O łączeniu się komórek

Pierwszy – Mamusiu, a czy twoja i taty komórka były kiedyś połączone?

Ja (głęboka analiza możliwości technicznych naszych telefonów) – No ale w jakim sensie? Jak dzwonimy i kiedyś przez bluetooth.

Pierwszy – Mamo ty nic nie rozumiesz. Czy wasze komórki były kiedyś połączone?

Ja (mózg włączył parowanie) – No mówię że zdjęcia kiedyś przesyłaliśmy.

Pierwszy -Mamo!!! Ale te komórki co dzieci z nich powstają.

Ja (weszłam już na tor rozumowania syna) – Oczywiście, przecież mamy was.

Pierwszy – Czyli połączyliście się z tatą? Bo mogłaś połączyć się z innym panem przecież też.

Ja (pełna powaga) – Akurat łączyłam się tylko z tatusiem.

Pierwszy – Aha

I cieszyłam się, że temat znów się urwał samoistnie :). Tłumaczę tylko tyle ile muszę, póki nie pyta bardziej szczegółowo. Aktualnie wie gdzie rośnie dziecko, że nie wychodzi przez pupę mamy (o to się ze mną długo kłócił) oraz że powstanie tylko z połączenia komórki męskiej i żeńskiej :). Jeszcze nie pyta jak to zrobić żeby się spotkały ;).

Chociaż kiedyś spytał czy dwóch panów może sie w sobie zakochać :). Ustaliliśmy, że tak tylko nadal dzieci powstają z komórek żeńskich i męskich więc nie będą mieli dziecka :).

Muszę bo się troszczę

Ja – Synku! Musisz posprzątać pokój.

Pierwszy – Muszę to cię kochać.

I tak oto zostałam zabita własnym tekstem. Nie ukrywam, że jak się drą np. że muszę im teraz dać komórkę, pozwolić skoczyć z dachu czy na przykład zrobić natychmiast kanapkę odpowiadam „muszę to Cię kochać i z tego wynika cała reszta”.

No bo taka jest prawda :), gdy kocham nie pozwolę na zrobienie sobie krzywdy. Gdy kocham – będę się troszczyć i zrobię kanapkę. Ja nie muszę jej robić, ja ją zrobię bo chcę by byli najedzeni.

I jeśli kogoś kochamy to pomożemy mu sprzątać by był mniej zmęczony :). Skorygowałam mu wtedy ponownie o co z tą miłością chodzi.

Drugi (płacząc) – Mamo spadłem z krzesła i mnie boli.

Ja – Pokaż gdzie Cię boli.

Drugi (wskazując na środek krzesła) – No tu!

Ja (całując z pełnią troski zranione krzesło) – Już lepiej?

Drugi – Co ty mamo wyrabiasz?

Ja – To gdzie cię boli?

Drugi znów wskazując krzesło – No tu!

Ja ponownie wykonuje pełen czułości gest we wskazane przez syna bolące miejsce (bawiąc się setnie).

Drugi (śmiejąc się wskazał na palec) – Masz rację! Boli mnie tutaj 🙂 nie jestem krzesłem.

Jakbym naprawdę musiała to wszystko robić co „muszę” a nie robiłabym tego z miłości, dawno bym rzuciła to w kąt.

Ale z drugiej strony! To muszę kochać też niezbyt mądre, bo przecież nie muszę :). Ja po prostu kocham :).