O byciu mamą

Trzecia robi porządek wedle swojego uznania

Brak zaangażowania moich uczniów a także zaangażowanie moich uczniów (tak są i tacy i tacy) spowodowały, że troszkę częściej, zwłaszcza wtedy gdy bardziej jestem myślami w szkole niż tutaj, będą pojawiać się wpisy z cyklu „nieuczesana historia” ;).
Co do reszty – od kiedy wpadł tu tłum moich wychowanków 😉 troszkę zrobiłam autocenzurę. Okazało się, że część cechuje lenistwo czytelnicze i klikają reakcje z sympatii do mnie a nie ze wzruszenia tekstem.

Dziś będzie długo 😉 kto dotrwał do tego momentu zobaczy, że tekst będzie osobisty, odkrywczy i troszkę z pogranicza „nieuczesanej psychologii”.
Otóż miałam półtora tygodnia zwolnienia. Dobrze się złożyło że je miałam, bo przypadło też na kilka dni słabszej formy Trzeciej i chyba dzięki temu wszyscy żyjemy ;).
Przyznaje się uczciwie, chociaż wcale nie przychodzi mi to łatwo. Zwłaszcza, że twierdziłam nawet sama przed sobą inaczej. Dopiero dostrzegłam ile JA robię w domu zajmując się dziećmi. Oczywiście wiem, że wszystkie mamy przebywające w domu z dziećmi są zajete, zmęczone, wyczerpane i wcale nie „siedzą” nawet jeśli siedzą 😉 co się czasem zdarza. Wszystkie, tylko nie ja.

Ja mogłabym robić więcej, lepiej, dokładniej, z większym zaangażowaniem i oddaniem. A wszystko dlatego, że nie wychodzę do pracy od – do. 
I tak spędziłam kilka dni z moja kochaną córką, która tuż przed Wielkanocą stanie się oficjalnie dwulatką, a umysłowo już nią jest. Efekt jest taki, że mamy dziecko wspinające się wszędzie, dotykające wszystkiego, zjadające wszystko z paczki (bo nawet jeśli nie smakuje to przecież kolejne może być smaczniejsze) i chcące robić wszystko „samo” lub właśnie jednak nie „samo” (zależnie od humoru). Ta dziewczynka wchodzi na parapet i wcale nie przeszkadzają jej stojące tam klocki. Tłucze brata jeśli wyłączy jej z prądu lampkę (wcześniej świeci nią bratu po oczach). To szkrab, którypotrzebuje się też do rodzeństwa przytulić.

I to jeszcze wiem, że jest wyzwanie. Nie wiem czy dawałam rady ogarniać wszystkie sytuacje dlatego, że ona bardziej niż chłopcy musi wszystko sprawdzić po kilka razy. Czy może przyczyną jest moje zmęczenie, bo jakby nie patrzeć jestem 3 lata starsza niż wtedy, gdy ostatnio miałam dwulatka. Ciężko powiedzieć. Nie zdawałam sobie sprawy, że opieka nad trójką dzieci to bycie w skupieniu umysłowym cały czas, do momentu aż usną. Chociaż wtedy też jestem na czuwaniu. Trzecia się budzi na przytulanie a i chłopcy czasem tego potrzebują.

Była godzina 19 i pierwszy raz zaczęłam na bieżąco pisać koleżance co się u mnie dzieje. To był dzień jak codzień. Pierwszy w piżamie bawił się klockami co chwilę krzycząc „mamo proszę zabierz ją”. Brałam Trzecią która z piaskiem radości wracała mu „pomagać”. Akurat najbardziej bawiło ją deptanie po budowlach. W tym samym czasie Drugi przeżywał, że nie pójdzie się myć i gdybym naprawdę była jego mamą pozwoliłabym mu na wszystko. Odwróciłam się i zobaczyłam Trzecią, która założyła moje buty i właśnie wydeptywała ścieżkę z błota do dużego pokoju.

Przytuliłam Drugiego, który nadal obrażony twierdził, że jestem beznadziejna i wtedy pojawiła się Trzecia, która postanowiła go uderzyć. To był moment, w którym postanowiłam zawołać drugą część rodzicielskiego teamu. Udało się Drugiego włożyć do wanny i zaraz był kolejny problem, bo już nie chciał wyjść.

W tym czasie Trzecia uśpiła czujność opiekuna i poszła do kuchni wypić wodę z kubka będącego w zalewie, znalazła sobie mentosy miętowe na szafce. Wkładała je do buzi o wypluwała, próbując kolejnych – może któryś posmakuje. Na koniec poszła znów do pokoju i doszła do wniosku, że bułka wygląda nieestetycznie na talerzu więc rzuciła nią w kąt. Jak weszłam do pokoju i poprosiłam żeby jednak to podniosła, popatrzyła na mnie i poszła do kąta. Oczywiście bułki nie podniosła 😉

Gdy zasnęli, oczywiście po tym jak udało mi się opanować kłótnie pt. „mamo a on leży na mojej stronie”, „a on trzyma nogi na mojej połowie” ;)spojrzałam na miejsce mojego odpoczynku. Tam na poduszkach leżały wszystkie rodzinne ubłocone buty ;).

To nie był wyjątkowy wieczór. To nie jest opowieść łączona z kilku wieczorów. To co się działo uświadomiło mi po raz pierwszy, że to że czasem siedzenie w fotelu nie jest równoznaczne z odpoczynkiem dla umysłu. Oczywiście, zrozumiałam że nie ma powodów oby negować trud innych mam, i przyjmować jedynie ja mogłabym robić o wiele więcej. Tak jakbym miała być jakaś szczególnie wyjątkowa. Tylko chyba dopiero to dotarło do mojego serca. Naprawdę dużo z siebie daje od rana do nocy.

To ja na tyle 😉 w najbliższym czasie, jak nabiorę dystansu będzie świat oczami Trzeciej. No i nieuczesana historia o absolutyźmie oświeconym.

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego (7 lat) , Drugiego (5 lat) i Trzeciej (2 lata). Z wykształcenia nauczyciel historii. Aktualnie uczący. Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *