O tym że czasem trzeba puścić dziecko

Dużo go nauczyłam w życiu. To ja go asekurowałam, gdy uczył się wspinać jako roczniak na placach zabaw. To ja nauczyłam go, że „uważaj” to informacja, żeby był dokładny, a nie krytyka. To ja pilnowałam, aby rozglądał się wchodząc na jezdnię. I wiem, że jeśli chodzi o naukę jazdy na dwóch kółkach na rowerze to nie mogłam być ja.

Wiedziałam, że ten moment musi w końcu nastąpić i myślałam o tym już jakiś czas. Jednak się bałam, zwłaszcza po tym ostatnim złamaniu, które nadal powoduje u mnie wyrzuty sumienia.

Kiedyś przewrócił się na rowerze i powiedział, że już nigdy na niego nie wsiądzie. Z myślą o próbie jazdy na dwóch kółkach, na 5 urodziny dostał ochraniacze. Najważniejsza jest psychika jak to mówią, a przy nauce jazdy można się wielokrotnie nabawić kontuzji.

Mieliśmy wieźć rowery do moich rodziców i nauką miał się zająć mój tata. Tylko, że rowery są tutaj u nas dość mocno eksploatowane. I tak minęły dwa miesiące.

Dziś około 10 z przyszedł Pierwszy z pytaniem gdzie jego ochraniacze, bo babcia będzie go uczyła jazdy bez bocznych kółek. Babcia była rzeczywiście zdecydowana, nawet nie szukała odpowiedniego klucza tylko użyła francuskiego. Młodszy jak zobaczył jej zacięcie przy rozkręcaniu braterskiego sprzętu, na wszelki wypadek głośno wyraził swoje zdanie – on nie chce się uczyć :). Natomiast Pierwszy ubrany w „nakolenniki”, „nałokietniki”, „nanadgarstniki” oraz w kask ruszył na drogę ze swoim rowerem.

Moje matczyne serce zastygło. Bo jak to będzie jak on się przewróci? Czy on się nie zniechęci? Czy w swojej dziecięcej złości nie powie niczego przykrego? I nasłuchiwałam jak babcia mu tłumaczy. A wyjaśniła mu świetnie co robić jak czuje że spada, jak ustawić nogi żeby się zatrzymać. Potem przeprowadziła go kilka razy wokół okolicznych płotów i puściła. On pojechał, tylko jak tylko się zorientował to stawiał nogi na ziemi.

Babcie mają to do siebie, że się szybko męczą. Pojawiłam się ja, przekazałam Trzecią pod opiekę babci i troszkę sobie pobiegałam. On naprawdę jeździł a ja biegłam koło niego kłamiąc mu, że go trzymam. Cała nauka trwała może 15 minut? Zaczęłam go puszczać tak żeby wiedział, że mnie nie ma. Gdy zobaczyłam, że asekuruje się bardzo dobrze zaproponowałam mu ściągnięcie przeszkadzających ochraniaczy.

Potem było szlifowanie tego co osiągnęliśmy i budowanie w dziecku pewności siebie. Pokazałam mi filmik który nagrałam wcześniej. Mocno się zdziwił, że jeździ tak dobrze.

O godzinie 13 startował rowerem samodzielnie, a około 16 nauczył się zawracać. Gdybym nie wiedziała kiedy zostały mu odłączone kółka – nieuwierzyłabym. Sąsiad, który przed południem widział początki podczas których prowadziła go babcia również był zaskoczony.

Wiem, że ja bym nie dała rady spokojnie mu wytłumaczyć o co w tym wszystkim chodzi. Tym razem musiał zrobić to ktoś inny i fajnie, że w końcu ktoś te kółka odkręcił. To taki ważny kolejny moment w życiu dziecka. Moment, którego nie da się zignorować. Mój mały chłopczyk robi się powoli chłopakiem. Szkoła coraz bliżej, już do niej dojedzie na rowerze. Ma tylko 40 cm mniej niż ja i ciężko go czasem przytulić :).

Tym razem zbytnio się bałam o niego. Tym razem nie potrafiłam go puścić, ale ważne, że ma nie tylko mamę. Później tłumaczyłam mężowi, że jego mama świetnie Pierwszemu wytłumaczyła jak ma się ratować przed upadkiem. Mąż był szczerze rozbawiony i poinformował mnie, że jego uczyła ta sama osoba i dlatego ma bliznę na łuku brwiowym ;). Jakbym wiedziała to bym chyba pod bramą się położyła żeby dziecko przed babcią sadystką ratować 😉 a tak nie wiedziałam a Pierwszy śmiga bez żadnej kontuzji :).

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego, Drugiego i Trzeciej. Z wykształcenia nauczyciel historii - "wierzący i chwilowo niepraktykujący". Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

2 myśli na temat “O tym że czasem trzeba puścić dziecko”

  1. Babcia słusznie zrobiła, bo ileż można?!
    Szanowna Nieuczesana wsiadła samodzielnie na rowerek trójkołowy i pojechała, jak jeszcze nie bardzo umiała chodzić! Na dwóch kółkach jeździła jako trzylatka, wsiadając na rowerek z ławki!!! A własnemu dziecku to „przeszkadzajki” montuje!!!
    Zuch Babcia! I zuch wnuczek!!!
    Drugi niedługo też sam pojedzie! A trzecia to dopiero pokaże!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *