Noc

Noce z dziećmi są ogólnie ciekawe. Te krótkie z powodu imprez lub maratonów seriali, jakoś mnie tak nie wykańczały. Może to jednak kwestia wieku jest lekko? Jestem wszak w wieku, który dla młodzieży jest „wczesno-starczy”.

Noc nie zapowiadała się, aż tak ciekawie. Faktem jest, że dziwne było uśnięcie na siedząco chłopców o 18 :). Przełożeni do łóżek raczej w takich momentach śpią do pobudki o 6 rano. Trzecia dzielnie trzymała wartę – w końcu czuła się jak jedynaczka. Miała dla siebie tylko tatę. Później czas usypiania z mamą też był przyjemny.

Miałam czas dla siebie – wszak wstałam rano jeszcze przed nimi, żeby wyruszyć z całą czeredą jak kiedyś. Zresztą Trzecia tańczyła w foteliku z radości, że w końcu rano jedzie „brrrum”.

I tak zmęczona leżałam w łóżku czekając na przybycie mojego dobrego kolegi Morfeusza (bynajmniej nie tego z Matrixa) no i przybył… Tylko, że Drugi w celu przytulenia. On oczywiście jest przekochany, ale kręci się wokół własnej osi.

Po jakimś czasie, gdy Morfi sypał mi w oczy relaksującym piachem, usłyszałam „Mamo ratuj mnie!”. Cóż robić – matczyny patrol ruszył ze światłem ;). Pierwszy się obudził, a boi się ciemności. W czasie gdy próbował zasnąć (chociaż zachowywał się o 1 w nocy jak gotowy do pójścia do przedszkola!) na przytulanie się wstała Trzecia.

Położyłam ją z jednej swojej strony, z drugiej kręcił się Drugi, a na łóżku obok Pierwszy zaczynał filozoficzne dysputy. Morfeusz sypał ostro piachem zdziwiony, że ja usiłuje jednak czuwać przy najstarszym.

Poddałam się, zgasiłam światło i poinformowałam syna, że tak się nie da żyć! Jest 2 w nocy a ja od 5 rano poprzedniego dnia jestem na nogach i nie dam rady. Był bardzo dzielny, ale oczywiście się bał.

Po skontrolowaniu czy Trzecia śpi – zostawiłam maluchy na moim miejscu i poszłam spać do Pierwszego. Uspokoił się i zasnął. Było po 2. Nagle usłyszałam czarną rozpacz stojącej nade mną Trzeciej.

Było jasno, a ona miała mokre stopy. Myślałam, że to jakaś dziecięca awaria, ale po chwili i ja miałam mokro! Ktoś nie dokręcił wody w przewróconej butelce i miałam powódź. Dobrze, że mnie obudziła ;). Opanowałam oczko wodne w pokoju i spojrzałam na zegarek- była 4:30! To znaczyło przede wszystkim, że po 2 godzinach snu jest szansa na jeszcze jedną!

Jak widać na zrobionym zdjęciu – Trzecia tym razem się nie obudziła, żeby pożegnać braci i desperować, że ona też chce iść. Dała mi szansę na jeszcze jedną godzinę na doładowanie baterii.

A jak wasze noce?

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego, Drugiego i Trzeciej. Z wykształcenia nauczyciel historii - "wierzący i chwilowo niepraktykujący". Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *