Preambuła

Dudi blog (https://dudi2001.wordpress.com/) rzutem na taśmę tuż przed cisza wyborczą (Alleluja!) „pociągnął” mnie do przeczytania preambuły naszej Polskiej Konstytucji z 1997 (obowiązującej nadal of course).
Warto przeczytać – moim zdaniem jest naprawdę dobra, wartościowa i warto ją znać.
Polecam!
Początek:
„W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny,
odzyskawszy w 1989 roku możliwość suwerennego i demokratycznego stanowienia o Jej losie,
my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,
zarówno wierzący w Boga
będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna,
jak i nie podzielający tej wiary,
a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł,
równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego – Polski, (…)”

https://www.sejm.gov.pl/prawo/konst/polski/kon1.htm

Wakacyjne rozmowy

Tam do statku kosmicznego próbuje wepchać się jakaś osa/pszczoła

Ja – Synku proszę nie depcz mnie, już troszkę ważysz.
Pierwszy – Ważę więcej niż kawek szynki z kością?
Ja – Yyy? No tak.
Pierwszy (śpiewając) – „Ugryź szynkę, tłustej szynki, ale prosię…”


Ja (pytając czemu nie na nogach)- Gdzie ty masz skarpetki!?
Drugi – W domu!


Ja – Dzień dobry.
Trzecia – dyn dbry.
Sąsiadka – Dzień dobry i część.
Trzecia – Ne! dyn dbry!
Sąsiadka – No dobrze, Dzień dobry. Bo do tej pory ona mówiła „część”.


Ja – Synku! Weź zabierz ze stołu te tory!
Drugi – Ale to nie ja je przyniosłem.
Ja – To ciekawe. To kto?
Drugi – Krasnoludki!


Drugi – Mamo, a ja dziś jestem świstakiem!
Ja (wieczór był) – Ok.
Drugi – ku-ku!
Ja – Synku, tak to raczej mówi kukułka. Jako świstak powinieneś mówić raczej „świst-świst”.


Pierwszy – Wiesz ile to dwa podzielić na dwa?
Drugi – Oczywiście! To cztery.
Pierwszy – Hahaha! Mamo on nie wie!
Drugi – Mamo, a ty wiesz ile to jest dwa podzielić na dwa?
Ja – Wiem i ty też wiesz. Pomyśl, że mamy dwa jabłka i mamy podzielić je między ciebie a brata to po ile dostaniecie?
Drugi – Po jednym!
Ja – Czyli dwa podzielić na dwa to ile?
Drugi – Jeden!
Pierwszy – No dobra to ile jest 11 podzielić na 2?
Ja – Pomyśl. 11 cukierków i dwójka dzieci.
Pierwszy – Po 5 cukierków i jeden za dużo.
Ja – Też się da podzielić linijką 🙂 i po pół cukierka. Ale to już ułamki.
Drugi – Oj fajnie!
Ja – Zresztą zobaczcie. Mamy jedną pizzę i każdy je. Najpierw dzielę ją na pół, później każda połówkę na pół i znów na pół. I mamy 8 kawałków. Jedna pizza i 8 osób może dostać po kawałku.
Pierwszy – Niezła jesteś mamo!
Ja – Ale czemu?
Pierwszy – Że to wiesz!

Rok 1984

Książka 4/10

To już czwarta okładka książki, którą lubię lub miała na mnie wpływ, ale ze względu na tytuł – moja ulubiona. Fajnie jest urodzić się w roku, który stał się tytułem wielkiego dzieła literackiego.

To jedna anegdota, a druga jest taka, że „Rok 1984” pochłonęłam. Jeśli chodzi o przeróżne egzaminy jakie zdawałam, a było ich multum, to najbardziej spięta byłam na maturach ustnych. Na ustną z historii spuśćmy zasłonę milczenia – może kiedyś się „pochwalę”.

Na języku polskim jak się okazuje poszło mi całkiem nieźle, chociaż mój mózg był ściśnięty jak sardynki w puszce. Pytanie było o wybory w „Dżumie” lub innej powieści z literatury powszechnej. Tak się zakręciłam, że naprawdę zapomniałam o jakiejkolwiek książce „nie polskiej” . Po długich próbach uruchomienia synaps wymyśliłam, że istniał jeszcze „Mistrz i Małgorzata” (notabene też z przyjemnością przeczytałam). Jak tylko zakończyłam odpowiedź przypomniałam sobie o Orwellu, który był spoza kanonu lektur. Odpowiedź bazująca na książce nieobowiązkowej,dawałaby mi 6.

No jak mogłam w tych nerwach zapomnieć o „Roku 1984”? Jak widać normalnie. Tak po prostu i zwyczajnie. A poza tym tak naprawdę nic złego z tego powodu się nie wydarzyło. Mogę o tym napisać, uśmiechnąć się, powspominać, ale to jaką ocenę otrzymałam na maturze jest aktualnie zdecydowanie nieistotne.

No muszę jednak dopisać! Ostatnie pytanie na maturze ustnej było o „Peryfrazy” (Poetyckie opisy rzeczy) i zanim podałam moje propozycje powiedziałam „Napisałam, ale poetką raczej nie będę”. Moja polonistka odparła: „Oj nie mów tak, nie wiadomo kim będziesz, czytaj!” Po moich przykładach westchnęła: „No poetką to raczej nie będziesz”.

Drugi – Mamo fajne są te, krótkie spodnie, ale czasami nie.
Ja – A dlaczego?
Drugi – Bo jak skaczę „na bombę” w trawę to mam zielone kolana.


Pierwszy – Mamo, ja jakbym mógł głosować to bym głosował na Dudę.
Ja – Tak? A dlaczego?
Pierwszy – Bo nie trzeba by było uczyć kto jest prezydentem.


Pierwszy – Mamo jak będę już królem Polski to wiesz co zrobię?
Ja – Królem Polski?
Pierwszy – No królem! Wtedy zmienię imię Grażynka na Prażynka.


Ja – Czy mogłabyś podnieść swoje ubranie?
Trzecia – Nie!
Ja – To kto podniesie?
Trzecia – Mama!


Ja – A kto Ty jesteś?
Trzecia – Jeśtem Misia.


Pierwszy – Trzecia daj mi to picie!
Trzecia – Tatosia, móje. (Tłum „tatusia, moje)
Pierwszy – No daj mi picie.
Trzecia – Móje
Pierwszy zrezygnował i poszedł. Młoda popatrzyła i macha mu butelka:
Trzecia – Cesz? (Tłum. Chcesz?)
Pierwszy – Tak!
Trzecia (chowając za siebie butelkę) – Mója.

Książka nr 3

I jest i trzecia okładka! Kto z mojego pokolenia nie zna tego zbioru zadań z matmy? To nie jest losowo wybrana część 🙂 ani w losowo wybrany dzień udostępnione.

Chodziłam do ośmioklasowej szkoły podstawowej :). Zdawałam egzamin do szkoły średniej stworzony przez CKE w Krakowie i dzielnie czekałam na wyniki. (Moi koledzy i koleżanki o rok starsi zdawali jeszcze egzaminy wstępne w wybranych przez siebie szkołach średnich).

Wtedy można było wybrać tylko jedną szkołę i dopiero po informacji o ilości punktów na egzaminie – szkoły informowały ile punktów trzeba było mieć, aby się dostax. Mi zabrakło 1 punktu – w 3 LO w Lublinie wyliczyli mi 78 punktów na 100, a przyjmowali od 79 :). I tak trafiłam do 8LO do klasy humanistyczno-plastycznej. W tej szkole miałam już 79 punktów, bo liczyli jeden przedmiot inny.

Ale co z tym zbiorem? Zmieniałam szkołę na początku klasy 7. Poziom nauczania matematyki w poprzedniej był oględnie mówiąc niski. Na początku lekcji pani pytała kto odrobił pracę domową. Zgłaszał się Krzysiek, pisał ją na tablicy. Myśmy przepisywali, była zadawana kolejna, a na następnej lekcji znów Krzysiek pisał na tablicy i tak tygodniami :). Okazało się po jakimś czasie, że mam wadę wzroku i przepisywałam dziwne rzeczy :), a moja wiedza była coraz mniejsza.

Poziom w drugiej szkole był zgoła inny,
a i ja już widziałam lepiej w okularach. Zaczęłam od 2 na 1 semestr klasy 7 a skończyłam na 4 na koniec szkoły. Z egzaminu na 40 punktów z matematyki miałam 37.

Bynajmniej nie wypracowałam tego urokiem osobistym. W klasie 8 ćwiczyłam zadania z matematyki w każdej wolnej chwili. Mój zbiór zadań został „zajeżdżony”. To był czas kiedy zobaczyłam, że umiem dużo pracować jeśli mi na czymś naprawdę zależy. I zobaczyłam efekty tej pracy – one procentowały przez 4 lata zajęć z matematyki w liceum. Nigdy wcześniej ani nigdy później nie uczyłam się tak dużo i sumiennie.

A piszę o tym dziś, bo już za parę godzin będą wakacje. I to ostatni moment żeby pisać o szkole ;). Ten zbiór zadań przypomina mi, że potrafię i mogę wiele osiągnąć ciężką pracą.

Książka nr 2

„Kwiat kalafiora” Małgorzaty Musierowicz nie był pierwszą częścią Jeżycjady jaką przeczytałam. Wpływ miała na mnie cała seria, ale ta część ze względu na główną bohaterkę była mi szczególnie bliska.

Ciepło i opiekuńczość Gabrysi były ideałem do którego dążyłam. Imponowało mi to, że umiała upiec ciasto – tak! Kiedyś i ja piekłam „Murzynka Gabrysi”. Jej wiara w dobro każdego człowieka były naprawdę niesamowite.

Dopiero w dorosłym życiu wiele postaw Gabrysi zaczęło mnie razić. Zwłaszcza te, w kolejnych częściach. Tak bardzo chowała w sobie normalne ludzkie odruchy, że to zakrawa na jakieś zaburzenia. Nie mówienie o byłym mężu i brak szczerej rozmowy z córką doprowadził do wielu nieporozumień i wcale nie pomagał dziecku dorastać.

Jeszcze kilka lat temu myślałam, że jest wyidealizowaną postacią i tacy ludzie nie istnieją. Jednak dziś myślę, że jednak niestety bywają i takie mamy, które zamiast mówić prawdę o swoich uczuciach i o życiu, zwłaszcza trudnym, wszystko w sobie chowają. A to, patrząc na dorastanie jej córki, wcale nie jest dobrym rozwiązaniem.

Im jestem starsza tym bardziej z Gabrysi chciałabym brać tylko ciepło i życzliwość, a potrzebę walki i zadbania o siebie brałabym z innych bohaterek książek Małgorzaty Musierowicz.

Książka numer 1

1/10

Zostałam nominowana do wyzwania 10 książek, które wywarły na mnie wpływ. Tylko tutaj na blogu pozwolę sobie wyjaśnić dlaczego wybieram akurat te.

Moją pierwszą myślą były „Kamienie na szaniec”. Pierwsza książka przy której się popłakałam. Opowieści mojej mamy o Zawiszakach i Szarych Szeregach doprowadziły mnie do harcerstwa jak tylko osiągnęłam minimalny wiek.

Wcześniej były opowieści, dzięki którym pokochałam historię, dopiero później dałam radę przeczytać „Kamienie na szaniec”. Jednak to z bohaterskimi harcerzami łączę swoją fascynację historią.

W harcerstwie poznałam również mojego męża 🙂 aczkolwiek większość już wie – nie pamiętam go z tamtych czasów. Są zdjęcia na których stoimy niedaleko siebie.

Po latach odezwał się chłopak, z którym mieliśmy wspólnych harcerskich znajomych. I tylko dlatego, że podejrzewałam, że łączy nas harcerska droga (słusznie zresztą) umówiłam się z nim na wiosenny spacer 11 lat temu ;).

Uczę teraz młodzież o bohaterskich harcerzach pamiętając jak mając lat 13 marzyłam o tym, żebym mogła żyć w takich czasach i wykazać się odwagą. I cieszę się, że dorosłam i zmądrzałam i wcale już nie chce udowadniać, że umiem być dzielna. Mimo tego, że są dla mnie bohaterami, nie chciałabym być na ich miejscu.

10 lat…

To jest kawałek z 32 litrów kompotu truskawkowego :). Na kuchence zaczęłam smażyć około 10kg truskawek na dżem (na zdjęciu wyglądają wybitnie odpychająco 😉 ).


Jest to praca wielu osób ;). Poczynając od hodowcy, zbieracza, szykującego do mycia (męża) na mężu i mnie kończąc (to ja zawsze w środku nocy finiszuję pastryzację).

I tak sobie stoję i myślę, że kilka dni temu FB przypomniał mi, że 10 lat minęło od momentu gdy moim największym stresem było to czy obronię pracę magisterską. Obroniłam! Od 10 lat jestem magistrem historii. Półtorej roku później, kilka miesięcy przed zmianą nazwiska, skończyłam studia podyplomowe o dumnej nazwie z WOS i WDŻ. Pisałam pracę quasi prawną na temat sensu zawierania związku małżeńskiego (tak, dobrze czytacie – dokształcałam się tuż przed ślubem). Dzięki uprawnieniom nauczyciela wos-u otrzymałam pierwszą szansę uczenia w szkole. To doświadczenie umożliwiło mi pracę z uczniami za jakiś czas. 😉 I kończąc tę długą wypowiedź zaprowadziło mnie ponownie do „moich” uczniów.

10 lat temu byłam w innym miejscu i jakby mi ktoś wtedy powiedział, że będę robiła pyszne ogórki kiszone, które uwielbia największa domowa maruda to bym nie uwierzyła. Gdy zaczynaliśmy robić przetwory – robiłam po 10 słoików. Teraz ogranicza nas tylko czas i ilość materiału.

Oczywiście że fajniej by było, jakby się same robiły :). Ale jak wyciągamy w zimie dżemy i widzę podskakujące dziecięce uszy podczas jedzenia… Myślę sobie, że naprawdę warto.

To dopiero początek przetworów. Wiem, że wiele wyzwań przede mną. Truskawki są poprostu gotowe do tworzenia, a młodzież dopiero musi być pielęgnowana, bo odkrywa kim jest. Od września mam w planie nadal wozić kaganek oświaty do szkoły.

10 lat to dużo i mało zarazem…i ta obrona była ważna, bo nie byłabym nauczycielem ale… Dużo wyzwań przede mną nadal. A i naprawdę nikt nie pyta jaką ocenę mam na dyplomie – zresztą! Sama nie pamiętam. Wiem tylko, że dałam się namówić do zmiany image przed zdjęciem do dyplomu…i wyglądam jak nie ja! Dobrze, że nazwisko panieńskie mam charakterystyczne i rzadko spotykane, więc nie muszę nikomu udowadniać, że to ja ;).

Już 2 lata!


Tak coś mi się wydawało, że niedługo minie 2 lata od kiedy powstały Kępki.
Ilość wpisów duża 🙂 radości bardzo dużo – z powodu każdej reakcji!
Od wczoraj lubi stronę 431 osób! I nie wszyscy mnie znają ;). Obserwuje mnie cichaczem jeszcze więcej ;).

Czas przypomnieć kim jestem. Przede wszystkim jestem mamą trójki dzieci. Pierwszy we wrześniu idzie już do szkoły. Drugi niedługo będzie pełnoprawnym pięciolatkiem, a Trzecia z leżącego „naleśnika” przekształciła się w rezolutną i wszędobylską dwulatkę.

Oprócz tego mam około 275 szkolnych „dzieci”, które próbuję zarazić ciekawością świata poprzez tłumaczenie zawiłości historycznych. Wychodzi różnie – oni myślą, że jak próbują zmienić temat to ja się na to zgadzam nieświadomie :). Historia może być naprawdę ciekawą opowieścią dotyczącą wszystkiego.

I jestem sobą – gadułą lubiącą pisać. Lubię czytać, ale brakuje mi na to doby. Mam rower, który powoli odkurzam.

Już wielokrotnie zostałam zaskoczona przez różne osoby.
„To Ty piszesz kępki? Uwielbiam czytać”
„Czytałam twoją stronę. Świetnie piszesz”

Była też bardzo wyjątkowa chwila, gdy blog miał około pół roku. Myślałam, że czyta mnie tylko kilka osób. Brałam udział w Mikołajkach na grupie chustowej i wyciągnęłam z torebki kubek z logiem strony i wybranym cytatem ze mnie:

„Znamy dzieci na tyle na ile dadzą się poznać”

Nawet nie wiecie jak mnie to wzrusza i daje siłę na dalsze pisanie. Zależy mi na reakcjach – każda powoduje, że post tak szybko nie jest chowany przez Facebook. Oprócz tego daje to poczucie, że ktoś to widzi i się podoba.

Dziękuję, że jesteście, że reagujecie, że wysyłacie mi pozytywną informację zwrotną również „na żywo”.

Na początku napisałam, że nie wiem co z tego będzie. Z krótkich myśli mamy – zaczęły się wywody mamy i nauczyciela :). A co dalej? Czas pokaże!

Noc

Noce z dziećmi są ogólnie ciekawe. Te krótkie z powodu imprez lub maratonów seriali, jakoś mnie tak nie wykańczały. Może to jednak kwestia wieku jest lekko? Jestem wszak w wieku, który dla młodzieży jest „wczesno-starczy”.

Noc nie zapowiadała się, aż tak ciekawie. Faktem jest, że dziwne było uśnięcie na siedząco chłopców o 18 :). Przełożeni do łóżek raczej w takich momentach śpią do pobudki o 6 rano. Trzecia dzielnie trzymała wartę – w końcu czuła się jak jedynaczka. Miała dla siebie tylko tatę. Później czas usypiania z mamą też był przyjemny.

Miałam czas dla siebie – wszak wstałam rano jeszcze przed nimi, żeby wyruszyć z całą czeredą jak kiedyś. Zresztą Trzecia tańczyła w foteliku z radości, że w końcu rano jedzie „brrrum”.

I tak zmęczona leżałam w łóżku czekając na przybycie mojego dobrego kolegi Morfeusza (bynajmniej nie tego z Matrixa) no i przybył… Tylko, że Drugi w celu przytulenia. On oczywiście jest przekochany, ale kręci się wokół własnej osi.

Po jakimś czasie, gdy Morfi sypał mi w oczy relaksującym piachem, usłyszałam „Mamo ratuj mnie!”. Cóż robić – matczyny patrol ruszył ze światłem ;). Pierwszy się obudził, a boi się ciemności. W czasie gdy próbował zasnąć (chociaż zachowywał się o 1 w nocy jak gotowy do pójścia do przedszkola!) na przytulanie się wstała Trzecia.

Położyłam ją z jednej swojej strony, z drugiej kręcił się Drugi, a na łóżku obok Pierwszy zaczynał filozoficzne dysputy. Morfeusz sypał ostro piachem zdziwiony, że ja usiłuje jednak czuwać przy najstarszym.

Poddałam się, zgasiłam światło i poinformowałam syna, że tak się nie da żyć! Jest 2 w nocy a ja od 5 rano poprzedniego dnia jestem na nogach i nie dam rady. Był bardzo dzielny, ale oczywiście się bał.

Po skontrolowaniu czy Trzecia śpi – zostawiłam maluchy na moim miejscu i poszłam spać do Pierwszego. Uspokoił się i zasnął. Było po 2. Nagle usłyszałam czarną rozpacz stojącej nade mną Trzeciej.

Było jasno, a ona miała mokre stopy. Myślałam, że to jakaś dziecięca awaria, ale po chwili i ja miałam mokro! Ktoś nie dokręcił wody w przewróconej butelce i miałam powódź. Dobrze, że mnie obudziła ;). Opanowałam oczko wodne w pokoju i spojrzałam na zegarek- była 4:30! To znaczyło przede wszystkim, że po 2 godzinach snu jest szansa na jeszcze jedną!

Jak widać na zrobionym zdjęciu – Trzecia tym razem się nie obudziła, żeby pożegnać braci i desperować, że ona też chce iść. Dała mi szansę na jeszcze jedną godzinę na doładowanie baterii.

A jak wasze noce?