Nie warto czekać

Ciekawe czy ten wpis zaginie w niedzielnym bałaganie i rodzinnych spacerach. Miałam ostatnio dwie rozmowy, które jakoś mnie zainspirowały do tego tekstu.

Dokładnie tydzień temu, gdy wysłałam znajomej krótki filmik z moimi dziećmi skaczącymi pod sufit na piłkach, odbyłyśmy krótką rozmowę telefoniczną. Usłyszałam najzwyklejsze, nie oceniające stwierdzenie „z pewnością jesteś zmęczona”. To nie miało nawet wydźwięku współczucia, tylko podsumowanie sytuacji. Naprawdę dało mi to wiele spokoju na kilka dni. Informacja, że jako mama mam prawo czuć się tak przemęczona było bardzo odkrywcze.

Oprócz tego kilka dni temu miałam przyjemność szczerej rozmowy na temat bezradności, braku cierpliwości i dużej ilości poczucia winy. Jak się okazuje – nie tylko ja mam wrażenie, że wszystkie mamy mają wszystko zrobione lepiej. Widzę te uśmiechnięte, nie bijące się dzieci. W tle oczywiście tylko kilka zabawek, a nie zabawki, ryż oraz zostawiona kurtka w nieładzie, bo potrzebny był ratunek zrozpaczonemu maluchowi.

Są dni kiedy nie wiem co jest ważniejsze – mój sen, czy zmywanie. Najczęściej ostatnio wygrywa sen, bo młoda co chwilę sprawdza czy leżę koło niej i jak mnie nie ma to wstaje i potem jest marudna. I tak leżąc troszkę mi się oczy zamykają.

Są dni kiedy mam ochotę wyjść i udawać że mnie nie ma. Wczoraj odwiedził mnie urodzinowo mój brat i był tak kochany że bawił się z całą trójką, a ja z tego szoku, że nie muszę patrzeć na wszystkie strony, prawie zasnęłam na fotelu.

Mam wyrzuty sumienia, bo przecież mogłabym się z nimi więcej bawić, mogłabym lepiej posprzątać, częściej wychodzić z nimi na spacer, ale zapominam, że organizm i psychika mają ograniczone możliwości.

Chciałam wczoraj sprawdzić jak będzie mi się jeździło w prezencie urodzinowym – kasku na rower. W planie było 10 minut szybkiej jazdy na koniec ulicy i z powrotem. Miałam na chwilę wyłączyć głowę 😉 i nie myśleć że muszę patrzeć gdzie moje latorośla. Nie dałam rady wyjść sama – chłopcy musieli na te 5 minut pojechać ze mną. Wzięłam ich, bo ten czteroletni wpadł w czarną rozpacz. I znów moja głowa nie odpoczęła.

I w tym wszystkim wiem, że patrzę na moje koleżanki i myślę sobie czasem że one radzą sobie lepiej. Z drugiej strony wiem, że większość zdołowanych, przygaszonych mam czeka na lepszy czas.

Psycholog? Po co? Przecież urodziłam dziecko musi być ciężko.

Lekarz psychiatra? Po co? Toż to tylko nie dospanie. Jestem tylko mniej cierpliwa.

I tak to trwa. Lekarz jeśli nie będzie widział potrzeby nie będzie nikogo lekami faszerował.

Pytanie jest takie – czy warto czekać? Czy to wstyd pojśc po pomoc? Jak zepsuje się pralka lub lodówka idziemy do specjalisty. Jak szwankuje psychika czekamy aż samo przejdzie.

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego, Drugiego i Trzeciej. Z wykształcenia nauczyciel historii - "wierzący i chwilowo niepraktykujący". Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *