Wspomnienia z egzaminów na prawo jazdy


Minął rok od kiedy zmagałam się trzy razy z egzaminem na prawo jazdy. Troszkę już ochłonęłam. I umiem się całkiem szczerze z tego śmiać. Uwaga długie 😉 ale najlepszy jest 3 egzamin.

Egzamin nr 1

Upał był jak diabli. Naprawdę cieszyłam się, że samochód ma klimatyzację, bo chyba przez pot straciłabym wzrok oraz przyczepność kierownicy. 

Ruszyłam – powoli i niepewnie. Wszystko było ok – ale krótko. Skręt w lewo na światłach. Wiedziałam, że skręt musi być szybki i sprawny. Widziałam, że już ładnie się samochód naprzeciwko składa do skrętu, ale nie przewidziałam, że jest za nim przyczepa oraz kolejny wolnobieżny pojazd. Jedyne co mogłam zrobić to wjechać na pas obok i wyprzedzić te koromysła, albo w nie wjechać „bo zawsze miałam ustawiać się na tamtym pasie”.

Standardowo miałam dość duże problemy z ruszaniem pod górę (ruszanie z ręcznego idzie mi nieźle, ale ja w stresie Muszę! Muszę być chyba ambitna) i czuję i widzę, że już dość dużo jeżdżę. Jest szansa, że zdam. Ewidentnie kierujemy się do Word. Jeszcze ostatnie zawracanie na rondzie. Jedynka dwójka i szpula. Oooo! Nagle zobaczyłam pana prawie na swojej masce. Gdyby egzaminator nie zahamował to byłoby źle.
Był to pan o kuli w kraciastej koszuli (tak tak 😉 wiem że się rymuje).Naprawdę z tych emocji go nie widziałam. I to była dla mnie nauka – więcej pokory i spokoju zawsze. Zdecydowanie nie zasługiwałam tego dnia na prawo do jazdy. Pan egzaminator powiedział mi, że był pewien że zareaguję, bo naprawdę miał w planie zaliczyć mi ten egzamin.

Egzamin nr 2. 

Proszę pojechać w… yyy prawo. Jadę, a tam raczej egzaminy i nauki jazdy zawracają, a ja mam jechać prosto. Normalnie nigdy tam nie byłam. Jedziemy i nagle komenda – niech pani skręci w lewo.

Zamiast zwolnić i pomyśleć gdzie u licha jest ten skręt (oj było to zamotane skrzyżowanie), ja w stresie naginam tą drogą tak samo szybko. No i nie wyłapałam jak wygląda droga i nagle z lewej pojawił się samochód i zrobiłam typowe wymuszonko.

Kolejna nauka – jak nie wiesz co i jak to istnieje hamulec a nie nachrzaniasz „na pałę”, bo jakoś to będzie. Zdecydowanie nie powinnam była dostać prawa do samodzielnej jazdy. Zresztą za to również zbierałam baty na jazdach i miałam na to zwracać uwagę.

Egzamin nr 3

Godzina 7 rano! Doszłam do wniosku, że jest szansa, że o tej porze moje emocje nie do końca się jeszcze obudzą i może uda się po prostu przejechać trasę. 

Z Word wychodzi taki miły pan… dokładnie ten sam, z którym jechałam za pierwszym razem. Może nie pamięta, że chciałam przejechać pana o kuli w kraciastej koszuli? 

Mam już zgodę na ruszenie do zaliczania łuku. Puszczam delikatnie sprzęgło, gaz i nic! Drugi raz i dalej nic. Powoli zaczynam się budzić z paniką – sprawdzam czy mam na jedynce, czy wyłączyłam ręczny (wszystko ok). I znów – sprzęgło, gaz i nic! Egzaminator – widzę, że jest pani w wielkim stresie, spokojnie. Jeden oddech i eureka! – nie włączyłam silnika!

Łuk jak zwykle perfekcyjnie, ruszanie z ręcznego zresztą też (Władcy Dróg techniki mnie nauczyli, ale wszystko to.co ode mnie zależało już wychodziło gorzej). Już wyjechałam i nagle słyszę „Ja to chyba już z panią jechałem. To pani chciała rozjechać pana o kuli?”. Tak, był nawet w kraciastej koszuli ;).

Jedziemy dokładnie trasą, która jechałam dzień wcześniej z moją instruktorką (zebrałam ochrzan bo miałam w planie samobójstwo pod tirem). Ale jest ok. Do czasu, aż mam zrobić zawracanie – ale oczywiście wymyśliłam że zrobię to ładnie. Tak pięknie, że zaliczyłam chodnik! Zawracanie do poprawy. Parkuję po 10 oddechach i jest spoko. Pan mówi że teraz mam sobie wybrać miejsce do zawracania – jedziemy przy bardzo długim parkingu. 

No ale wiedziałam, że na końcu jest piękne miejsce do zawracania. Zawróciłam i była krótka rozmowa.

Egzaminator – Tak spytam z ciekawości, jeśli mogę. Miała pani cały parking. Czemu pani tutaj nie zawracała?

Ja – Jakby to panu powiedzieć. Jestem niska i jak wybieram sobie miejsce to najgorsze z możliwych. Na przykład za busem z ciemnymi szybami. A wiedziałam, że tam na końcu będę miała gdzie zawrócić.

Egzaminator – Już rozumiem.

I tak sobie jechaliśmy. Było bardzo przyjemnie. Już nie myślałam o tym, że niedługo koniec, po prostu sobie jechałam. 

I w końcu dojechałam! Z pozytywnym efektem. Dotarło do mnie dopiero po jakimś czasie, że zdałam.

I jakoś brak mi puenty ;).

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego (7 lat) , Drugiego (5 lat) i Trzeciej (2 lata). Z wykształcenia nauczyciel historii. Aktualnie uczący. Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *