Niewiele osób wie jak trudno było mi podjąć decyzję o puszczeniu chłopców do przedszkola. Dokładnie tyle samo wie jak jest to ciężkie w praktyce o 6 rano, gdy nieprzytomne dziecięce głowy mówią bez ogródek co myślą o wyjściu do tego przybytku. Chodzą od ostatniego poniedziałku.

Wyrzuty sumienia się stopniowo zmniejszały – najpierw jak dotarło do mnie, że jestem czynnym nauczycielem, którego w każdej chwili można zaprosić na zastępstwo. Wczoraj znikły całkowicie.

Normalnie po 3 dniach pracy tylko z jednym dzieckiem NIE WIEM jak to się stało, że ja funkcjonowałam i udawało mi się coś wartościowego przekazać szkolnym dzieciom. Wczoraj ze względów logistycznych chłopcy pozostali w domu. Były planowane 3 lekcje i już podczas pierwszej zaczęło się robić „ciekawie”. Podczas drugiej było nieziemsko ciężko (tym razem nie w 6c). Oczywiście Trzecia również ma duży talent do przeszkadzania. Jednak jakoś łatwiej z jednym dzieckiem.

Dziś prowadziła mnie do kuchni (pchała i wydawała głośne dźwięki jeśli nie szłam) i pokazywała na coś. Okazało się, że chce zjeść sernik na zimno – tylko, że on jest w proszku niegotowy. Jest dwulatkiem więc wie lepiej. Ona chce i koniec!

Dziś rano dałam jej ubranie. Oczywiście obraziła się, bo nie te. Złożyłam ubranie położyłam na półkę i zaprosiłam ją do wybrania sobie ciuszków. Oczywiście wybrała dokładnie to samo co dałam jej wcześniej. I tak 😉 zaczęła powoli mówić 🙂 tylko nie wtedy gdy jest to najbardziej potrzebne do zrozumienia o co jej chodzi.

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego, Drugiego i Trzeciej. Z wykształcenia nauczyciel historii - "wierzący i chwilowo niepraktykujący". Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *