Idziemy do zoooo…

🦉 🐍 🐅 🐻
Każde dziecko jest inne i gdy ma mniej niż 3 lata jest zakręcone na innym punkcie. Pierwszy był fanem dinozaurów i strażaków, Drugi maszyn i budowy (ma tego pod dostatkiem), a Trzecia uwielbia piosenkę „Idziemy do Zoo”.

Jest na jej punkcie tak zakręcona, że „zoo” było pierwszym słowem jakie mówiła. Plany wyjazdu do zamojskich zwierząt, kwitły w nas od dawna. Najpierw mieliśmy wziąć chłopców jak obydwaj jeszcze mogli wejść za darmo. Później planowałam samodzielną wycieczkę pociągiem z trójką dzieci (młoda była jeszcze jeżdżąca w wózku) i później  oglądanie zwierząt. Jak dobrze, że mi się rok temu skończyły wakacje zanim wprowadziłam plan w życie.

Kolejny raz pomyśleliśmy półtora tygodnia temu i ustaliliśmy, że jako osoby oszczędne jedziemy w poniedziałek (bilety są za 18 a nie za 26 zł). Jeden poniedziałek był już zajęty, bo w planie była wycieczka pociągiem. No i ruszyliśmy dziś!

Udało się jechać względnie spokojnie. Pierwszy bił brata udając głuchego i nie reagując na moje uwagi. Drugi nie oddawał bratu widząc, że na nich patrzę. Trzecia zrzuciła buty i sprawdzała czy zamek w drzwiach jest skuteczny.

Dojechaliśmy do Zamościa (mamy około 100 km.) i bardzo byliśmy zadowoleni, że ktoś specjalnie dla nas postawił drogowskazy. Zaparkowaliśmy na ostatnim wolnym miejscu, a następnie weszliśmy do jeszcze w miarę pustego zoo (jak wychodziliśmy wszędzie były tłumy).

Najpierw spotkaliśmy niedźwiedzia, ale po chwili okazało się, że są tam dwa „misie”. Mnie osobiście urzekła Hedwiga (już wiem czemu od jakiegoś czasu nie przylatuje do mnie z pocztą – odpoczywa w Zamościu). Sowa śnieżna jest poprostu prześliczna.

Trzecia była zachwycona każdym okazem, ale w praktyce mówi, że był tylko miś. Drugi spokojnie oglądał wszystkie zwierzęta i nie liczył na jakieś szczególne okazy. Po powrocie mówił, że najbardziej chciałby mieć w domu (zakładając, że jesteśmy ogrodem zoologicznym a zwierzę jednak nie chciałoby nas zjeść): płaszczki, boa dusiciela, panterę, lwicę, lemury, pelikany, żyrafy, zebry.

Pierwszy nudził się podczas oglądania danieli oraz ptaków. On MUSIAŁ natychmiast obejrzeć jakieś groźne zwierzęta a nie jakieś nudy. Patrzyliśmy przez szybę na tygrysa, który nagle skoczył. Od tego momentu był usatysfakcjonowany ilością adrenaliny. On dla odmiany jest zafascynowany: tygrysem, boa dusicielem lwem, dużą i średnią rybą (zepsuł się opis), niedźwiedziem i panterą.

Nasz najnowszy żart jest na temat boa dusiciela – dalibyśmy mu orzechy włoskie i by nam je ściskał i łypał ;). Zakładając oczywiście, że nie chciałby wcześniej ścisnąć nas.

Oczywiście były też minusy. Nie było niestety lwa płci męskiej :). Hipopotam się gdzieś schował. Brakowało wielbłąda (nie miał humoru), a kangury właśnie sobie spały i ciężko było zobaczyć, że to właśnie te zwierzęta. Do żyraf i zebr ciężko było trafić. Ogólnie brakowało mi jakiegoś „prowadzenia” przez park, bo miałam wrażenie, że coś mogliśmy ominąć. Jednak zoo było naprawdę zadbane i w sam raz na siły i zapał małych dzieci.

Pamiętacie „Króla lwa”? Tam tak dostojnie poruszają się żyrafy, aby przywitać dziedzica prezentowanego na lwiej skale. One naprawdę tak chodzą! Są naprawdę cudowne. Mam tylko nadzieję, że jest im tam dobrze.

Już pod koniec mieli dosyć, ale dwa place zabaw troszkę ich podniosły na duchu. Nawet Trzecia, która prosiła o noszenie na rękach, dostawała mocy w nogi i biegła szaleć. Powrót do domu był zdecydowanie spokojniejszy – 2/3 ekipy spało, a najstarszy był wyciszony.
My tylko jacyś tacy zmęczeni wróciliśmy, ale dzieciaki zadowolone i my też. Polecamy Zoo w Zamościu :).

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego (7 lat) , Drugiego (5 lat) i Trzeciej (2 lata). Z wykształcenia nauczyciel historii. Aktualnie uczący. Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *