Pani Kicia

Kilka dni temu o poranku (tak kole 10) dzieci spotkały na naszym podwórku małego kota. Wujek stwierdził, że to 🐈 pani kotka. Kot młody i nawet jakoś bardzo nie bał się dzieciaków.

Trzecia robiła podchody a jak tylko zwierzę spojrzało w jej stronę krzyczała „boję kota” i zwiewała w trybie przyspieszonym.

Nasza Pani Kicia (takie nadali jej imię) zachowywała się tak, jakby nie umiała przeskoczyć przez płot, jedynie radziła sobie z przechodzeniem przez dziury. Chłopcy bawili się z nią patyczkami i traktowali jak psa – jeszcze chwila a ogarnęłaby aportowanie ;).

Ze względu na moją i męża miłość do kotów (i jeszcze większą teściowej) zabroniliśmy dokarmiać zwierzę. Proszę mi uwierzyć – próba uratowania mojego mleka do kawy była naprawdę trudna, aczkolwiek zwycięska. A to, że nie poszłam specjalnie do sklepu kupić rybki spowodowało chwilowego focha.

Tłumaczyłam, że nie można za takiego kota nic robić, bo się nie nauczy łapać myszek i tym samym radzić sobie w życiu (podawałam przykład robienia kanapek). Ale gdzieś zaczęłam się sama martwić jak ten szkrab sobie poradzi. Po wystawieniu ogłoszenia do netu, okazało się, że to kot zwiedzający okolicę i radzący sobie w życiu.

Pani Kicia wygrzewała się spokojnie w słońcu, gdy zobaczyliśmy, że na drugim końcu podwórka Pierwszy biegnie za kotem i krzyczy „Pani Kiciu, nie uciekaj”. Okazało się, że są u nas dwa koty. Jeden zaprzyjaźniony z moimi dziećmi, drugi zwiewający w popłochu.

Koty zostały na noc na dworze. Rano ich już nie było. Dzieciaki poradziły sobie z rozłąką. A dziś znów przyszła Pani Kicia. Poczekała na chwilę zabawy. No i zdecydowanie nie była zadowolona, że wychodzimy.

Wyszła pod bramką i nas śledziła. Chowała się za krzakami i podbiegała. Na początku myślałam, że to przypadek, ale ona naprawdę szła z nami na spacer. Dzieci się wzruszyły, że Pani Kicia ich lubi. Ja natomiast zaczęłam się martwić. Przed nami było przejście przez ruchliwą ulicę i wejście do autobusu. Obawiałam się jak kot sobie poradzi w takiej sytuacji. Ewidentnie znała teren bliżej nas (taka wieś w mieście)..A jak z resztą?

Ciężko dwulatkę przekonać do swoich racji, a co dopiero małego kota? 😉 Nawet nie miałam w planie przekonywać Pani Kici do tego, że ma dalej nie iść, bo wiedziałam, że i tak zrobi co zechce. Zobaczyła ulicę i przestała iść. Mądry z niej kociak. Ciekawe kiedy znów zajrzy na zabawę?

Autor: Nieuczesana

Żona ojca swoich dzieci, mama Pierwszego (7 lat) , Drugiego (5 lat) i Trzeciej (2 lata). Z wykształcenia nauczyciel historii. Aktualnie uczący. Pełna dużej ilości chaotycznych myśli na różne tematy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *