Jak to na meczu było

Norwegia-Honduras podczas Mistrzostw Świata U20

Mamusiu czy pójdziemy na prawdziwy mecz na stadionie?

Spytał w niedzielę Pierwszy

Nie lubię tłumów, imprez masowych, a nawet wybitnie nie lubię piłki nożnej. Mój mąż piłki nożnej i imprez masowych nie lubi jeszcze bardziej niż ja. Moją wymówką było do tej pory „oj nie ma kasy na mecz na stadionie”.

Wczoraj Pierwszy w podskokach (dosłownie) przyniósł mi kilka kartek A4 z tekstem „Dostałem od pani bilety na mecz”.

Znacie te reklamówki i „darmowe bilety do cyrku”? Myślałam, że to takie ;). A tu niespodzianka – najprawdziwsze 4 bilety (w tym miejscu bardzo dziękuję za tę ilość, bo logistyka by padła) na mecz następnego dnia o godzinie 18.

Pokonaliśmy wszystkie przeciwności, tatuś zgłosił się do opieki nad Trzecią. Jeden wujek odetchnął, że tym razem nie on idzie. Drugi wujek nam towarzyszył.

Podekscytowanie Pierwszego było przez dobę na wysokim poziomie skakania. Drugi był w miarę spokojny. Na bramkach okazało się, że nie pomyślałam o tym, że trzeba Pierwszego ostrzec przed kontrolą na bramkach, ale obyło się bez wybitnej awantury tylko z lekkim „foszkiem”.

Po kilku minutach od rozpoczęcia meczu Drugi stwierdził, że już był na meczu i możemy isć. Pierwszy dla odmiany coś oglądał ale dwóch goli nie widział i wyrzucił na podłogę całą pakę popcornu.

Potem były pielgrzymki do łazienki ;), przerwa podczas której Drugi tańczył i sprawia na nagraniu wrażenie zadowolonego. Na koniec Pierwszy podczas jedzenia popcornu ugryzł się w palec i tak przestraszył, że wyrzucił końcówkę drugiego ;).

Ogólnie mecz taki z tych ciekawych dla dzieci – łącznie było 12 do 0 dla Norwegii. Pod koniec szczerze kibicowałam Homdurasowi, żeby chociaż tak złych wspomnień nie mieli po wizycie w naszym mieście.

Wnioski proste – Trzecia da radę bez mamy wieczorem, Drugi na mecze nie będzie chodził bo zainteresowanie ma na poziomie średniej rodzinnej. Pierwszy będzie za każdym razem analizował czy na tyle mocno mu zależy żeby poddać się wszystkim procedurom bezpieczeństwa.

No i kto by pomyślał, że będziemy mieć przyjemność być na tak wyjątkowym meczu? 🙂

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego, Drugiego i Trzeciej. Z wykształcenia nauczyciel historii - "wierzący i chwilowo niepraktykujący". Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

4 myśli w temacie “Jak to na meczu było”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *