Nocne żarty

Żeby zrozumieć genezę złotej myśli „Nigdy nie żartuj o 2 nad ranem, chyba że masz nastrój na imprezę” trzeba przeczytać o kilku ostatnich dniach.

Nadeszła jesień a z nią zdecydowany spadek mojej formy. Do tego dochodzą ataki kaszlu Pierwszego i inhalacje nawet czasem w środku nocy. Jest też bunt Drugiego który na wszystko ma jedno rozwiązanie – bitkę. No i gil po pas Trzeciej. Oprócz tego standardowe problemy dnia codziennego (remont, kurz i inne) oraz inne atrakcje (organizowanie sobie „patrzałek”).

Jeśli chodzi o relacje z dziećmi i ich funkcjonowanie wśród ludzi mamy duży dołek. Znów zaczynam truchleć jak widzę opiekunów moich dzieci. Rozmowy z młodym człowiekiem przynoszą efekty na krótko. Co chwilę słyszę też „mamo bo on mi…” lub poprostu „mamo” z ust Trzeciej. No lekko nie jest.

No i kiedy taka nieprzytomna usłyszałam o 2 w nocy poraz enty „mamo” wychodzące z ust Trzeciej, postanowiłam poradzić sobie z sytuacją sarkazmem i humorem.

Nie ma mamy.

Odpowiedziałam dowcipnie powoli zgrzebując się z wyrka

Oooo! Ty chyba nie wiesz co robisz.

Odezwał się mój małżonek

No i się zaczęło. Krzyk rozpaczy młodej spowodował mój wystrzał z łóżka jak z katapulty. Później dwie małe dłonie mocno trzymały się mojej piżamy. Głową wtulona w klatkę piersiową nasłuchiwała czy jestem. No i wyjście do toalety było możliwe tylko za jakiś czas.

Rozbudziła się dziecina z tych emocji i brak światła wcale nie przeszkadzał jej w zabawie. Jak stwierdziłam że „można tu z wami kota dostać” rezolutnie stwierdziła że „ne ma”. No nie ma kota to fakt.

Oprócz tego długo spytana gdzie jest mama odpowiadała również, że „ne ma”. Zresztą psa też „ne ma”. Nic „nie ma” ;).

Nie wiem kiedy zasnęła, bo jak już jest zgaszone światło staram się nie patrzeć na zegarek coby nie ulegać frustracji.

A dziś? Wszystko w normie. Młoda cztery razy była już na stole, trzy razy zepchnęła brata z moich kolan. Pierwszy przezywa brata i udaje, że nie rozumie w języku polskim. Drugi albo skacze po szafkach i szturcha brata w ramach rozrywki, albo chce go szturchać bo jest na niego zły. Czyli wszystko w normie niestety, ale ja już nie zażartuje w nocy, że mnie nie ma :).

Sklep

Proszę pani czy to pani dziecko?

Spytał Drugi

Tak! To moje trzecie dziecko właśnie robiło rozróbę w zabawkowym sklepie. Nawet kasę próbowało wyrwać. Ukradło wszystkie warzywa i nawet próbowało ugasić pragnienie butelką z sosem pomidorowym.

To proszę zająć się swoim dzieckiem bo będzie musiała pani zapłacić za zniszczenia

Pogroził mi Pierwszy

Tak! Zawsze szczerze rozmawiałam z dziećmi ;). Nie zrzucamy butelek z alkoholem w sklepie bo są za drogie, a rodzic spłaca szkody. I teraz musiałam zabrać Trzecią, bo nie mam odpowiedniej ilości zabawkowych euro, a chłopaki wcale nie chcą dawać ich ze swojej zabawkowej kasy.

O moich szkolnych dzieciach

A to czytanie na dworze 😉 takie już wakacyjne więc buty brudne 😉

Wakacje oficjalnie się zaczęły. Moi pierwsi wychowankowie powoli zaczynają bronić prace licencjackie, niektórzy już mają za sobą kilka lat konkretnej pracy zarobkowej.

Gdy zaczynałam pracę w szkole mówiono mi, że tej pierwszej klasy nigdy się nie zapomina. Póki co oficjalne wychowawstwo miałam jedno. Zrobiłam wszystko co w mojej mocy, żeby dać im maksimum mojego czasu i uwagi. Tylko czasem nawet to jest za mało.

Dziś gimnazjum skończył ostatni rocznik, który też zostawił w moim sercu ślad. Pamiętam jak dziś, gdy 2a była gotowa zrezygnować ze sprawdzianu widząc, że czuję się gorzej (troszkę się zawiedli gdy powiedziałam że sprawdzian to dla mnie odpoczynek). Nie zawiedli mojego zaufania, gdy jako pierwsi domyślili się, że na lekcje przychodzę wraz z ukrytą pod sercem Trzecią.

Pamiętam 7b, która dziś skończyła naukę w szkole podstawowej. Gdy wyszłam po pierwszej lekcji z nimi, byłam pewna, że nie dam rady do niech dotrzeć. A to była klasa, która lubiła siąść wokół mnie i słuchać opowieści o historii. Mówili że uczę ich „ściemniać” a ja uczyłam myśleć wynikowo.

W taki dzień jak dziś myślę sobie, że każda z tych relacji zostawia we mnie ślad, a w szkole dawałam z siebie wszystko, bo wiedziałam, że to jest praca z wartościowym i wrażliwym młodym człowiekiem. Ten człowiek niesie ze sobą bagaż doświadczeń nie zawsze fajnych, często nawet bardzo trudnych. Więc jeśli nie umiem mu pomóc wzrastać to chociaż nie powinnam przeszkadzać.

W takie dni myślę o nauczycielach których postawił i postawi świat na drodze moich rodzonych dzieci. Widzę zmęczenie całoroczną praca z maluchem, jestem wdzięczna za każdy sygnał gdy działo się coś złego i dziękuję za obecność w trudnych momentach w naszym życiu gdy dzieciakom było potrzeba więcej zrozumienia.

Na koniec myślę o tych, których zostawiłam za murami swojej szkoły. O tych którzy uczyli mnie tego, że mam wartość jako człowiek oraz tego jak wygląda DNA. I czasem zastanawiam się czy ja również zostałam w ich sercu.

Nie wiem czy będę jeszcze uczyć, czy będę miała szansę być wsparciem jeszcze dla kolejnych pokoleń dzieciaków które będę chciała nauczyć myśleć. Wiem jednak, że ci ludzie których spotkałam na swojej szkolnej drodze i drodze moich dzieci są dla mnie ważni.

Protest nauczycieli 2019 r.

Długo zastanawiałam się czy oficjalnie wypowiadać się na temat strajku nauczycieli. Potem do ostatniej chwili miałam nadzieję, że rozmowy rząd-nauczyciele skończą się konsensusem.

Ciężko powiedzieć czy popieram strajk jako nauczyciel czy jako rodzic.

Pracowałam zarówno w oświacie jak i ostro fizycznie smażąc kotlety i szorując WC. Gdy zaczynałam moja przygodę po drugiej stronie biurka, była minimalnie większa różnica w wypłacie. Przez ostatnie 7 lat została ona zniwelowana.

Oczywiście, że uczenie młodzieży to powołanie i trzeba mieć do tego dryg, jednak za powołanie nie kupi się chleba.

Pracując w gastronomii czasem i po 12h na dobę, wychodząc z pracy mogłam zająć się sobą. Jeśli się odbiłam i nagle przestał działać grill 🙂 to nie był to już mój problem. Praca nauczyciela jest relacją z żywym i dorastającym organizmem. Nawet jeśli nie byłam wychowawcą bezpośrednio to nie dało się uniknąć relacji. Tu nie ma miejsca na bylejakość. W pracy jest się 7 dni w tygodniu i 24 godziny na dobę.

Mówi się o 18h lekcyjnych. W ostatniej pracy miałam ponad 100 uczniów. Każdy potrzebował uwagi, ocenienia, uśmiechu. Oprócz tego rady pedagogiczne i zebrania z rodzicami oraz konsultacje i kółka zainteresowań. Pamiętam też ile czasu i energii kosztowało mnie przygotowanie akademii szkolnej, chociaż ta była przed 15. U nas w przedszkolu takie imprezy np. na dzień mamy i taty są popołudniu, a to oznacza, że wychowawczynie są już zdecydowanie po pracy.

Oprócz tego miałam wątpliwą przyjemność pracowania chwilę podczas wprowadzania aktualnej reformy. Klasy 6 nagle stały się 7. Skończyli historię na powstaniu Solidarności, a podręcznik rozpoczynał się od słów „jak pamiętacie, przed wakacjami omawialiście Francję za czasów Napoleona”. No nie pamiętali, bo to było dawno temu i zajęło w poprzednim programie tylko jedną godzinę lekcyjną, a wymagania były jak do co najmniej 2.

Kolejną zmianą jaką odczułam było ograniczenie lekcji indywidualnych. Do tej pory dzieciaki mogły mieć lekcje indywidualne w szkole i czasem chodzić na zajęcia ze swoją klasą. Teraz nauka jest sam na sam z nauczycielem tylko w domu bez kontaktu z rówieśnikami. Tym samym część dzieci, które otrzymały szansę na zrozumienie tematu lub nadrobienie tego co je omija z powodu choroby, idą „normalnym” trybem.

I teraz znów będzie jako rodzic. Czy ktoś mi może wytłumaczyć sens tworzenia papierologii dla nauczycieli przedszkolnych? Nie ukrywam, że lubię coroczne podsumowanie osiągnięć mojego dziecka, ale czy naprawdę nauczyciel zamiast zająć się maluchem musi pisać kolejne dokumenty? Dla mnie przedszkolak powinien czuć się zaopiekowany, zaakceptowany i zajęty zabawą lub pracami plastycznymi. Do tego fajnie aby się uczył funkcjonować wśród rówieśników. Co tu komplikować? Po co zajmować tym wychowawcom czas? Mało mają roboty z pełnymi energii kilkulatkami? I szykowaniem wierszyków na kolejne święto babci i dziadka czy Wielkanoc?

Ale najbardziej ruszyła mnie rozmowa z moim bratem. Nauczyciele są różni 🙂 jak w każdym zawodzie. Zostałam uświadomiona, że ci którzy potrafili mnie nauczyć np. podstaw matematyki czy biologii niedługo skończą karierę. Jak to jest z tą młoda kadrą? Czy będzie tak samo dobra? Czy to będą najlepsi? Z sercem i talentem do uczenia?

Za mniej więcej 2150 brutto nie będą to najlepsi. Do tej pory pracowałam w gminie wiejskiej to jeszcze trafił się archaiczny dodatek wiejski. W mieście wojewódzkim na starcie dostanę tyle.

  • Za odpowiedzialność za młodego człowieka, któremu nie tylko przekazuje się wiedzę, lecz także zwraca się uwagę na jego samopoczucie i sytuację rodzinną.
  • Za siedzenie nad sprawdzianami i kartkówkami.
  • Za rady pedagogiczne do późna w nocy.
  • Za telefony od rodziców w weekend.
  • Za wycieczki i odpowiedzialność karną.
  • Za to że uważanym sie jest za lenia i nieroba itd… nie wiem czy znów wygra we mnie powołanie. Czy warto? Ilu tak pomyśli? Kto będzie uczył moje dzieci?

Dlatego nie wiem czy jeszcze kiedyś będę nauczycielem. Popieram ten protest, bo chcę aby moje dzieci uczył ktoś z sercem i powołaniem i nie martwił się tym co włoży do garnka.

Pociągiem kieruje dziecko

Ostatnio inna intencja była wpisu, a wyszedł inny temat przewodni. Akurat rzeczywiście rad ostatnio dużo w moim życiu, jednak w sercu mam inną myśl. Mogę być wzorem , mogę coś mówić, ale ten pociąg i tak jedzie z innym maszynistą niż ja.

Wstydzę się ostatnio publicznie, gdy wiem co po wysłuchaniu mojego syna mogą myśleć o nas jako rodzicach mijający nas ludzie :). Po pierwsze młody ma dobrze rozwiniętą wyobraźnię i talent do opowiadania. Po drugie dobrze słucha kolegów, bo jak inaczej wyjaśnić znajomość filmów o super bohaterach których nie oglądał? Nie mówiąc już o innych rzeczach.

Tłumaczę mu zasady współżycia społecznego i…

…i puszczam w świat nie mając kompletnie kontroli nad tym jak on będzie reagował na grupę i to jaki sposób na przetrwanie sobie wybierze. Mogę przykładem swoim mówić „dzień dobry” w sklepie i wcale nie wiem czy mój syn się wita.

Naprawdę trudno uznać, że ten słup do którego mówimy jest jednostką samodzielną, która pozwoli się kierować tylko częściowo. My możemy tylko lub aż towarzyszyć. I dawać wsparcie i miłość.

Kępki nieuczesane od 2018

Pozwoliłam sobie ściągnąć wszystkie krótkie myśli, które pojawiły się na Facebook od początków do dnia dzisiejszego 🙂 Kolejność losowa 🙂


Jeśli chcesz, by niemowlak zjadł dawkę antybiotyku, musisz udawać że to rozszerzanie diety i poznawanie nowych smaków.

Dając dzieciom wszystko na tacy, zabijamy w nich wyobraźnię

Mama powinna spać w niewygodnej piżamce, żeby nie zapomniała jej zmienić. Ewentualnie należy spać w wygodnym ubraniu domowym i go nie zmieniać w dzień tylko na noc. Oszczędność czasu i pamięci.

Odwagi! Niemowlęce umiejętności rosną wprost proporcjonalnie do doświadczenia rodziców 

Jeśli nie widzisz małych przyjemności, uważaj, bo zaraz Ci je odbiorą byś je docenił.

Nie martw się złymi chwilami dziecka, ani nie ciesz dobrymi, bo dziecku bardzo szybko potrafi się wszystko zmienić .

Mieszane uczucia są wtedy, gdy nie wiesz czy się cieszyć, że dziecko samo sobie robi kanapkę, czy się obrazić bo pogardziło twoim posiłkiem.

Najlepiej robi się kupę w świeżo wymienioną pieluchę.

Każdy dzień, nawet ten szarobury, z pewnością ma jakieś inne, miłe odcienie.

Jeśli masz wrażenie, że mama jest lekko nieobecna, taka jakby zaspana, należy jej pomóc wrócić do życia i uderzyć brata, ewentualnie rozwalić mu jego budowlę.

Radość ze spokojnego i rozespanego poranka, niewątpliwie zmieni się w imprezę nocną.