Wioska

Tak się jakoś trafiło, że długi weekend obfitował w czas z moim i męża rodzeństwem. W praktyce dzieciakami nie opiekowali się tylko Ci którzy są poza Lublinem :).

Czytałam kiedyś, że do wychowania dziecka potrzebna jest cała wioska. Sama mam dużo wspomnień związanych z babcią. Relacje rodzinne są dość ważne. Akurat nasza trójka to pierwsze i jedyne dzieci w obydwu rodzinach (może kiedyś się to zmieni).

Pierwszy jako „pierwszy w tym pokoleniu” ma ciężko. Pomijając wybitne rozpieszczanie ;). Chodzi o to, że naprawdę wszystkie zabawki w zasięgu jego wzroku były dla jego, do czasu gdy pojawiła się konkurencja w postaci Drugiego. Dodatkowo była to domowa konkurencja 24 na dobę, więc dodatkowy szok. Póki co chłopcy są w stanie zrozumieć, że zabawki u dziadków są wspólne, ale to, że to są też dla innych dzieci nie mieści im się w głowie.

Pierwszy nadal na placu zabaw najlepiej dogaduje się z dorosłymi. Łatwiej mu złapać kontakt z opiekunami niż z rówieśnikami. Drugi natomiast naturalnie wchodzi w koleżeńskie. Trzecia ma w nosie rówieśników, wybiera bujaczki, samodzielne chodzenie i raczkowanie po błocie gdy się odwrócę (robi to z piskiem radości szybko zwiewając).

Każda relacja dzieciaków z każdym członkiem tej dużej rodziny jest unikalna. Nie ukrywam, że nie do końca jestem w stanie wpłynąć na młode jak się zachowują przy cioci, jeśli mnie przy tym nie ma. Tutaj tworzy się relacja na którą tylko częściowo mam wpływ.

Mam niejaki wpływ na zachowanie dzieci, chociaż nigdy nie jestem pewna czy tym razem się udalo. Jednak świadomość, że jeśli będą zachowywać się jak dziki i będzie to niebezpieczne to ja się nie zgodzę na samodzielne spacery z danym członkiem rodziny, póki co przynosi skutek. Jakoś działa na nich hasło: „robi się niebezpiecznie jak tak robicie” na nich działa.

Naprawdę moje serce rosło, gdy widziałam, że potrafią cioci siąść na kolanach i w ciszy coś obejrzeć. Przytulone braterskie zdjęcia ze spaceru sam na sam z ciocią mnie rozczuliły. Potem stryjka poprosili o pomoc w budowaniu kopalni srebra z klocków LEGO. Oczywiście na kolanach wylądowała też Trzecia. Ostatni obrazek rodzinny jest już dość standardowy, bo ten wujek najczęściej ma na głowie moje dzieci (to ta relacja jest obrazkiem głównym tego wpisu). Na zdjęciu jest mój brat grający w szachy z chłopakami i przytulający Trzecią, która czeka na moment, w którym będzie mogła zabrać kółka figur z szachownicy. Często jeszcze wujek żongluje, żeby zainteresować młodą czymś innym niż plansza. Często też grają w go lub inne gry planszowe.

Czy potrzebna jest wioska do wychowania człowieka? Oczywiście, bo każda relacja jest inna, każda daje coś innego. Ja mogę popychać, tłumaczyć, opowiadać, ale to w tych rodzinnych relacjach wychodzi to co trzeba tłumaczyć młodemu człowiekowi.

Czytałam gdzieś, że dzieci najbardziej nieznośne są przy rodzicach. To oznacza, że mogą „wrzucić na luz” bo czują się bezpiecznie. Odreagowują i to dobrze, że tak jest. I tego się trzymam, zwłaszcza wtedy gdy „skaczą po lampach”, jęczą i marudzą. Jeśli tak jest tylko przy mnie to znaczy, że jestem dobra mamą ;).

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego, Drugiego i Trzeciej. Z wykształcenia nauczyciel historii - "wierzący i chwilowo niepraktykujący". Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *