Tańcobajki o smokach

Tutaj widać w męskim gronie Drugiego tańczącego „Taniec rycerzy”

To przedstawienie było dla mnie ważne z wielu powodów.

Po pierwsze było o „smoku” a ten jest mi szczególnie bliski przez miasto w którym się urodziłam. Poza tym pierwsze poważne przedstawienie w jakim brał udział zbuntowany kiedyś Pierwszy, było właśnie o Smoku Wawelskim.

Po drugie to były „Tańcobajki” projekt przedstawień mojego znajomego (wiem jakim jest charyzmatycznym człowiekiem i znam jego talent wodzirejski). Planowałam wybrać się już na „Czerwonego kapturka” i „Kota w butach”. Tylko gdzieś czułam, że Pierwszy który nie lubi jak się go włącza do przedstawienia, musi dorosnąć. Cała zabawa polega właśnie na wspólnym przeżywaniu akcji, tańczeniu i śpiewaniu wraz z aktorami.

Po trzecie tym razem z okazji Festiwalu Legend Lubelskich „Smoki damy i rycerze” były dwa razy zagrane za darmo. Jako typowa Polka lubię darmowe imprezy.

Po czwarte mieliśmy przyjemność uczestniczyć w spotkaniu ze smokiem w wirydarzu u Dominikanów. Bardzo lubię ten klasztor i ten zakon. Tam odbyliśmy z moim mężem super konferencje dla zakochanych. No ale o tym, że w moim sercu św. Dominik Guzman ma szczególne miejsce to niektórzy się domyślają.

Smok oraz znudzony Pierwszy i zachwycony Drugi.

Jak dobrze było widać to, że każde z całej trójki ma inne potrzeby i inaczej włącza się do zabawy. Drugi tańczył, śpiewał, zaśmiewał się bardzo głośno i nawet podpowiadał aktorom co mogą zrobić w danej sytuacji. Trzecia zajmowała się chodzeniem własnymi ścieżkami między ludźmi i próbami grzebania ludziom w torbach. Czasem sprawdzała co dzieje się na scenie. Pierwszy siadł i nie odezwał się ani nie ruszył zbytnio do samego końca. Wyróżniał go tylko zielony temblak na ręce.

Trzecia szczęśliwa, Drugi rozbawiony, a Pierwszy powiedział, że super że już koniec. Dobrze nie wyszliśmy na Stare Miasto, gdy mój kontuzjowany pierworodny stwierdził, że moglibyśmy pójść jeszcze raz na „Smoki damy i rycerze” bo on słyszał, że dziś będą grali jeszcze raz.

Twierdził, że nie słuchał, ale po dobranocce zaśpiewał nie tylko całą piosenkę Smoka (w wersji emocjonalnej także) lecz także piosenkę o rysowaniu Stracha. Opowiedział mi, która postać była według niego najciekawsza ( w praktyce wymienił wszystkie). Na koniec mi powiedział „Mamo, ale pan chyba widział ze mam chorą rękę i zrozumiał dlaczego nie tańczę”.

I to jest właśnie ten skarb „tańcobajek” możesz przeżywać przedstawienie w wolności. Nikt nie zmusza do zabawy, ale jeśli masz ochotę krzyknąć „Niech pan spojrzy na obrazek” to możesz to zrobić. Nawet jest to wskazane.

Cała sobotę każde z nas nuciło „tamturiru” oraz „tańcz jak umiesz” i jeszcze „taki strach namalował go pan Stach”.

Z każdego przedstawienia jest wydana płyta z piosenkami. Część można znaleźć na platformie youtube.

Wcześniej Drugi był zbytnio wpatrzony w brata, żeby robić to na co ma ochotę i nie widzieliśmy poprzednich wersji. Ale wiemy, że dużo nas ominęło. Na smoka jeszcze pójdziemy – tym razem może się okazać, że będę miała już dwóch tańczących rycerzy a może i księżniczkę. No i liczymy na kolejne przedstawienia w projekcie.

Gdybyście kiedyś usłyszeli o „Tańcobajkach” naprawdę jest to super rozrywka nie tylko dla dzieci :).

https://tancobajki.pl/ – a tu link do projektu.

Dawidzie bardzo Ci dziękuję za to, że poczekałeś na to aż moje dzieci dorosną. Czekamy na więcej 🙂 – tym razem kupimy bilety 🙂 bo wiemy, że warto.

Jak to na meczu było

Norwegia-Honduras podczas Mistrzostw Świata U20

Mamusiu czy pójdziemy na prawdziwy mecz na stadionie?

Spytał w niedzielę Pierwszy

Nie lubię tłumów, imprez masowych, a nawet wybitnie nie lubię piłki nożnej. Mój mąż piłki nożnej i imprez masowych nie lubi jeszcze bardziej niż ja. Moją wymówką było do tej pory „oj nie ma kasy na mecz na stadionie”.

Wczoraj Pierwszy w podskokach (dosłownie) przyniósł mi kilka kartek A4 z tekstem „Dostałem od pani bilety na mecz”.

Znacie te reklamówki i „darmowe bilety do cyrku”? Myślałam, że to takie ;). A tu niespodzianka – najprawdziwsze 4 bilety (w tym miejscu bardzo dziękuję za tę ilość, bo logistyka by padła) na mecz następnego dnia o godzinie 18.

Pokonaliśmy wszystkie przeciwności, tatuś zgłosił się do opieki nad Trzecią. Jeden wujek odetchnął, że tym razem nie on idzie. Drugi wujek nam towarzyszył.

Podekscytowanie Pierwszego było przez dobę na wysokim poziomie skakania. Drugi był w miarę spokojny. Na bramkach okazało się, że nie pomyślałam o tym, że trzeba Pierwszego ostrzec przed kontrolą na bramkach, ale obyło się bez wybitnej awantury tylko z lekkim „foszkiem”.

Po kilku minutach od rozpoczęcia meczu Drugi stwierdził, że już był na meczu i możemy isć. Pierwszy dla odmiany coś oglądał ale dwóch goli nie widział i wyrzucił na podłogę całą pakę popcornu.

Potem były pielgrzymki do łazienki ;), przerwa podczas której Drugi tańczył i sprawia na nagraniu wrażenie zadowolonego. Na koniec Pierwszy podczas jedzenia popcornu ugryzł się w palec i tak przestraszył, że wyrzucił końcówkę drugiego ;).

Ogólnie mecz taki z tych ciekawych dla dzieci – łącznie było 12 do 0 dla Norwegii. Pod koniec szczerze kibicowałam Homdurasowi, żeby chociaż tak złych wspomnień nie mieli po wizycie w naszym mieście.

Wnioski proste – Trzecia da radę bez mamy wieczorem, Drugi na mecze nie będzie chodził bo zainteresowanie ma na poziomie średniej rodzinnej. Pierwszy będzie za każdym razem analizował czy na tyle mocno mu zależy żeby poddać się wszystkim procedurom bezpieczeństwa.

No i kto by pomyślał, że będziemy mieć przyjemność być na tak wyjątkowym meczu? 🙂