Historia mojego ulubionego pączka

Mniej więcej 6 lat temu, na początku swojej pierwszej ciąży miałam masakryczny wręcz wstręt do słodyczy :). Jednak wtedy w Tłusty Czwartek miałam ochotę na jednego, nieociekającego lukrem i nie spalonego – takiego z paseczkiem jasnym. I wtedy go nie znalazłam :(. Fakt, że czułam się „kwitnąco” i długo nie szukałam 😉

Kupiłam wtedy jednego bardzo brązowego z okropnie grubym i słodkim lukrem. Do dziś mnie wzdryga ;). Dopiero rok później dowiedziałam się, gdzie mogę takowe nabyć i od 5 lat jadam tylko te ;).

Dziś zabrałam dzieciaki do fajnego placu zabaw w centrum i kupiłam koszmarnie drogie wypasione pączki ;). W efekcie najbardziej była zadowolona Trzecia, bo dostała na wyłączność kajzerkę. Chłopcy stwierdzili, że za słodkie ;).

Kupiłam 12 sztuk moich ulubionych z cukrem pudrem – zostały dwa ;). Fakt, że jedliśmy je we trójkę ;), ale jesteśmy usatysfakcjonowani ;).

Tylko Drugi trzy razy przychodził do mnie z prośbą: „Mamo, możesz dogryźć mi się do dżemu?” ;).

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego, Drugiego i Trzeciej. Z wykształcenia nauczyciel historii - "wierzący i chwilowo niepraktykujący". Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *