Nudny las

Wszystkie dzieci, tatuś, dziadek i mama z tyłu

Wyjazd z naszą „czeredą” to nie lada wyzwanie. Chłopcy, gdy zaczynają się nudzić podszczypują się, a Trzecia po chwili wpada w czarną rozpacz. Czeka nas wyprawa na wesele mojego kuzyna za 3 tygodnie i taki trening wycieczkowy nam się przydał.

Byliśmy w lesie. Cisza i spokój. Świeże powietrze i piękne drzewa. Widzieliśmy paśnik oraz różne ślady zwierząt.

To albo dzika albo sarenki, ja odróżniam tylko ślady buta ;).

Były też takie dużo większe – dużego stwora. Dzieci nie dały się oszukać i wiedziały, że to ślady pozostawione przez tatusia.

Oprócz tego zachwycili się zielonymi żukami. Starali się nic nie niszczyć, nie krzyczeć i ogólnie byli zadowoleni.

Obserwacja w toku
Pan zielony żuk (lub pani)

Oczywiście do czasu :). Trzecia dość szybko wylądowała na rękach i starsi bracia również o tym marzyli. Przede wszystkim nie daliśmy ich rady nieść, bo już dość dużo ważą, a poza tym chcieliśmy ich troszkę zmęczyć.

Kierownik wycieczki pokazał najstarszemu synowi, gdzie jest miejsce w którym zbiera grzyby (a to jest tajemnicą). Tylko, że grzybów nie było. Wypatrzyliśmy za to dużo muchomorów. Ale Pierwszy mimo wszystko wrócił ze zdobyczą – dwoma grzybami jadalnymi. Drugi wziął z lasu żołędzia, a Trzecia wszystkie zebrane szyszki rzuciła w dal z piskiem radości.

Tam są gdzieś muchomory 🙂

Pierwszy na koniec stwierdził, że nie widział nawet wiewiórki, więc w takim lesie jest nudno. Odpowiedziałam mu, że właśnie o to chodzi, bo taki las wycisza i uspokaja. Drugi dla odmiany kilka razy stanął i nadstawił uszu, po czym uradowany pytał mnie czy też słyszałam te ptaszki.

Oprócz tego jestem tak zdolna, że nie dość, że w krzakach zgubiłam komórkę i zorientowałam się dopiero na ścieżce, to udało mi się znaleźć miejsce w którym byłam i sprzęt do mnie powrócił cały i zdrowy (i nie mokry!).

„Głupia” wieża widokowa

Później kierownik wycieczki zawiózł nas na wieżę widokową. Oczywiście w drodze Pierwszy twierdził, że to „głupia” wieża i on nie wyjdzie z samochodu. Jednak pobiegli tam na górę szybko i sprawnie.

Pierwsze wejście

Byli na samej górze z tatą. Trzecia popatrzyła i już za chwilę pognała za nimi, a ja za nią. Na pierwsze piętro weszła sama, a na drugie już jej nie puściłam. Schody były tak bardzo strome, że nie dałabym rady z nią zejść sama. Ale dziecko ma tatusia! Więc tatuś wszedł na wieżę jeszcze raz.

Wieża jak na „głupią” przystało na tyle się spodobała, że chłopcy zaciągnęli na nią też dziadka. I znów byli na szczycie, by potem biegać jak szaleni na jej pierwszym piętrze.

Więcej zdjęć brak, bo potem byliśmy nad naszym ulubionym jeziorem Sumin. Tam założyłam sobie i młodej odpowiedni ciuch, a chłopcy swoje kąpielówki ogarnęli sami. Zaczęłam dyżur wodny, mąż zaczął dyżur brzegowy. Rok i dwa lata temu chłopcy biegali co chwilę na kocyk i do wody :). Plus Drugi jeszcze miał duży dystans do tego żywiołu ale chyba już mu przeszło.

Pierwszy to naprawdę ogromny fan wszelkich wód od maleńkości. Drugi kiedyś głównie chodził w wodzie ze mną, a teraz siadał i było widać mu tylko głowę i bawił się super. Nauczona ostatnim doświadczeniem ze średnim liczyłam na to, że Trzecia będzie się bała i wskoczy mi na ręce. Ogólnie chyba jeszcze pamięta wody płodowe, bo próbowała pływać – również na plecach i bawiła się nieziemsko.

W efekcie tym razem nie wychodzili z wody (poza Trzecią, którą udało mi się troszkę ogrzać w ramionach tatusia). Po godzinie nadal nie chcieli wychodzić, ale miewamy czasem na nich wpływ. Bardzo się ucieszyli, że samochód był nagrzany.

Wrócili szczęśliwi. Młodsze dzieci padły podczas jazdy, a Pierwszy trzymał się dzielnie. Tylko taki wyciszony był wieczorem. Spytałam czy go coś boli: „Nic mnie nie boli, jestem tylko troszkę zmęczony” .

No i mamy sukces! Zasnął przed 23! Reszta też drzemie, ale to nic nietypowego w ich wypadku.

I tak sobie myślę, że fajnie, że las ich troszkę wyciszył, że usłyszeli śpiew ptaków i zobaczyli żuczki i mrówki. Może pokochają las i taki odpoczynek tak samo jak ich rodzice, bo tak naprawdę nie trzeba wymyślać niewiadomo jakich atrakcji żeby uatrakcyjnić dzień.

A ja? Zmęczona bo jednak to było wyczerpujące przeżycie, ale udało mi się mimo wszystko zrelaksować i wyciszyć. Plus zawsze dobrze robi mi zmiana otoczenia, ale tylko na chwilę, bo lubię z nimi wracać na noc do ich łóżeczek i sprawdzonego sytemu wieczornego.

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego, Drugiego i Trzeciej. Z wykształcenia nauczyciel historii - "wierzący i chwilowo niepraktykujący". Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

3 myśli w temacie “Nudny las”

Pozostaw odpowiedź Nieuczesana Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *