O diamentach, czyli szalona Środa cz.1

Diamenty jakie są każdy widzi 🙂

To wszystko wydarzyło się w środę, gdy nie było mojego męża :). Dziś tylko jedna część atrakcji, które zakończyły się wieczorem moim ogromnym rozbawieniem.

Nieoszukujmy się, ale dziecięca wyobraźnia to naprawdę super sprawa. Z kijka można mieć wędkę, pistolet, batutę itp. Czy pamiętacie jeszcze co robiliście w wieku przedszkolnym? Chodzi mi oczywiście o te wyprawy w nieznane i inne wprowadzające dorosłych w stan niepokoju „pomysły”. No myśmy kiedyś rzucali się butami 😉 i oczywiście skończyło się moją rozbitą głową. Koleżanka paliła znicze pod nieobecność rodziców :). Robiliśmy też tzw.widoczki ze znalezionych szkieł i drobnych kwiatków. No i starsi koledzy łapali muchy żeby wrzucać je pająkom krzyżakom do sieci a potem staliśmy i obserwowaliśmy rozwój sytuacji.

Podczas ćwiczeń wojskowych męża dzielnie ogarniałam dzieci. Wstawaliśmy rano, jeździliśmy do przedszkola, ja potem po Lublinie „Elką”. Później popołudnie u rodziców i wracaliśmy autobusem do domu po 18. Tu rozpalałam w piecu (dobre duszyczki uzupełniały mi opał), karmiłam szkraby i padałam wraz z dziećmi.

No i nadeszła środa. Nasze cudne miasto jest nieziemsko zakorkowane. Jak tylko autobus wyjechał z zatoczki i stanął w ogromnym korku (przejazd do następnego przystanku zajął nam kilkanaście minut), Drugi rezolutnie oznajmił „muszę siusiu”.

Naprawdę poczułam grozę. Nie byłam przygotowana na taką ewentualność (ciuchy na zmianę miał ale w szafce przedszkolnej, a w niemowlęce Trzeciej chyba by się nie zmieścił). Wytrzymał! Z autobusu wyskoczyliśmy w sam środek budowy. Dwóch przedszkolaków, niemowlak w wózku i pełno koparek oraz chaosu. Znalezienie ustronnego miejsca nie było możliwe, ale robiłam co mogłam.

Sytuacja opanowana – odwracam się i widzę uśmiechniętego od ucha do ucha Pierwszego. Obydwie dłonie miał pełne szkła. Właśnie zaczynał robić kieszonkę z bluzy :).

  • Zostaw to szkło!
  • Mamo, to nie szkło. To są diamenty! Muszę ich wziąć jak najwięcej.

Kilka dni wcześniej wielka wichura zdewastowała przystanek autobusowy. Ślicznie wyglądały te równe kwadraty ze szkła hartowanego. Nawet super się mieniły w porannym wiosennym słońcu. Smaczku i logiki dodawał fakt, że znajdowaliśmy się na ulicy Diamentowej. Sorki nie miałam głowy do robienia wtedy zdjęć :).

Coś musi być w naszej relacji, bo mimo piękności zdobyczy i chęci bogactwa, Pierwszy dość szybko dał się przekonać, że to szkło i powinno zostać na budowie .

Naprawdę, gdybym nie wiedziała co to, sama bym schowała jedno na pamiątkę 🙂

Na całe szczęście coś podjechało i spóźniliśmy się do przedszkola tylko w standardzie. Akurat były dni otwarte i wnieśliśmy ze sobą trochę chaosu :). Pierwszy spytał czy może opowiedzieć kolegom o swoim znalezisku.

Wyjście z przedszkola było w standardzie. Drugi umie się ubierać, ale tylko jak jest pod opieką pań. Pierwszy miał bardzo dużo zajęć. Standardowo straciłam cierpliwość i powiedziałam, że albo przyspiesza albo wychodzi w tym co zdąży założyć. W efekcie kurtkę zakładał w drzwiach.

  • Synku, czemu ta kurtka jest taka ciężka z jednej strony?
  • Bo mam w kieszeni diamenty.
  • Czyli jednak nie wszystkie zostały na przystanku?
  • Te włożył mi kolega. Znalazł pod przedszkolem i mi włożył do kieszeni, bo wiedział, że zbieram. Wiesz, że w miejscu przedszkola była kiedyś kopalnia diamentów?

I wyciągnął denko zielone od butelki. No takie z ostrymi wypustkami. Odebrałam mu je. Zresztą naprawdę nie wiem jak to się stało, że żadne z nas się nieskaleczyło i poinformowałam go, że to szkło . W głowie już przygotowywałam się mentalnie do kłótni i tego, że się na mnie obrazi. Dotarło do niego i zaczął prawie płakać, że nie wiedział. I wyciągnął dwa kolejne denka. Tych nie wzięłam 🙂 tylko ustaliliśmy, że nie rusza palcem i wyniesiemy je do śmietnika :).

Czemu dziecko nie powiedziało nikomu, że ma w kieszeni szkło? Prosta sprawa! Zabraliby mu ten skarb, przecież on serio się wkręcił, że to diamenty.

Po tej akcji wszystkie dzieci w przedszkolu wiedzą co to tężec :). Wizje przedstawione przez panie są bardziej drastyczne niż moje.

Po dwóch tygodniach, wczoraj pytam tych swoich ananasów co mają zrobić, gdyby znaleźli znów szkło. Drugi zapamiętał, że ma nie brać, Pierwszy rezolutnie stwierdził:

  • Biorę i zanoszę je pani!

Musiałam skorygować ;), że nie niesie tylko mówi gdzie jest. Przecież nikt tego ręką nie zbiera ;).

I tak naprawdę żałuję, że nie mam chociaż zdjęcia tych skarbów z ulicy Diamentowej. Już ich nie ma, pewnie robotnicy podzielili skarb między sobą.