Co za matka!

Małe dzieci mały kłopot. Duże dzieci duży kłopot. Ja bym to stwierdzenie zmodyfikowała. Każdy etap rozwoju dziecka ma swoje wyzwania. I na dany moment jest to wystarczające ciężkie zadanie.

Człowiek, który się rodzi jest całkowicie zależny. Poznaje świat od zera. Nadal fasynuje mnie to, że Trzecia urodziła się niecały rok temu, a teraz jest jednostką samodzielną z własnym i specyficznym poczuciem humoru.

Doświadczenie mam krótkie i wiem, że wiele szokujących i trudnych momentów dopiero przede mną. Ja wiem, że wpływ na nich ma nie tylko nasza rodzinna relacja, lecz również ludzie na których trafiają na swojej drodze. Ludzie teoretycznie też to wiedzą.

Ostatnio realnie mierzę się dzień w dzień z oceną mnie jako mamy. Standardowe „gdzie ma czapeczkę” matki trójki dzieci nie dotyczy. Tutaj są porady wyższego kalibru.

Nie oszukujmy się – jeśli dziecko nie ma w szafce przedszkolnej zapasowych portek (dzień wcześniej były) to pierwsza myślą jest to, że „mama nie dała”. Jeśli dziecko rzuca się na ziemię, to mama pozwoliła.

Jeśli opowiada, że gra w gry i je opisuje ze szczegółami, myślimy, że mama nie poświęca czasu i nie kontroluje korzystania ze sprzętu. Jeśli młody człowiek przerywa rozmowę dorosłym to znaczy, że mama nie wytlumaczyła. Jeśli za dużo się rusza to mama powinna więcej dyscypliny wprowadzić.

Tylko matka i matka. Tak jakby większość dzieci nie posiadała ojców ;). Ojciec moich zdziwił się ostatnio, czemu nikt jemu nie daje publicznie rad wychowawczych. Życzliwi tylko mnie instruują.

I mimo tego, że wiem o tym, że nie na wszystko nam wpływ, bo to jest mały człowiek, który na swój sposób odreagowuje dzień, to jednak czasem ta ludzka ocena mnie ostro przytłacza.

Różnie ludzie reagują na strach, ci mali jeszcze bardziej nieprzewidywalnie. Tyle ile ja się nasłuchałam ostatnio na temat tego, jak powinnam prowadzić przez świat moje dzieci, to moje. Rady nawet mądre, tylko co z tego jak niepotrzebne, bo właśnie to robimy?

Czemu o tym piszę? Wiem, że nie tylko ja czuję wzrok specjalistów od relacji z moimi dziećmi. Nie tylko ja, mimo świadomości tego, że powinnam asertywnie poinformować samozwańczych pomocników, co myślę o ich radach, w wolnej chwili to przeżywam.

Dziecko to nie robot w którym włączymy oprogramowanie i na końcu drogi będzie szczęśliwym, asertywnym i pewnym siebie człowiekiem, który będzie empatyczny i wrażliwy. Bardzo żałuję :), byłoby to mniej stresujące, aczkolwiek chyba nudne.

Popełniam błędy o których wiem, takie o których się kiedyś dowiem oraz takie o których się nie dowiem. Staram się być najlepszą mamą i najlepszym wzorem dla moich dzieci jakim potrafię być w tym momencie.

Myślę, że fajnie by było, żeby na tej podstawie nauczyli się, że nie ważne jest to co myślą o nich inni. Super by było, gdyby nie bali się popełniać błędów, bo to rzecz ludzka. Nie myli się wszak ten co nic nie robi.

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego, Drugiego i Trzeciej. Z wykształcenia nauczyciel historii - "wierzący i chwilowo niepraktykujący". Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

2 myśli na temat “Co za matka!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *