Historia mojego ulubionego pączka

Mniej więcej 6 lat temu, na początku swojej pierwszej ciąży miałam masakryczny wręcz wstręt do słodyczy :). Jednak wtedy w Tłusty Czwartek miałam ochotę na jednego, nieociekającego lukrem i nie spalonego – takiego z paseczkiem jasnym. I wtedy go nie znalazłam :(. Fakt, że czułam się „kwitnąco” i długo nie szukałam 😉

Kupiłam wtedy jednego bardzo brązowego z okropnie grubym i słodkim lukrem. Do dziś mnie wzdryga ;). Dopiero rok później dowiedziałam się, gdzie mogę takowe nabyć i od 5 lat jadam tylko te ;).

Dziś zabrałam dzieciaki do fajnego placu zabaw w centrum i kupiłam koszmarnie drogie wypasione pączki ;). W efekcie najbardziej była zadowolona Trzecia, bo dostała na wyłączność kajzerkę. Chłopcy stwierdzili, że za słodkie ;).

Kupiłam 12 sztuk moich ulubionych z cukrem pudrem – zostały dwa ;). Fakt, że jedliśmy je we trójkę ;), ale jesteśmy usatysfakcjonowani ;).

Tylko Drugi trzy razy przychodził do mnie z prośbą: „Mamo, możesz dogryźć mi się do dżemu?” ;).

Kodeks drogowy jest najlepszy

Gdy dzieci już zdrowsze, ale nadal winny nabierać odporności, a matka już lekko ma mózg przekręcony w poprzek od nadmiaru miłości domowej. Zamiast czytać trzeba rzucić dzieciom komiks z kolorowymi obrazkami autek. Przyjemne bo nie trzeba tłumaczyć, ciche bo leżą w skupieniu! A i pożyteczne, bo nigdy dość wiedzy ;).

Czuję się lepiej niż wyglądam

Najpierw myk najstarszy na ręce, potem myk młodszy do przytulenia. Nie oszukujmy się – każdy waży powyżej 15 kg, a ich wzrost to 2/3 mojego ;). Próbowałam zrobić zdjęcie i nie zgubić komórki przy tym.

Jeśli chodzi o noc była przespana w tej samej ilości co zwykle – czyli +/- 4h, tylko że tym razem Młoda zaplanowała około 2 godziny imprezę na półtorej ;).

Poprzedni tydzień był dość ciężki bo musiałam załatwić sprawy urzędowe a i dzieci niedomagały. Wierzę w to, że pokłady cierpliwości których nie znałam 😉 i spokoju będą owocowały. A że matka też wbrew pozorom zaraża się od dzieci, to mogłabym się czuć lepiej ;). Ale i tak czuję się lepiej niż wyglądam na tym zdjęciu ;).

Jak czemu je dałam? Bo ono dla mnie jest pełne miłości, siły i troski o które nigdy siebie nie podejrzewałam :).

O twardej Marysi

Udało się 🙂 nadal czytamy, nadal mamy swoje rytuały, a ja w końcu poznam historię Sierotki Marysi ;).

Czytanie z trójką dzieci ma swoje fizyczne ograniczenia. Warto mieć książkę z twardą oprawą, coby się nie gięła i literki nie żyły własnym życiem ;). Wypożyczyłam inną wersję bajki w bibliotece i milej się czyta :). Książkę trzymam najczęściej jedną ręką, bo na kolanach pożywia się Trzecia 😉

Co tam u nas? Tydzień pełen matczynej miłości :). Kiedyś wyzdrowieją ;). Tylko to jeszcze nie będzie jutro ;). Już bliżej wiosny, zwiastunem tego jest schowany odkurzacz, bo nie trzeba czyścić Młodej noska ;). Takie małe a cieszy.

A to czytanie 🙂 to taki mój mały matczyny sukces, co prawda mało kto wierzy, że ja serio im czytam 😉 bo opowiadają o innych atrakcjach, ale ja wiem swoje ;).

Pociągiem kieruje dziecko

Ostatnio inna intencja była wpisu, a wyszedł inny temat przewodni. Akurat rzeczywiście rad ostatnio dużo w moim życiu, jednak w sercu mam inną myśl. Mogę być wzorem , mogę coś mówić, ale ten pociąg i tak jedzie z innym maszynistą niż ja.

Wstydzę się ostatnio publicznie, gdy wiem co po wysłuchaniu mojego syna mogą myśleć o nas jako rodzicach mijający nas ludzie :). Po pierwsze młody ma dobrze rozwiniętą wyobraźnię i talent do opowiadania. Po drugie dobrze słucha kolegów, bo jak inaczej wyjaśnić znajomość filmów o super bohaterach których nie oglądał? Nie mówiąc już o innych rzeczach.

Tłumaczę mu zasady współżycia społecznego i…

…i puszczam w świat nie mając kompletnie kontroli nad tym jak on będzie reagował na grupę i to jaki sposób na przetrwanie sobie wybierze. Mogę przykładem swoim mówić „dzień dobry” w sklepie i wcale nie wiem czy mój syn się wita.

Naprawdę trudno uznać, że ten słup do którego mówimy jest jednostką samodzielną, która pozwoli się kierować tylko częściowo. My możemy tylko lub aż towarzyszyć. I dawać wsparcie i miłość.

Kępki nieuczesane od 2018

Pozwoliłam sobie ściągnąć wszystkie krótkie myśli, które pojawiły się na Facebook od początków do dnia dzisiejszego 🙂 Kolejność losowa 🙂


Jeśli chcesz, by niemowlak zjadł dawkę antybiotyku, musisz udawać że to rozszerzanie diety i poznawanie nowych smaków.

Dając dzieciom wszystko na tacy, zabijamy w nich wyobraźnię

Mama powinna spać w niewygodnej piżamce, żeby nie zapomniała jej zmienić. Ewentualnie należy spać w wygodnym ubraniu domowym i go nie zmieniać w dzień tylko na noc. Oszczędność czasu i pamięci.

Odwagi! Niemowlęce umiejętności rosną wprost proporcjonalnie do doświadczenia rodziców 

Jeśli nie widzisz małych przyjemności, uważaj, bo zaraz Ci je odbiorą byś je docenił.

Nie martw się złymi chwilami dziecka, ani nie ciesz dobrymi, bo dziecku bardzo szybko potrafi się wszystko zmienić .

Mieszane uczucia są wtedy, gdy nie wiesz czy się cieszyć, że dziecko samo sobie robi kanapkę, czy się obrazić bo pogardziło twoim posiłkiem.

Najlepiej robi się kupę w świeżo wymienioną pieluchę.

Każdy dzień, nawet ten szarobury, z pewnością ma jakieś inne, miłe odcienie.

Jeśli masz wrażenie, że mama jest lekko nieobecna, taka jakby zaspana, należy jej pomóc wrócić do życia i uderzyć brata, ewentualnie rozwalić mu jego budowlę.

Radość ze spokojnego i rozespanego poranka, niewątpliwie zmieni się w imprezę nocną.

Czas na pierwsze buty

Mama już od długiego czasu ignoruje moje jęki i stęki. Najgorsze jest to, że nawet jak uciekam to mnie łapie. Czasem czuję się jak Elastyna (wyginam się na wszystkie strony), a ona uparcie założy mi te straszne ubranko w którym nie mogę robić tego wszystkiego na co mam ochotę.

Tyle czasu się wyginałam i kopałam nóżkami – najlepiej idzie kolankiem – aż dziś po tym jak mama zapięła kombinezon, poczułam nagle cudowny luz. Najpierw powiedziała Zamek!? Teraz!? i jeszcze coś próbowała robić ale taki mały kawałek dziwny został jej w ręce. Zaczęła się śmiać. A mnie do śmiechu namawiać nie trzeba. Pośmiałyśmy się razem. Ale efekt osiągnęłam – ściągnęła ten bałwankowy ciuszek.

Tylko mnie zaskoczyła, bo nałożyła drugi ciuch, podobno bardziej nieprzemakalny i mówiła, że w ostateczności pozwoli mi w nim raczkować. Tylko w stopy było zimno. Przyniosła mi takie ciapki skarpetkowe na nogi i zanieśli mnie do samochodu. Ogólnie niby ręce mam wolne, nie czuję się jak bałwan, ale jednak to nadal nie jest to, co bieganie bez ciuchów, ale widocznie luzu więcej matce zabrakło.

Coś tam mówiła do taty, że koniec zaklinania rzeczywistości i musi mi w końcu wyciągnąć buty z szafy. No i mam 😀 tylko nie wiem po co, jak mi się w nich niewygodnie stoi? Zero luzu w tej matce, zero!

Trzecia (10 miesięcy i 7 dni)

Co za matka!

Małe dzieci mały kłopot. Duże dzieci duży kłopot. Ja bym to stwierdzenie zmodyfikowała. Każdy etap rozwoju dziecka ma swoje wyzwania. I na dany moment jest to wystarczające ciężkie zadanie.

Człowiek, który się rodzi jest całkowicie zależny. Poznaje świat od zera. Nadal fasynuje mnie to, że Trzecia urodziła się niecały rok temu, a teraz jest jednostką samodzielną z własnym i specyficznym poczuciem humoru.

Doświadczenie mam krótkie i wiem, że wiele szokujących i trudnych momentów dopiero przede mną. Ja wiem, że wpływ na nich ma nie tylko nasza rodzinna relacja, lecz również ludzie na których trafiają na swojej drodze. Ludzie teoretycznie też to wiedzą.

Ostatnio realnie mierzę się dzień w dzień z oceną mnie jako mamy. Standardowe „gdzie ma czapeczkę” matki trójki dzieci nie dotyczy. Tutaj są porady wyższego kalibru.

Nie oszukujmy się – jeśli dziecko nie ma w szafce przedszkolnej zapasowych portek (dzień wcześniej były) to pierwsza myślą jest to, że „mama nie dała”. Jeśli dziecko rzuca się na ziemię, to mama pozwoliła.

Jeśli opowiada, że gra w gry i je opisuje ze szczegółami, myślimy, że mama nie poświęca czasu i nie kontroluje korzystania ze sprzętu. Jeśli młody człowiek przerywa rozmowę dorosłym to znaczy, że mama nie wytlumaczyła. Jeśli za dużo się rusza to mama powinna więcej dyscypliny wprowadzić.

Tylko matka i matka. Tak jakby większość dzieci nie posiadała ojców ;). Ojciec moich zdziwił się ostatnio, czemu nikt jemu nie daje publicznie rad wychowawczych. Życzliwi tylko mnie instruują.

I mimo tego, że wiem o tym, że nie na wszystko nam wpływ, bo to jest mały człowiek, który na swój sposób odreagowuje dzień, to jednak czasem ta ludzka ocena mnie ostro przytłacza.

Różnie ludzie reagują na strach, ci mali jeszcze bardziej nieprzewidywalnie. Tyle ile ja się nasłuchałam ostatnio na temat tego, jak powinnam prowadzić przez świat moje dzieci, to moje. Rady nawet mądre, tylko co z tego jak niepotrzebne, bo właśnie to robimy?

Czemu o tym piszę? Wiem, że nie tylko ja czuję wzrok specjalistów od relacji z moimi dziećmi. Nie tylko ja, mimo świadomości tego, że powinnam asertywnie poinformować samozwańczych pomocników, co myślę o ich radach, w wolnej chwili to przeżywam.

Dziecko to nie robot w którym włączymy oprogramowanie i na końcu drogi będzie szczęśliwym, asertywnym i pewnym siebie człowiekiem, który będzie empatyczny i wrażliwy. Bardzo żałuję :), byłoby to mniej stresujące, aczkolwiek chyba nudne.

Popełniam błędy o których wiem, takie o których się kiedyś dowiem oraz takie o których się nie dowiem. Staram się być najlepszą mamą i najlepszym wzorem dla moich dzieci jakim potrafię być w tym momencie.

Myślę, że fajnie by było, żeby na tej podstawie nauczyli się, że nie ważne jest to co myślą o nich inni. Super by było, gdyby nie bali się popełniać błędów, bo to rzecz ludzka. Nie myli się wszak ten co nic nie robi.

2 lipca 2018

Tekst przeniesiony z fanpage na Facebooku

Przed chwilą miałam przyjemność zatrzymać się nad życiem i zastanowić nad tym, co mnie cieszy.
Jak się okazuje, mimo różnych matczynych momentów i chwil bezsilności, gdy wydaje się, że moje słowa i przykład uderzają w mur dziecięcego buntu, takich miłych chwil też jest dużo.
Naprawdę jestem wzruszona, gdy Pierwszy rozgląda się w autobusie i ustępuje miejsca komuś, kto tego bardziej potrzebuje. Miło zobaczyć błysk zrozumienia w oczach Drugiego w momencie tłumaczenia, że jeśli ktoś śpi to nie należy drzeć się na pół osiedla. Bardzo lubię, kiedy Trzecia robi mi pierwszą nocną pobudkę około 5 rano 🙂 czyli daje mi szansę przespać aż 6h.
Radość sprawia mi 10 min. w wannie, gdy nie słyszę kolejnej awantury. Najpiękniejsze są chwile, gdy przytulają mnie i mówią „kocham Cię, mamusiu”.
Jasne, że każdego dnia w którymś momencie jestem zmęczona i wydaje mi się, że robię coś nie tak. Jednak te chwile, w których czuję, że to wszystko ma sens, są zdecydowanie mocniejsze.
Zwykły dzień zawsze ma w sobie coś pozytywnego – warto to zobaczyć.

Taka jak w przedszkolu

Odbyłam dziś rozmowę telefoniczną z Pierwszym – Mamusiu zrobisz dziś kurczaka?

Pytanie o tyle szokujące, że Pierwszy nie jada kurczaka. Patrzy mówi „ble” i w ostateczności na obiad zostaje mu woda.

Wrócili i młody kontynuuje – i ten kurczak ma być z ryżem i taką sałatką z kukurydzą.

Ale jaką? – pytam dociekliwe

Nie wiesz? No taką jaką zrobiła pani dziś w przedszkolu – podpowiada młody.

Synku, ale mnie nie było w przedszkolu, powiedz co w tej sałatce było oprócz kukurydzy? Sałata? Lodowa? „Pekińska” jak robię?

No, sałata pekińska i kukurydza i szczypiorek. – poinstruował mnie panicz.

Ale wiesz, że najprawdopodobniej nie wyjdzie takie samo jak u pani? To jakby co nie biegaj i nie piszcz, że nie takie ;). – przekazałam najważniejszą informację w związku z wyznaczonym mi zadaniem.

Ruszyłam do sklepu po kurczaka, który nie zdążyłby się rozmrozić (zresztą nie wiedziałam, czy chodzi mu o uda czy podudzia), pekińską i szczypiorek. Promocja była to kupiłam też paprykę na kanapki.

Zawołałam młodego człowieka, bo tu mogłam jak saper, pomylić się tylko raz ;). I nagle mu się przypomniało! Zanim wrzucę kukurydzę trzeba pokroić paprykę w kostkę ;). Ufff – nie musiałam biec do sklepu 😉

Wymieszał, sprobował i pochwalił ;).

Już wiem, że wolą udziec z kurczaka a sałatka rzeczywiście dobra ;).

Na koniec usłyszałam najpiękniejsze słowa jakie może usłyszeć mama „Wiesz! Jesteś kochana” :). Warto było!