Czy nie mogli porozmawiać?

Początkowo tekst miałbyć tylko o Grudniu 70. Jako rodzina harcerska wraz z mężem słuchamy piosenek ogniskowych i patriotycznych. Dzieciaki chłoną to jak młode pelikany. „Obława” w wykonaniu Pierwszego ma ciekawy wydźwięk.

Kilka dni temu śpiewał sobie „Balladę o Janku Wiśniewskim”. I w tym dziecięcym sercu i logicznej sześcioletniej głowie pojawiło się kilka pytań:

Pierwszy – Mamusiu? A czemu oni do nich strzelali? Żeby ich zjeść?
Ja – Nie. Strzelali po to aby ich zabić lub zranić.
Pierwszy – Aha. Ale dlaczego?
Ja – Bo ludzie wyszli na ulicę, żeby pokazać, że są głodni, bo zdrożała żywność. Plus chcieli być wolni i mieć prawo do mówienia tego co myślą. Rządzący bardzo się bali o to, że odbiorą im władzę, więc zaczęli do nich strzelać.
Pierwszy – Mamo! To oni nie mogli poprostu ze sobą porozmawiać tak jak my teraz?

To dla dzieci jest oczywiste. Oprócz tego większość życia mieszkałam w pobliżu obozu koncentracyjnego na Majdanku. Był on na tyle rozległy, że tak naprawdę duża część terenu zamieszkałego aktualnie przez ludzi była miejscem mordów.

Niewiele osób pamięta, że po zakończeniu wojny, baraki służyły do więzienia żołnierzy podziemia antykomunistycznego. Moja babcia wspominała, że kiedyś do jej drzwi zastukał człowiek, który uciekł z transportu na Majdanek i prosił o pomoc.

Mamy w Lublinie również Zamek Lubelski, który również był więzieniem nie tylko w czasie wojny z Niemcami. Świadkowie opowiadali, że czasem krew przesiąkała przez stropy (źródłem tej informacji jest przewodnik po Zamku Lubelskim). Jest też tzw. Muzeum Martyrologii pod Zegarem, więzienie przejściowe w czasie wojny.

Mieszkając obok takich miejsc nie da się myśleć cały czas o tym co się wydarzyło. Nie byłam w stanie do czasu dorosłości zwiedzić baraków. Zrobiłam to raz i wystarczy mi to na całe życie. Wydaje mi się, że wożenie dzieci i szczegółowe opisy nie są potrzebne. Dzieci mają różną wrażliwość. Faktem jest to, że zanim się je tam zabierze trzeba tłumaczyć. Edukować i wyjaśniać, że to nie są „tereny zielone miasta” lecz cmentarzysko.

Wielokrotnie już mierzyłam się z pytaniem moich przedszkolaków co to za ładne zielone miejsce obok którego przechodzimy. Tłumaczyłam zawsze szczerze, że jest to miejsce w którym torturowano, wykorzystywano do pracy, głodzono i mordowano ludzi tylko za to, że uważano się za lepszych i bardziej wartościowych. I że wyśmiewanie innych i zapomnienie o tym, że każdy człowiek jest wartościowy bez względu na to czy się z nim zgadzamy czy nie, znów może doprowadzić do tragedii. Dlatego zostawiono takie miejsca, by przypominały do czego może doprowadzić poczucie bycia lepszym i pogarda dla innych. Nie wyróżniałam szczególnie roli Niemców, zaznaczając że nienawiść do innych może pojawić się bez względu na narodowość i pochodzenie.

Moje dzieci wiedzą, że II wojnę światową rozpoczęli Niemcy atakiem na Polskę. Czasem Pierwszy mówi, że należy ich ukarać „bo Niemcy są niedobzi”. Mówię wtedy o tym, że teraz żyje kolejne pokolenie i pytam czy on chciałby być karany za to co zrobili jego pradziadkowie. Oczywiście mówi, że nie.

To są trudne tematy o których warto i trzeba rozmawiać z dziećmi i młodzieżą. Nie wszystkim jednak potrzebna jest terapia szokowa w postaci interaktywnego przeżywania takiej samej drogi jak ci, którzy byli gazowani.

Wczoraj był dzień pamięci o ofiarach holocaustu. Nie wolno nam zapomnieć aby nigdy historia nie zatoczyła koła.

Powrót do pracy

Miałobyć o historii będzie o życiu codziennym, które już jest historią. Chłopcy to z pewnością moje dzieci. Bardzo szybko zasypiamy „na krótką drzemkę” ;). Dobrze, że mój małżonek nie ma problemów z porannym wstawaniem, bo do pracy chodziłabym chyba dopiero na 13 ;). No śpi mi się naprawdę super, a budzik od jakiegoś czasu prawie wcale tego nie zaburza.


Czy w ferie odpoczęłam? Nie oszukujmy się – akurat jeśli chodzi o pracę w szkole, w porównaniu do nauczycieli uczących od września, to nawet nie zdążyłam się rozkręcić.
Jeśli chodzi o tryb domowy 😉 to z przyjemnością wracam do pracy ;). Cieszę się też, że sytuacja zdrowotna została opanowana.


Jadę sobie z dobrym i pozytywnym nastawieniem do niesienia tego kaganka oświaty z nadzieją na współpracę ;).
Fajnie mieć pracę, którą się poprostu lubi.

Mieszkamy w domku 😉 z małym ogródkiem. Tym samym różnie bywa z ciepłotą naszych kaloryferów.


Bardzo mnie śmieszy, kiedy któreś dziecko dotyka grzejnika i mówi: „O! Zaczęli grzać” ;). Niby wiedzą, że nosimy opał, rozpalamy w piecu, ale to, że nieokreślony ktoś zaczął nam grzać zawsze mnie bawi.


Ostatnio Pierwszy stwierdził, że „mogliby w końcu wymienić te żarówkę”. Spytałam kto mogli? Bo to my musimy zrobić ;).


Weszłam następnego dnia na krzesło mówiąc, że „uwaga uwaga administracja domu zmienia żarówkę”.
„Niech oni zrobią”, „zaczęli grzać” 😉 i jest jeszcze – „nie podniosę tego bo to nie ja położyłem” Zabrałam dziecku jogurt i powiedziałam, że to ja go kupiłam więc nie zje. Czy dotarło? Nie wiem ;).

Święto i po…

Mistrzu Wu czyli dziadek 😉
Babcia 😉 tym razem „zgoliła wąsy” ale ma korale jak co roku 😉

Udało się w tym roku ogarnąć święto Babci i Dziadka bez choróbska. W święto babci Trzecia zaczęła mówić „cieść” i wita mnie tak z dużą dozą radości. Dzieci wykonywały telefony z życzeniami, czasem udało się spotkać. Wcześniej w przedszkolu były jasełka i serduszka od wnuków. Na ścianach naszych domów rodzinnych wiszą kalendarze z dziecięcymi zdjęciami.

Już po świętowaniu i chłopcy dziś już w kurtkach zostali zawróceni do łóżek. Póki co tylko Drugi jest na mnie obrażony, gdyż nie mam ani kotletów na śniadanie ani kiełbasy. Cóż począć – jestem beznadziejna i mnie nienawidzi.
Pierwszy poprosił o jedną kanapkę, bo przecież zawsze można dorobić. Nauka nie idzie w las. Zresztą połowę zostawił. Muszę zanotować że to nie czas jego wzrostu – w najbliższym czasie nie będzie zmiany garderoby.

Trzecia natomiast miewa podwyższoną temperaturę i wtedy spokojnie się przytula do mamy 😉 jednak czasem wpada w rozpacz i dostaje syropek i wtedy jest już sobą. A że ma temperament po mnie, to jej wszędzie pełno ;).
Drugi właśnie orzekł, że nie będzie nosił kapci bo nie ocieplają, gdyż mają dziury. I siedzi teraz karnie koło mnie żeby nie mógł kopać brata. Oczywiście twierdzi, że i tak będzie wszystkich „tłuc” bo go „nie pokonam”.

Na dole dzieło przedszkolne Pierwszego z tzw. „darów froebla”. Chłopak ma poczucie humoru. Rok temu babcia miała wąsy „bo babcia ma poczucie humoru i nie jest nudno na obrazkuq” 😉 . W tym roku wystylizował dziadka na Mistrza Wu (postać z bajki Ninjago) i żeby było zabawnie to nawet kapelusz jest podobny do tego, który dziadek posiada, ale to wyszło niechcący.
Skąd wiem, że to miałbyć dziadek jako Mistrz Wu? Bo Pierwszy przyszedł i mnie spytał czy się dziadek nie obrazi, że zrobił z niego postać z kreskówki ;).

Oprócz tego poranki w normie. Trzecia rano wstaje rozbiera się do naga, załatwia swoje sprawy na nocniku, przychodzi i wybiera sobie ubranie :). I część zakłada sama – spodnie i skarpetki 😉 a część wręcza mi mówiąc „to”. Oprócz tego pokazuje na krople do oczu żeby jej zapuścić. Normalnie jak nie moje dziecko ;). Chłopcy raczej w jej wieku trenowali zwiewanie przed lekami i ubieraniem.

Dobrze, że jeszcze mam kilka dni urlopu czyli ferii to może uda się ich wykurować. A do pracy wrócę w podskokach i z radością. 😉 ogólnie może być ciekawie 🙂 ale kto nie zajmuje się trójką podziębionych dzieci ten nie pije szampana jak wyzdrowieją ;). Dużo dobrych myśli się przyda napewno już popołudniu ;).

U przedszkolaków i na randce

Zdjęcie pożyczone ze strony przedszkola.

Miałam przyjemność czytać wczoraj książkę w grupie u Drugiego. Repertuar wybrali z bratem :). Pierwszy prosił żebym tym razem nie przychodziła, bo koledzy się z niego śmieją. Powiedziałam mu tylko, że jeśli im się nie podoba to ja nie będę czasu marnować bo on lubi słuchać mojego czytania też w domu ;).
Drugi był rozanielony i dumny. Maluchy zasłuchane 🙂 i chętne do współpracy :).

Później spędziłam spokojny i niespieszny dzień z moimi rodzicami. By po 15 wyjść z mężem sam na sam poraz pierwszy od 7 lat prawie :). Jakoś nam dziwnie cicho było, a ja w knajpie od razu sprawdziłam czy kącik dla dzieci jest odpowiednio atrakcyjny. Taka randka nam wyszła 🙂 w miłym towarzystwie. Następnym razem zmienimy miejsce bo troszkę nie było smakowego efektu „wow” ;).

Wracając do tematu przedszkola i czytania tam bajek. Nie udało mi się tam dotrzeć z książką tylko w tym roku, gdy pracowałam z Karoliną w brzuchu 🙂 a tak staram się być. Miałam takie poczucie, że ciężko mi zaoferować przedszkolakom coś innego. Zawód nauczyciela znają, a cóż ja innym innego mogę odpowiedzieć?

Olśnienie przyszło wczoraj w drodze do przedszkola. Może to też wina aktualnego główkowania o uatrakcyjnieniu zajęć klasom 4, 5, 6, 7 i 8? Dość powiedzieć, że mnie olśniło. Toż można zrobić zajęcia o mamie – lekarzu, pielęgniarce, lekarce, krawcowej, ratowniku zabawek, kierowniku kuchni, kierowniku sekcji promocji i planowania, kierownikowi organizacji eventów 😉 itd. itd.

Tylko, że ferie się kończą 😉 i już w tym tygodniu nie zdążę ;).
Pierwszy raz w tym roku cieszyłam się, że mam imieniny z dniem babci. Moje wyrzuty sumienia, że idę na kebaba z mężem bez dzieci były minimalnie mniejsze ;).

O królewiczu, który się odważył

Książkę kupiliśmy już bardzo bardzo dawno temu, bo tuż po premierze w listopadzie 2019. No i nawet szybko przymusiłam dzieci do wspólnego czytania. No mnie wciągnęło, tylko gdzieś w połowie słuchacze powiedzieli, że nudne i sobie poszli.
Dziś podjęłam temat na nowo, bo naprawdę jestem ciekawa co dalej.

Ja – To dziś poczytamy księcia!
Pierwszy – Oj mamo, to nudne.
Ja – A pamiętacie chociaż co się tam działo? Jak poszedł do trola?
Pierwszy – Tak i jeszcze troll złamał mu miecz.
Ja – Serio? Nie pamiętam tego!
Pierwszy – Serio, ja pamiętam.
Ja – A pamiętacie jak się nazywała koleżanka królewicza?
Pierwszy – Hermenegilda!
Drugi – I zmieniła na Ania.
Ja – Nie pamiętam na jakie zmieniła.

Jak na znudzone dzieci, którym czytałam książkę raz do połowy prawie 3 miesiące temu, to dużo im zostało ;). Nawet więcej niż mamie ;). Kolejna recenzja będzie jak dorosną 😉 i też będzie bez ściemy ;).
Myślę, że w końcu może i ja wyślę coś na konkurs Piórko ;).

Dziecięca radocha

No nie mogłam im tego zrobić. Staram się prostować zawsze ich błędne spojrzenie na świat. Tłumaczę im prawa fizyki, kultury, ale teraz nie chciałam zabierać im tej dziecięcej radości.
Pojawił się na dworze szron, a oni wystrzelili do przodu z dzikim i pełnym radości krzykiem:

„Mamo! Zobacz! Jest resztka śniegu!”.

No i nie wyprowadziłam ich z błędu. Byli tacy szczęśliwi. Tak sobie myślę, że gubimy w życiu te dziecięcą radochę z powodu małych rzeczy.

Błotnista zima

Zima w tym sezonie mało biała. Lubiłam ich puszczać w biały puch i było troszkę ciszej w domu. Wracali mokrzy, a teraz „łapanie zająca” kończy się czarno…

Między świętami większość czasu trzymałam ich w domu – czułam się na tyle źle fizycznie, że mi się nie chciało.

Teraz codziennie zaganiam ich do ładowania drewna na opał, daje pobawić się w berka, robią ze mną zakupy. Wczoraj nawet byliśmy na placu zabaw z siłownią i skakali na trampolinie. Trzecia o 21 pokazywała jeszcze na drzwi i mówiła „opa”.

Pierwszy czyta komiks i raz na jakiś czas drze się na pół chałupy, że za długie słowo – jak mówię, że nie musi czytać też się ciska.
Drugi ma książeczki z zagadkami i wytrzymuje przy kolorowaniu tylko chwilę – woli temperować kredki (szkoda, że robi to tam gdzie stoi).

Trzecia wykorzystała chwilę mojej nieuwagi i próbowała zjeść pieczątkę. W efekcie była ostro niebieska :).
Wieczór już niedługo. Chwilowo u nas cicho – chwilo trwaj ;).

Chwile

Nie wiedziałam, że będzie mi tego brakować. Dużo radości i spokoju daje mi to niespieszne przytulanie po spacerze w dzień. Karmię piersią z krótkimi przerwami już ponad 6 lat. Dopiero podczas tej części przygody udało mi się opracować wygodną pozycję kiedy możemy się wtulić i kręgosłup mnie nie boli. Nawet bez problemu sama zasypiam.

Nie wiedziałam, że to był dla mnie ważny i potrzebny moment w ciągu doby. Teraz jej dzienną drzemkę spędzam w pracy.

Oprócz tego w końcu poczułam jak być mamą względnie rozgarniętego sześciolatka. Czterolatek był w przedszkolu i w praktyce było w miarę spokojnie. Nikt nie wołał mnie co chwilę np do nalania picia, włączenia światła w WC. Pomijam już brak bitew i przezywania. Myślę, że i poranna zmiana w przedszkolu miała lżej z powodu rozdzielenia braci.

Koleżanka mnie dziś spytała czy ja odpoczywam jak mam dzieci pod opieką. Dziś do 16 było tylko dwoje. Trzecia, która zachowywała się w swojej normie – wrzuciła router wifi do WC patrząc mi prosto w oczy. Był też Pierwszy, który ogólnie zajmował się sam sobą, ale też dużo mówił (swoją drogą ciekawe po kim to ma 🙂 ).

Czy odpoczęłam? Troszkę tak, ale naprawdę już z utęsknieniem nasłuchuje dziecięcego chrapania.

No i jutro nie mam pobudki przed 6 :). Takie małe radości w ferie ;).

O fance kotków

Trzecia jest fanem zwierząt – zwłaszcza kotów. Na dworze je woła robi „iał” ale jeśli tylko zobaczy, że się zbliżają wpada w prawdziwą panikę. Jednak jej ciekawość jest większa. Mimo lęku nie mogłam jej 15 minut zabrać z miejsca w którym widziała kota na drzewie. Jak tylko odwracał się w jej stronę, zaczynała się prawie dusić ze strachu. Po chwili znów go wołała.

Tu na zdjęciu zakosiła poduszkę Drugiemu tylko po to, żeby przyjść do mnie i położyć się w kuchni na zimnych płytkach. Wiem, że Drugiemu, bo za chwilę zaczął krzyczeć „Młoda oddawaj moją poduszkę”.

Trzecia z rana rozbiera się do rosołu, zostawia pieluchę w ciągu komunikacyjnym i zasiada na dziecięcym tronie z sukcesami. Jak się jej przypomni, że zużyte pieluchy idą do smietnika, to wyrzuca je zgodnie z aktualnym systemem sortowania. Przypominam, że nie ma 2 lat, więc jestem w lekkim szoku.

Oprócz tego udaje głupiutką wtedy gdy np. chce zabrać i poklikać na komórce, wyłączyć prąd z przedłużacza, zabrać chłopakom słodycze z mikołajkowych paczek (swoje już zjadła) i ewentualnie jak ma ochotę wsadzić klocki do kubka z piciem i zamoczyć sokiem pół chałupy.

Oprócz tego zakłada czapkę – czasem odwrotnie, ale wie jak pociągnąć troczki 😉 tylko czasem robi to na tyle skutecznie, że nic nie widzi. Zakłada prawie samodzielnie spodnie, a nawet buty – preferuje buty chłopców i zostawia je tam gdzie ma ochotę. Ostatnio Drugi znalazł śniegowce przy pralce.

Umie też samodzielnie jeść, chyba że jej się znudzi i rzuca jedzeniem po pokoju udając że nie wie, że tak nie można.

Jak jej na czymś zależy – daje sobie radę z bardzo skomplikowanymi poleceniami: „podnieś te zabawki, zanieś na miejsce a potem dopiero dostaniesz czekoladki”.

Umie też w takich wypadkach pięknie wynieść papierki do śmietnika, talerzyk zużyty do kuchni. Bywa jednak czasem tak, że patrzy nam w oczy i wyrzuca sobie wszystko pod nogi udając, że nie rozumie co mamy na myśli. Oczywiście ma wtedy odpowiednio głupkowatą minę.

Nic się nie zmieniło i uwielbia chłopcom wrzucać do wanny ich puchowe ciapki, ręczniki przygotowane do wytarcia i piżamki. Umie też włączać pralkę jeśli nie zdążę jej wyłączyć i pranie czyści się na nowo.

Jak wynoszę pranie samodzielnie z łazienki to się obraża, bo chce pomóc, a mokre z pralki wyciąga całkiem zawodowo.

A! I umie po ciemku pójść na drugi koniec mieszkania i wziąć sobie ceramiczny talerzyk. Chodzenie po ciemku po drabinie też jej idzie nieźle. Robi to boso i bardzo cicho. Drabina jest już chowana :).