Relaks mamy

Na trzy dni zostałam słomianą wdową. Wypuściliśmy tatusia po to, aby się odstresował i doszłam do wniosku, że dobrze by było, żebym i ja też troszkę wyluzowała.

Jesteśmy najedzeni, to co mi najbardziej przeszkadzało zrobiłam więc ze stołu nie spada stos talerzy ;). Ale postanowiłam, że sobota nie będzie lataniem na odkurzaczu i próbą odgruzowania pokoju dziecięcego.

W planie było spotkanie towarzyskie, ale nie wypaliło. Wymyśliłam kolejną atrakcję – tylko pogoda się poprawiła i skakanie w błocie przestało być realne.

Zdecydowałam się na wyjście na pobliski plac zabaw. Pierwszy zrobił sobie tor przeszkód i skakał przez huśtawki. Drugi i Trzecia skorzystali z tego, że nie muszą czekać w kolejce huśtanie. A ja nie musiałam myśleć o tym co mnie czeka do zrobienia w domu, bo obiad zrobiliśmy z Pierwszym przed wyjściem.

Po drzemce Trzeciej wyszliśmy na nasz przydomowy plac zabaw. Tu chłopcy szybko zlokalizowali wodę po ulewie. Była w przyczepach ciężarówek, wiaderkach i w dziecięcej taczce. Zrobili z tego beton. Siostrę zaprosili dopiero do robienia pulpetów, pierożków „ponton” i placków. Oczywiście wody było za mało więc zorganizowali sobie świeżą z ogrodowego kranu.

Gdy widziałam jak między palcami przechodzi im ten obślizgły brud to mnie wzdrygało. Za to byli naprawdę zadowoleni i zgodni. Ja poleciałam szybko nagrzać wodę na mycie, żeby się wybitnie nie denerwować.

Odłożyłam na bok myśl o brudzie oraz myśl o mokrych ciuchach i przeziębieniu. Naprawdę nie tylko moje matczyne serce się nie przejmowało tym co się dzieje, lecz także dorosły umysł widzący brud, sprzątanie, pranie i katary :). Jakoś takie zabawy mniej mnie ruszają gdy jest ciepło.

Dziś kontynuuje luz, tylko że bałagan zaczyna mnie wkurzać :). Ale jutro sobie posprzątam :).

O misiu i mikołaju

Gadająca zabawka 🙂 to jest to czego rodzice raczej nie lubią. Trzecia polubiła misia ale ich rozmowy wyglądają tak:

Miś (młoda klika jak szalona)- hihi witaj maluszku, misio Alfi… Cmok papa

Trzecia – tia tia 🙂

Miś – hihi witaj maluszku, misio Alfi śpiewa…cmok papa

Trzecia – tia tia!

Pierwszy – To teraz muszę napisać list do Mikołaja jakie chce LEGO.

Drugi – Ale po co? Przecież Mikołaj nie zna polskiego

Drugi – Mamo pomóż mi się rozebrać.

Ja – Synu, przecież umiesz. Jestem ciekawa czy w przedszkolu też ci ktoś pomaga.

Drugi – Pomaga mi i innym dzieciom pani.

Ja – Tak? Ale mniej czy więcej niż w misiaczkach (*najmłodsza grupa)

Drugi – Panie w pszczółkach pomagają nam więcej.

Ja – Nie kop brata!

Trzecia – tia ta

Ja – Nie kładź się na Drugim

Trzecia – tia ta

Trzecia wylewa zupę z miski lub wyrzuca wszystko co w niej było:

Trzecia – Ne ma

Ja – Gdzie jest pilot?

Trzecia (pokazując nieokreśloną dal) – Tam

O spacerach

Trzecia urosła i mocno się usamodzielniła, a nasza droga jest nadal zdezelowana. Doszłam do wniosku, że czas na trening chodzenia z trójką szkrabów bez wózka. Wózek służył mi jako dodatkowe ręce – chłopcy się trzymali i przez ulicę przechodziliśmy równocześnie.

Teraz musiałam opracować nową metodę, bo posiadam tylko dwie ręce. Trzeba było ustalić, które dziecko jest bardziej zbuntowane i nieprzewidywalne (Drugi) a któremu można zaufać, że zrobi to o co proszę – w imię przestrzegania zasad bezpieczeństwa (Pierwszy). O tym, że Trzecia ma swoją osobistą rękę mówić chyba nie muszę. Czasem jednak ma dziewczyna inna wizję niż ja i próbuje iść w inną stronę, więc ląduje w matczynych ramionach.

Żeby było ciekawiej to jeśli nie przechodzimy przez ulicę to najstarszy z najmłodszą trzymają mnie za rękę, średni idzie „samopas”. Na hasło „przechodzimy przez ulicę” Pierwszy przechodzi na moją drugą stronę i łapie za rękę siostrę i dopiero wtedy Drugi łaskawie łapie za rękę mnie (on siostry za rękę trzymać nie będzie i koniec kropka). Miło,że Pierwszy zgodził się na takie zamiany chociaż czasem mówi że to głupie i Drugi mógłby nie wymyślać i na te kilka minut wziąć za rękę Trzecią.

Ostatnio zanim się ustawiliśmy do przechodzenia to samochody już nas przepuszczały. Kierowcą, który zatrzymał się jako pierwszy był mój mąż, który przyglądał się chwilę jak się ogarniamy.

Oprócz tego dziś znów popełniłam ten sam błąd co zwykle. Skorzystałam z pięknej pogody i najpierw spacerowo przegoniłam Trzecią. Później po 15 wzięłam dzieciaki na rowery. Pchałam młodą w jej trzykołowcu a chłopcy szaleli. Na tyle ich wymęczyłam, że pod koniec woleli prowadzić rower. Myślicie, że poskutkowało to większym wyciszeniem w domu? Bynajmniej. Zasypianie w normie, hałas ze względu na zmęczenie był na wyższych rejestrach. Powody były dowolne. Drugi stał pod domem i krzyczał że jest głodny i nie będzie szedł jeść. Pierwszy rozpaczał, że nie wie jak budować LEGO. Ale zregenerowali się na tyle, żeby jeszcze posiedzieć troszkę. Młoda desperowała m.in o to, że nie pozwalam jej się bawić nożem i wylewać na siebie wody. Zresztą obraziła się też o to, że nie pozwoliłam jej kopać brata.

Jedyny efekt spacerów to mój ból stóp 😉 ale też przejdzie ;).

No i na koniec opowieść przedszkolna. Odebrałam wczoraj młodzież z przedszkola i Pierwszy zaczął monolog:

  • Mamo, muszę na jutro przynieść dary jesieni. Liści nazbieram. Plastik to nie jest dar jesieni to nie, ale ta gałązka to może być. W ogóle to wiesz co mi pani powiedziała? Że mam przestać bawić się LEGO tylko pójść na spacer do parku z rodzicami. No ja nie wiem ta pani to dziwna no nie?

Wywnioskowałam, że musiał, jak to on ma we zwyczaju rozgadać się na jeden z nielicznych tematów o jakim mówi ;), i pani w końcu mu zasugerowała, że można robić co innego. Dziś jednak na stronie przedszkola pojawiła się informacja o prośbie pani. Mieli z rodzicami podczas spaceru poszukać darów jesieni. Więc pytam dziecko dziś:

Ja – Synku, a nie było wczoraj tak, że pani powiedziała dzieciom, że mają z rodzicami pójść na spacer i poszukać darów jesieni? I czy przypadkiem na to nie powiedziałeś, że nigdzie nie pójdziesz bo wolisz się bawić LEGO?

Pierwszy – Dokładnie tak pani powiedziałem. Bo co mi pani będzie mówiła co mam robić?

🙂 No nie wiem jak mu wytłumaczyć, że nie zawsze musi powiedzieć co myśli. Ale czasem już zdarza mu się nie skomentować :).

Dylematy matki

Winowajca dylematu na poduszce

Stało się – te ząbki na które czekałam ponad 5 lat temu zaczynają wypadać. Ząb numer 1 wypadł w czasie drogi i być może został potraktowany kwasem żołądkowym. Dzięki temu akcję pt. wróżka zębuszka odsunęłam w czasie.

Któregoś dnia Pierwszy znalazł złotówkę. Z jednej strony się ucieszył, że przyszła wróżka zębuszka, a z drugiej wpadł w rozpacz. Poczuł się mniej ważny, bo koleżanki i koledzy dostali po 10 zł za zęba.

No i tłumaczę dziecku, że wróżka zębuszka nie istnieje. Myśmy jako dzieci nie dostawali ani grosza za wypadnięte zęby. To rodzice zostawiają pieniądze i 10 zł to wcale niemało.

Przyjął do wiadomości, ale mówi, że ciocia mu opowiadała, że ostatnio wujek miał wyrywany ząb i potem za łóżkiem „dwie dychy” znalazł. No cóż, walka z wiatrakami. Mówię mu, że kasa musiała wujkowi z kieszeni wypaść.

No i tak… Zastanawiałam się co robić. Bo kurczę rozumiem to, że może czuć się gorszy.

No i wczoraj wypadła druga jedynka. Sprawdziłam i ostro ruszają się też dwie dolne (wszystko się zgadza w – praktyce pojawiły mu się wszystkie jedynki naraz). No i włożyłam mu 20 zł pod poduszkę. Wcześniej zrobiłam sondę czy rzeczywiście inflacja poszła w górę i 10 zł to nie za dużo nie za mało.

Dziecko dziś prawie przytuliło się do banknotu. Spytałam czy wie, że to my :). I dałam znać, że różnie z kasą bywa i może być kiedyś mniej. Stwierdził, że ok. Poza tym przeliczył, że dwa zęby i 20 złotych to w praktyce 10 zł za ząb. Jeśli wypadnie mu 10 to będzie „stówka”. I już zastanawia się jakie LEGO kupi.

A ja mam takie poczucie, że kurczę idę z prądem rodzicielskim a kiedyś nie planowałam w ogóle dawać dziecku kasy za wypadające zęby. Z drugiej strony jego radość jest bezcenna.

Swoją drogą dobrze, że nie wpadł na to żeby wyrwać wszystkie zęby i zgarnąć dużą sumę ;).

Trzecia pokazuje ząbki

Temat ząbków jest u nas na topie również że względu na najmłodszą. Ona ma 4 na górze i 4 na dole. Do tego ostro spuchnięte dziąsła w których naraz rosną wszystkie czwórki. Dwie w tym tygodniu w końcu się przebiły.

Zwykły dzień

Dzień jak co dzień. Pobudka o 6 na 30 min. Czasami budzi się Drugi na przytulenie, czasem Trzecia na zabawę w pokoju bez braci. Co istotne Pierwszy próbuje jak najdłużej nie spać w nocy by być ze mną sam na sam. Potem jest dosypianie na czujnym śnie czy wszystko pod kontrolą. Dość często wstaję kiedy kłótnia między rodzeństwem wchodzi w wyższą fazę.

Potem śniadanie. Najpierw długie dyskusje co będą jedli. Uznałam po wielu latach, że robienie kanapek po to by później zastanawiać się co z nimi zrobić, nie ma sensu. Jeden zje jajko, drugi zdecydowanie nie. Dziewczynka zje zarówno jajko jak i to drugie ;).

Potem następuje akcja „ubierz dziecko”. Młoda biega po domu po każdym matczynym sukcesie. Pierwszy to ściągnięcie piżamy i pieluchy. Dobrze że jeszcze nie ma schodów na górę to mamy mniejszy dystans.

Pierwszy się zbiera do ubierania godzinami, bo ma ważniejsze i ciekawsze sprawy. Drugi desperuje, że nie umie i musi mu ktoś pomóc. Wystarczy siedzieć obok, ale najczęściej w trakcie biegam do kuchni żeby złapać Trzecią by założyć jej kolejną część garderoby – a zimno się zrobiło to i warstw więcej.

Po sukcesie zaczyna się akcja „daj syropek”. Kolejność jest ważna. Drugi lubi najpierw na odporność potem na kaszel, Pierwszy odwrotnie a młoda chciałaby syrop za każdym razem jak oni dostają, więc najlepiej 4 razy.

O tej porze pranie już jest raczej skończone i na szybko ściągam to co wyschło i w praktyce leży na łóżku dopóki nie muszę go ścielić. Potem odkurzanie, gotowanie i czasem krótkie wietrzenie dzieci, bo i drewno by się przydało na wieczór. W międzyczasie rozdzielam kłócących się chłopców. Trzecią zabieram, żeby nie niszczyła budowli i tak mija czas.

A i często szukamy pilota do tv. Czasem znajduję go na kuchence dziecięcej, bo młoda wynosi. Dziś był między klockami. Spytana gdzie pilot mówi „tam”. Jak uda mi się załatwić chwilę ciszy przed bajkami i uśpię Trzecią to jestem uziemiona. Od kilku dni ma radar i jak tylko ją odłożę i wstanę z łóżka, budzi się.

Potem wraca tatuś. Tylko najczęściej idzie budować, rąbać drewno itp. Ja już powoli czekam na finisz dnia. Około 18 rozpalam i powoli ogarniam mycie dzieci i kolację. Oczywiście kolacja wygląda tak jak śniadanie. Plus chłopcy głodnieją w różnych momentach. Mój ulubiony to 22 i jęk „mamo jestem głodny”.

Trzecia usypia różnie. Czasem o 19, czasem o 22. Zdarza się, że zasypia i śpi z krótkimi przerwami na przytulenie do rana, czasem budzi się po 2h wypoczęta i gotowa do zabawy. Wtedy uwielbia wszystkich przytulać, wsadzać im palce w oczy ewentualnie robić „benny hilla” w głowę.

Potem jak już wszyscy zasną, ja ogarniam nocne sprawy. Czasem szykuje mięsko na następny dzień, czasem zmywam, wrzucam pranie do pralki żeby z rana włączyć tylko „start”. Potem muszę głowę wyciszyć. Jak zdążę to nawet zasnę przed tym jak na pierwsze przytulanie wstanie Trzecia, czasem nie.

Wczoraj Trzecia o 6 rano stała i patrzyła jak załatwiam poranną toaletę i skrzypiała drzwiami. Drugi popołudniu zostawił mi ogryzek jabłka mówiąc, że to dla mnie gdybym była głodna. Pierwszy dziś dla odmiany uznał że o godzinie 11 piżama to jednak dobry pomysł, a mi się nie chce kłócić. Wczoraj byli rycerzami walczącymi z zabawkami i wszystkie posprzątali. Byli też rycerzami, ktorzy walczyli z warzywami i obrali wszystkie do dwóch zup (tak…zrobiłam dwie zupy). Ciekawe czy dziś będzie spokojniej.

Bajki o uczuciach

Moim małym sukcesem jest to, że dzieci mimowszystko wieczorem mówią „Poczytaj nam mamo”. Zapas książek domowych zostawiam na długie zimowe wieczory, gdy do biblioteki będzie daleko i pod górkę. Jednak jeśli chodzi o te książkę, mamy własną w domu.

Pierwszy zaczął dorastać, a że jest pełnym emocji i ekspresji (dość elokwentnie potrafi powiedzieć co myśli). Widziałam kilka recenzji w internecie na temat bajek dla dzieciaków, tłumaczących czemu niektóre emocje są.

Spróbowałam, kupiłam i pokochaliśmy. Przyznaję, że nie od razu. Pierwszy jak tylko dowiedział się że to bajki o emocjach zaczął istny bunt na „głupią książkę”. Ale słuchał, a gdy dotarliśmy do rozdziału, w którym siostra rozwala chłopczykowi budowlę z LEGO, nie dało się przestać kontynuować.

Mi książka pomogła bardzo, bo nie dość, że są bajki które zrozumie też dorosły, lecz także jest opis specjalnie napisany dla opiekunów.

My osobiście bardzo polecamy nie tylko dzieciom lecz także rodzicom :). Czekamy na kolejną część, która mamy nadzieję, będzie rosła wraz z dzieckiem. Jakieś bajki o szkole na przyszły rok prosimy!

O cyklopie i sukience

Dziś troszkę humoru 😉 można podciągnąć pod dialogi 😉 aczkolwiek chyba nie wszystko.

Od soboty jest u nas tablica. Pierwszy wyładowywał się artystycznie – na zdjęciu potwór (uświadomiłam go, że taki z jednym okiem to cyklop): – A to ok, a są cyklopy z ogonem?

Rysował głównie mnie (nie zdążyłam zrobić zdjęcia – Drugi szybciej użył gąbki). Przyszedł, obejrzał mnie i stwierdził: – To ja Ci narysuję drugą* twoją ulubioną fryzurę. I tu na tym obrazku na nasz krzyczysz. Wpisz w chmurkę „chłopaki wykrzyknik”.

*Włosy mam zawsze spięte w koński kucyk, czasem po wstaniu mam artystyczny nieład

A dziś dałam popis geniuszu matczynego. Ubrałam na szybko Trzecią. Rajstopki, podkoszulka zielona i sukienka z długim rękawem. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że zielona podkoszulka wyskakiwała z rajstop i robiła za jeszcze dłuższą sukienkę. Dziwne to było, bo byłam pewna, że jednak ta koszulka wyglądała na krótszą latem.

Rozwiesiłam pranie i okazało się, że zielona podkoszulka założona według mnie na Trzecią wisi, ale na suszarce.

W podwójnym zakręceniu (chowając do półki i podczas ubierania) dałam Młodej koszulkę Pierwszego. Nawet nie miałam dziś czasu spojrzeć czy to ta koszulka, bo Trzecia zwiewała przed ubieraniem. Ona nosi rozmiar 86, a Pierwszy 116 ;). Trzeba wykorzystać patent – brać tylko koszulki chłopców na wypadek awarii to i ich przebiorę i najmłodsza będzie miała gustowną sukienkę.

Pierwszy – Mamo, pani prosiła żebym jutro przyniósł do przedszkola opakowanie na jajka.

Ja – Chodzi ci pewnie o wytłaczankę. Akurat dziś wyniosłam do kuchni letniej do babci, ale jak pójdziesz do niej to ci da.

Pierwszy – Nie ma mowy. Powiedziałem już pani, że nie przyniosę. Co ta pani sobie myśli? Babci są potrzebne i nie będę brał.

Ja – Synu… Tak się nie mówi do pani to raz, a dwa to babcia zbiera wytłaczanki żebyśmy nie wyrzucali i nosi panu, który ma kury. Jeśli pan nie dostanie jednej wytłaczanki, bo zaniesiesz do przedszkola to nic złego się nie stanie.

Pierwszy – A to ok.

Trudne początki

Pierwszy zrobił „epicką wieżę” z Duplo siostry – większą od niego. Zrobił też zdjęcie. Porządek w normie 😉

Będzie osobiście bardzo i mało słodko. Dziś o 1 w nocy minęło 6 lat od kiedy jestem mamą. Mamą bardzo rzadko taką jaką chciałam być.

Jakiś czas temu załamanej koleżance napisałam, że tak czasami jest, że baby blues jest tak wielki, że dziewczyna nie potrafi lepiej. Ta świadomość mocno uderza w momencie, gdy pojawia się drugie dziecko i potrafi się być cierpliwszą.

Pierwszy jadł w praktyce non stop – aż się z niego wylewało. Spałam po 30 min. Oprócz tego jak miał tydzień spędziliśmy tydzień w szpitalu bo miał zapalenie płuc. Uśmiechał się tylko do mojej mamy i mojego teścia – mnie zaszczycił uśmiechem około 1 stycznia. Był zawsze lekko zdystansowany, a ja naprawdę nie mogłam się odnaleźć.

Nie radziłam sobie przede przede wszystkim emocjonalnie. Mimo całej miłości którą do niego miałam, opowiadania mu o świecie, zabaw – nie ogarniałam.

Dlatego tak ciężko było mi gdy Drugi z automatu otrzymał inną mamę – cierpliwszą, mniej przejmującą się tym, że nie jest cudownie. Zresztą on na mój widok zachowywał się tak jakbym była ósmym cudem świata.

Z perspektywy tych kilku lat wiem już, że to był stan w którym powinnam była zwrócić się o pomoc do lekarza. Może nie był to stan tragiczny, ale dobry też nie był. Dobijały mnie wpisy koleżanek których dzieci robily w pieluchę tęczą, a ja chciałam się schować w szafie i przez 6 lat nie wychodzić. Dopiero w rozmowach prywatnych, gdy spytałam wychodziła na jaw ciemna strona macierzyństwa.

To on Pierwszy mnie uczył i uczy nadal bycia mamą. Jego wypowiedzi to efekt naszych rozmów. Teraz pracujemy nad emocjami, bo to wrażliwe dziecię.

Żałuję, że było tak ciężko, ale co z mojego żalu – nie dało się inaczej. Przecież jakbym mogła i umiała – byłabym inna. Co nie zmienia faktu, że Pierwszy mnie kocha swoim sześcioletnim sercem i kochał zawsze. Nauczył mnie wiele i wiele jeszcze nauczy.

Początki są ważne, ale nie najważniejsze! Mamy dbajcie o siebie.

Dziś mam zerówkowicza bez jednej jedynki, który jak czasem coś powie to niewiadomo skąd to wie. Mam małego człowieka, który się boi opinii innych ludzi, który gdy czuje się niepewnie zaczyna atak obronny. Starszego brata, który buduje wieżę z klocków siostrze, a potem nie pozwala jej dotykać. Nasz jedyny i niepowtarzalny Pierwszy dziś o 1 w nocy skończył 6 lat.


Jesień

Przyszedł wrzesień i wróciły katary :). Dzieci rosną, więc pierwszy poranek z przeziębionymi dziećmi wyglądał troszkę inaczej.

Obudziłam się dziwnie utulona. I tak – z prawej strony wtulił się we mnie Drugi, na brzuchu leżała mi Trzecia machająca nogami na boki, a z lewej wtulił się we mnie Pierwszy.

Przeziębienie przeziębieniem ale czują się całkiem nieźle 🙂 za to mama wyprzytulana jak nigdy.

Wyprawa pod Łomżę cz.2

No i zapomniałam w tamtej części opowiedzieć o jednym z przystanków. Zatrzymaliśmy się na stacji Orlen. Dzieci koniecznie musiały poprosić o hot-doga. Myśmy wzięli kawę. Otrzymaliśmy trzy zdrapki. Pierwszy drapał z dużym zaangażowaniem i nagle mówi „Mamo wygrałem batona” :). Miał chłopak rację ;). Następnie rezolutnie stwierdził „Lepsze byłoby piwo, to dałbym tacie”. Rozbawił tym obsługę: „To dopiero dobry syn”. A matka szukała dołu coby tam głowę schować ;).

Młody batona przekazał rzeczywiście tacie. Dzieciaki na stacji kłębiły się ostro i obsługa naprawdę miała ostry ubaw. A teraz po tym uzupełnieniu wracam już do opowieści właściwej.

Po ślubie i życzeniach sprawnie wsadziliśmy dzieci do samochodu. Oczywiście Trzecia wpadła w czarną rozpacz – ileż razy można dawać się uziemić w foteliku? Na ten hałas zareagował oczywiście Pierwszy, krzycząc, że jest za głośno i boli go głową. Chwilę później to samo krzyczał Drugi. Nas wszystkich też bolały głowy, a ratunek był w pokoju numer 1!

Kiedyś między kościołem a parafiami był szybki dojazd. Teraz zrobiono trasę szybkiego ruchu i przejazd między wsiami jest długi oraz kręty, prowadzący serwisówkami. Młoda się dała ululać i … zasnęła jak wjeżdżaliśmy w bramę docelową. Gdy tylko silnik zgasł ,otworzyła oczy gotowa do dalszej imprezy.

Poszliśmy witać państwa młodych. Szampana nie piłam, trzymałam chłopców za ręce a ci co chwilę, bynajmniej nie szeptem, pytali mnie kiedy pójdziemy do pokoju. Trzecia poszła na drugą stronę sali towarzyszyć części rodziny która szampana piła. Widziałam ją z daleka i miałam problem w powadze śpiewać „Sto lat” Młoda hopsała całą sobą w rytm piosenki. Zabawa się zaczęła.

Wzięłam chłopców na górę, napoilam syropkiem ratującym przed bólem i wręczyłam im słuchawki wygłuszające. Najbardziej wrażliwy na dźwięki Pierwszy stwierdził, że wygląda w nich głupio i mu niepotrzebne. I nie użył ich ani razu :).

Młoda w praktyce hopsała i tańczyła prawie cały czas. Oprócz tego zrobiła kilometry między stolikami. Gadała z lustrem i ogólnie była przesłodka i nawet mnie zaskoczyła ilością energii jaką z siebie wykrzesała. Padła dopiero o 22.

Chłopcy po zjedzeniu rosołu i tuż po pierwszym tańcu postanowili ewakuować się do pokoju. Bawili się tam zgodnie a my kontrolowaliśmy czy wszystko ok. Zresztą w terenie orientowali się lepiej niż my i szybko nas znajdowali. Jedną osobę zawsze można było znaleźć w okolicy Trzeciej, a reszta przebywała na świeżym powietrzu analizując między innymi to czy pochodzimy od Kurpiów czy bynajmniej.

O 22 wzięłam moje najmłodsze dziecko pod pachę, zaniosłam do pokoju, ubrałam w piżamkę i uśpiłam przy pomocy mleka które mam zawsze przy sobie. Następnie wysłałam pierworodnego syna po dorosłego który mnie zastąpi, żebym miała szansę troszkę odpocząć.

Przyszedł mój mąż, a ja zabrałam chłopców żeby troszkę wyszli z pokoju i porozmawiali z ciotkami. W ten sposób niektórzy zobaczyli jak mam wysportowane dzieci, bo bez popisowej gwiazdy (w eleganckich niewygodnych ciuchach) się nie obyło. Niektórzy usłyszeli wykład z fizyki o tym dlaczego niektóre rzeczy nie spadają. Część dzielnie przytakiwała słuchając wykładu o łaziku arkrtycznym. Pierwszy pokochał nowo poznaną ciocię, bo ta dzielnie towarzyszyła mu w tych wszystkich opowieściach.

Drugi dla odmiany zaczął zasypiać, ale ja wiedziałam że te 16kg jest w stanie samodzielnie przemieścić się do pokoju. No ale znalazła się litościwa ciocią, a ja widziałam tylko satysfakcję na jego twarzy.

Pierwszy trzymał się dzielnie do północy, aż zdecydował się na prysznic (z myciem głowy) i zasnął. W tym czasie powróciłam do pokoju dokładnie w momencie, gdy Trzecia się obudziła i pytała o mamę. Przytulona zasnęła skutecznie na dłużej.

Z rana obudził mnie Drugi i stwierdził, że powinnam już wstawać, bo przecież mówiłam, że w hotelu będziemy tylko jedną noc, a mamy przecież ranek.

Na korytarzu stały szwedzkie stoły z jedzeniem. Drugi był głodny, a Pierwszy rozpaczał, że nie możemy jeść dopóki nie będzie wszystkich, bo to niekulturalne. Troszkę zajęło mi czasu wytłumaczenie mu, że forma podania posiłku jest taka ze względu na to, żeby każdy zjadł wtedy gdy będzie głodny.

Trzecia wpadała w czarną rozpacz w pokoju, bo koniecznie chciała korzystać z tego, że hotel ma schody i wiele zakamarków. No i jak poszła tak zabrała mnie na dwór i poprowadziła za budynek, a tam stała trampolina i huśtawka. Jak to mawiają – lepiej późno niż wcale. Poszłyśmy powiedzieć chłopcom, że jakby nie było w naszym życiu Trzeciej to nie miałby kto odkryć atrakcji. Przytulili ją mocno i serdecznie.

Czas do poprawin minął szybko na trampolinie i zaczęliśmy jeść. Około 15 trzeba było wracać. Oczywiście wcale nie takie proste było przywiązać dzieci do fotelików. Młoda padła, „aż na godzinę” a potem ostro protestowała. Śpiewałam, puszczałam muzykę, dawałam jej chrupki – to wszystko miało sens, ale jak tylko przypominała sobie, że jest zapięta włączała sygnały dźwiękowe i mogliśmy jechać jako pojazd uprzywilejowany.

Szczerze to po drodze powrotnej czuliśmy się wszyscy jakby nas ktoś przeprał w pralce. Ale dojechaliśmy.

Już w Lublinie Pierwszy odkrył, że brak my jedynki i zaczął się zastanawiać jak sobie poradzi wróżka zębuszka bez dowodu. Drugi stwierdził, że wróżka to mu dwa zęby wyrwała i nie dała pieniędzy. Stwierdziliśmy rodzinnie, że najgorszymi wróżkami zębuszkami są jednak dentyści. Nie dość że zabierają zęby to jeszcze zamiast dać kasę to ja od nas biorą.

Po dojechaniu Młoda padła w praktyce od razu jak tylko ją przytuliłam i spała do rana z krótkimi przerwami na jedzenie i przytulenie.

Ja dzielnie ogarnęłam to co ważne, bo miałam zamiar wysłać dzieci do przedszkola. Jednak gdy miałam wstać ich ubrać, bo mąż wychodził do pracy, stwierdziłam, że spokojnie mogą zostać w domu i dalej padłam.

Pierwszy spal od 21 w niedzielę do 10 w poniedziałek. Drugi spał od 22 w niedzielę do 11 w poniedziałek (z pobudką na 2h między 7 a 9). Trzecia też jak nigdy ładnie spała.

Było ciężko, chociaż opieka nad dziećmi rozłożyła się aż na 4 osoby, plus często dalszą rodzinę. Dzięki temu każde z nas też miało szansę skorzystać z wesela i spotkania w gronie rodzinnym. A dzieci? Pierwszy tęskni za ciocią od klocków ;). Drugi przeżywa to, że spał w hotelu. Trzecia bez zmian – tańczy jak tylko usłyszy jakiś rytm i wszędzie jej pełno.