O byciu mamą

Trzecia robi porządek wedle swojego uznania

Brak zaangażowania moich uczniów a także zaangażowanie moich uczniów (tak są i tacy i tacy) spowodowały, że troszkę częściej, zwłaszcza wtedy gdy bardziej jestem myślami w szkole niż tutaj, będą pojawiać się wpisy z cyklu „nieuczesana historia” ;).
Co do reszty – od kiedy wpadł tu tłum moich wychowanków 😉 troszkę zrobiłam autocenzurę. Okazało się, że część cechuje lenistwo czytelnicze i klikają reakcje z sympatii do mnie a nie ze wzruszenia tekstem.

Dziś będzie długo 😉 kto dotrwał do tego momentu zobaczy, że tekst będzie osobisty, odkrywczy i troszkę z pogranicza „nieuczesanej psychologii”.
Otóż miałam półtora tygodnia zwolnienia. Dobrze się złożyło że je miałam, bo przypadło też na kilka dni słabszej formy Trzeciej i chyba dzięki temu wszyscy żyjemy ;).
Przyznaje się uczciwie, chociaż wcale nie przychodzi mi to łatwo. Zwłaszcza, że twierdziłam nawet sama przed sobą inaczej. Dopiero dostrzegłam ile JA robię w domu zajmując się dziećmi. Oczywiście wiem, że wszystkie mamy przebywające w domu z dziećmi są zajete, zmęczone, wyczerpane i wcale nie „siedzą” nawet jeśli siedzą 😉 co się czasem zdarza. Wszystkie, tylko nie ja.

Ja mogłabym robić więcej, lepiej, dokładniej, z większym zaangażowaniem i oddaniem. A wszystko dlatego, że nie wychodzę do pracy od – do. 
I tak spędziłam kilka dni z moja kochaną córką, która tuż przed Wielkanocą stanie się oficjalnie dwulatką, a umysłowo już nią jest. Efekt jest taki, że mamy dziecko wspinające się wszędzie, dotykające wszystkiego, zjadające wszystko z paczki (bo nawet jeśli nie smakuje to przecież kolejne może być smaczniejsze) i chcące robić wszystko „samo” lub właśnie jednak nie „samo” (zależnie od humoru). Ta dziewczynka wchodzi na parapet i wcale nie przeszkadzają jej stojące tam klocki. Tłucze brata jeśli wyłączy jej z prądu lampkę (wcześniej świeci nią bratu po oczach). To szkrab, którypotrzebuje się też do rodzeństwa przytulić.

I to jeszcze wiem, że jest wyzwanie. Nie wiem czy dawałam rady ogarniać wszystkie sytuacje dlatego, że ona bardziej niż chłopcy musi wszystko sprawdzić po kilka razy. Czy może przyczyną jest moje zmęczenie, bo jakby nie patrzeć jestem 3 lata starsza niż wtedy, gdy ostatnio miałam dwulatka. Ciężko powiedzieć. Nie zdawałam sobie sprawy, że opieka nad trójką dzieci to bycie w skupieniu umysłowym cały czas, do momentu aż usną. Chociaż wtedy też jestem na czuwaniu. Trzecia się budzi na przytulanie a i chłopcy czasem tego potrzebują.

Była godzina 19 i pierwszy raz zaczęłam na bieżąco pisać koleżance co się u mnie dzieje. To był dzień jak codzień. Pierwszy w piżamie bawił się klockami co chwilę krzycząc „mamo proszę zabierz ją”. Brałam Trzecią która z piaskiem radości wracała mu „pomagać”. Akurat najbardziej bawiło ją deptanie po budowlach. W tym samym czasie Drugi przeżywał, że nie pójdzie się myć i gdybym naprawdę była jego mamą pozwoliłabym mu na wszystko. Odwróciłam się i zobaczyłam Trzecią, która założyła moje buty i właśnie wydeptywała ścieżkę z błota do dużego pokoju.

Przytuliłam Drugiego, który nadal obrażony twierdził, że jestem beznadziejna i wtedy pojawiła się Trzecia, która postanowiła go uderzyć. To był moment, w którym postanowiłam zawołać drugą część rodzicielskiego teamu. Udało się Drugiego włożyć do wanny i zaraz był kolejny problem, bo już nie chciał wyjść.

W tym czasie Trzecia uśpiła czujność opiekuna i poszła do kuchni wypić wodę z kubka będącego w zalewie, znalazła sobie mentosy miętowe na szafce. Wkładała je do buzi o wypluwała, próbując kolejnych – może któryś posmakuje. Na koniec poszła znów do pokoju i doszła do wniosku, że bułka wygląda nieestetycznie na talerzu więc rzuciła nią w kąt. Jak weszłam do pokoju i poprosiłam żeby jednak to podniosła, popatrzyła na mnie i poszła do kąta. Oczywiście bułki nie podniosła 😉

Gdy zasnęli, oczywiście po tym jak udało mi się opanować kłótnie pt. „mamo a on leży na mojej stronie”, „a on trzyma nogi na mojej połowie” ;)spojrzałam na miejsce mojego odpoczynku. Tam na poduszkach leżały wszystkie rodzinne ubłocone buty ;).

To nie był wyjątkowy wieczór. To nie jest opowieść łączona z kilku wieczorów. To co się działo uświadomiło mi po raz pierwszy, że to że czasem siedzenie w fotelu nie jest równoznaczne z odpoczynkiem dla umysłu. Oczywiście, zrozumiałam że nie ma powodów oby negować trud innych mam, i przyjmować jedynie ja mogłabym robić o wiele więcej. Tak jakbym miała być jakaś szczególnie wyjątkowa. Tylko chyba dopiero to dotarło do mojego serca. Naprawdę dużo z siebie daje od rana do nocy.

To ja na tyle 😉 w najbliższym czasie, jak nabiorę dystansu będzie świat oczami Trzeciej. No i nieuczesana historia o absolutyźmie oświeconym.

Kiedy życie nie ma sensu

Wpis miał być o czym innym, ale jak zwykle! Życie pisze swoje scenariusze. Piątki są szczególnymi dniami a jeszcze bardziej wyjątkowe są wtedy, gdy ja choruję. Najzwyczajniej w świecie więcej zachodu byłoby gdyby do przedszkola poszli, niż jak będą ze mną w domu.

Zapowiedziałam sankcje jeśli będą się tłuc i już kilka godzin nikt nikomu nie dał po głowie ani nikogo nie ugryzł ;). Popchnięta została Trzecia za to, że wsadziła bratu do oka palec ale to jest do dogadania 😉 i wyjaśnienia.

Za to Drugi rozpacza. Jjego życie straciło sens, pocieszy go tylko granie na komórce. Nie ma w pudle z autami małych zielonych plastikowych czołgów. Z tego co ja pamiętam! – to jakoś rok temu albo wspólnie je schowaliśmy bo się nimi nie bawił, albo je wyrzuciliśmy, bo odpadało im już wszystko. A on chlup i sobie przypomniał. Wszystkie zabawki są do niczego, tylko te czołgi nadają się do zabawy ;). Jak kupimy to i tak będzie bez sensu, bo on wtedy już nie będzie się chciał bawić, więc to „wszystko jest bez sensu”.

No i w tym wszystkim starszy brat, który powoli zgłębia tajniki komunikacji pisanej, postanowił poszukać bratu miejsca, w którym można kupić nowe czołgi. Normalnie to, że dogadał się z google to jedno, dwa, że chciał, a trzy ta wersja języka polskiego wpisana przez sześciolatka specjalnie dla młodszego brata, mnie rozczuliła.

Czyli jednak poza odwieczną (dokładnie czteroletnią) walką między braćmi jest i troszkę troski i czułości między nimi. Myślę, że brak czołgów i czarna rozpacz którą przeżywa z dala od brata, powoduje brak konfliktów 😉 ale zawsze to coś.

A co Trzecia? Trzecia zapracowała na dwa wpisy – jeden ze swojej perspektywy, a drugi z mojej ;). Mówią małe dziecko mały kłopot…także tego 😉 oliwek już brak więc nie ma czym rzucać po kuchni ;).

O tym kto mniejszy

Kocham te moje szkraby. Ostatnio Drugi bardzo przeżywa to, że nie jest pierwszy!

  • Mamo, ja zawsze będę mniejszy od niego?
  • Synku niekoniecznie. Napewno zawsze będziesz młodszy. Jeszcze nie wiadomo który z was będzie wyższy. Kto jest starszy tata czy jego brat?
  • No tata jest starszy.
  • A który jest wyższy?
  • No wujek.
  • No i widzisz? Bycie starszym nie oznacza, że się będzie w przyszłości większym.
  • Mamo ;( ale ja zawsze będę mniejszy!

Kiedyś Pierwszy mi powiedział, że to jawna niesprawiedliwość, że to on pierwszy poszedł do przedszkola i pierwszy pójdzie do szkoły:

  • Mamo, czyli jak jestem najstarszy to pierwszy skończę osiemnaście lat?
  • Tak!
  • Yeah
  • No nie! Zawsze będę mniejszy – zaszlochał Drugi

Ja – A kto mi tu sól wysypał?
Trzecia – Ja!


Pierwszy – Mamo! Opowiem Ci kawał.
Ja – Może nie?
Pierwszy – Wiesz dlaczego nie wycieramy pupy złotym papierem toaletowym?
Ja – ?
Pierwszy – Bo jest za drogi (i dziki rechot)


Pierwszy po myciu, podczas tańców przed lustrem

  • Moja mamaaaaa jest jak słoń! – ce

Pierwszy – Mamusiu a wiesz dlaczego muchy nie muszą jeść żelaza?
Ja – ?
Pierwszy – Bo latają jak samolotem i już mają metal (dziki rechot)

Rodzinne rozmowy

Most robiony przeze mnie 🙂

Pierwszy – Mamo, co się wydarzyło 10 tysięcy lat temu?
Ja (podczas wyciągania Trzeciej z wanny) – Synku, błagam! Nie wiem.
Pierwszy – Przecież jesteś historykiem. A 11 tysięcy lat temu?
Ja – Synku, nie myślę już, spytaj mnie później.
Pierwszy – Co z ciebie za historyk….
Kilka godzin później:
Pierwszy – Mamo, a co robiłem dwa lata temu dokładnie tego dnia?
Ja – Nie wiem.
Pierwszy – Przecież jesteś historykiem!

*****
Rozmowa przez Skype z ciocią. Mina cioci bezcenna i nie do powtórzenia ;).
Drugi – Ciociu! A ja umiem po angielsku coś powiedzieć. Wiesz co to „kał”?
Ciocia – Co proszę?
Drugi – No „kał”!
Ciocia – Nie wiem.
Drugi – Samochód!
Ciocia – Aha. A wiesz jak po angielsku jest krowa?
Drugi – Wiem! „Kał”.

PS: jeszcze ma czas na mówienie głoski „r”.

****** Dialog archiwalny

Pierwszy (lat około 2-3) – Ja wiem jak się ten wasz pies nazywa!
Ciocia – Tak?
Pierwszy – Kiła!

Pies ma na imię Kira 😉

***** Dialog archiwalny

Ja do 2,5 letniego Pierwszego (Drugi miał około pół roku) – Synku, nie dawaj Drugiemu małych zabawek, bo się zadławi.
Pierwszy –  Dużych nie! Bo nie mieszczą się w buzi.

Dylematy

Drugi i jego fotelowa noc

Nie ma instrukcji obsługi do wychowania młodego człowieka. Chociaż fajnie by było, gdyby były specjalne guziki lub zdania, które działają zawsze. Mocno czuję jak każde z moich dzieci jest inne. To co działa na jednego człowieczka, niekoniecznie zadziała na drugiego.

Staram się żeby moje wychowawcze decyzje wynikały z miłości i szacunku do nich jako do małych ludzi. W zrozumieniu i akceptacji ich potrzeb. Wychodzi różnie, bo nie jestem aniołem.

Drugi postanowił kilka dni temu, że koniecznie chce spać na fotelu. Oczywiście w środku tygodnia obraził się na mnie (tak bardzo żywiołowo i ekspresyjnie), że zgodzę się na to dopiero w piątek. Myśl o jego samopoczuciu po takiej nocy o 5:50 paraliżowała mój matczyny luz. Ustaliliśmy, że dopiero wieczór po którym nie idzie do przedszkola będzie realny.

Nadszedł piątek – oczywiście że pamiętał o danej mu obietnicy. Otrzymał poduszkę, kołderkę i zasnął w 10 minut na fotelu. Po dłuższym czasie stanęłam przed dylematem co jest ważniejsze – mój czy jego komfort. Jeślibym go przeniosła, rano by się na mnie obraził, że nie dotrzymałam słowa i jednak nie spał na fotelu. Gdybym go zostawiła istniało ryzyko nocnej „gleby” i porannego kiepskiego humoru z powodu niewypoczętego organizmu. Wbrew pozorom była też trzecia opcja – młody sam zrezygnuje i zmieni miejsce pobytu samodzielnie.

Konsultowałam się z zaprzyjaźnioną mamą i wybrałam wersję pozostawienia go na noc na fotelu. W praktyce przyszedł do mnie w w środku nocy się przytulić (jak to stwierdził mój małżonek – wiedział które łóżko wybrać, bo jak budzi się Trzecia ja zmieniam miejsce spania na te obok dzieci). Rano Drugi stwierdził, że mogłam mu dać dalej spać na fotelu. Na całe szczęście to Drugi, który nie pozjadał wszystkich rozumów i uwierzył mi, że to on przyszedł a nie ja go przeniosłam.

Za to Pierwszy wstał dziś lewą nogą. Troszkę się martwię, bo ze względu na moje choróbsko, na zawody Orlen Przedszkoliada Tour wzięła ich ciocia. Był totalnie na „nie” ale jednak zdecydował się pojechać, chociaż chyba bezpieczniej byłoby jakby się obraził i został. Jednak popołudniu i przez kolejny rok raz na kilka dni rozpaczałby, że nie zmusiłam go do pójścia.

Trzecia dziś sama nie wie czego chce. Mota się między przytulaniem do mamy a przeglądaniem książeczek. A ja też już sama nie wiem czy chować się pod kołdrą czy lepiej próbować pilnować żeby chałupa nie była rozniesiona przez trójkę łobuziaków.

Kilka słów o Krzyżakach

Uczeń klasy 4 zapytał mnie: „Proszę pani, ja nie rozumiem, ci Krzyżacy to byli Niemcy, czy Prusowie?”. Dobre pytanie!

W 1410 r. pod Grunwaldem razem z Litwinami pokonaliśmy Krzyżaków, a w naszych współczesnych głowach to jest prawie równoważne co informacja, że pokonaliśmy Niemców.

Zacznijmy od początku, czyli od papieża Urbana II, który podczas synodu (czyli spotkania najważniejszych dostojników kościelnych) w Clermont wezwał do wyprawy mającej na celu uwolnienie Ziemi Świętej (Jerozolimy) z rąk Niewiernych (Turków i wyznawców Islamu). Pierwsza wyprawa rycerska ruszyła z Europy w 1096 r. i była to tak zwana pierwsza wyprawa krzyżowa (zwana również krucjatą).

Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie (znany nam pod nazwą Krzyżacy ze względu na charakterystyczny herb – czarny krzyż na białym tle) powstał podczas III krucjaty w czasie oblężenia Akki. Zakony Joannitów i Templariuszy w pierwszej kolejności zajmowały się rannymi rycerzami, którzy pochodzili z ich krajów. Rycerze pochodzący z cesarstwa rzymskiego założyli własny szpital, by opiekować się również swoimi krzyżowcami.

W XIII w. krzyżowcy coraz bardziej tracili wpływy w Jerozolimie, by w 1291 r. utracić w końcu Akkę. Jednak jeśli chodzi o Krzyżaków, oni już wcześniej szukali nowych wyzwań dla siebie. W ten sposób pojawili się w Siedmiogrodzie poproszeni przez króla Węgierskiego Andrzeja II o pomoc w ochronie granic. Ogólnie chyba nie był zadowolony z tej współpracy, bo już w 1226 r. nasz książę Konrad Mazowiecki oddał im w dzierżawę (jak sama nazwa wskazuje – nie na własność) ziemię chełmińską oraz michałowską (to na północy naszego kraju).

Założenie było bardzo proste – Krzyżacy mieli pomóc w konflikcie z Prusami (to Ci sami, którzy zamordowali św. Wojciecha i dzięki temu Bolesław Chrobry zrobił Zjazd Gnieźnieński w 1000 r.). Pretekstem do walki z tym ludem była oczywiście chrystianizacja.

Szło im bardzo dobrze, więc podbijali po kolei okoliczne ziemie. Jeśli chodzi o ziemię dzierżawioną poprosili o pomoc papieża i w efekcie uzyskali ją na własność. Byli na tyle skuteczni, że udało im się podbić ziemie Prusów i powoli zaczynali potyczki z pogańskimi Litwinami. Oni tak byli pogańscy tylko częściowo, bo pierwszy chrzest przyjął w 1291 r. Mendog. Jednak wrócił do wiary przodków po uzyskaniu władzy.

I tu zaczyna się historia bitwy, która w praktyce nic nie znaczyła, ale nasze Polskie serca mocniej biją. Litwini byli nękani przez Krzyżaków, Polacy również nie byli zadowoleni z powodu ich coraz śmielszej działalności na zajmowanych terenach.

Król Kazimierz Wielki umarł bez prawowitego potomka i na naszym tronie zasiadła na krótko dynastia Andegawenów. W moim sercu szczególne miejsce zajmuje Jadwiga, która używała tytułu króla a nie królowej. Miała prawo rządzić samodzielnie. Była młodziutka i wybrali jej na króla małżonka starego chłopa – Jagiełłę. Zawarto Unię w Krewie, a nasz przyszły król wraz z całą Litwą przeszedł na wiarę chrześcijańską. Przyjął imię Władysław. Można by było pomyśleć, że jeśli Litwa jest schrystianizowana, to już nie ma sensu jej nękać i nawracać.

I tu pojawia się nasza bitwa pod Grunwaldem, nieudane oblężenie Malborka i ogólnie dużo wojen i potyczek. Efekt jest taki, że dopiero w 1525 r. Albrecht Hohenzollern (Wielki Mistrz Krzyżacki) złożył hołd lenny Zygmuntowi Staremu (chodzi oczywiście o Hołd Pruski). Wtedy powstały Prusy Książęce pod kuratelą Polski.

Dość wspomnieć, że w 1772 r., 1793 i 1795 r. Prusy, Austria i Rosja dzielą nasze ziemie między siebie. Polska na 123 lata znika z map świata. Niepodległość odzyskujemy dopiero w 1918 po pierwszym konflikcie między naszymi zaborcami.

Żeby zrozumieć jak Krzyżacy zmienili się w naszej głowie w Niemców, musimy wspomnieć o Zjednoczeniu Niemiec w 1871 r. Wtedy to powstało Cesarstwo Niemieckie, a całemu tworzeniu państwa przewodziły Prusy. Bardzo ważną rolę odgrywał w tych wydarzeniach Żelazny Kanclerz – Otto von Bismarck. Przez nas Polaków raczej mało miło wspominany.

Wyszło długo? Ale czy ciekawie i jasno? Czekam na informacje zwrotne :).

Mama wróciła do pracy

Ta moja mama to chyba jeszcze nie zauważyła, że ja dobrze wiem kiedy planuje mnie zostawić z dziadkiem na dłużej. Oczywiście kiedy robi to rano, gdy jest jeszcze ciemno, to ja od razu wiem po co mnie budzi. Jeśli śpimy dłużej, wtedy ja ją budzę.

Ona myśli, że ja nie kojarzę jej marynarek z tym, że planuje iść do pracy. Zdarza się, że chłopców i taty nie ma i jest już jasno kiedy wychodzimy. Jeśli ma na sobie wymienione wyżej ciuchy to ja wiem, że każda chwila jest cenna.

Najpierw stoję dość długo przy płocie sąsiada. Tam zawsze jest pies na którego chce popatrzeć i pokazuje go mamie. Jeśli go nie ma – robię to samo tylko pokazuje mamie, że czekam aż się pojawi i mówię „ne ma”. Mama mnie prosi żebym się ruszyła, ale najczęściej kończy się to tym, że mnie bierze na ręce.

Kolejny punkt to płot za którym chodzą kury. Jakie one są ekstra – jest ich dużo i tak śmiesznie chodzą. Mogłabym tam stać i stać, ale mama zawsze mnie bierze na ręce mówiąc, że mogę im pomachać.

Dobrze pamiętam, że kawałek za przystankiem jest plac zabaw. Na tyle szybko tam idę, że przez chwilę mama jest daleko za mną. Oczywiście sprawdzam to co chwilę i przyspieszam dopiero jak się niebezpiecznie zbliża. W ogóle ona chyba ma jakieś ukryte moce bo bez względu na to jak jest daleko i jak szybko ją uciekam – zawsze mnie dogoni.
Zresztą! Jak mi smutno i chcę żeby mnie przytuliła, wystarczy, że pójdę w inną stronę niż ona i będę udawała, że nie rozumiem. Od razu mnie bierze na ręce.

W autobusie ściągam czapkę tylko jak zrobi to mama, a jak chce założyć mi musi najpierw założyć swoją. Bo jeśli mama nie ma czapki to po co ja mam ją mieć?

W autobusie jest też dużo osób. Niektórzy się do mnie uśmiechają, a inni bawią w akuku. Tylko mama jakaś dziwna – nie pozwala mi chodzić po autobusie. A przecież dobrze wie, że chodzę sprawnie i stabilnie.
A wiecie, że mama zna wszystkich ludzi? Pytałam ją wczoraj pokazując na kolejne osoby, a ona wiedziała kto to!

– To?
– Pan.
– A! To?
– Pani.
– A! To?
– Chłopiec.
– A! to?
– Pan.
– A!
Normalnie niesamowita! Zna wszystkich.

Przy przystanku jest sklep i na wystawie są pieski, kotki, autka. Próbuje pokazać każdą zabawkę mamie, a ona prosi żebym się pożegnała i zrobiła zabawkom papa. Ale ja dobrze wiem, że papa trzeba zrobić każdej zabawce. Kawałek dalej jest sklep z obrazkami – też trzeba pokazać mamie, że są tam narysowane picia i ciastka. Potwierdza, że widzi. To dobry moment żeby sprawdzić czy w stojącym śmietniku nie ma nic ciekawego. Oczywiście mamie się to nie podoba, więc grzecznie przestaję tam wsadzać głowę, ale pamiętam, że później są jeszcze dwa więc to nie koniec atrakcji.

Oczywiście do dziadka nie trzeba iść najprostszą drogą – można skręcić w stronę sklepu. Wtedy zawsze może kogoś fajnego się spotkanie a i można obejrzeć obrazki. Na klatce koniecznie muszę wchodzić sama.

A jak dojdę to przytulam się do mamy, jem troszkę mleka i robię jej „papa” bo mogłaby sobie już pójść, bo tam jest fajnie.

Na zdjęciu sprawdzane przeze mnie dzieło testowe ;). Z takim nauczycielem to my za daleko nie zajedziemy ;).

Drugi – Mamo! Nie możemy teraz wyjść, ja jeszcze nie obejrzałem całego filmu.
Ja – Synku wychodzimy z tej przychodni!
Drugi – Nie! Ja chcę obejrzeć filmik.
Ja – Wolisz zostać w przychodni niż obejrzeć bajkę w wygodnym fotelu u babci?
Drugi – Tak!

Pierwszy – Mamo! Dlaczego nie przestawią tego autobusu?
Ja – Bo jest zepsuty i się nie da.
Pierwszy – Nie znasz się! Myśmy z ciocią widzieli jak dwóch panów przepychało samochód.
Ja – Ale był raczej mniejszy niż autobus.
Pierwszy – Tak.
Ja – A więc?
Pierwszy – No chyba masz rację.

Drugi – Mamusiu, bo na bloku u dziadków wisi polska flaga.
Ja – Uhum?
Drugi – I dlatego wiem, że jesteśmy w Polsce a nie w jakimś innym kraju.

Pierwszy – Mamo zobacz! te kury są wolne!
Ja – Wolne?
Pierwszy – No bo chodzą same i nie są w klatce.

Ja – Czy możecie mi wyjaśnić jak to się dzieje, że pracujecie na lekcji a potem nic nie wiecie?
Uczennica – Bo my pracujemy w trybie studenckim. Zasada trzech Zet „zakuć, zaliczyć, zapomnieć”. Rozumie pani?
Ja – Rozumiem, ale dobrze że nie zaczęliście używać akademickiego kwadransu.

Ja – No to jak się nazywał ten przedstawiciel?
Klasa – yyyyy
Ja – Na 123 stronie pogrubione
Klasa (chórem) Towarzystwo Patriotyczne!

Sprawdzian. Trzeba było dokończyć zdanie: W czasie wypraw krzyżowych powstawały zakony ….. Uczeń dopisał FENIKSA.

Być dziewczynką

Piątek – tygodnia koniec i początek… Kurtka wyschła. Pralka ma dziwne smutki więc muszę zawołać do niej lekarza od płaczących pralek. Śniegu brak ;). Organizacja odbierania dzieci z przedszkola i „dziadkowego żłobka” ogarnięta (piątki i czwartki są wyjątkowe bo tatuś w innych godzinach pracuje).

Piątek w przedszkolu to dzień zabawek. Jest to jakaś motywacja do wyjścia z domu. I tak oto Pierwszy zapomniał swoich wojowników Ninjago. Kochana mama robiła bieg na 80 metrów do domu i do samochodu ;). Drugi wziął dwa resorki (jakby miał więcej rąk to i ilość pojazdów byłaby proporcjonalna). No i jak tu powiedzieć Trzeciej, że idzie do dziadka i tam codziennie jest dzień zabawek? Jakoś do niej nie dociera, że dziewczynki to inny twór ludzki i winna zajmować się zabawą lalkami. Wdała się w mamusię i preferuje samochody, zjazdy dla autek i klocki :). Jak widać na załączonym zdjęciu – ona mocno trzyma tę zabawkę, która ma jej dziś towarzyszyć ;). (Jakość wprostproporcjonalna do ilości światła na klatce schodowej ok. 7 rano)

A tak już całkiem serio :). Uważam, że dziecko bez względu na płeć ma prawo bawić się czym chce i jak chce (oczywiście z poszanowaniem drugiej osoby i zasad bezpieczeństwa). Pierwszy i Drugi używali kuchenki zabawkowej. Druga ma autka 🙂 a mamusia ma bloga ;).

Dzień bez prania

Ja to się chyba nigdy nie nauczę… Nigdy nie należy nic planować!
Wróciliśmy ciemną nocą i pomyślałam sobie w czasie drogi, że nikt i nic mnie nie zmusi do wstawienia prania :). Jeden dzień niech pralka ma wolne.
Wyszliśmy z samochodu. Młoda się odwróciła i przewróciła zawodowo w błoto. Spodnie i kurtka brązowe ;).
Doszłam do wniosku, że szybciej i wygodniej jednak wstawić kurtkę do prania i do rana wysuszyć niż szukać zastępczej ;). Tyle wyszło z planu ;).