Historia muffinów

Dyniowe wersja 1.0

Jest troszkę tak, że jeśli ma się taki charakter jak ja – czyli roztrzepanie level 1000 – jedzenie nigdy nie jest takie samo. Czasem mi się sypnie za dużo pieprzu (nawet uwielbiający ostre mąż je tylko ze względu na miłość) lub czegoś nie dodam. Ogólnie jest ryzyko jest zabawa. Dania nieprzewidywalne.

W czasach narzeczeństwa nauczyłam się piec muffiny. Były różne – pełne zaangażowania i miłości ale zawsze zjadliwe. Kilka lat po ślubie, gdy Pierwszy również podrósł postanowiłam upiec popisowe słodkości. Co to dla mnie? No i hmmm.. 3 lata później Pierwszy jak usłyszał, że upiekę muffiny to się załamał – „Znowu spalisz ;)? Bo były takie słodko-gorzkie.”

Okazało się, że na stancji był piekarnik elektryczny z termoobiegiem. Ustawiało się temperaturę i luzik. W domu mamy kuchenkę z piecykiem gazowym i dopiero od niedawna mam termometr kupiony dodatkowo :). Chyba wtedy piekły się zamiast w 180 st to w 250 st. Zjarały się w 10 minut, a powinno się je piec około 20-30.

A co się stało, że się przełamałam? Jestem od 3,5 roku członkiem grupy zrzeszającej matki noszącej dzieci w chustach. Ta świętuje 4 urodziny 🙂 – został zorganizowany matczynymi siłami piknik 🙂 na błoniach zamkowych. I można dołączyć się m.in. piekąc babeczki.

Kupiłam papierowe foremki, zatrudniłam dzieci, znalazłam termometr i zaczęliśmy w piątek pieczenia próbne. Nie spaliłam! 😉 Ale wyglądały źle. Ale dobrze, że zaczęłam od prób.

Wybrane najbardziej reprezentatywne muffiny śliwkowe…smakowały lepiej niż wyglądały

Kolejne dyniowe już wyglądały bardziej okrągło – dowód w zdjęciu głównym ;). Po kilku godzinach opadły i przypominały raczej ciastka zdeptane butem ;).

Pisząc o moich emocjach związanych z tym przytoczę jedynie komentarze osób dorosłych którym dałam do spróbowania:

  • Muszę?
  • Bo to źle robisz bo za mało wymieszane.
  • A nie będzie mnie goniło?
  • O! Nie wyszły.

Miłość rodzinna zwyciężyła i spróbowali oceniając, że smakowo są niezłe. Ja niby wiem, że ich wygląd mi nie wyszedł, ale moje uczucia zostały urażone. Postanowiłam rzucić tym w dal i olać temat muffinów – toż dużo osób upiecze, lepiej się nie kompromitować.

Tylko uświadomiłam sobie, że robię dokładnie to samo co moje dzieci. Uczę się coś robić i poddaje się, bo nie wychodzi mi tak jak sobie wyobraziłam. W takich momentach im tłumaczę, że przecież początki są różne i jak się nie będzie ćwiczyło to lepiej wychodzić nie będzie. Przecież każdy uczył się zakładać buty, zapinać guziki, rysować kółko i na początku wychodziło mu nieporadnie. Tylko jakoś ciężko mi to dopasować do estetyki moich wymarzonych wyglądem babeczek.

No i dostałam wskazówkę co robię nie tak ;). I tu fizyka się kłania. Dopóki będę używać samego papieru jako formy to będą rozjechane jak naleśnik. Jak z obrazka wychodzą tylko wtedy, gdy jest specjalna forma która trzyma ciasto, a papier w niej ;). No i mnie dopiero olśniło, że nie dość że piec był wtedy inny, to jeszcze pożyczałam od koleżanki formy silikonowe.

No i znalazłam moje małe silikonowe foremki :). Takie muffiny na jeden ząb. W kształcie serduszek i gwiazdek :). Niestety nie mam jeszcze pomysłu na te ich duże brzuszki z drugiej strony, ale już są bardziej apetyczne.

Kończę druga porcję muffinek. W piecu są dyniowe, na zdjęciu śliwkowe. No i tak walczę z tą internetową doskonałością, do której tym słodkościom daleko.

Tuż przed wypakowanien z formy
Tuż po wypakowaniu. Mój ulubiony to ta gwiazdka po prawej 😉 zawsze mi ładnie wychodził.

Przyznaję się, że jeszcze nie umiem, że się na nowo uczę. No i jak przedszkolak będę ćwiczyć, bo nie sztuka się poddać i rzucić ciastem w kąt – zresztą kto takie zaschnięte ciasto posprząta? 😉

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego, Drugiego i Trzeciej. Z wykształcenia nauczyciel historii - "wierzący i chwilowo niepraktykujący". Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

4 myśli na temat “Historia muffinów”

  1. Tak sobie myślę, że przecież nie jest ważne jak wyglądają, ale jak smakują Jak mi się zdarzy coś przypalić, to potem obficie posypuję cukrem pudrem albo robię polewę…tak żeby zamaskować spaleniznę
    P.S. masz może jakiś prosty przepis na muffinki? Ja mam pieczenie zaplanowane na jutro… tylko przepisu jeszcze brak

    1. Zaraz ci wyśle. Tamte były tak spalone, że szok 😉 naprawdę się nie dało 😉 a były w piecu tylko 10 minut ;).
      No są dobre 😉 ale już tą wersja przyklapnięta po kilku godzinach odrzucała potencjalnych jedzących.
      Wersji na piknik nie dałabym rady upiec rano a na pikniku wyglądałyby odrzucajaco 🙁 dobrze że uratowałam sytuację moimi foremkami na jeden ząb ;).

      1. Dziękuję za przepis. Na szczęście mam specjalną blaszkę do muffinek…i nie wiedziałam, że do papierowych papilotek przekłada się babeczki już po upieczeniu…człowiek uczy się całe życie 🙂 Wymyśliłam, że zrobię muffinki czekoladowe- tak, aby nie było widać ewentualnych przypaleń 😀 Dam potem znać, co wyszło z tego mojego pieczenia 😉

  2. Papierowe foremki są po to, aby ciastka przełożyć do nich po upieczeniu, jeśli dasz do nich ciasto, będzie się paskudnie lepiło do papierka nawet jeśli je wysmarujesz.
    Pieczenie w gazowym piekarniku jest prawie tak samo trudne jak w piecu na drewno!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *