Plan daltoński okiem mamy

Plan daltoński w wykonaniu Drugiego – te drewno na ławce nosił samodzielnie po dwa kawałki. Nikt go nie prosił – sam się chłopaczyna czuł odpowiedzialny za ciepło domowego ogniska

Udało mi się cały cykl o planie daltońskim skleić „do kupy”. Fragment dopiszę, może kiedyś będzie kontynuacja jak uda mi się czegoś od moich dzieci dowiedzieć. Możecie jednak wierzyć, że są oszczędni w przekazywaniu informacji.

Nie jestem specjalistą w temacie i wiem tylko tyle co sama zaobserwuję i to co powie Pierwszy, resztę doczytałam 😉 i zrozumiałam po swojemu.
Twórczynią planu jest pani Helen Parkhurst. Nie bez powodu mam dużo skojarzeń z systemem Montessori. Obie panie w pewnym momencie swojego życia ze sobą współpracowały. 
Są trzy filary planu:
* Współpraca
* Samodzielność 
* Odpowiedzialność
A może inne? 😉 Ogólnie to mi wbiło się w głowę ;). 
Mój syn najbardziej się cieszy, gdy sam może zrobić sobie w przedszkolu kanapkę. Często chodzi do szatni po swoje rzeczy. Dzieci mają przeróżne „dyżury”. Jest dyżur przyprowadzania dzieci rodzicom (pod okiem opiekuna), dyżur stolikowy itp. Pierwszy uwielbia dyżur łazienkowy – według niego polega on na tym, że zaprowadza się dzieci na mycie rąk :). 
Dzieci czują się potrzebne, odpowiedzialne za swoje przedszkole i za siebie.

Lodówkowe dyżury z zeszłego roku – niewątpliwie posiadam talent plastyczny hihihi

Na zdjęciu nasze rodzinne dyżury -czyli dyżur pilnowania wyrzucania śmieci i przynoszenia papieru toaletowego. Czasem dopilnowane, czasem nie. To na dole to tygodniowe mycie zębów rano i wieczorem . Teraz tłumaczę od początku. Warto zauważyć, że każdy dzień ma inny kolor – musiałam zmodyfikować samozwańczo sobotę (w przedszkolu i sobota i niedziela to kolor biały).

Na samym początku bytności Pierwszego w przedszkolu sceptycznie podchodziłam do zaznaczania przez dzieci różnych aktywności. Jako atrakcja i urozmaicenie tak. Oznaczanie było dla mnie nieszkodliwą fanaberią przedszkola. 
Lekko się zdziwiłam gdzieś koło października drugiego roku bytności w przedszkolu, gdy odprowadzony przeze mnie Młody powiedział, że mówiłam, że już środa, a w przedszkolu na rozpisce jest zaznaczony wtorek czyli niebieski. Nie dość, że pamiętał jakie są nazwy dni tygodnia to jeszcze wiedział jakimi zajęciami dodatkowymi ten dzień się wyróżnia.
Drugą fajną sprawą jest daltoński zegar. Teraz już biorę go na serio 

;). Na tarczy są pozaznaczane kolorami przedziały czasowe (5 minut, 15, 30) i tak wizualnie dziecko widzi ile zostało do końca czasu na wykonanie zadania czy zabawy. Przy okazji, tak przypadkiem wyłapuje jak czyta się czas na standardowym zegarze. Czyli tak sobie przypadkiem… 
Młodzież, gdy zaznacza na tablicy swoją obecność oprócz zdjęcia swojej buzi (od tego roku były zmiany ze względu na RODO i zapamiętywali swój obrazek) ma również zapisane swoje imię i przy okazji wizualnie poznaje litery.
Póki co Pierwszy wpadł w system bardzo płynnie. Zobaczymy jak system sprawdzi się w przypadku Drugiego, ale przypuszczam, że wtedy zauważę jeszcze inne fajne rzeczy z planu, których do tej pory nie zauważam.

Dopisek po roku – Pierwszy może i wpadł w system płynnie, ale Drugi to jakby się w nim urodził, bo większość rzeczy już znał wcześniej z widzenia.

Wykorzystywanie umiejętności w praktyce czyli jak se nie pokroicie to mama jeść nie da 😉 a tak serio to świetnie się bawili przy krojeniu cukinii za to ja musiałam ten czas przewidzieć podczas gotowania

Co się stało z dorosłymi, że dziecko dwuletnie czy trzyletnie robiące sobie kanapkę, sprzątające po sobie talerz jest czymś dziwnym. Odkryłam to całkiem niedawno, bo otaczam się ludźmi myślącymi podobnie.

Moi rodzice wychowali zgrabną ekipę ludzi samodzielnych. Dość zabawne było, gdy mój brat poproszony o „załatwienie jedzenia na imprezę”, zrobił domową pizzę, roladę łososiową, piękne kolorowe kanapki i upiekł ciasto. Nie przyszło mu do głowy, że chodziło o zadzwonienie po catering.Dla moich koleżanek i kolegów naturalne jest to, że dzieci coś robią z rodzicami, same wchodzą na rakiety do wspinania i uczą się zakładać buty.

W tym wszystkim byłam pewna, że standardem w przedszkolu jest to, że się składa talerze w zgrabną „kupkę”. Jednak okazuje się, że dzieci, dla których takie rzeczy są normalne, na dyżurze w innych przedszkolach robią niejaką sensację takim zachowaniem. Gorzej, bo zamiast takie zachowaniapromować, w niektórych przedszkolach „zakrzykuje się” dzieci, że nie wolno.

To powinna być norma, jak to, że się zmienia buty w przedszkolu, że szanuje się cudzą pracę. Normą powinno być pomaganie pani i próby zamiecenia tego, co się rozsypało. Normą powinny być dzieci brudne, bo samodzielnie jadły.

Plan daltoński ma wiele ciekawych rozwiązań, kącików itp., ale jeśli chodzi o naukę samodzielności, to powinna być ona standardem w każdym przedszkolu, nie tylko w daltońskim. Gdzie jak nie w domu i przedszkolu, dzieci powinny odczuć, że mają moc zarówno brudzenia, jak i sprzątania. Gdzie mają nauczyć się szacunku do osób, które gotują i sprzątają? Jak mają nauczyć się jeść nie brudząc czy zamiatać nie rozwalając śmieci jeszcze bardziej?

Rzeczywiście szybciej i bezpieczniej jest samemu rodzicowi posprzątać, ale za kilka lat dwie lewe i nastoletnie zbuntowane ręce będą grzały pupy przed tv albo innym ustrojstwem. Będą nam wyrastały dzieci żywiące się w restauracji, tudzież gotowymi daniami ze sklepu, bo rodzice zapomnieli nauczyć, pokazać, bo dzieci się pokaleczą.

Czy nazwiemy to dyżurem, obowiązkiem, czy zwykłym rodzinnym życiem to już szczegół, ale to nieprawda, że jedyną wartością jest tylko „szkoła”, bo dorośli też nie tylko pracą żyją – wszak jeść trzeba, a żeby posiedzieć na necie to warto mieć jakieś ogarnięte siedzisko. Czasem warto też odświeżyć ciuszki ;).

Reasumując, nie wiedziałam, że moje dzieci mogły trafić do przedszkola, które będzie wychowywało inaczej niż ja, a co gorsza, mogłoby podkopać moja mozolną pracę u podstaw.

Kącik lekarski wersja pierwsza

Na wstępie chciałabym podziękować za pozytywny odzew i wszelką pomoc zPrzedszkole nr 14 w Lublinie

Pani dyrektor podpowiedziała kogo pytać o różne sprawy, p. Magda i p. Beata wyraziły zgodę na publikację zdjęcia, a pani Wiesia stworzyła mi listę aktualnych kącików – bardzo dziękuję!
Na zdjęciu jest kącik lekarski, teraz jest w sali Pierwszego. Kąciki powstały na przedszkolnym korytarzu 

🙂 i był grafik zabaw dla każdej grupy. Oprócz tego ukochanego przez mojego syna miejsca, był też kącik krejzolek (młody twierdzi, że tam można było sznurek przeciągać przez dziurki w kartce), z grami planszowymi, z puzzlami i z kredkami. Każde dziecko mogło znaleźć coś dla siebie. Nastąpiły od nowego roku szkolnego zmiany (dopisek – ciekawe czy od nowego roku znów się coś zmieni)

Kącik lekarski jest wraz z moim synem w sali (to był news pierwszego dnia). Oprócz tego są:
– kącik małego odkrywcy (lupy itp. zawsze w cenie),
– kącik teatralny, (z możliwością przebrania się),
– kącik „kodowanie na dywanie” (odwzorowanie kształtów),
– kącik z Froeblem – buduję, poznaję, manipuluję, konstruuję (czyli zabawy z darami Froebla)
– kącik sprawnych paluszków (brzmi lepiej niż „uczenie się wiązania butów i zapinania guzików” nie?),
– kącik kolorowej kredki, 
– kącik zmęczonego przedszkolaka (czyli szerokopojęty odpoczynek).
Znów zastanawiałam się po co to nazywać? Kredki, leżak, puzzle – po co udziwniać? 
Pierwszy w pokoju dziecięcym też stworzył różne kąciki – warsztat samochodowy, kącik kuchenny, kącik klocków. Od razu fajniej się odkłada rzeczy na miejsce i łatwiej kategoryzuje.
Zdecydowanie lepiej uczyć się poprzez zabawę, tak przy okazji. Są dzieci, które poradzą sobie zawsze bez względu na to jak nazwiemy kącik. Są też dzieci które na słowo „nauczymy się” reagują alergią, ale jeśli zaspokaja się ich naturalną ciekawość świata, uczą się niechcący 

Czas przedszkolny to z reguły jesień i zima. Nawet ja nie wytrzymuję z dziećmi za długo na dworze. Po podstawie programowej jest wiele godzin do zagospodarowania. Ile można czasu siedzieć w swojej sali? Z tego też powodu uważam, że zagospodarowanie korytarza to bardzo dobry pomysł.

Oni tam nic nie robią tylko się bawią!

Podręczniki, książki i zeszyty muszą być! Najlepiej to jeszcze praca domowa z języka angielskiego – podpisywanie obrazków. Na koniec ocena opisowa oraz naklejki (żeby dzieci porównały, który rodzic wieczorem więcej w ćwiczeniach napisał).
Po podstawie programowej przydałyby się zajęcia z programowania i język chiński. Oczywiście do tego tańce, basen i akrobatyka.
Paranoja! Dzieci uczą się często całkiem niechcący. Trzeba dać im na to szansę, a nie zabijać w nich kreatywność.
Nikt nie ukrywa informacji o świecie przed pytającym przedszkolakiem. Ćwiczenie pisania literek zaczyna się podobno już podczas raczkowania (tworzą się wtedy połączenia między neuronami). Potem podczas wspinania się po drabinkach 🙂 następnie przy samodzielnym jedzeniu i ubieraniu. Prace plastyczne i ugniatanie ciasta to również ćwiczenie późniejszego pisania. 
Pierwszy pyta i mnie i panie w przedszkolu i „rysuje” literki. Większość już rozpoznaje. Bawimy się w taką grę „na jaką literkę zaczyna się słowo” :). 
Zabawa 🙂 i zaspokajanie ciekawości przynoszą skutek. Dodaje, odejmuje 🙂 czasem matkę irytuje 😉 (tak się zrymowało).
Jestem drugim dzieckiem moich rodziców i chciałam się uczyć :). Drugi również jest jakiś taki bardziej skory do współpracy przedszkolnej. Pierwszy od początku zyskał w grupie „ksywę” buntownik. On nie chce się uczyć. On nie będzie teraz śpiewał, bo ma inną wizję itd. itd. 
Drugiemu będzie raczej wszystko jedno czy opiekun podąża za jego potrzebą czy nie. Dla Pierwszego jest to różnica. Myślę, że gdyby jego nauczyciele nie podążali za nim i jego predyspozycjami to nie tylko podczas wstawania nie chciałby tam chodzić. Wiem, że buduje dużo z klocków, wiem, że niektórzy opiekunowie, zanim zacznie, proponują by zrobił projekt. 
Naprawdę fajnie mieć w grupie współpracującego Drugiego (nawet jeśli w domu będzie gorzej współpracował). Trzeba mieć jednak sposób na te częściej spotykane przedszkolaki – nietypowe za którymi trzeba indywidualnie podążać. 
Ja już wiem, że on jak emocjonalnie dorośnie do szkoły to będzie umiał sam kawałek wiedzy zdobyć.
Jako nauczyciel wiem jak ciężko pracować z grupą i traktować każdego dzieciaka indywidualnie. Ten plan daje pomysły i pomaga się otworzyć na to, że każdy z nas jest inny. Wprowadzenie tego do placówki wiąże się z naprawdę cieżką pracą w głowie nauczyciela. Na studiach uczyli nas zupełnie czego innego :). Dlatego w tym miejscu dziekuję, że kadrze naszego przedszkola (Przedszkole nr 14 w Lublinie) chciało się to wprowadzić, bo naprawdę to była duża ilość pracy :). Plus praca i główkowanie każdego dnia :).

Udało mi się uzyskać kolejne informacje. Zajęło mi to prawie rok. Na początku tygodnia pojawiają się tzw. zadania daltońskie. Ilość oraz ich poziom trudności jest uzależniona od poziomu osób, które mają je wykonać. I tak najmłodsza grupa ma za zadanie pokolorować obrazek, a prawie najstarsza trzy różne zadania (ciężko powiedzieć jakie bo Pierwszy nie przykłada wagi w domu do zadań w przedszkolu).

Co jest najważniejsze – nikt nie pogania, nikt nie namawia. Zadania mają być do koń wuca tygodnia wykonane. Odznacza się to na specjalnej tablicy. Wiem (troszkę katowałam głowę Pierwszemu), że on zadania robi dopiero w piątki, bo wcześniej są ważniejsze rzeczy. Uczy to planowania pracy własnej i odpowiedzialności za przydzielone zadania.

Myślę, że to jest coś czego brakuje w naszej Polskiej szkole. Fajnie by było gdyby były wymienione zadania do wykonania i uczeń mógłby wybrać kolejność ich wykonywania. Załóżmy, że w danym dniu ma być matematyka, język polski, plastyka i muzyka. Można spokojnie dać młodemu człowiekowi możliwość zrobienia wszystkiego w kolejności przez siebie wybranej. Istnieje jednak ryzyko, że nauczyciel przestanie mieć kontrolę. A nasza polska szkoła to egzaminy i podstawa programowa i nauczyciele którzy są z tego rozliczani. Smutne to lekko.

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego, Drugiego i Trzeciej. Z wykształcenia nauczyciel historii - "wierzący i chwilowo niepraktykujący". Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

6 myśli na temat “Plan daltoński okiem mamy”

    1. Akurat plan daltoński to XIX w ;).
      Ale ogólnie tak 🙂 tylko nie stosowałaś odznaczania się na tablicy i kolorowego zegarka ;).
      Ogólnie chodzi o szkolne i przedszkolne funkcjonowanie 😉 gdzie wszystkim łatwiej jest wprowadzać niemiecki dryg ;).

  1. Przecież, to kiedyś, w erze przedhistorycznej było normą w każdym przedszkolu, a nawet u dwulatków w żłobku…

    1. Oj tak kiedyś to było normą. Aczkolwiek nie wszystko. Sama pamiętam że że względów bezpieczeństwa w latach 90 w zerówce puste talerze nosiliśmy ale talerzy z zupa już pełnych nie. W naszym przedszkolu każdy nakłada sobie zupy ile chce i niesie do stolika. Jak wyleje – idzie po ścierkę :).
      Byłam świadkiem zamiatania pod szafką w szatni przyniesionego przez przedszkolaka piasku ;). Chciał się migać ale pani zauważyła. Wiedział id razu gdzie jest szczotka i zmiotka. Ja nie wiedziałam.
      Norma w szkole niestety jest to, że dzieciaki udają że się nic nie wydarzyło i idą dalej.

        1. I tu jest pytanie co na to wychowawcy. Sama osobiście podczas dyżurów zapraszałam młodzież do poszukania pani i pożyczenia sprzętu. Jednak i tak korytarze wyglądały jak po bitwie.

Pozostaw odpowiedź Boguśka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *