, bo użył mocno miętowej pasty. Trzecia kolejny raz prosi o dołożenie na szczoteczkę pasty do zębów. Drugi nadal je kanapki z dżemem. Matka w końcu ubrała córkę w całości.

Pierwszy z Trzecią pakują zabawki do plecaka. Drugi idzie „oddżemić” buzię i umyć zęby. Później skacze po łóżku w samych majtkach. Następnie piszczy z radości i zakłada resztę ciuchów, bo matka zaczyna powoli tracić kontrolę nad czasem.

Dzieci idą zakładać ubrania wierzchnie. Trzecia ubiera się grzecznie, wszak lubi być na dworze. Pierwszy wraca w ubłoconych butach do pokoju, bo zapomniał kostki do gry. Drugi chce iść w tenisówkach lub w kaloszach. Leży na ziemi i próbuje postawić na swoim. W końcu matce udaje się go przekonać do założenia butów adekwatnych do pogody.

W autobusie Trzecia chce i siedzieć koło braci i chodzić po autobusie. Chłopcy czule się kopią i kłócą, który jest mądrzejszy. Po wyjściu biegną obejrzeć wystawę sklepową z zabawkami i wchodzą do sklepu. Miło uśmiechają się do pani i nic nie niszczą.

Trafiają w końcu do przychodni. Chłopcy wyciągają grę i zgodnie w nią grają. Trzecia chce koniecznie zwiedzić wszystkie pomieszczenia. Przychodzi wujek. Dzieci kłócą się które wejdzie pierwsze bo żadne nie chce. Do gabinetu wchodzi jednak Drugi, reszta zostaje z opiekunem.

Dzień dobry nazywam się Drugi Nieuczesany

powiedział rezolutnie

A teraz powiesz mi co widzisz

mówi pani pielęgniarka i pokazuje kolejno „kaczkę, koło i domek”

Kaczka! Kółko! Obora!

dzielnie rozpoznaje Drugi

Tyle lat pracuję i pierwszy raz dziecko powiedziało coś innego niż „dom”

a ja pomyślałam, że niewiele w życiu słyszała 😉

Teraz zamiana dzieci wchodzi rezolutny sześciolatek:

Dzień dobry! Nazywam się Pierwszy Nieuczesany

przywitał się

No pierwszy raz tak się zdarzyło że dzieci wchodzą i się przedstawiają imieniem i nazwiskiem.

pani doktor była wyraźnie zachwycona

Chyba wszystkie trzy byłyśmy ciekawe co powie Pierwszy na domek, który jest na tablicy i młody zaczyna:

Kaczka! Koło! Stodoła!

rozpoznał mój syn, a ja zaczęłam się śmiać.

Mamo przecież dobrze mówię. To jest stodoła!

obruszył się

Synku, śmieję się, bo wszystkie dzieci mówią, że to dom i Drugi mówi że to obora i byłyśmy ciekawe co ty powiesz.

uspokoiłam dziecko.

No widać, że dzieci mają duży zasób słownictwa

podsumowała pani doktor.

Potem weszła Trzecia, która już tęskniła za mamą. Jak nie moje dziecko siadła i zaczęła się ładnie uśmiechać. Poszła się zważyć, dała zmierzyć, pokazała gardło i dała się osłuchać. Jednak nie może być zbyt pięknie – musiał zacząć się płacz! Badanie się skończyło. Ale że tak szybko? Ona chce chce chce! 🙂

Potem wszystko w normie – Drugi obraził się z 5 razy i planował pobić wszystkich wokół ale czasem się hamował. Trzecia planowała iść w inną stronę niż ja. Pierwszy chwalił się, że wszystko robi lepiej niż młodszy dwa lata brat.

Dziś są w przedszkolu! 🙂