8 przykładów czemu byłabym lepszą ciocią niż mamą

Mam bardzo rezolutne i sympatyczne dzieci, ale… jestem ich mamą. A to oznacza od razu pewne ograniczenia. Tak sobie ostatnio myślałam na ile inaczej wyglądałaby nasza relacja, gdybym była dla nich ciocią. Oto moje wnioski:

  • Stosowałabym zabawy swobodne na dworze

O tak! Zupełny luz jeżeli chodzi o brudne buty i mokre od błotu portki. Bo tak naprawdę można uprać, podłogę umyć. Luzik – brudne dziecko to szczęśliwe dziecko! Kaszel? Katar! Ludzie od tego jeszcze nikt nie umarł!

  • Nie mówiłyby do mnie MAMO

To jest moje marzenie. Te spojrzenia pań w autobusie, gdy moje dziecko w pełni szczerości mówi, że musi się przesunąć bo pani obok śmierdzi (no nie każde perfumy muszą wszystkim odpowiadać). A tak byłabym ich ciocią, czyli mamusia nie wytłumaczyła podstawowych zasad kultury, a nie ja! Taki mniejszy bagaż stresu pt. „Co myślą wszyscy o tym jak sobie radzę jako mama”.

  • Pomogłabym rozwijać im ich zainteresowania

Drugiemu kupiłabym bębenek, żeby mógł się muzycznie wyżyć. Pierwszemu kupiłabym to Lego arktykę nie martwiąc się małymi częściami na dywanie. No i zapisałabym ich na piłkę, basen i tańce – nie przejmując się tym jakim cudem i jak ich tam dowiozę.

  • Śmiałabym się z ich tekstów i dziecięcych zachowań

Byłoby to fajne, nie musiałabym wychowywać, wymagać, prostować niestosownych zachowań. Czasem główkowanie jak im wyjaśnić, że pewne zachowania są niegrzeczne mnie wykończy.

  • Dawałabym im do korzystania tablet i komórkę

Dawanie tych sprzętów bez konsekwencji w postaci dziwnych zachowań potem. Brak jęków jakby byli już uzależnieni od patrzenia na bajki na youtube raz w miesiącu. Proszą to dostają bez analizowania jaki ma to na nich wpływ. Po prostu spełnianie marzeń. A i można w spokoju kawę wypić.

  • Dawałabym im do jedzenia tylko to co lubią

Zero dyskusji – chcecie znów kanapkę z szynką na śniadanie obiad i kolację? Luz! Dzieci się nie zagłodzą ;). Jako ciocia bym aż tak nie analizowała aspektów zdrowotnych takiego jedzenia. Płatki czekoladowe z mlekiem 3 dni pod rząd ;), Toż wrócą do mamy!

  • Bawilibyśmy się w nocy do upadłego!

Bo czemu nie? Jak będę mogła odespać najpóźniej dobę później w swoim łożku bez nich?

  • Znów czytałabym długie książki do świtu i oglądała seriale, aż się sezon w necie skończy

Tak! Miałabym czas na takie fanaberie 😀 bo prędzej czy później przespałabym dłużej niż dwie godziny pod rząd.

Moje dzieci są jeszcze póki co jedynymi dziećmi w rodzinie, więc najzwyczajniej w świecie nie jestem jeszcze tak naprawdę ciocią. Już teraz mniej, ale był taki czas, że często słyszałam, że ciocia nie wymagałaby tego czy siamtego od nich 🙂 i oni z ciociami chcą mieszkać.

To jest o tym jaką ja bym teraz w teorii była ciocią, to nie opis cioć moich dzieci i wcale nie proszę o bębenek! Obie są tak kochane, że starają się nie kupować hałasujących prezentów!

Tekst napisałam po to, aby nabrać dystansu do tego, że jako mama często przez życie idę ze świadomością, że jestem przewodnikiem moich dzieci i analizuję co powinnam a czego nie. Nasze ciocie pomagają nam w wychowaniu i tłumaczeniu świata, ale… no własnie! To my jesteśmy rodzicami i my jesteśmy w różnych miejscach „rozliczani” z efektu.

A tak całkiem już serio 🙂 to nie chciałabym być dla nich ciocią, bo relacja między mamą a dzieckiem jest tak magiczna, że nic się z nią nie równa. A usłyszenie słów „Kocham Cię Mamo!” daje pełnego powera do dalszego prowadzenia stada.

Gust

Śniegu już nie ma, ponieważ dopiero stopniał, na naszej drodze jest błoto po pas. Ale dla matki to nie problem – takie warunki nie zatrzymają jej czasu samotności.

Ruszyłam po drodze wyrzucając śmieci, bo tak na pusto to nieładnie wychodzić.

Odblask zaczepiłam Momentami braklo mi kaloszy, czasem łańcuchów lub kolców u butów.

Ale zakupy, gdy nie trzeba się lękać zabawek na półkach są nieziemskimi luksusem. Wybieranie w spokoju produktów to nie lada zabawa.

Weszłam na promocję. Pomiędzy czapkami z Elsą, myszką Minnie oraz konikami Ponny wypatrzyłam Strażaka Sama. W cenie dla mnie dopuszczalnej była czapka, komin oraz rękawiczki. Westchnęłam cichutko. Jeden zestaw to mało – będzie płacz i żal. Odłożyłam i już miałam odchodzić, gdy mój „kąt oka” wypatrzył drugi identyczny zestaw.

Jeśli tak to może jeszcze coś znajdę. Zaczęłam tam ryć jak mrówkojad. Znalazłam! Zestaw z człowiekiem pająkiem. Ale ten był z pewnością jeden.

Z uszu zaczął mi buchać dym. Co mam robić? Obaj chętnie pochodzą w zestawie z Samem i to bezpieczny wybór. Jednak Pierwszy chce nie odróżniać się w grupie, bo tam szał na Spider-Mana. Z innej strony nie wiedziałam na ile Drugi już zaczął mieć własne zdanie i gust, nie tylko podąża za tym co podoba się bratu.

Wykonałam telefon. Pierwszy wybrał człowieka pająka. Rozmowa z Drugim była tak wysoce abstrakcyjna, że wcale nie wiedziałam co on chce. (Chciał czapkę z kościotrupem).

Wróciłam naładowana nową pozytywną energią. Drugi zadowolony z Sama oczywiście od razu się ubrał i za chwilę przy posiłku zabrudził. Za to Pierwszy najpierw spytaj czemu nie ma Sama i dopiero po chwili przypomniał sobie, że przecież dostał co chciał.

I tak oficjalnie stwierdzam, że Drugi po tych kilku miesiącach w przedszkolu przestał żyć zainteresowaniami brata :).

Misie dopasowane są nieprzypadkowo. Dostali je z ręcznikami z ich imionami :).

Matczyny relaks


Tak! To musiał być ten dzień i ta chwila! Kolacja praktycznie gotowa. Chłopcy po cichutku i bez kłótni bawili się w swoim pokoiku. Trzecia próbowała zgarnąć ojcu wszystko co miał na talerzu. Mogłam zniknąć.

Wygłosiłam mowę!

  • Mężu mój – ach ach – idę na długi relaks do łazienki. Nie będzie mnie z 15 minut. Drzwi zostawię uchylone, coby raczkującej dziewczynki znów z rozpędu w łepek nie trzepnąć.

Jak powiedziałam tak i zrobiłam. No bo wszak szybki prysznic mam codziennie, a dłuższy rzadziej.

Najpierw pojawiła się moja ukochana córka. Ona uwielbia stać przy wannie – śmiać się i tańczyć, bo wie, że po mnie jest jej kolej. No da się przeżyć. Niestety z powodu małej ilości miejsca nasza łazienka (jak w większości polskich domów) to także toaleta.

Odwiedził mnie mój pierworodny syn „na dłużej”. Nic to – życie, damy radę. Dobrze się nie rozkręcił w rozmowie jak przyszedł młodszy. Drugi lubi te sprawy załatwiać ze starszym bratem. (Zresztą czasem się zastanawiam czy to nie są jakieś imprezy w tej łazience).

Jeden na toalecie, drugi na nocniku, pomiędzy nimi raczkujące i wstające niemowlę. Myślę – kij! Nie dam się! To mój czas. Powtarzam w myślach- to mój relaks! Mój relaks! MÓJ!

Najpierw zagadali, czy na pewno myję głowę i czemu robię sobie z ręcznika turban, a potem to już opowiadali sobie mrożące krew w żyłach historie. No dałabym radę z tym relaksem, ale…

Trzecia wstała koło toalety i próbowała spod deski wyrwać „mydełko”. Drugi zaczął machać miską i robić z niej piłkę. No nie dałam rady nerwowo! 

Zawołałam męża :D, żeby ich wszystkich zabrał! Pierwszy się ogarnął sam. Drugi prawie też, chociaż bombę nocnikową trzeba było sprzątnąć zanim Młoda znów się pojawi.

Jak tylko wyszłam z łazienki, rodzina wróciła do normy – każdy w swoim kąciku ani pomyślał o tym by spędzać czas przy mnie. Piernicze – następnym razem nic nie powiem!

PS: Rysunek to moje dzieło  starałam się jak mogłam  za to mam prawa autorskie do niego 

Styczniowe rozmowy

Wujek – Powiedz rozwelworyzowany rewolwer.

Pierwszy – Nie umiem, ale umiem powiedzieć karabin maszynowy.

Ja (podczas czytania zagadek o bajce Strażak Sam) – Czy oficer „Sztil” ma brodę?

Chłopcy – Ma!

Ja – Nie ma brody, ma tylko wąsy.

Pierwszy – No co ty mamo? Każdy ma przecież brodę, ty też.

Pierwszy – Mamusiu, mogę jeszcze jedną chusteczkę, bo tamta już brudna?

Ja – Ok.

Pierwszy – Tak wyczyszczę, że będzie się śliniło.

Drugi – To jest karetkaska.

Pierwszy – Raczej karetkarka.

Ja – Wy bawicie się karetką?

Pierwszy – Tak.

Ja – To mówi się ratowniczka.

Drugi – Tatusiu, a ja dziś myłem ścianę!

Tatuś – To ja chyba nie chcę wiedzieć już nic więcej.

Drugi – Wcześniej pomalowałem ją kredką.

Trzecia też umie…

Jedna dziewięciomiesięczna dziewczynka, świeżo posprzątany pokój dziecięcy i jedna minuta ;).

A ja tak bardzo się czepiam chłopaków, że naprawdę nie muszą wyrzucać tych zabawek którymi się nie bawią. A to siostra wchodzi na rekonesans. Wczoraj zajęła się planowym robieniem bałaganu ;).

Jak już doprowadziła pokój do stanu sprzed odkurzania zadowolona z siebie poszła szukać innych atrakcji :).

Tak! Można i o niej pisać eseje. Jest już bardzo mobilna samodzielna i dąży do wyznaczonego sobie celu. Dialogów przytoczyć jeszcze nie mogę, bo nie rozumiem co mówi, ale jak zacznę rozumieć to będzie ciekawie :).

Gra ciepło – zimno

Na czym polega gra w ciepło-zimno chyba nie muszę tłumaczyć ;). Zaczęliśmy bawić się wczoraj, gdy miałam ukryć ludzika LEGO, żeby mogło go znaleźć pogotowie górskie :).

  • Dziś postanowiliśmy pobawić się jeszcze raz. Dostałam do schowania ogień z klocków, a oni go szukali przy pomocy łodzi strażackiej i jednego samodzielnego ratownika. Stanęli przy oknie i zaczęłam grę:

Ja W tym miejscu jest zimno.

ChłopcyNieprawda! Ciepło!

JaZimno!

PierwszyKaloryfer grzeje i jest ciepło!

  • Po przypomnieniu zasad gry, Drugi wyszedł z pokoju, a fanty chował Pierwszy. Oczywiście trzylatek nie wytrzymał i podglądał.

Pierwszy – Mamo! On oszukiwał i znalazł błyskawicznie. To nie fair!

Drugi – Nie oszukiwałem. Ja mam radar oczowy.

  • No to zabawa od nowa :). Tym razem młodszy dostał opiekę mamusi, żeby było uczciwie. Wróciliśmy i Pierwszy naprowadzał brata. Za łóżkiem miało być gorąco – zaglądamy, a tam pusto.

Pierwszy – A nie! Zapomniałem, tam jednak nie ma.

  • Zmiana ról, tym razem chował Drugi. Wszedł poszukiwacz usłyszał:

Drugi – Tu jest ciepło, ale tam na łóżku schowałem.

  • Kulturalnie udawał, że nie słyszy, ale zgubę znalazł szybko. Kolejna zamiana, ja z młodszym znów udaliśmy się do drugiego pokoju. W drodze powrotnej usłyszeliśmy:

Pierwszy – Trzeeeciaaaa nieeee nie ruszaj tego!

  • Młody na środku pokoju położył hełm wojskowy. Trzymał go kurczowo przyklejonego do dywanu, bo w jego stronę dość szybko przemieszczała się Trzecia. Ona chyba nie rozumiała, że to kryjówka. Była przekonana, że taki hełm brat wyciągnął specjalnie dla niej. Na wszelki wypadek przyspieszyła wydając odgłosy dzikiej radości. Drugi nie zauważył, że brat dziwnie pilnuje hełmu i bardzo długo szukał tego ognia z Lego.
  • Po kolejnym schowaniu Drugi bardzo się starał nie popełnić błędu podpowiedzi. Bardzo się starał milczeć i nie machać rękami. Tylko nóżki z ekscytacji się ruszały. Pierwszy też załapał o co chodzi, a skrytki miał coraz bardziej zagmatwane. Najlepiej jednak bawiła się Trzecia, na którą nie zwracali uwagi i gdyby nie to, że czasem chciała zabrać cenny hełm to mogła robić co chce.

Obserwując ich miałam naprawdę ostry ubaw :). Na zdjęciu widać nawet ten hełm co robił za kryjówkę :). Pierwszy siedzi na stoliku, żeby nie skakać po podłodze. Drugi dopytuje to gdzie w końcu jest ciepło. A Trzecia…za moimi plecami korzystała z tego, że nikt na nią nie patrzy.

Eksperyment zapiekankowy

Od kilku dniu kombinowałam co zrobić, żeby na kolację było coś innego a i moje marudy zjadły.

Po pierwsze kupiłam saszetkę z przepisem na zapiekankę z ziemniakami i mięsem mielonym. Jak się takim czymś z reklamy pomacha to dzieci chętniej jedzą ;). To sobie pomachałam i już kolacja miała +10 do smaku.

Psychologowie mówią, że dzieci chętniej jedzą jak zrobią coś same (nie widzieli zaangażowanego Pierwszego, robiącego pastę jajeczną i nie słuchającego rad – na koniec stwierdził, że wygląda tragicznie i jest wstrętna). Zawołałam chłopców do działania i układali ziemniaczki ;). Trzecia też przyszła, ale jakoś nie wyluzowałam jeszcze na tyle by pozwolić jej panoszyć się w mojej kuchni.

Efekt końcowy był taki 😉 że spróbowali. Drugi zjadł dwie łyżki i stwierdził, że jednak nie jest głodny. Pierwszy dla odmiany popatrzył i nawet spróbował. Po chwili poprosił o kanapkę z szynką ;). Jest postęp psychologiczny nikt nie krzyczał, że niedobre ;).

My z mężem zjedliśmy ;), bo coś jeść trzeba 😉 a i szkoda takiej ilości mięsa ;). Gotuję ogólnie średnio, ale moje eksperymenty są smaczniejsze ;).

Na przyszłość zostawię chyba jakaś saszetkę do machania 😉 i będę robić jednak własne sosy ;).