Jak w mrowisku

Jakiś czas temu, prawie jak w innym życiu, gdy nawet na horyzoncie nie było mojego przyszłego męża, zostałam spytana czy jak kiedyś będę mamą i będę bardzo zmęczona to też „oleję swoje obowiązki” i nie wstanę do dziecka.

Nie wiem jak to się dzieje, ale mimo niemłodego już wieku głód i smutek moich dzieci w środku nocy, pomaga mi znaleźć rezerwy w akumulatorach. Z drugiej strony poranne „czuwanie” przeradza się w drzemkę, ale reaguję zawszę jak zaczynają coś broić. Rozrzuconych makaronów i herbaty nie zaliczam do zabaw niebezpiecznych 😉 wspinaczki oraz szperanie w szufladzie z nożami już tak.

Każdy niespokojny ruch w dziecięcym łóżku nawet podczas snu powoduje, że przestaję oddychać a serce na sekundę się zatrzymuje. Każde z nich jest inne i czego innego potrzebowali na uspokojenie. Pierwszy musiał się przytulić, Trzecia też musi poczuć mój zapach (myje się zawsze wieczorem). Drugiemu wystarczyło zdanie „Drugusiu jest dobrze, mamusia już jest”. To zdanie było w pewnym momencie na tyle wryte w moją głowę, że usłyszał je dokładnie w tej wersji mój mąż (spałam skutecznie) i całkowicie odebrało mu to chęci na przytulanie.

Dziś dzień miał być inny, ale wyszło jak zwykle. Ataku kaszlu na który może pomóc tylko doba inhalacji co 6h zaplanować się nie da. Pierwszy na całe szczęście jest coraz starszy i mimo niechęci do leczenia widzi, że bez ingerencji będzie kiepsko. Drugi został w domu, bo tak bardzo prosił 🙂 a ja doszłam do wniosku że jedno dziecko w te czy wewte nie zrobi mi różnicy. Trzecia katar ma w normie jesiennej – jest :), przejdzie pewnie w czerwcu.

Byliśmy na zakupach. Dzieci były naprawdę grzeczne, ale były też sobą i roili się jak mrówki w mrowisku. Pierwszy dostał ataku kaszlu i chciał się napić, wiec poszedł po wodę, której mimo mojej oraz pani ekspedientki prośby nie chciał otworzyć „Bo przecież mówiłaś, że nie otwieramy rzeczy dopóki ich nie opłacimy” i tak kaszlał takim nieprzyjemnym suchym kaszlem, bo wypicie łyka wody za którą zaraz zapłacę to przestępstwo.

Drugi, który w przedszkolu jest wzorem grzeczności ćwiczył dziś gardło i piszczał w ramach rozrywki. Potem zrobił mi awanturę, bo wymyślił sobie, że zawiozę go do cioci żeby pograł na komórce, bo ja mu nie daję. W efekcie z ulgą przyjęłam jego chęć pójścia na pole do babci i pomoc przy kopaniu kartofli.

Trzecia pięknie się rozbiera i koniecznie chciała się myć i wcale jej nie przeszkadzało, że nie ma ciepłej wody. Wlazła potem na stół w pokoju i wzięła budzik, którego nie umiem wyłączać – ustawiła go na 7 rano. Kochana! Rozpaczać jak coś nie idzie po jej myśli też potrafi głośno.

Chłopcy w międzyczasie bawili się w superbohaterów i się pobili. Oczywiście zabawa do cichych nie należała i obudzili Młodą, którą uśpiłam z nadzieją na swoją krótką drzemkę.

W pewnym momencie usłyszałam ich rozmowę ze zrobią sobie „iszitaki”. Nie wiem co to, ale jak weszłam to Drugi leżał na plecach Pierwszego, który właśnie próbował go zrzucić na podłogę (oczywiście nie leżeli na podłodze). Trzecia dla odmiany cztery razy spadła z krzesła (nie wiem jak! Chociaż byłam obok) i grzebała braciom w talerzach czym doprowadzała ich do histerii.

I tak sobie myślę, że z boku może to wszystko wyglądać zabawnie, ale ja czasem zastanawiam się co robię nie tak, że nie umiem ogarnąć tych szkrabów.

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego, Drugiego i Trzeciej. Z wykształcenia nauczyciel historii - "wierzący i chwilowo niepraktykujący". Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

Jedna myśl w temacie “Jak w mrowisku”

Pozostaw odpowiedź Starsza Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *