O butach i wymownym spojrzeniu

„weź nie pytaj – weź to wywal”

Są takie relacje, które mimo braku czasu są tak poprostu wyjątkowe. I dziś znów odczułam, że nie każdy ma na mnie taki wpływ, który pozwala mi być sobą i się nie krępować.

Do ogarnięcia dziecięcych butów zbierałam się już długi czas. Zaczęło być to powoli męczące, bo wydawało mi się że mam np. sandały na konkretny rozmiar i okazywało się, że są w takim stanie że jakbym nie miała, albo są tylko minimalnie mniejszy rozmiar – czyli i tak nie użyjemy.

Zdarzało mi się kupować buty Drugiemu bo byłam pewna że akurat na rozmiar 25 nie mam (teraz dobrych adidasów i tenisówek na rozmiar 25 mam około 10 sztuk). Czas było to ogarnąć, spisać, opisać oraz wyrzucić to co zniszczone.

No z tym ostatnim jest największy problemy bo Pierwszy przy pomocy butów chyba szuka skarbów. Dlatego staram się, aby miał coś specjalnego do ogarniania swoich prac polowych i piaskowych.

Buty z szafy wyciągnęłam w poniedziałek i zajęły pół dość przestronnego przedpokoju. Przeszkadzały okropnie mimo tego, że były w pudełkach, siatkach itp. Minął jeden wieczór – oj dzieci późno zasnęły. Drugi minął hmm bo minął ;). No i nadszedł dzisiejszy dzień.

Dziś przyszła osoba która samym spojrzeniem daje mi tak odczuć że zostawianie czegoś to nie jest dobry pomysł, że szok. Znacie to spojrzenie „to nie jest dobry pomysł”? 😉 Ona taki ma. Jeśli dalej dyskutowałam, że może jednak się przyda, były mi pokazywane rozliczne mankamenty. Część czułam sama, bo i tak ich nie zakładałam dzieciom – ale zostawiałam z myślą, że sytuacje awaryjne bywają 😉 i tak mnie zasypało. (Dosłownie)

Efekt jest prosty – 4 pudełka butów :). Każde pudełko ma w środku opis jakie są w nim konkretnie buty i rozmiary, druga listę mam poza pudłami dostępną od ręki, żeby poprostu wiedzieć czy mam konkretny rodzaj buta w potrzebnym rozmiarze.

Oprócz tego stos butów do pożegnania :). Jeny jak dużo było butów których i tak bym im nie dała do założenia a trzymałam „na wszelki wypadek” :).

Dążę ogólnie do tego, że nie każdemu pozwalam zajrzeć do „szafy wstydu”. I nie przy każdym nie czuje się upokorzona widząc minę „chyba cię pogięło-wyrzuć to” :). Ogólnie jeśli już korzystam z pomocy, wolę oddać pod opiekę moje dzieci. W wypadku tej Persony 🙂 nie jest mi głupio poprosić o pomoc przy sałatce 🙂 czy przy odgruzowaniu pudełka

Są takie relacje, są takie przyjaźnie! Już poprosiłam o pomoc przy drugiej szafie wstydu. Tam są m.in. kurtki które nie zapinały się już wtedy gdy je kupiłam, ale wciąż łudzę się, że schudnę. Persona już ćwiczy wymowny wzrok pt.”weź nie pytaj – weź to wywal” ;).

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego, Drugiego i Trzeciej. Z wykształcenia nauczyciel historii - "wierzący i chwilowo niepraktykujący". Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *