O klockach, kocie i mięsie

Dialogi tak na dobry początek weekendu ;). Tak – lubię weekend bo mąż wtedy jest w domu. To znaczy pod domem i dziadkowie krążą i mogę otworzyć drzwi i wypuścić starszaki ;). Na górze zdjęcie w miarę posprzątanego dziecięcego pokoju 😉 tylko Trzecia tu była więc sprzątanie przed odkurzaniem zajmie chwilkę.

Pierwszy – Mamo, mięso z kurczaka jemy tak?

Ja – No… jemy

Pierwszy – To mięso z psa nazywa się pewnie „piesowina”

Drugi – A ze świni to pewnie „świnina”

Pierwszy – A z krowy krowina?

Drugi – Mamo! Widzisz tego kota? To kot pański!

Ja – Jaki kot?

Drugi – No pański, bo ma obrożę.

Ja – A taki bez obroży to jak się nazywa?

Drugi – Nie – pański!


Pierwszy długo prosił ciocię o pomoc w budowaniu statku LEGO. Nagle słyszę z pokoju krzyk z pretensjami.

Pierwszy – Ciociu! Przeszkadzasz mi! Nie rozumiesz?

Po jakimś czasie znów słyszę młodego.

Pierwszy – Ciociu podaj mi klocka. Już nie przeszkadzasz, tylko wtedy przeszkadzałaś.

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego, Drugiego i Trzeciej. Z wykształcenia nauczyciel historii - "wierzący i chwilowo niepraktykujący". Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *