O smokach i zupie ogórkowej

Drugi – Mamusiu czy dziś przeczytasz nam książeczkę?

Ja – Dziś nie, bo nie mam siły.

Drugi – ufff to super!

I weź tu się staraj matka :). Oczywiście sierotka Marysia jeszcze czeka na skończenie. Jednak pomyślałam, że mogę odświeżyć sobie książki, które kiedyś czytała mi mama.

Szukam ” żołędziaczka, który miotłował” :). Postanowiłam też wrócić do książki o smokach, które miały w termosie zupę ogórkową.

Pani w bibliotece dziecięcej nie miała pomysłu o co może mi chodzić. Na całe szczęście jest jeszcze internet. Po wpisaniu smok + zupa ogórkowa (podpowiada sama przeglądarka, czyli nie tylko ja z książki zapamiętałam te szczegóły) pojawia się tytuł „Sceny z życia smoków”.

Dziś czytaliśmy jak żabie śniło się, że jest cebulą i ma na głowie szczypiorek. Nawet sobie przypomniałam jakie to na mnie zrobiło wrażenie około 30 lat temu. Kiedyś bawiła mnie ta książka bardziej :). Ale 5 lat ma się raz w życiu, Pierwszego bardzo śmieszy :). Drugi dla odmiany nie może się doczekać kiedy skończę rozdział :).

Jakby co polecamy :). Czytanie dzieciom musi mieć sens :).

Życie wróciło do normy

Minęło dość szybko. Na całe szczęście. Bez pomocy rodziny byłoby ciężko. U jednych siedzieliśmy od rana do wieczora, inna część rodziny uzupełniała mi wiaderka z opałem. Dużo zrozumienia w przedszkolu z powodu codziennego dojeżdżania chłopców tuż przed 9, też było ogromnie istotne.

Naprawdę brakowało mi tego najstarszego faceta w domu. Dzieciom też :). Wrócił i jest już normalnie. Ta normalność to taka fajna sprawa.

Myślę, że już powoli mogę się przyznać. To co zajmuje mi tyle czasu i nie mam sił na pisanie, to kurs na prawo jazdy. Jestem już w połowie jazd. Zdecydowanie nie jestem prymusem, ale mimo wszystko postępy robię :).

Mam zdecydowanie dość przemieszczania się autobusem. Zajmuje mi to zbyt dużo czasu. Coraz ciężej bez stresu zdążyć mi z trójką na konkretną minutę i nie marznąć. Oprócz tego moje dzieci nie są ciche. Bardzo często są męczący dla innych.

Trzecia od maleńkości nie lubi jazdy autobusem. Drugi gdy widzi w pobliżu sklep Żabka natychmiast umiera z głodu, bo lubi hot-dogi. Pierwszy jest synem swojej matki i najwyczajniej w świecie jest rozmowny. Plus czasem emocjonalnie nieprzewidywalny.

Wiec uczę się, mało śpię :). Trzecią zostawiam pod opieką i próbuję nauczyć się nie robić głupot na drodze :). Dziś usłyszałam, że kiedyś się wyrobię.

Przedszkoliada Tour 2019

Od zeszłego roku moi chłopcy czekali na tę wielką imprezę na hali sportowej. Poprzednio udział brał tylko Pierwszy. Drugi kibicował dzielnie na trybunach, a Trzecia hopsała w brzuszku.

Zdjęcie ze strony Przedszkola nr 14 w Lubliniehttps://www.facebook.com/p14.lublin/

Zajęcia ogólnorozwojowe, przedszkole i piłka czyli Przedszkoliada to naprawdę wartościowy czas dla dzieciaków. Są to typowe zajęcia dodatkowe i płatne. Jednak nie są wcale takie drogie, ale pomocne w okiełznaniu wulkanów energii. Dla nas istotne jest również to, że nie musimy dzieci wozić nigdzie po pobycie w przedszkolu, a odbywają się w nim, po podstawie programowej.

Hura Hura! Drużyna Kangura! Młodzi panowie w niebieskich dresach, pogromcy pełnych energii przedszkolaków. Ja ich naprawdę podziwiam, bo widzę konkretne efekty ich działań. Młodzi lepiej łapią piłkę, potrafią kopnąć w określonym kierunku (tym co sobie zaplanowali) :). Osiągnięcie takich efektów przy grupie dzieci, które widząc piłkę zachowują się jak Ciasteczkowy Potwór na widok ciasteczka to naprawdę heroizm. Okiełznanie i wprowadzenie dyscypliny tym szkrabom, które wyróżniają się ilością energii na tle grupy kilkulatków, to nielada wyczyn.

Hura Hura! Drużyna Kangura!

U nas w przedszkolu zajęcia są w środy :). To jest najlepszy dzień na takie atrakcje, bo przychodzi kryzys wstawania, a zajęcia sportowe są dobrym motywatorem. Reszta tygodnia jest już z górki ;). Oni naprawdę je lubią.

Rok temu wyprawa w pewną lutową sobotę na Przedszkoliada Tour 2018 była dla mnie ogromnym wyzwaniem. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Hala sportowa i tłum dzieci grających w piłkę. No ale jak? Jak to zrobić żeby nie było chaosu, aby każdy maluch czuł się usatysfakcjonowany sportowo? Efekt był na tyle dobry, że nad udziałem w Przedszkoliada Tour 2019 nie zastanawialiśmy się ani chwili.

Organizacyjnie poległam, bo planowałam wózek, w ostatniej chwili zmieniłam zdanie i wzięłam nosidło do plecaka i zostałam z 3 pakunkami i trójką dzieci. Tatuś nas woził autem w obie strony. Na całe szczęście dobrych dusz nie brak. Chusty czerwone oraz zielone naklejki założyła chłopcom zaprzyjaźniona mama. Potem wzięła ich ze sobą do szatni i mogłam rozebrać Trzecią. Pani Edyto! Naprawdę dziękuję. Nawet nie pomyślałam, że przyda mi się pomoc, a była mi ewidentnie potrzebna, bo zaczynałam się kręcić w kółko.

Nasze przedszkolaki, buzie rozmazane jak to z drugiego końca hali sportowej :D. Ja moje dzieci rozpoznaję 😀 i inne zaprzyjaźnione też :D. Zdjęcie zabrane z profilu cioci moich dzieci :D.

Nasze przedszkole staje na wysokości zadania co roku. Występowanie w koszulkach reprezentacyjnych swojego przedszkola (szkoły) to zawsze wyróżnienie. Wyglądanie jak koledzy też jest ważne. Nasze przedszkole w logo ma piękną ciuchcię i dostaliśmy (tak samo zresztą jak rok temu) w piątek białe koszulki z logiem, czarne getry (rozmiar dopasowany do konkretnego dziecka!) no i czerwone chusty. Dla rodziców do kibicowania były zielone.

Udało mi się siąść wraz z kibicami naszego przedszkola. Naprawdę było to miłe i razem robiliśmy dużo hałasu. To było bardzo ważne zadanie, a my jesteśmy jako przedszkole ekspertami. Dla najbardziej zaangażowanych rodziców przewidziano nagrodę dla przedszkola. Rok temu udało się zdobyć bramki dla naszych dzieciaków. Bawiliśmy się świetnie, ale tym razem ilość rodziców z innego przedszkola przebiła naszą „jakość”. Niech im służy kosz :D.

Zielone chusty, przedszkolny transparent 😀 to my krzykacze 😀

Jeśli chodzi o organizację! 7 grup i w każdej około 30 dzieci. Kilka przedszkoli w jednej grupie. Myśmy w tym roku byli „zieloni”. Na każdym stanowisku sportowym prawdziwi sportowcy m.in AZS Pszczółka i Tytani Lublin. I każda grupa była na danym stanowisku 7 minut i szło się dalej. Myśmy w tym roku zaczynali od piłki ręcznej. Dzieci gęsiego w dwóch kolejkach, dwie bramki i po kolei rzucały zawodniczkom do bramki. Potem wraz z Tytanami trzeba było przeturlać piłkę do futbolu między słupkami i znów każdy ładnie czekał na swoją kolej. Potem był środek – dwie bramki, trzy piłki i tłum biegających dzieci :). Rok temu Pierwszy biegał sobie wokół, żeby nikt mu nie przeszkadzał, dziś już atakował piłkę oraz stał na bramce, momentami dla samego biegania biegał Drugi. Następnie było stanowisko z wodą, jabłuszkiem, banem i odpoczynkiem. Przechodzili potem do stanowiska z koszykówką, a następnie do siatkówki (siatka była ustawiona jak do tenisa). Na koniec nasza grupa malowała na ostatnim stanowisku „coś”.

Tu akurat widać stanowisko z piłką nożną, odpoczynek, koszykówkę i siatkówkę.

Każdy zadowolony, każdy zmęczony, każdy pograł z zawodowcami :). Był oczywiście kangur! No bo jak to, drużyna kangura bez kangura? Był też Gryf no i ! Opakowanie ciastoliny Play-Doh. Dzieciaki otrzymały upominki. Po pierwsze medale dla najlepszych, a przecież najlepsi byli wszyscy, po drugie dyplomy, po trzecie upominki od sponsorów: od Pelikan długopis, od Orlenu worko-plecak i jojo oraz oczywiście kubełek ciastoliny od Play-Doh. Plus dwie smycze do kluczy – nie analizowałam jeszcze jakie. Każde dziecko znalazło też zestaw naklejek z Epoki Lodowcowej.

Od lewej przedstawiam – Pan Wujek z drużyny Kangura w niebieskim dresie, Pudełko Ciastoliny Play-Doh, Gryfek oraz Kangur – sprawca całego zamieszania.

Jeśli usłyszycie w przedszkolu o Przedszkoliadzie to weźcie pod uwagę te zajęcia sportowe, bo według nas warto. No a nagroda dla dzielnych przedszkolaków w postaci gry na prawdziwej hali sportowej wraz z prawdziwymi zawodnikami jest warta uwagi. My jesteśmy na tak!

Ćwiczenia wojskowe z perspektywy żony

Czasem znajduję na komórce abstrakcyjne zdjęcia :). Autor nieznany, ale podejrzewam któregoś z chłopców.

Powoli psychicznie szykuję się do akcji pt. ćwiczenia wojskowe. Logistycznie najlepiej byłoby przenieść się na tydzień do rodziny mieszkającej bliżej przedszkola. Jednak mogłoby to dość mocno dodatkowo obciążać psychicznie dzieci.

Plus planowałam cieplejszy marzec. Liczyłam na to, że tydzień bez grzania będzie realny.

Plan jest prosty:

  • wstać, obudzić dzieci, ubrać i wyjść (wydaje się dość proste),
  • dotrzeć na drugi koniec miasta przed 9 (przed 8 lub chwilę po też będzie ok),
  • zostawić dzieci w przedszkolu i przetransportować Młodą do dziadków,
  • przejechać na drugi koniec miasta i się czegoś konkretnego nauczyć,
  • wrócić do obrażonej Trzeciej,
  • zorganizować odbiór dzieci,
  • próbować przetrwać dzień wśród ludzi do wieczora,
  • powrócić na noc do domu autobusem
  • ogrzać domek i uśpić dzieci 🙂

Jeszcze nie doprecyzowałam szczegółów :). Na przykład nie wiem co będę jadła po drodze ;), ale wyjdzie w praniu. Jak nie dam tak rady, to zmienimy koncepcję. Zamieszkamy w lokum bliżej przedszkola. Tylko póki co wiem, że usypianie Młodej będzie ciężkie poza domem.

Z atrakcji, które otrzymałam teraz by docenić to, że w przyszłym tygodniu tylko robię za dwie osoby 24 na dobę, to Młoda i ja już prawie zdrowe. Sprawę z moim operatorem załatwię, ale już mogę wykonać połączenie i wysłać SMS. Zasłużyłam na kontakt ze światem. Pozbawili mnie go w momencie, gdy miałam dzwonić do lekarza a na ramieniu miałam średnio zdrową Młodą. Pan z infolinii poradził mi wykonać połączenie z innego telefonu. Myślałam że wyjdę z siebie :), bo mój telefon był aktualnie jedynym w domu.

A z fajnych spraw 🙂 jutro chłopcy jadą na wielką imprezę na hali sportowej. To taka akcja związana z zajęciami sportowymi na które są zapisani ekstra. To tak jakby ktoś chciał mi znów tłumaczyć, że przydałoby się bym zapisała ich na jakieś zajęcia sportowe, bo mają za dużo energii ;). Relacja będzie ;). Druga będzie z tego co myślę o T-Mobile, a Trzecia jak nauczę się tego czego się usiłuje nauczyć ;).

Reorganizacja marcowa

Poczułam wiosnę i klops 😉 szaro buro i do kitu ;). Ale przebiśniegi już są i nie przejmują się brakiem słońca. To nasze ogródkowe.

Ogólnie właśnie jesteśmy w trakcie reorganizacji życia, gdyż ja znikam z domu na dłużej popołudniu :). Dobry czas, bo widzę ile rzeczy robię już z automatu i są ogarnięte.

Od jutra popołudnia wracają do normy :), za to większy ciężar zmian spadnie na mnie. To co robiłam kiedy chłopcy są w przedszkolu, będę robiła po ich powrocie.

Przyszedł marzec i mocno już zaczynam się mierzyć organizacyjnie z tym co zafundowało mi nasze państwo. Złość mi już przeszła, bo informację mamy od końca stycznia. Teraz przy pomocy rodziny będę próbowała nie sfiksować przez tydzień.

Tlumaczę sobie, że to będzie docenienie obecności współmałżonka. Tylko, że ja wiem, że go potrzebuję.

Od 18 marca rano do 22 marca wieczorem, ojciec moich dzieci będzie przebywał na ćwiczeniach wojskowych. Ja zostanę słomianą wdową i szczerze to nie jestem pewna jak to ogarnę ;). Są pomysły, ale nadal nie wiem jak. Przecież to on wozi chłopców do przedszkola :). Jakoś nie widzę siebie jadącej w to zimno z trójką dzieci o świcie autobusem. Ale damy radę o będziemy mocniejsi.

Czuć wiosnę

Ptaszki śpiewają, zimno lekko cieplejsze. Trzecia nie ma kataru! 🙂 Chłopcy dziś wrócili po prawie dwóch tygodniach do przedszkola. Szampana nie otwieram bo nie mam 😉 za to użyłam odkurzacza ;).

Marzec to dla mnie od 10 lat szczególny czas :). Jakbym robiła 10 years challenge 🙂 to byłby to początek spotykania się z moim mężem. Naprawdę fajny czas 😉 chociaż początek związku świętujemy w kwietniu.

Oprócz tego 5 lat temu dostałam na dzień kobiet kwiatek doniczkowy i on nadal żyje :). To pierwsza roślina, której nie zasuszyłam. Śmiałam się wtedy, że od kiedy jestem mamą i dziecko żyje można zacząć mi ufać ;).

To taki mój symbol mojej dorosłości 🙂 kwiatki żyją, dzieci też :). 10 lat temu gdy poszłam na kawę z tym chłopakiem poraz pierwszy nie wyobrażałam sobie niczego, byłam tam i teraz. Nie analizowałam czy nadaje się na towarzysza życia i ojca. Nie sprawdzałam też jakby brzmiało moje imię z jego nazwiskiem :). Nie uwierzyłbym, że za dziesięć lat będę szczęśliwą mamą trójki! (Wpisałam dwójki! Ale wstyd – chociaż lepiej że tak a nie że czwórki) dzieci, która bierze życie za rogi.

Śmieje się od walentynek, że już nie jestem zakochana – troszkę już się znamy i żadne z nas nie jest aniołem. Teraz jest to miłość 🙂 tak poprostu. Tak codziennie i tak bezpiecznie :). Ale to troszkę oszustwo, zakochana jestem nadal, chociaż tego nie ślubowałam 7 lat temu ;).

Historia mojego ulubionego pączka

Mniej więcej 6 lat temu, na początku swojej pierwszej ciąży miałam masakryczny wręcz wstręt do słodyczy :). Jednak wtedy w Tłusty Czwartek miałam ochotę na jednego, nieociekającego lukrem i nie spalonego – takiego z paseczkiem jasnym. I wtedy go nie znalazłam :(. Fakt, że czułam się „kwitnąco” i długo nie szukałam 😉

Kupiłam wtedy jednego bardzo brązowego z okropnie grubym i słodkim lukrem. Do dziś mnie wzdryga ;). Dopiero rok później dowiedziałam się, gdzie mogę takowe nabyć i od 5 lat jadam tylko te ;).

Dziś zabrałam dzieciaki do fajnego placu zabaw w centrum i kupiłam koszmarnie drogie wypasione pączki ;). W efekcie najbardziej była zadowolona Trzecia, bo dostała na wyłączność kajzerkę. Chłopcy stwierdzili, że za słodkie ;).

Kupiłam 12 sztuk moich ulubionych z cukrem pudrem – zostały dwa ;). Fakt, że jedliśmy je we trójkę ;), ale jesteśmy usatysfakcjonowani ;).

Tylko Drugi trzy razy przychodził do mnie z prośbą: „Mamo, możesz dogryźć mi się do dżemu?” ;).

Kodeks drogowy jest najlepszy

Gdy dzieci już zdrowsze, ale nadal winny nabierać odporności, a matka już lekko ma mózg przekręcony w poprzek od nadmiaru miłości domowej. Zamiast czytać trzeba rzucić dzieciom komiks z kolorowymi obrazkami autek. Przyjemne bo nie trzeba tłumaczyć, ciche bo leżą w skupieniu! A i pożyteczne, bo nigdy dość wiedzy ;).

Czuję się lepiej niż wyglądam

Najpierw myk najstarszy na ręce, potem myk młodszy do przytulenia. Nie oszukujmy się – każdy waży powyżej 15 kg, a ich wzrost to 2/3 mojego ;). Próbowałam zrobić zdjęcie i nie zgubić komórki przy tym.

Jeśli chodzi o noc była przespana w tej samej ilości co zwykle – czyli +/- 4h, tylko że tym razem Młoda zaplanowała około 2 godziny imprezę na półtorej ;).

Poprzedni tydzień był dość ciężki bo musiałam załatwić sprawy urzędowe a i dzieci niedomagały. Wierzę w to, że pokłady cierpliwości których nie znałam 😉 i spokoju będą owocowały. A że matka też wbrew pozorom zaraża się od dzieci, to mogłabym się czuć lepiej ;). Ale i tak czuję się lepiej niż wyglądam na tym zdjęciu ;).

Jak czemu je dałam? Bo ono dla mnie jest pełne miłości, siły i troski o które nigdy siebie nie podejrzewałam :).

O twardej Marysi

Udało się 🙂 nadal czytamy, nadal mamy swoje rytuały, a ja w końcu poznam historię Sierotki Marysi ;).

Czytanie z trójką dzieci ma swoje fizyczne ograniczenia. Warto mieć książkę z twardą oprawą, coby się nie gięła i literki nie żyły własnym życiem ;). Wypożyczyłam inną wersję bajki w bibliotece i milej się czyta :). Książkę trzymam najczęściej jedną ręką, bo na kolanach pożywia się Trzecia 😉

Co tam u nas? Tydzień pełen matczynej miłości :). Kiedyś wyzdrowieją ;). Tylko to jeszcze nie będzie jutro ;). Już bliżej wiosny, zwiastunem tego jest schowany odkurzacz, bo nie trzeba czyścić Młodej noska ;). Takie małe a cieszy.

A to czytanie 🙂 to taki mój mały matczyny sukces, co prawda mało kto wierzy, że ja serio im czytam 😉 bo opowiadają o innych atrakcjach, ale ja wiem swoje ;).