Plan był prosty – każde dziecko miało pójść do lekarza oddzielnie. Tylko jakoś tak wyszło, że byli chorzy i bilans 6-latka i 4-latka i szczepienie Trzeciej przesuwały się niebezpiecznie w czasie. Jak się okazało, na horyzoncie mogły pojawić się w najbliższym czasie duże domowe zmiany (o nich w wiadomościach prywatnych a oficjalnie dopiero jak wejdą w życie). Dzieci aktualnie (co naprawdę szokujące) bez kataru i kaszlu a znalezienie czasu na pójście do lekarza będzie dużo trudniejsze niż teraz.

Postanowiłam iść na żywioł – poprosiłam tatę o ustawienie się w dlugaśnej kolejce w przychodni i zorganizowanie 3 numerków na dzieci zdrowe na następny dzień. Udało się! Następnie poprosiłam mojego brata o towarzyszenie nam w przychodni. Miał mieć pod swoją opieką dwójkę dzieci których chwilowo nikt nie badał.

Teraz uruchomić trzeba wyobraźnię. Poranek zaczął się nie wybitnie wcześnie ale był jeszcze czas na bajkę. Drugi poprosił o płatki. Matka z obłędem w oku zrobiła i dodatkowo uczyniła sobie kawę. Na koniec postanowiła wstawić słoik do lodówki. Słoik się wymksnął z nieprzytomnych dłoni. Dziecko stwierdziło, że ono jednak nie chce płatków. Potem wstała pozostała dwójka.

Jedno jeść nie będzie bo nie głodne. Młoda biega po pokoju i kręci się w kółko. Drugi kładzie nogi na stole. Pierwszy zaczyna biegać po domu i mówi, że on dziś zębów nie umyje i co mu matko zrobisz?

Matka grzecznie pyta co zjedzą na śniadanie. Zgadzają się na kanapki z dżemem. Matka nie może otworzyć dżemu – proponuje zmianę. Drugi wpada w czarną rozpacz. Matce udaje się otworzyć słoik. Podaje – Drugi je dwie kanapki, Pierwszy liże i stwierdza że za słodko, Trzecia wsadza twarz w kanapkę i ocenia językiem smak.

Trzecia spędza chwilę w wannie. Mama przekazuje najstarszemu prośbę o zmianę image na taki dzienny. Pierwszy słyszy kolejną prośbę żeby nie tarzał się po ubraniu siostry. Trzecia ucieka, Pierwszy w samych majtkach biega po domu i robi lasso z koszulki. Drugi je kanapkę. Pierwszy zakłada spodnie i dalej biega zachowując się jak cowboy. Trzecia po założeniu połowy ubrań ponownie ucieka.

Pierwszy myje zęby i przychodzi „huhać” na matkę, bo użył mocno miętowej pasty. Trzecia kolejny raz prosi o dołożenie na szczoteczkę pasty do zębów. Drugi nadal je kanapki z dżemem. Matka w końcu ubrała córkę w całości.

Pierwszy z Trzecią pakują zabawki do plecaka. Drugi idzie „oddżemić” buzię i umyć zęby. Później skacze po łóżku w samych majtkach. Następnie piszczy z radości i zakłada resztę ciuchów, bo matka zaczyna powoli tracić kontrolę nad czasem.

Dzieci idą zakładać ubrania wierzchnie. Trzecia ubiera się grzecznie, wszak lubi być na dworze. Pierwszy wraca w ubłoconych butach do pokoju, bo zapomniał kostki do gry. Drugi chce iść w tenisówkach lub w kaloszach. Leży na ziemi i próbuje postawić na swoim. W końcu matce udaje się go przekonać do założenia butów adekwatnych do pogody.

W autobusie Trzecia chce i siedzieć koło braci i chodzić po autobusie. Chłopcy czule się kopią i kłócą, który jest mądrzejszy. Po wyjściu biegną obejrzeć wystawę sklepową z zabawkami i wchodzą do sklepu. Miło uśmiechają się do pani i nic nie niszczą.

Trafiają w końcu do przychodni. Chłopcy wyciągają grę i zgodnie w nią grają. Trzecia chce koniecznie zwiedzić wszystkie pomieszczenia. Przychodzi wujek. Dzieci kłócą się które wejdzie pierwsze bo żadne nie chce. Do gabinetu wchodzi jednak Drugi, reszta zostaje z opiekunem.

Dzień dobry nazywam się Drugi Nieuczesany

powiedział rezolutnie

A teraz powiesz mi co widzisz

mówi pani pielęgniarka i pokazuje kolejno „kaczkę, koło i domek”

Kaczka! Kółko! Obora!

dzielnie rozpoznaje Drugi

Tyle lat pracuję i pierwszy raz dziecko powiedziało coś innego niż „dom”

a ja pomyślałam, że niewiele w życiu słyszała 😉

Teraz zamiana dzieci wchodzi rezolutny sześciolatek:

Dzień dobry! Nazywam się Pierwszy Nieuczesany

przywitał się

No pierwszy raz tak się zdarzyło że dzieci wchodzą i się przedstawiają imieniem i nazwiskiem.

pani doktor była wyraźnie zachwycona

Chyba wszystkie trzy byłyśmy ciekawe co powie Pierwszy na domek, który jest na tablicy i młody zaczyna:

Kaczka! Koło! Stodoła!

rozpoznał mój syn, a ja zaczęłam się śmiać.

Mamo przecież dobrze mówię. To jest stodoła!

obruszył się

Synku, śmieję się, bo wszystkie dzieci mówią, że to dom i Drugi mówi że to obora i byłyśmy ciekawe co ty powiesz.

uspokoiłam dziecko.

No widać, że dzieci mają duży zasób słownictwa

podsumowała pani doktor.

Potem weszła Trzecia, która już tęskniła za mamą. Jak nie moje dziecko siadła i zaczęła się ładnie uśmiechać. Poszła się zważyć, dała zmierzyć, pokazała gardło i dała się osłuchać. Jednak nie może być zbyt pięknie – musiał zacząć się płacz! Badanie się skończyło. Ale że tak szybko? Ona chce chce chce! 🙂

Potem wszystko w normie – Drugi obraził się z 5 razy i planował pobić wszystkich wokół ale czasem się hamował. Trzecia planowała iść w inną stronę niż ja. Pierwszy chwalił się, że wszystko robi lepiej niż młodszy dwa lata brat.

Dziś są w przedszkolu! 🙂

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego, Drugiego i Trzeciej. Z wykształcenia nauczyciel historii - "wierzący i chwilowo niepraktykujący". Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

Jedna myśl w temacie “”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *