Pierwszy i jego zwierzątko

Sobotni miły rodzinny dzionek. Nagle wbiega Pierwszy, oczywiście cały w piachu, a czasu na ściągnięcie butów zbrakło. Wpadł do pokoju dziecięcego, otworzył drzwi od piekarnika, wsadził coś i poszedł.

Matka zdążyła tylko krzyknąć „Buty synu! Buty!”. Kolejną wizytę zrobił prawidłowo. Wiem, bo podczas ściągania butów rozsypał pod drzwiami liście i trawę. Część wrzucił znów do dziecięcego piekarnika.

Synku co ty robisz?

Spytałam że względu na nietypowe zachowanie.

Motylkowi robię domek

Odparł rezolutnie Pierwszy wybiegając już z domu.

Nie dotarł do mnie do końca co się dzieje. Odkurzyłam spokojnie i zajrzałam do piekarnika. Motylek może i miał listki i kwiatki i trawkę, ale zbrakło mu powietrza.

Wyszłam i tłumaczę młodemu człowiekowi, że nie zabiera się motylków do domu, bo one potrzebują zieleni, powietrza, wolności. No w ostateczności rodziców i rodziny (dowiedziałam się że on tylko dorosłe zbiera).

Ale ja mu taki domek piękny zrobiłem i zieleń miał. Nawet drzwiczki miał zielone! Poza tym ja chciałbym mieć zwierzątko a ślimaków nie pozwalasz przynosić.

Tłumaczył się mój pierworodny

Po długich bojach na argumenty wygrałam. Możemy stworzyć domek dla owadów, żeby mogły wchodzić i wychodzić kiedy chcą. Zbudujemy go z roślinek i będą szczęśliwe ;). Będzie mógł tam zanieść każdą biedronkę i innego 🐌 ślimaka ;).

Domek dla owadów.

Byłam naprawdę szczęśliwa, że udało mi się nauczyć dziecko empatii i obyło się bez strat w owadach, roślinach i ludziach.

Mama Ci pozwoliła zniszczyć mój rabarbar?

Takie pytanie usłyszałam po powrocie z zakupów.

No także tego ;). Nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca ;). Domek zrobiliśmy gdzie indziej, rabarbar ma już dostęp światła, bo był ślicznie obudowany kostką brukową, a motylom robił poprostu za kanapę.