Czas na pierwsze buty

Mama już od długiego czasu ignoruje moje jęki i stęki. Najgorsze jest to, że nawet jak uciekam to mnie łapie. Czasem czuję się jak Elastyna (wyginam się na wszystkie strony), a ona uparcie założy mi te straszne ubranko w którym nie mogę robić tego wszystkiego na co mam ochotę.

Tyle czasu się wyginałam i kopałam nóżkami – najlepiej idzie kolankiem – aż dziś po tym jak mama zapięła kombinezon, poczułam nagle cudowny luz. Najpierw powiedziała Zamek!? Teraz!? i jeszcze coś próbowała robić ale taki mały kawałek dziwny został jej w ręce. Zaczęła się śmiać. A mnie do śmiechu namawiać nie trzeba. Pośmiałyśmy się razem. Ale efekt osiągnęłam – ściągnęła ten bałwankowy ciuszek.

Tylko mnie zaskoczyła, bo nałożyła drugi ciuch, podobno bardziej nieprzemakalny i mówiła, że w ostateczności pozwoli mi w nim raczkować. Tylko w stopy było zimno. Przyniosła mi takie ciapki skarpetkowe na nogi i zanieśli mnie do samochodu. Ogólnie niby ręce mam wolne, nie czuję się jak bałwan, ale jednak to nadal nie jest to, co bieganie bez ciuchów, ale widocznie luzu więcej matce zabrakło.

Coś tam mówiła do taty, że koniec zaklinania rzeczywistości i musi mi w końcu wyciągnąć buty z szafy. No i mam 😀 tylko nie wiem po co, jak mi się w nich niewygodnie stoi? Zero luzu w tej matce, zero!

Trzecia (10 miesięcy i 7 dni)