Dziwny czas

Plan był prosty. Przygotować Chrzciny Trzeciej i spokojnie zdawać egzamin na prawo jazdy.

Chrzciny udane, kamień z serca spadł a stres odpuścił. Zaczęłam zdawać teoretyczny. Okazało się, że mimo nauki nie było to ani pierwsze ani drugie podejście. W efekcie zdałam za trzecim razem podczas żałoby. W naszym życiu nagle zabrakło prababci, która była za ścianą. Tej która pozwalała chłopcom słodzić herbatę tyle ile chcieli. Herbata pachniała wyjątkowo, bo była robiona na kuchni węglowej. Chłopcy zdecydowali, że chcą być na pogrzebie. Pierwszy w smutku płakał „Mogłaś mi nie mówić, teraz jestem smutny”. Szczerze to wydaje mi się, że nadal to do nas nie dotarło.

Potem była super impreza – finał międzyprzedszkolnych zawodów sportowych. W reprezentacji przedszkola występował nasz Pierwszy, a my mimo upału głośno i radośnie mu kibicowaliśmy. Przywiózł 🏅 medal oraz piłkę i łopatę do piachu.

Niedziela była upalna. Pierwszy na dworze był 20 minut. Nagle usłyszałam płacz i przybył poinformować mnie, że spadł ze zjeżdżalni. Zrobiłam okłady, sprawdziłam czy nie puchnie ręka. Dałam chwilę odpocząć emocjom dziecka. Gdy zapakowałam zestaw wycieczkowy na SOR, młody się zmotywował, uśmiechnął i zaczął ruszać swobodnie ręką.

Po własnym dochodzeniu i analizie ran bojowych. Wiem już, że bawił się na ustawionej kostce na wysokość około 1,5 metra. Tam z kostki budował sobie coś i zrobił o jeden krok za daleko. Zrobił salto i poleciał w trawę. Spytany przez sąsiadkę czy wszystko ok, stwierdził idąc do mnie (zero płaczu) że jest w porządku.

W poniedziałek poszedł do przedszkola, bo założyłam że ręka jest obita i będzie bolała ale unieruchomienie jej tylko spotęguje ból. Jednak nie grało mi coś. W efekcie, po zasugerowaniu wizyty u lekarza przez osobę, która spędziła z nim więcej poniedziałku niż ja, wybraliśmy się do chirurga. Ten spytał czy dziecko które boli to ten skaczący chłopczyk. Następnie dotknął ręki i orzekł że najprawdopodobniej jest to złamany obojczyk i to opatruje tylko nasz dziecięcy szpital.

Po półtorej godziny na SOR wróciliśmy taksówką do domu. Na takie złamania nie zakłada się gipsu, ale i tak młody ma „pufy” z bandaża jak mały paker. Przynajmniej go już nie boli. Hopsa w swojej normie.

Już poukładałam życie na nowo, przy pomocy licznej rodziny. Przede mną w najbliższych dniach egzamin i najprawdopodobniej jeszcze jeden i może być tak że jeszcze jeden wiec pochwalę się dopiero po tym zdanym.

Taki trudny czas mamy ostatnio.

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego, Drugiego i Trzeciej. Z wykształcenia nauczyciel historii - "wierzący i chwilowo niepraktykujący". Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

3 myśli w temacie “Dziwny czas”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *