Prosty dziecięcy wybór

Był 4 czerwca 1989 r. i ja jak to mały szkrab, również wyczuwałam, że dzieje się coś ważnego. Byłam wtedy mniej więcej w wieku moich chłopców. Pamiętam, że byliśmy „my” i „oni” i oczywiste było dla mnie, że nasi są biali jak śnieg. A tamci oczywiście czarni i nie mają w sobie nic a nic dobrego. Moja perspektywa zmieniła się po kilku latach – wtedy gdy to ja miałam postawić krzyżyk przy czyimś nazwisku. Odczułam mocno, że niektórzy „nasi” są prawie jak „oni” a część z tamtej strony czasem jak „my”. Świat nabrał szarości.

Kilka lat później w wyniku wyborów do parlamentu znów rząd tworzyli „oni” a ja zastanawiałam się czemu Polacy mają tak bardzo krótką pamięć. Aż się gotowałam, że nie mam prawa glosu.

Później był rok 1995 i wybór byłego ministra sportu sprzed 1989 r. na prezydenta. Nadal świat był dla mnie czarno biały i nie rozumiałam czemu tak jest. Wybór powinien być prosty – „oni” źli, „my” dobrzy i oczywiście „oni” są jakoś oznaczeni i łatwo ich rozpoznać.

Pierwszą możliwość wyrażenia swojej opinii miałam dopiero podczas referendum w związku z wejściem do Unii Europejskiej. Jeśli kilka dni wcześniej byłam pewna swojego głosu, tak w momencie stawiania krzyżyka już nie.

Z prawa głosu zrezygnowałam tylko raz – 5 dni po urodzeniu Drugiego i dobrze się z tym nie czułam. Nie oddając głosu również go oddałam. Moja decyzja przyczyniła się do większej ilości posłów zwycięskiej partii.

Nigdy później jak w czasie dzieciństwa mój świat i politycy nie byli tacy czarno biali. Są zwykłymi ludźmi, a z drugiej strony niezwykłymi. Od dłuższego czasu są to wciąż te same twarze, a to wszystko co robią ma większy lub mniejszy wpływ na moje życie.

Cieszyłam się gdy KUL dostał dotację od państwa – skończyły się obowiązkowe wpłaty na semestr. Decyzja mi się podobała. Byłam bardzo zadowolona, gdy wprowadzono roczny urlop macierzyński. Dalej popieram dopłaty do przedszkoli, gdy godzina pobytu mojego dziecka kosztuje 1 zł.

Świat dziecka jest prosty, ale w momencie stawiania się rodzicem robi się już poważnie. Kiedyś zastanawiałam się jakim sposobem moja babcia urodziła się w czasie wojny, a druga się uczyła. Nie mogłam pojąć jakim sposobem w tak ciężkim czasie ludzie brali śluby, kochali się i cieszyli. Czas komuny i puste półki też nie był tylko czasem „czarnym”- wszak urodziło się też dużo fajnych dzieciaków i przecież coś jedliśmy.

Tak zwyczajnie w świecie wiem, że z jednej strony mam wpływ na to kto będzie rządził naszym krajem i w jaką stronę to wszystko pójdzie. To też tłumaczyłam moim uczniom na lekcjach wos – żeby głosowali na konkretne osoby, nie rezygnując ze swojego prawa. Z drugiej strony coraz bardziej się boję o moje dzieci. W jakim świecie będą żyć, bo niestety władza korumpuje i tam w ławach poselskich bardzo szybko zapomina się o tym zwykłym i szarym człowieku. Oczywiście jest też mobilizacja co 4 lata, ale tak naprawdę marzy mi się to, aby nasi politycy dbali o Polskę jak o swój ogródek – nie deptać, nie niszczyć i dawać się rozwijać.

Jesteśmy w konkretnym miejscu i czasie. Historia dzieje się teraz i składa się z małych ludzkich historii. Bądźmy szczęśliwi w tej naszej Polsce mimowszystko. Bądźmy sobie życzliwi i uczmy tego nasze dzieci.

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego, Drugiego i Trzeciej. Z wykształcenia nauczyciel historii - "wierzący i chwilowo niepraktykujący". Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *