Drugi i znaki

Po tym jak zaczęłam kurs na prawo jazdy, Drugi zafascynował się zasadami ruchu drogowego. W podręczniku ma nawet ulubioną stronę i tłumaczy zainteresowanym. „Pamiętaj! Nie wjeżdżaj pod pociąg bo będzie wybuch”.

Jeszcze jak widzi niebieski znak z literką P mówi „Uwaga parking”.

Oczywiście większość rozpoznaje bardzo instynktownie i zgodnie z ich przekazem.

Ale i tak byłam zachwycona jak podsumował symbol, który jest na zdjęciu:

Nie wyrywaj się opiekunowi!

Coś w tym jest 🙂

Żałuję, że nikt jeszcze nie uwiecznił jak oni super ustawiają się przy wózku. Chwilowo nawet mają swoją własną stronę że względu na kontuzję Pierwszego. Teraz już wiem, że to zasługa malowanych symboli na chodniku ;).

Trudno być mamą

Miś Pierwszego, Trzeciej i Drugiego.

Mamą być ach mamą być. Jak zwykle w głowie myśli biegną, a jak przychodzi do pisania, jest pustka.

Niedawno koleżanka mnie spytała czy kocham moje dzieci tak samo. Kocham tak samo, ale każde z nich potrzebuje innego okazywania tej miłości.

Drugi potrzebuje się przytulić i tego, żeby był „zaopiekowany”. Lubi jak stoi któreś z nas obok i „pomaga mu przy ubieraniu” .

Pierwszy potrzebuje wysłuchania, pomocy przy klockach (najczęściej obecności). Niektórych to dziwi, ale warto z daleka mu mówić „widzę cię, widzę co robisz” to wtedy czuje się „zaopiekowany” i nie biegnie mówić co robi.

Trzecia dla odmiany jak to roczniak, potrzebuje wszystkiego już natychmiast. Musi mieć „cień” będący za plecami, bo ma różne pomysły nie do końca mądre.

Okazywanie miłości przez mamę jest zależne od tego w jakim wieku jest dziecko oraz zależne od jego temperamentu. Bo każdy człowiek potrzebuje czego innego. I tu naprawdę trzeba tego szkraba poznawać, a czasem poznawać na nowo. Metodą prób i błędów.

Niestety rodzic ma też swoje ograniczenia, swoje zmęczenie i często wcale to wszystko nie wychodzi tak jakby chciał. Czy to znaczy, że nie kocha? Często teksty „nie na miejscu” rodziców są przejawem miłości okazywanej w sposób w jaki umieją to robić. Niekoniecznie to złośliwość :).

Ale co ja tam chciałam napisać wcześniej? A to, że jako młoda mama byłam tak mocno zagubiona, że szok. Naprawdę myśl o drugim dziecku mnie paraliżowała. Oj nie byłam mamą jaką chciałam być myśląc o tym wszystkim w teorii. A i z rzadka teraz jestem taką mamą :).

Mimo błędów, mimo pogubienia, ta matczyna i kulawa miłość stworzyła bardzo mocną relację jaką mam z Pierwszym. Kiedyś był zazdrosny o rodzeństwo i wtedy mu powiedziałam, że tylko on miał mamę tylko dla siebie całe dwa lata i nic nam tego nie zabierze. Każde kolejne dziecko już jest w innej sytuacji, nawet jeśli jest z mamą sam na sam to nie przez cały czas. Czy to gorzej? Lepiej? Po prostu inaczej!

Patrzyłam dziś na Trzecią, która dzielnie się wspina po schodach i drabinach. Potem jeśli jestem obok zamiast schodzić bezpiecznie tyłem skacze mi prosto w ręce. Staję od dzisiaj dalej, ryzykując, że jednak jej nie złapię. Musiałam zaufać jej i sobie, że wiem co robię. Dzięki temu zaczęła schodzić prawidłowo.

To taki mój przykład na to, że ciężko znaleźć balans pomiędzy ☂️ parasolem ochronnym a pomocą w rozwinięciu skrzydeł. Jak trudno dziecku dać pewność siebie z drugiej strony nie będąc mamą, która pilnuje za mocno.

Im dziecko starsze, tym więcej musi „latać” samo. W relacjach między ludzkich czy podczas nauki. Jak okazać miłość, zainteresowanie żeby nie przytłoczyć z jednej strony a z drugiej aby młody człowiek nie czuł się zignorowany?

Nasi rodzice też się uczyli i uczą dorosłych dzieci. Naprawdę nie wiedziałam, że to tak skomplikowana sprawa. Warto w rodzicach zobaczyć ludzi, takich samych jak my, którzy chcą dobrze, ale nie zawsze potrafią znaleźć złoty środek i drogę do konkretnego człowieka.

Mamą być ach mamą być. Jak już mi tak bardzo źle, gdy daleko do ideału mamy jaką mam w głowie, myślę sobie że Bóg musi wiedzieć co robi, a dał mi pod opiekę trójkę szkrabów, które też kocha.

Jeśli chodzi o misie, to są one szczególne. Nie ukrywam, że miałam nadzieję, że ciocia od której je mają podtrzyma tradycję i za trzecim razem. Misie od cioci otrzymuje każde moje dziecko. Są zapakowane w ozdobną folię i siedzą na ręczniku, który jest podpisany imieniem malucha. Ręcznik trafia do łazienki, a miś ponieważ był podpisany, nazywa się tak samo jak jego właściciel. Tym samym od lewej miś Pierwszy, miś Trzecia oraz miś Drugi.

Ubieranie

Oj z tym ubieraniem to się mamy. Trzecia na etapie zwiewania. Robi to szybko, sprawnie i skutecznie.

Drugi dla odmiany jeśli nie ma dobrej motywacji (np. ciekawa wycieczka) to najzwyczajniej w świecie nic nie potrafi zrobić. Ani ściągnąć ani założyć, siedzi i płacze, że musi to robić sam.

Pierwszy to mistrz robienia dużej ilości rzeczy podczas ubierania. Wczoraj Drugi się przebrał samodzielnie, a Pierwszy dopiero wrócił z pokoju w gatkach, jednej skarpetce i górze od piżamy.

Przed chwilą wołam gady: „Chłopcy chodźcie!”.

Mamusiu mamy się przebrać?

Przyszedł na zwiady Drugi

Nieidziemy! To podstęp!

Wybiegł przestrzec brata

Także tego ;). Młoda przebrana, a chłopcy nawet w ciszy się ładnie bawią ;).

Oczywiście zdarza im się ubrać po swojemu. Myślę że niewygodnie nosi się dresy tyłem naprzód. Jak mam dobry humor 😉 to sugeruje im problemy zdrowotne. Wtedy się śmieją i korygują ubranko.

Najczęstsze są problemy, które leczy się u „podologa”: Synku, idziemy do podologa, masz piętę na górze.

Druga opcja to standardowe problemy (nie wiem jaki specjalista by się przydał): opcja pupa się przekręciła na przód ;).

No i ostatni z wczoraj to chyba do weterynarza. Problem przedstawiony na zdjęciu:

Synku coś jest nie tak z tymi spodenkami

Sugeruję

No jestem słoniem, uszy są!

Rozbawił się Pierwszy

Teraz nie chcą się przebrać. Nawet Trzecia im nie przeszkadza. Bawią się zgodnie i we względnej ciszy, a ja piję kawę. Wystarczy zaproponować dzieciom przebranie się.

Gust

Śniegu już nie ma, ponieważ dopiero stopniał, na naszej drodze jest błoto po pas. Ale dla matki to nie problem – takie warunki nie zatrzymają jej czasu samotności.

Ruszyłam po drodze wyrzucając śmieci, bo tak na pusto to nieładnie wychodzić.

Odblask zaczepiłam Momentami braklo mi kaloszy, czasem łańcuchów lub kolców u butów.

Ale zakupy, gdy nie trzeba się lękać zabawek na półkach są nieziemskimi luksusem. Wybieranie w spokoju produktów to nie lada zabawa.

Weszłam na promocję. Pomiędzy czapkami z Elsą, myszką Minnie oraz konikami Ponny wypatrzyłam Strażaka Sama. W cenie dla mnie dopuszczalnej była czapka, komin oraz rękawiczki. Westchnęłam cichutko. Jeden zestaw to mało – będzie płacz i żal. Odłożyłam i już miałam odchodzić, gdy mój „kąt oka” wypatrzył drugi identyczny zestaw.

Jeśli tak to może jeszcze coś znajdę. Zaczęłam tam ryć jak mrówkojad. Znalazłam! Zestaw z człowiekiem pająkiem. Ale ten był z pewnością jeden.

Z uszu zaczął mi buchać dym. Co mam robić? Obaj chętnie pochodzą w zestawie z Samem i to bezpieczny wybór. Jednak Pierwszy chce nie odróżniać się w grupie, bo tam szał na Spider-Mana. Z innej strony nie wiedziałam na ile Drugi już zaczął mieć własne zdanie i gust, nie tylko podąża za tym co podoba się bratu.

Wykonałam telefon. Pierwszy wybrał człowieka pająka. Rozmowa z Drugim była tak wysoce abstrakcyjna, że wcale nie wiedziałam co on chce. (Chciał czapkę z kościotrupem).

Wróciłam naładowana nową pozytywną energią. Drugi zadowolony z Sama oczywiście od razu się ubrał i za chwilę przy posiłku zabrudził. Za to Pierwszy najpierw spytaj czemu nie ma Sama i dopiero po chwili przypomniał sobie, że przecież dostał co chciał.

I tak oficjalnie stwierdzam, że Drugi po tych kilku miesiącach w przedszkolu przestał żyć zainteresowaniami brata :).

Misie dopasowane są nieprzypadkowo. Dostali je z ręcznikami z ich imionami :).

Matczyny relaks


Tak! To musiał być ten dzień i ta chwila! Kolacja praktycznie gotowa. Chłopcy po cichutku i bez kłótni bawili się w swoim pokoiku. Trzecia próbowała zgarnąć ojcu wszystko co miał na talerzu. Mogłam zniknąć.

Wygłosiłam mowę!

  • Mężu mój – ach ach – idę na długi relaks do łazienki. Nie będzie mnie z 15 minut. Drzwi zostawię uchylone, coby raczkującej dziewczynki znów z rozpędu w łepek nie trzepnąć.

Jak powiedziałam tak i zrobiłam. No bo wszak szybki prysznic mam codziennie, a dłuższy rzadziej.

Najpierw pojawiła się moja ukochana córka. Ona uwielbia stać przy wannie – śmiać się i tańczyć, bo wie, że po mnie jest jej kolej. No da się przeżyć. Niestety z powodu małej ilości miejsca nasza łazienka (jak w większości polskich domów) to także toaleta.

Odwiedził mnie mój pierworodny syn „na dłużej”. Nic to – życie, damy radę. Dobrze się nie rozkręcił w rozmowie jak przyszedł młodszy. Drugi lubi te sprawy załatwiać ze starszym bratem. (Zresztą czasem się zastanawiam czy to nie są jakieś imprezy w tej łazience).

Jeden na toalecie, drugi na nocniku, pomiędzy nimi raczkujące i wstające niemowlę. Myślę – kij! Nie dam się! To mój czas. Powtarzam w myślach- to mój relaks! Mój relaks! MÓJ!

Najpierw zagadali, czy na pewno myję głowę i czemu robię sobie z ręcznika turban, a potem to już opowiadali sobie mrożące krew w żyłach historie. No dałabym radę z tym relaksem, ale…

Trzecia wstała koło toalety i próbowała spod deski wyrwać „mydełko”. Drugi zaczął machać miską i robić z niej piłkę. No nie dałam rady nerwowo! 

Zawołałam męża :D, żeby ich wszystkich zabrał! Pierwszy się ogarnął sam. Drugi prawie też, chociaż bombę nocnikową trzeba było sprzątnąć zanim Młoda znów się pojawi.

Jak tylko wyszłam z łazienki, rodzina wróciła do normy – każdy w swoim kąciku ani pomyślał o tym by spędzać czas przy mnie. Piernicze – następnym razem nic nie powiem!

PS: Rysunek to moje dzieło  starałam się jak mogłam  za to mam prawa autorskie do niego 

Styczniowe rozmowy

Wujek – Powiedz rozwelworyzowany rewolwer.

Pierwszy – Nie umiem, ale umiem powiedzieć karabin maszynowy.

Ja (podczas czytania zagadek o bajce Strażak Sam) – Czy oficer „Sztil” ma brodę?

Chłopcy – Ma!

Ja – Nie ma brody, ma tylko wąsy.

Pierwszy – No co ty mamo? Każdy ma przecież brodę, ty też.

Pierwszy – Mamusiu, mogę jeszcze jedną chusteczkę, bo tamta już brudna?

Ja – Ok.

Pierwszy – Tak wyczyszczę, że będzie się śliniło.

Drugi – To jest karetkaska.

Pierwszy – Raczej karetkarka.

Ja – Wy bawicie się karetką?

Pierwszy – Tak.

Ja – To mówi się ratowniczka.

Drugi – Tatusiu, a ja dziś myłem ścianę!

Tatuś – To ja chyba nie chcę wiedzieć już nic więcej.

Drugi – Wcześniej pomalowałem ją kredką.

Gra ciepło – zimno

Na czym polega gra w ciepło-zimno chyba nie muszę tłumaczyć ;). Zaczęliśmy bawić się wczoraj, gdy miałam ukryć ludzika LEGO, żeby mogło go znaleźć pogotowie górskie :).

  • Dziś postanowiliśmy pobawić się jeszcze raz. Dostałam do schowania ogień z klocków, a oni go szukali przy pomocy łodzi strażackiej i jednego samodzielnego ratownika. Stanęli przy oknie i zaczęłam grę:

Ja W tym miejscu jest zimno.

ChłopcyNieprawda! Ciepło!

JaZimno!

PierwszyKaloryfer grzeje i jest ciepło!

  • Po przypomnieniu zasad gry, Drugi wyszedł z pokoju, a fanty chował Pierwszy. Oczywiście trzylatek nie wytrzymał i podglądał.

Pierwszy – Mamo! On oszukiwał i znalazł błyskawicznie. To nie fair!

Drugi – Nie oszukiwałem. Ja mam radar oczowy.

  • No to zabawa od nowa :). Tym razem młodszy dostał opiekę mamusi, żeby było uczciwie. Wróciliśmy i Pierwszy naprowadzał brata. Za łóżkiem miało być gorąco – zaglądamy, a tam pusto.

Pierwszy – A nie! Zapomniałem, tam jednak nie ma.

  • Zmiana ról, tym razem chował Drugi. Wszedł poszukiwacz usłyszał:

Drugi – Tu jest ciepło, ale tam na łóżku schowałem.

  • Kulturalnie udawał, że nie słyszy, ale zgubę znalazł szybko. Kolejna zamiana, ja z młodszym znów udaliśmy się do drugiego pokoju. W drodze powrotnej usłyszeliśmy:

Pierwszy – Trzeeeciaaaa nieeee nie ruszaj tego!

  • Młody na środku pokoju położył hełm wojskowy. Trzymał go kurczowo przyklejonego do dywanu, bo w jego stronę dość szybko przemieszczała się Trzecia. Ona chyba nie rozumiała, że to kryjówka. Była przekonana, że taki hełm brat wyciągnął specjalnie dla niej. Na wszelki wypadek przyspieszyła wydając odgłosy dzikiej radości. Drugi nie zauważył, że brat dziwnie pilnuje hełmu i bardzo długo szukał tego ognia z Lego.
  • Po kolejnym schowaniu Drugi bardzo się starał nie popełnić błędu podpowiedzi. Bardzo się starał milczeć i nie machać rękami. Tylko nóżki z ekscytacji się ruszały. Pierwszy też załapał o co chodzi, a skrytki miał coraz bardziej zagmatwane. Najlepiej jednak bawiła się Trzecia, na którą nie zwracali uwagi i gdyby nie to, że czasem chciała zabrać cenny hełm to mogła robić co chce.

Obserwując ich miałam naprawdę ostry ubaw :). Na zdjęciu widać nawet ten hełm co robił za kryjówkę :). Pierwszy siedzi na stoliku, żeby nie skakać po podłodze. Drugi dopytuje to gdzie w końcu jest ciepło. A Trzecia…za moimi plecami korzystała z tego, że nikt na nią nie patrzy.