Ubieranie

Oj z tym ubieraniem to się mamy. Trzecia na etapie zwiewania. Robi to szybko, sprawnie i skutecznie.

Drugi dla odmiany jeśli nie ma dobrej motywacji (np. ciekawa wycieczka) to najzwyczajniej w świecie nic nie potrafi zrobić. Ani ściągnąć ani założyć, siedzi i płacze, że musi to robić sam.

Pierwszy to mistrz robienia dużej ilości rzeczy podczas ubierania. Wczoraj Drugi się przebrał samodzielnie, a Pierwszy dopiero wrócił z pokoju w gatkach, jednej skarpetce i górze od piżamy.

Przed chwilą wołam gady: „Chłopcy chodźcie!”.

Mamusiu mamy się przebrać?

Przyszedł na zwiady Drugi

Nieidziemy! To podstęp!

Wybiegł przestrzec brata

Także tego ;). Młoda przebrana, a chłopcy nawet w ciszy się ładnie bawią ;).

Oczywiście zdarza im się ubrać po swojemu. Myślę że niewygodnie nosi się dresy tyłem naprzód. Jak mam dobry humor 😉 to sugeruje im problemy zdrowotne. Wtedy się śmieją i korygują ubranko.

Najczęstsze są problemy, które leczy się u „podologa”: Synku, idziemy do podologa, masz piętę na górze.

Druga opcja to standardowe problemy (nie wiem jaki specjalista by się przydał): opcja pupa się przekręciła na przód ;).

No i ostatni z wczoraj to chyba do weterynarza. Problem przedstawiony na zdjęciu:

Synku coś jest nie tak z tymi spodenkami

Sugeruję

No jestem słoniem, uszy są!

Rozbawił się Pierwszy

Teraz nie chcą się przebrać. Nawet Trzecia im nie przeszkadza. Bawią się zgodnie i we względnej ciszy, a ja piję kawę. Wystarczy zaproponować dzieciom przebranie się.

Przedszkolne problemy

Kłopoty i troski przedszkolaka są bardzo realne. To jest czas kiedy młody człowiek uczy się funkcjonowania w grupie. Niestety nie ma przy nim ukochanych rodziców i musi sobie radzić sam.

Staram się uważnie słuchać strzępków informacji, którymi mnie raczą moje dzieci. Istotne dla mnie też są „bujdy na resorach”, które też się czasem pojawiają. One też potrafią pomiędzy wierszami powiedzieć co się dzieje z tym małym człowiekiem.

Jakiś czas temu podczas gorącej i pełnej emocji dyskusji zaskoczyłam Pierwszego. Koniecznie chciał wziąć ze sobą do przedszkola w dzień zabawek małego ludzika LEGO.

Ostatnio jak to zrobił ustaliliśmy, że więcej tego nie zrobi :). Płakał biedny 2h bo klocki zaginęły. Jednak potrzeba akceptacji kolegów była silniejsza. Bo on „obiecał” a „Obietnica to obietnica”.

Zaskoczyłam go tym, że wiem, że chce żeby koledzy go lubili. Był zdziwiony, że wiem o tym, że zamiast mieć przyjemność to cały czas patrzy gdzie jego ulubiona zabawka.

Na argument, że koledzy się obrażą i go wyśmieją powiedziałam, że na tekst „mama nie pozwoliła” nie ma mocnych. Który sześciolatek podskoczy argumentowi „mama”? (Wiem wiem…takie też istnieją).

Plus bardzo ważna sprawa. Klocki LEGO to dla niego skarb – dosłownie. Wytłumaczyłam mu, że nie musi swoimi skarbami sprawiać przyjemności kolegom jeśli nie chce.

I może to dziwne, ale wiedziałam, że to jest początek drogi tworzenia się jego pewności siebie i asertywności. On musi stopniowo nauczyć się mówić nie. Później łatwiej nie będzie. Niestety czas pędzi szybko, teraz jest „przynieś swoją ulubioną zabawkę to będziemy cię lubić” później będzie „matki się boisz? Weź spróbuj” i „ze mną się nie napijesz?”.

Efekt był taki, że otarł łzy, wypchnął przedszkolną pierś do przodu i spytał czy może wziąć piłkę. W przedszkolu okazało się, że chłopcy nie pamiętali o tym LEGO – wystarczyła im zabawa ruchowa.

Te przedszkolne problemy są bardzo realne i wbrew pozorom ważne. Dając ich do grupy rówieśniczej wiedziałam, że będą się mierzyć z różnymi sytuacjami. Pytanie czy będę potrafiła nauczyć ich reagować tak by umieli odmawiać i umieli się bronić. Każdy chce być lubiany i nikt nie chce być ofiarą.

Bierzmy na poważnie te wydawałoby się błahe dziecięce problemy w relacjach. Uczmy dzieci ich wartości i tego, że naprawdę nie muszą się dzielić swoimi skarbami.

Pierwszy i jego zwierzątko

Sobotni miły rodzinny dzionek. Nagle wbiega Pierwszy, oczywiście cały w piachu, a czasu na ściągnięcie butów zbrakło. Wpadł do pokoju dziecięcego, otworzył drzwi od piekarnika, wsadził coś i poszedł.

Matka zdążyła tylko krzyknąć „Buty synu! Buty!”. Kolejną wizytę zrobił prawidłowo. Wiem, bo podczas ściągania butów rozsypał pod drzwiami liście i trawę. Część wrzucił znów do dziecięcego piekarnika.

Synku co ty robisz?

Spytałam że względu na nietypowe zachowanie.

Motylkowi robię domek

Odparł rezolutnie Pierwszy wybiegając już z domu.

Nie dotarł do mnie do końca co się dzieje. Odkurzyłam spokojnie i zajrzałam do piekarnika. Motylek może i miał listki i kwiatki i trawkę, ale zbrakło mu powietrza.

Wyszłam i tłumaczę młodemu człowiekowi, że nie zabiera się motylków do domu, bo one potrzebują zieleni, powietrza, wolności. No w ostateczności rodziców i rodziny (dowiedziałam się że on tylko dorosłe zbiera).

Ale ja mu taki domek piękny zrobiłem i zieleń miał. Nawet drzwiczki miał zielone! Poza tym ja chciałbym mieć zwierzątko a ślimaków nie pozwalasz przynosić.

Tłumaczył się mój pierworodny

Po długich bojach na argumenty wygrałam. Możemy stworzyć domek dla owadów, żeby mogły wchodzić i wychodzić kiedy chcą. Zbudujemy go z roślinek i będą szczęśliwe ;). Będzie mógł tam zanieść każdą biedronkę i innego 🐌 ślimaka ;).

Domek dla owadów.

Byłam naprawdę szczęśliwa, że udało mi się nauczyć dziecko empatii i obyło się bez strat w owadach, roślinach i ludziach.

Mama Ci pozwoliła zniszczyć mój rabarbar?

Takie pytanie usłyszałam po powrocie z zakupów.

No także tego ;). Nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca ;). Domek zrobiliśmy gdzie indziej, rabarbar ma już dostęp światła, bo był ślicznie obudowany kostką brukową, a motylom robił poprostu za kanapę.

Pociągiem kieruje dziecko

Ostatnio inna intencja była wpisu, a wyszedł inny temat przewodni. Akurat rzeczywiście rad ostatnio dużo w moim życiu, jednak w sercu mam inną myśl. Mogę być wzorem , mogę coś mówić, ale ten pociąg i tak jedzie z innym maszynistą niż ja.

Wstydzę się ostatnio publicznie, gdy wiem co po wysłuchaniu mojego syna mogą myśleć o nas jako rodzicach mijający nas ludzie :). Po pierwsze młody ma dobrze rozwiniętą wyobraźnię i talent do opowiadania. Po drugie dobrze słucha kolegów, bo jak inaczej wyjaśnić znajomość filmów o super bohaterach których nie oglądał? Nie mówiąc już o innych rzeczach.

Tłumaczę mu zasady współżycia społecznego i…

…i puszczam w świat nie mając kompletnie kontroli nad tym jak on będzie reagował na grupę i to jaki sposób na przetrwanie sobie wybierze. Mogę przykładem swoim mówić „dzień dobry” w sklepie i wcale nie wiem czy mój syn się wita.

Naprawdę trudno uznać, że ten słup do którego mówimy jest jednostką samodzielną, która pozwoli się kierować tylko częściowo. My możemy tylko lub aż towarzyszyć. I dawać wsparcie i miłość.