Wyprawa pod Łomżę cz.2

No i zapomniałam w tamtej części opowiedzieć o jednym z przystanków. Zatrzymaliśmy się na stacji Orlen. Dzieci koniecznie musiały poprosić o hot-doga. Myśmy wzięli kawę. Otrzymaliśmy trzy zdrapki. Pierwszy drapał z dużym zaangażowaniem i nagle mówi „Mamo wygrałem batona” :). Miał chłopak rację ;). Następnie rezolutnie stwierdził „Lepsze byłoby piwo, to dałbym tacie”. Rozbawił tym obsługę: „To dopiero dobry syn”. A matka szukała dołu coby tam głowę schować ;).

Młody batona przekazał rzeczywiście tacie. Dzieciaki na stacji kłębiły się ostro i obsługa naprawdę miała ostry ubaw. A teraz po tym uzupełnieniu wracam już do opowieści właściwej.

Po ślubie i życzeniach sprawnie wsadziliśmy dzieci do samochodu. Oczywiście Trzecia wpadła w czarną rozpacz – ileż razy można dawać się uziemić w foteliku? Na ten hałas zareagował oczywiście Pierwszy, krzycząc, że jest za głośno i boli go głową. Chwilę później to samo krzyczał Drugi. Nas wszystkich też bolały głowy, a ratunek był w pokoju numer 1!

Kiedyś między kościołem a parafiami był szybki dojazd. Teraz zrobiono trasę szybkiego ruchu i przejazd między wsiami jest długi oraz kręty, prowadzący serwisówkami. Młoda się dała ululać i … zasnęła jak wjeżdżaliśmy w bramę docelową. Gdy tylko silnik zgasł ,otworzyła oczy gotowa do dalszej imprezy.

Poszliśmy witać państwa młodych. Szampana nie piłam, trzymałam chłopców za ręce a ci co chwilę, bynajmniej nie szeptem, pytali mnie kiedy pójdziemy do pokoju. Trzecia poszła na drugą stronę sali towarzyszyć części rodziny która szampana piła. Widziałam ją z daleka i miałam problem w powadze śpiewać „Sto lat” Młoda hopsała całą sobą w rytm piosenki. Zabawa się zaczęła.

Wzięłam chłopców na górę, napoilam syropkiem ratującym przed bólem i wręczyłam im słuchawki wygłuszające. Najbardziej wrażliwy na dźwięki Pierwszy stwierdził, że wygląda w nich głupio i mu niepotrzebne. I nie użył ich ani razu :).

Młoda w praktyce hopsała i tańczyła prawie cały czas. Oprócz tego zrobiła kilometry między stolikami. Gadała z lustrem i ogólnie była przesłodka i nawet mnie zaskoczyła ilością energii jaką z siebie wykrzesała. Padła dopiero o 22.

Chłopcy po zjedzeniu rosołu i tuż po pierwszym tańcu postanowili ewakuować się do pokoju. Bawili się tam zgodnie a my kontrolowaliśmy czy wszystko ok. Zresztą w terenie orientowali się lepiej niż my i szybko nas znajdowali. Jedną osobę zawsze można było znaleźć w okolicy Trzeciej, a reszta przebywała na świeżym powietrzu analizując między innymi to czy pochodzimy od Kurpiów czy bynajmniej.

O 22 wzięłam moje najmłodsze dziecko pod pachę, zaniosłam do pokoju, ubrałam w piżamkę i uśpiłam przy pomocy mleka które mam zawsze przy sobie. Następnie wysłałam pierworodnego syna po dorosłego który mnie zastąpi, żebym miała szansę troszkę odpocząć.

Przyszedł mój mąż, a ja zabrałam chłopców żeby troszkę wyszli z pokoju i porozmawiali z ciotkami. W ten sposób niektórzy zobaczyli jak mam wysportowane dzieci, bo bez popisowej gwiazdy (w eleganckich niewygodnych ciuchach) się nie obyło. Niektórzy usłyszeli wykład z fizyki o tym dlaczego niektóre rzeczy nie spadają. Część dzielnie przytakiwała słuchając wykładu o łaziku arkrtycznym. Pierwszy pokochał nowo poznaną ciocię, bo ta dzielnie towarzyszyła mu w tych wszystkich opowieściach.

Drugi dla odmiany zaczął zasypiać, ale ja wiedziałam że te 16kg jest w stanie samodzielnie przemieścić się do pokoju. No ale znalazła się litościwa ciocią, a ja widziałam tylko satysfakcję na jego twarzy.

Pierwszy trzymał się dzielnie do północy, aż zdecydował się na prysznic (z myciem głowy) i zasnął. W tym czasie powróciłam do pokoju dokładnie w momencie, gdy Trzecia się obudziła i pytała o mamę. Przytulona zasnęła skutecznie na dłużej.

Z rana obudził mnie Drugi i stwierdził, że powinnam już wstawać, bo przecież mówiłam, że w hotelu będziemy tylko jedną noc, a mamy przecież ranek.

Na korytarzu stały szwedzkie stoły z jedzeniem. Drugi był głodny, a Pierwszy rozpaczał, że nie możemy jeść dopóki nie będzie wszystkich, bo to niekulturalne. Troszkę zajęło mi czasu wytłumaczenie mu, że forma podania posiłku jest taka ze względu na to, żeby każdy zjadł wtedy gdy będzie głodny.

Trzecia wpadała w czarną rozpacz w pokoju, bo koniecznie chciała korzystać z tego, że hotel ma schody i wiele zakamarków. No i jak poszła tak zabrała mnie na dwór i poprowadziła za budynek, a tam stała trampolina i huśtawka. Jak to mawiają – lepiej późno niż wcale. Poszłyśmy powiedzieć chłopcom, że jakby nie było w naszym życiu Trzeciej to nie miałby kto odkryć atrakcji. Przytulili ją mocno i serdecznie.

Czas do poprawin minął szybko na trampolinie i zaczęliśmy jeść. Około 15 trzeba było wracać. Oczywiście wcale nie takie proste było przywiązać dzieci do fotelików. Młoda padła, „aż na godzinę” a potem ostro protestowała. Śpiewałam, puszczałam muzykę, dawałam jej chrupki – to wszystko miało sens, ale jak tylko przypominała sobie, że jest zapięta włączała sygnały dźwiękowe i mogliśmy jechać jako pojazd uprzywilejowany.

Szczerze to po drodze powrotnej czuliśmy się wszyscy jakby nas ktoś przeprał w pralce. Ale dojechaliśmy.

Już w Lublinie Pierwszy odkrył, że brak my jedynki i zaczął się zastanawiać jak sobie poradzi wróżka zębuszka bez dowodu. Drugi stwierdził, że wróżka to mu dwa zęby wyrwała i nie dała pieniędzy. Stwierdziliśmy rodzinnie, że najgorszymi wróżkami zębuszkami są jednak dentyści. Nie dość że zabierają zęby to jeszcze zamiast dać kasę to ja od nas biorą.

Po dojechaniu Młoda padła w praktyce od razu jak tylko ją przytuliłam i spała do rana z krótkimi przerwami na jedzenie i przytulenie.

Ja dzielnie ogarnęłam to co ważne, bo miałam zamiar wysłać dzieci do przedszkola. Jednak gdy miałam wstać ich ubrać, bo mąż wychodził do pracy, stwierdziłam, że spokojnie mogą zostać w domu i dalej padłam.

Pierwszy spal od 21 w niedzielę do 10 w poniedziałek. Drugi spał od 22 w niedzielę do 11 w poniedziałek (z pobudką na 2h między 7 a 9). Trzecia też jak nigdy ładnie spała.

Było ciężko, chociaż opieka nad dziećmi rozłożyła się aż na 4 osoby, plus często dalszą rodzinę. Dzięki temu każde z nas też miało szansę skorzystać z wesela i spotkania w gronie rodzinnym. A dzieci? Pierwszy tęskni za ciocią od klocków ;). Drugi przeżywa to, że spał w hotelu. Trzecia bez zmian – tańczy jak tylko usłyszy jakiś rytm i wszędzie jej pełno.

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego, Drugiego i Trzeciej. Z wykształcenia nauczyciel historii - "wierzący i chwilowo niepraktykujący". Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *