O łączeniu się komórek

Pierwszy – Mamusiu, a czy twoja i taty komórka były kiedyś połączone?

Ja (głęboka analiza możliwości technicznych naszych telefonów) – No ale w jakim sensie? Jak dzwonimy i kiedyś przez bluetooth.

Pierwszy – Mamo ty nic nie rozumiesz. Czy wasze komórki były kiedyś połączone?

Ja (mózg włączył parowanie) – No mówię że zdjęcia kiedyś przesyłaliśmy.

Pierwszy -Mamo!!! Ale te komórki co dzieci z nich powstają.

Ja (weszłam już na tor rozumowania syna) – Oczywiście, przecież mamy was.

Pierwszy – Czyli połączyliście się z tatą? Bo mogłaś połączyć się z innym panem przecież też.

Ja (pełna powaga) – Akurat łączyłam się tylko z tatusiem.

Pierwszy – Aha

I cieszyłam się, że temat znów się urwał samoistnie :). Tłumaczę tylko tyle ile muszę, póki nie pyta bardziej szczegółowo. Aktualnie wie gdzie rośnie dziecko, że nie wychodzi przez pupę mamy (o to się ze mną długo kłócił) oraz że powstanie tylko z połączenia komórki męskiej i żeńskiej :). Jeszcze nie pyta jak to zrobić żeby się spotkały ;).

Chociaż kiedyś spytał czy dwóch panów może sie w sobie zakochać :). Ustaliliśmy, że tak tylko nadal dzieci powstają z komórek żeńskich i męskich więc nie będą mieli dziecka :).

Byle do nocy

Także tego 🙂 każda dodatkowa godzina ma dwa końce. Rzeczywiście jakoś do 16 wszystko szło super, nawet byłam cierpliwa. Byliśmy na trampolinach, na placu zabaw. Naprawdę taki dzień z serii – mamy cudowną mamusię.

Jednak o godzinie 16 mój organizm wyczuł, że wczoraj o tej porze było później i już chciał myśleć o szykowaniu spania, a tu jeszcze tyle dnia! Próbowałam wymęczyć dzieci – graliśmy w piłkę. Zawsze kończy się to nie tak jak zaplanowałam. Ja jestem jeszcze bardziej zmęczona – oni wyciągnęli z szafy zapasowe akumulatory.

Od dłuższego czasu staram się myśleć o konkretnych odcinkach czasu do przeżycia. Najpierw jest to od rana do nocy 😉 później od nocy do rana. Tylko tym razem mnie to zgubiło. 🙂 Nie mogę się doczekać aż ten dzień się skończy i będę mogła zamknąć oczy. Póki co – mimotego, że cała ekipa jest w ślicznych piżamkach – nie zanosi się na to.

Więc byle do momentu aż zasną jest jedyną myślą, która się do mnie uśmiecha ;).

Jeden taki dzień w roku

Trzeba się cieszyć póki nie zabrali ;). Raz do roku mogłam przespać się dłużej. Od 6 lat dłuższego spania nie ma. Wszystko jest w normie.

Tylko że tego dnia jakimś sposobem nie jestem w niedoczasie. Jest śniadanie, pies nakarmiony, ja zdążyłam poleżeć i udawać że mnie nie ma. Możliwe jest to tylko dlatego, że do mojej matczynej piersi przychodzi samodzielnie jakiś mały Turkuć Podjadek 😉 drugi już nie podjadek kładzie mi rękę na ramieniu i nie gada. Trzeci Turkuć jest synem swojej matki i śpi do oporu.

Oni wstali jak zwykle – czyli o 8 starego czasu. Jednak ja jakoś szybciej i sprawniej działam. Normalnie w niedzielę śniadanie ogarniałam na 10 a teraz wyrobiłam się na 9 starego czasu. Czyli nie dość że jest godzinę wcześniej to ja jeszcze wcześniej ogarniam życie – dwie godziny do przodu ;).

Jest tak tylko raz w roku 😉 tylko w ostatnią niedzielę października. Od poniedziałku wszystko wraca do normy. Śniadanie jest jak zdążę, pranie rozwieszam jak Trzecia pozwoli ;). Spacer jest jak się wyrobię albo jak się nie wyrobię ;). Jedynie dzieci w przedszkolu wtedy kiedy trzeba, bo jednak tatuś nie powinien spóźniać się do pracy :).

Nie wiem dlaczego mój organizm przy zmianie czasu na zimowy działa tak pozytywnie i jest zmobilizowany. Może to ta myśl o dłuższym spaniu robi efekt placebo? Bo przecież śpię dokładnie tyle samo co dzień przed zmianą?

A jak u was? 🙂

Dialogi codzienne

Przychodzi do mnie Drugi i pyta gdzie jest wiewiórka z klocków. Poinformowałam, że ostatnio zjadała ją Trzecia. Poszedł do drugiego pokoju i słyszę rozmowę:

Drugi – Mówi, że ostatnio wiewiórkę miała Trzecia.

Pierwszy – Ale ona miała wcześniej. Idź zrób przesłuchanie!

Ja – Synku, ale 3 powinno być w drugą stronę.

Pierwszy – No kurczę znów!

Ja – A czemu drugą trójkę piszesz znów źle?

Pierwszy – Żeby głupio nie wyglądała przy pierwszej.

Pierwszy – Mamo! Drugi brzydko do mnie mówi!

Ja – Jak?

Pierwszy – „Zrobiłeś już?” A powinien „Zrobiłeś już kochany braciszku”?

Ja – Synu trzymaj się!

Drugi – Nie będę się trzymał!

Oczywiście uderzył głową, gdy autobus ruszał:

Drugi – Zniszczę ten autobus! Uderzył mnie!

Tatuś – Córeczko! Nie budź mnie!

Trzecia – hihi

Tatuś – Niewsadzaj mi palców do oczu, to nie jest śmieszne.

Trzecia – hihi

Tatuś – Mama ma mleko!

Drugi – Dziadziusiu potrzebuję twojej pomocy!

Dziadek – Tak?

Drugi – Musisz mi dać nowe cięciwo do łuku.

Być podwójną mamą

W niedzielę minęły 4 lata od urodzin Drugiego. Narodziny drugiego dziecka to naprawdę ogromna rewolucja rodzinna. Nagle starsze dziecko „rośnie” w oczach, chociaż tak naprawdę samo jest małe.

Nagle okazuje się, że dwie ręce to za mało. Chciałoby się nadal być tak samo zaangażowanym dla dwójki dzieci, ale się nie da. Realnie jest trudno.

Jeśli do tego dojdzie budowa i ambicja wyprowadzenia dzieci na spacer codziennie, mamy mnie w wydaniu sprzed 4 lat. Był czas podczas którego tuż po ubraniu dzieci wyciągałam z podręcznej torby z pieluchami neospasminę żeby dojść do siebie.

Nie dopuszczałam do siebie myśli, że nie da się nadal być tak samo zorganizowaną jak będąc mamą jednego dziecka. Zwłaszcza gdy jedno żywiło się non stop. Dopiero po dłuższym czasie dowiedziałam się od zaprzyjaźnionych mam dwójki dzieci, że nie zawsze chodzą na spacery i często odpuszczają. Najczęściej jednak czekają na powrót z pracy drugiej połowy żeby wywietrzyć dom.

Było trudno, było ciężko. Jednak było warto. Mimo tego, że jak zostają obydwaj w domu to się kłócą i biją :). Mam Drugiego, który lubi się przytulać, a z drugiej strony przeżywa i rzuca krzesłami.

Jak to podsumował kiedyś 3 letni Pierwszy – „Mamo ja go kocham, ale nie lubię”.

Domorosły fryzjer

Są takie sytuacje, że ciężko określić czy się cieszyć czy nie. Faktem jest to, że Drugi w końcu zaczął prawidłowo trzymać nożyczki. Do tej pory kłócił się ze mną, że tnie się trzymając nożyczki w dwóch dłoniach.

Wchodząc do pokoju dziecięcego aż się wzruszyłam widząc profesjonalny chwyt Drugiego. Jednak jego speszona mina szybko spowodowała wzmożenie mojej czujności. Tuż pod ręką z narzędziem zobaczyłam głowę Trzeciej. Włosy dość długie jak na malucha, gęste, a ona pięknie karnie i bezruchu na dziecięcym krzesełku.

  • Synku czy ty jej obcinasz włosy? – spytałam drżącym głosem
  • Nie mamusiu – Drugi włączył tryb słodkie oczy

Zabrałam nożyczki dziwnie nieufna w zapewnienia syna. Oczywiście się obraził. Ja natomiast przytoczyłam rodzinne wspomnienia, gdy ktoś brał do ręki nożyczki w celu fryzjerskim i lądował u profesjonalisty z mocno krótkimi włosami. Oczywiście wspomniałam i swoje osobiste doświadczenia. Grzywkę obcięłam na tyle skutecznie, że osoba ratująca mój image miała ostry ubaw i musiała wyrównać całość do mojego dzieła. Tym samym jako kilkulatek miałam fryzurę na kilka milimetrów. Do normy dochodziłam długo :). I pamiętam to do dziś.

Po jakimś czasie znalazłam na krzesełku jeden dość drugi kosmyk blond włosów. Odwróciłam się i pytam Drugiego czy tylko tyle. A młody poszedł dzielnie w zaparte. Twierdził, że nic nie obciął tylko Trzecia sama sobie zrobiła korygację fryzury.

No nic to – pomyślałam – coś tam obciął ale mało, nic nie widać.

No i co się okazało? Nad ranem 🙂 gdy pojawiła się w moim łóżku i przy mnie Trzecia odkryłam prawdę. Chłopak ma poprostu zmysł i talent!

Do rzeczy ;). Trzecia usypia pijąc mleko. Preferuje picie z lewej piersi. I głaszczę ją wtedy po lewej stronie głowy. Tam włosy ma nadal gęste i długie. Nad ranem, ze względów logistycznych pije najpierw z piersi prawej. Wtedy mam możliwość głaskania jej po prawej stronie głowy.

Nagle zaczęłam się po cichu śmiać. Poczułam pod ręką fryzurę chłopięcą, ale taką nie wybitnie krótką. Jednak mocno wyczuwalna jest różnica długości. Nawet nie wygląda to źle. Przydałoby się skrócić też prawą stronę, ale chyba jednak poproszę profesjonalistę.

Rano spytałam podczas pobudki syna ile obciął siostrze włosów. W końcu przyznał, że wyciął dość dużo i długie kawałki.

Zastanawiam się tylko czy on tak dobrze obserwuje siostrę, że wiedział z której strony ciąć żebym jak najdłużej nie zauważyła?

Ale nie ma tego złego 😉 – walka z ciemieniuchą będzie teraz prostsza :).

O porannym wstawaniu

Jakiś czas temu, gdy miałam tylko jedno dziecko stanęliśmy przed wyborem przedszkola. Na ostatnim miejscu było właśnie to do którego się dostaliśmy. Jakoś tak wyszło, że przy okazji nam się spodobało i zostaliśmy na dłużej. Ale ten wstęp jest po to, aby wyjaśnić dlaczego jestem z rana matką sadystką.

Przedszkole do którego chodzą moje dzieci jest w okolicy naszego rodzinnego centrum logistycznego – w pobliżu pracy mojego męża, miejsca pobytu większości rodziny z obydwu stron oraz naszego pediatry. Tylko, że jest to drugi koniec miasta. Pobyt dzieci zależny jest od pracy dowożącego ich tatusia. Tym samym są w przedszkolu w okolicy 6:30.

Wstawanie w okolicy 6 wychodzi moim dzieciom tylko do drugiego tygodnia bytności w najmłodszej grupie. Zanim zostaną przedszkolakami mogą w ogóle nie spać. Coś na zasadzie – byłem już w tym przedszkolu, już nie muszę ;).

Dwa dni temu z rana Drugi postanowił pertraktować sposób budzenia go. Sprawa wygląda tak:

  • Wstaję z nadzieją, że Trzecia będzie spała nadal. Zaglądam do łazienki i później kontroluję realną temperaturę za drzwiami.
  • Biorę z krzesła z przedpokoju przygotowane wieczorem ubrania Pierwszego.
  • Czasem przychodzi Trzecia zapłakana, że zabrali jej mamusie. Ale jak zaproponuje jej się budzenie braci idzie ich ochoczo przytulać. Jak się za dobrze zakopią rozczarowana mówi „ne ma”.
  • Na „śpiocha” ubieram Pierwszego i mówię, że teraz czas na drzemkę :).
  • Idę do Drugiego po drodze zabierając z tego samego krzesła jego ciuchy.
  • Jego też ubieram na śpiocha opowiadając żarty, dokręcając śrubki w kolanach i przytulam.
  • Przenoszę Drugiego do przedpokoju i dalej opowiadamy sobie żarty Przykładowy dowcip poranny Drugiego – „Jak nie jesteś krową to jesteś krową”.
  • W międzyczasie wołam Pierwszego, że czas drzemki już się ostro skraca. Wspieram go słowami, że rozumiemy z tatusiem, że jest za wcześnie. Oprócz tego ubieramy się z Drugim.
  • Jak już Drugi jest ubrany to albo łaskawie pojawia się Pierwszy, który twierdzi że drzemki nie miał, albo trzeba go zabrać z łóżka „recznie”.
  • Ubiera się Pierwszy i wychodzą wcześniej otrzymując małą wałówkę pocieszenia.

No i system jest jedynym realnym rano. Pierwszy potrzebuje drzemki po przebudzeniu, a Drugi uwagi i przytulenia. No i pojawiły się pretensje, że Drugi śpi dłużej o te dwie minuty w których ubieram Pierwszego.

Zaproponowałam synowi że mogę zrobić zamianę tylko po wstaniu brakuje czasu na drzemkę. Popatrzył na mnie, pomyślał i stwierdził, że on jednak woli ten system.

Prosty dziecięcy wybór

Był 4 czerwca 1989 r. i ja jak to mały szkrab, również wyczuwałam, że dzieje się coś ważnego. Byłam wtedy mniej więcej w wieku moich chłopców. Pamiętam, że byliśmy „my” i „oni” i oczywiste było dla mnie, że nasi są biali jak śnieg. A tamci oczywiście czarni i nie mają w sobie nic a nic dobrego. Moja perspektywa zmieniła się po kilku latach – wtedy gdy to ja miałam postawić krzyżyk przy czyimś nazwisku. Odczułam mocno, że niektórzy „nasi” są prawie jak „oni” a część z tamtej strony czasem jak „my”. Świat nabrał szarości.

Kilka lat później w wyniku wyborów do parlamentu znów rząd tworzyli „oni” a ja zastanawiałam się czemu Polacy mają tak bardzo krótką pamięć. Aż się gotowałam, że nie mam prawa glosu.

Później był rok 1995 i wybór byłego ministra sportu sprzed 1989 r. na prezydenta. Nadal świat był dla mnie czarno biały i nie rozumiałam czemu tak jest. Wybór powinien być prosty – „oni” źli, „my” dobrzy i oczywiście „oni” są jakoś oznaczeni i łatwo ich rozpoznać.

Pierwszą możliwość wyrażenia swojej opinii miałam dopiero podczas referendum w związku z wejściem do Unii Europejskiej. Jeśli kilka dni wcześniej byłam pewna swojego głosu, tak w momencie stawiania krzyżyka już nie.

Z prawa głosu zrezygnowałam tylko raz – 5 dni po urodzeniu Drugiego i dobrze się z tym nie czułam. Nie oddając głosu również go oddałam. Moja decyzja przyczyniła się do większej ilości posłów zwycięskiej partii.

Nigdy później jak w czasie dzieciństwa mój świat i politycy nie byli tacy czarno biali. Są zwykłymi ludźmi, a z drugiej strony niezwykłymi. Od dłuższego czasu są to wciąż te same twarze, a to wszystko co robią ma większy lub mniejszy wpływ na moje życie.

Cieszyłam się gdy KUL dostał dotację od państwa – skończyły się obowiązkowe wpłaty na semestr. Decyzja mi się podobała. Byłam bardzo zadowolona, gdy wprowadzono roczny urlop macierzyński. Dalej popieram dopłaty do przedszkoli, gdy godzina pobytu mojego dziecka kosztuje 1 zł.

Świat dziecka jest prosty, ale w momencie stawiania się rodzicem robi się już poważnie. Kiedyś zastanawiałam się jakim sposobem moja babcia urodziła się w czasie wojny, a druga się uczyła. Nie mogłam pojąć jakim sposobem w tak ciężkim czasie ludzie brali śluby, kochali się i cieszyli. Czas komuny i puste półki też nie był tylko czasem „czarnym”- wszak urodziło się też dużo fajnych dzieciaków i przecież coś jedliśmy.

Tak zwyczajnie w świecie wiem, że z jednej strony mam wpływ na to kto będzie rządził naszym krajem i w jaką stronę to wszystko pójdzie. To też tłumaczyłam moim uczniom na lekcjach wos – żeby głosowali na konkretne osoby, nie rezygnując ze swojego prawa. Z drugiej strony coraz bardziej się boję o moje dzieci. W jakim świecie będą żyć, bo niestety władza korumpuje i tam w ławach poselskich bardzo szybko zapomina się o tym zwykłym i szarym człowieku. Oczywiście jest też mobilizacja co 4 lata, ale tak naprawdę marzy mi się to, aby nasi politycy dbali o Polskę jak o swój ogródek – nie deptać, nie niszczyć i dawać się rozwijać.

Jesteśmy w konkretnym miejscu i czasie. Historia dzieje się teraz i składa się z małych ludzkich historii. Bądźmy szczęśliwi w tej naszej Polsce mimowszystko. Bądźmy sobie życzliwi i uczmy tego nasze dzieci.

Priorytety

Drugi – Mamusiu, ale ja nie umiem tak szybko ściągnąć bluzki.

Ja – No szkoda bardzo, żebyś się urodził i od razu wszystko umiał. Może jeszcze najlepiej po urodzeniu do pracy byś poszedł?

Pierwszy – To ja bym chciał chodzić już do pracy. A dokładnie to nie chodzić a mieć własną kasę.

Ja – No tak 🙂 i nie płacić za jedzenie i rachunki?

Pierwszy – No tak! Tylko na wydawanie na to na co mam ochotę. To pewnie bym musiał z Tobą mieszkać żebyś mi gotowała i płaciła za mieszkanie

Jakie to prawdziwe te jego przemyślenia. Też bym chciała mieć kasę na własne przyjemności bez pracowania.

O miłości, ketchupie i porwaniu

Błotko 😉 trzecia z tyłu byla lepiąco brązowa

Drugi – Mogę jeszcze ketchup?

Ja – Proszę bardzo

Drugi -No nie może się zepsuć przecież!

Pierwszy – Ciociu, a czemu nie widziałem dawno wujka J?

Ciocia – Bo nie zachował się w porządku i już nie jesteśmy razem.

Pierwszy – Pewnie nie chciał budować z Tobą LEGO. Rozumiem.

Jadę z Trzecią autobusem i próbuje ją czymś zająć, bo roiła mi się na kolanach i koniecznie chciała spacerować:

Ja – Gdzie autko?

Trzecia – Tam

Ja – Gdzie pani?

Trzecia – Tam

Ja – A gdzie mamusia?

Trzecia – Ne ma

Dobrze, że nikt porwania nie zgłosił ;).