Aluminiowo wełniana rocznica

Foto zrobione przez małżonka – jakoś tak miałam skojarzenie z naszą codziennością i „potrójnymi owocami” naszej relacji.

Dziś i jutro mamy taki czas a nie inny. Na trzecią rocznicę związku sprosiliśmy całą rodzinę na wesele. Tym samym pozostaliśmy przy jednej dacie. Dziś mija 10 lat od kiedy jesteśmy w bliskiej relacji damsko-męskiej, przy czym 7 lat jako małżeństwo.

Teraz jesteśmy małżeństwem z trójką dzieci. Jest Niedziela Palmowa czyli za kilka dni Wielkanoc i jest 4 dni po imprezie urodzinowej ostatniej latorośli. Z atrakcji – korzystaliśmy, że jest niedziela. Tyle rozrywek :), na całe szczęście już wieczór, a ja dokończę sobie ciasto ze środy ;).

Po siedmiu latach jest zwyczajnie, dzień po dniu. Święta, wiosna, wędzenie, robienie przetworów. Pewnego rodzaju znajomość siebie nawzajem w różnych sytuacjach.

Byłam proszona jakiś czas temu o rady dla narzeczonych. Nie pamiętam jak to było, mimo tego, że trwało około 2 lat. Wiem tylko, że dałam sobie prawo do zmiany zdania do ostatniej chwili. Łamał mi się głos, gdy mówiłam słowa przysięgi. Sprawę traktowałam wtedy bardzo poważnie. I nadal pamiętam co ślubowałam mężowi w obecności Boga i świadków.

„Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci.”

Moc tych słów jest poważna i moim zdaniem zawiera się w nich wszystko.

Kolejnym zdaniem, które wtedy usłyszałam i jest dla mnie drogowskazem, to tekst:

„Pamiętajcie, żeby najpierw pracować nad sobą a dopiero później nad współmałżonkiem”.

Oj tak :). Wygodnie jest tłumaczyć wszystko tekstem „bo on…”. Trudniej zobaczyć to co „Ja” mogę zmienić.

Duża zmiana nastąpiła gdy pierwszy raz żadne nie odpuściło w „kłótni”, tylko od razu powiedzieliśmy sobie czemu robimy tak, a nie inaczej. Okazało się, że to nie jest otworzenie się na „cios” a zrozumienie sytuacji :).

Dużo się mówi o tym, że kobiety nie mówią o tym co mają na myśli, a mężczyźni rzadko się domyślają. Okazało się, że mówienie „bo ja tu cierpię a ty mi nie pomagasz” i foch – to nie jest mówienie dokładnie co ma się na myśli :). Bardzo było to dla mnie odkrywcze, że życie staje się prostsze gdy zamiast napisać smsa z pretensjami mogę napisać „załóż młodemu buty, drugiemu usmaż grzankę”. (SMS bom miała wygłodniałego noworodka na kolanach)

Póki co, jesteśmy w bardzo szczególnym momencie relacji, gdy najzwyczajniej w świecie próbujemy przetrwać. Od pięciu i pół roku jest między nami jakiś mały i mocno zależny od nas człowiek. Jak tylko najmłodsze dziecko zaczyna w miarę spać w nocy i witam się ze snem, dowiadujemy się, że kolejne 2 lata nieprzespanych nocy przed nami. Jakby co – spokojnie, Trzecia nadal nie śpi tak jak powinna 😉 wiec to nie ukryta informacja o ciąży ;).

Mamy wspólne tematy :), jesteśmy równo zmęczeni, czasem sfrustrowani i pogubieni podczas relacji z wymagającymi dziećmi. Ale jesteśmy w tym razem. Teraz marzy mi się 30 minut sam na sam z mężem bez wyrzutów sumienia, że zostawiliśmy komuś nasze pełne energii dzieciaki. Te marzenie próbuje zrealizować od 14 lutego zeszłego roku :), w najbliższym czasie będzie kolejna próba podejścia do „randki”. Zdrowia należy nam życzyć ;).

Czuć wiosnę

Ptaszki śpiewają, zimno lekko cieplejsze. Trzecia nie ma kataru! 🙂 Chłopcy dziś wrócili po prawie dwóch tygodniach do przedszkola. Szampana nie otwieram bo nie mam 😉 za to użyłam odkurzacza ;).

Marzec to dla mnie od 10 lat szczególny czas :). Jakbym robiła 10 years challenge 🙂 to byłby to początek spotykania się z moim mężem. Naprawdę fajny czas 😉 chociaż początek związku świętujemy w kwietniu.

Oprócz tego 5 lat temu dostałam na dzień kobiet kwiatek doniczkowy i on nadal żyje :). To pierwsza roślina, której nie zasuszyłam. Śmiałam się wtedy, że od kiedy jestem mamą i dziecko żyje można zacząć mi ufać ;).

To taki mój symbol mojej dorosłości 🙂 kwiatki żyją, dzieci też :). 10 lat temu gdy poszłam na kawę z tym chłopakiem poraz pierwszy nie wyobrażałam sobie niczego, byłam tam i teraz. Nie analizowałam czy nadaje się na towarzysza życia i ojca. Nie sprawdzałam też jakby brzmiało moje imię z jego nazwiskiem :). Nie uwierzyłbym, że za dziesięć lat będę szczęśliwą mamą trójki! (Wpisałam dwójki! Ale wstyd – chociaż lepiej że tak a nie że czwórki) dzieci, która bierze życie za rogi.

Śmieje się od walentynek, że już nie jestem zakochana – troszkę już się znamy i żadne z nas nie jest aniołem. Teraz jest to miłość 🙂 tak poprostu. Tak codziennie i tak bezpiecznie :). Ale to troszkę oszustwo, zakochana jestem nadal, chociaż tego nie ślubowałam 7 lat temu ;).