Zostałam kierowcą

Jest różnica między stwierdzeniem – „jestem z Ciebie dumny” a „możesz być z siebie dumny”. Tej dumy z siebie uczyłam się wiele lat. Teraz potrafię powiedzieć, że jestem z siebie dumna bo wykonałam kawał dobrej roboty.

Pod koniec sama miałam już coraz mniej wiary w siebie. Właśnie przede wszystkim dlatego, że to moje nerwy a nie przygotowanie do egzaminu psuły mi radość z pozytywnych egzaminów. Przygotowana byłam za każdym razem najlepiej jak się dało – to zasługa instruktorów z Władców Dróg. Naprawdę jestem zadowolona z mojego wyboru. Jednak każdą część egzaminu zdawałam po 3 razy.

Teorie zdałam, gdy byłam tuż przed pogrzebem i naprawdę nie miałam siły się przejmować testem. Praktyczny zdałam po kilku godzinach snu o 7 rano, gdy jeszcze nie do końca moje emocje się obudziły. Funkcjonować na „śpiocha” umiem 😉 wszak mam trzecie małe dziecko w ciągu 6 lat. Emocje budzą się później. Szkoda, że nie wiedziałam tego wcześniej 😉 to bym statystyk w szkole jazdy nie psuła.

Tak jestem z siebie dumna! Naprawdę jest z czego, bo zaczynałam od podstaw i moja noga wcale nie robiła tego o co ją poprosiłam. Teraz jeszcze dużo nauki przede mną :).

Współczesne loty

Sobota to dzień latania jak na najprawdziwszą czarownicę przystało. Jednak preferuję loty na odkurzaczu ;). Jako młoda dziewczyna obiecywałam sobie, że nie będę sprzątała w sobotę, ale tak po ludzku lubię odpoczywać w niedzielę w ogarniętym domu.

Ogólnie dziś zostałam uświadomiona przez Drugiego że to rzeczywiście bez sensu. Wszedł w obuwiu do świeżo odkurzonej chaty:

Odkurzałaś? Nie widać.

Podsumował rezolutnie

Cóż robić? Sama jak muszę szybko coś zrobić nie patrzę czy kładę ubranie młodej na miejsce. Jak tylko się odwrócę zabawki wracają na swoje ulubione miejsce czyli na nasz stół. Trzecia nie czuje się komfortowo dopóki nie rozrzuci puzzli i robi to tylko wtedy gdy są pudełku. Jak leżą w nieładzie zostawia je w spokoju.

Zmywanie jest zawsze – zwłaszcza tuż po tym jak pozmywam, bo w czymś pić trzeba. Pranie się piętrzy, chociaż staram się nie włączać pralki w niedzielę.

Książki które czytamy są pod ręką. Zresztą tak samo jak przybory do rysowania. Ubrania do schowania do szafki albo sie suszą albo w niemym nieładzie przypominają mi o tym, że nie mogę ich zostawić tam gdzie są.

Pierwszy posiłek po odkurzaniu doprowadza podłogę do stanu sprzed odkurzania :). Tylko czy to, że nie widać że sprzątamy oznacza że możemy tego nie robić w ogóle? No niestety sprawdziłam, że jak raz na jakiś czas nie ogarnę tych wszystkich szmeli to okazuje się że wtedy dopiero widać, że robię coś w domu.

Ten brak efektu na dłużej jest wysoce frustrujący i demotywujący. Więc uszy do góry 🙂 warto działać mimo braku efektu 😉 i zaganiać do roboty młode zmęczone życiem pokolenie ;).

Ubieranie

Oj z tym ubieraniem to się mamy. Trzecia na etapie zwiewania. Robi to szybko, sprawnie i skutecznie.

Drugi dla odmiany jeśli nie ma dobrej motywacji (np. ciekawa wycieczka) to najzwyczajniej w świecie nic nie potrafi zrobić. Ani ściągnąć ani założyć, siedzi i płacze, że musi to robić sam.

Pierwszy to mistrz robienia dużej ilości rzeczy podczas ubierania. Wczoraj Drugi się przebrał samodzielnie, a Pierwszy dopiero wrócił z pokoju w gatkach, jednej skarpetce i górze od piżamy.

Przed chwilą wołam gady: „Chłopcy chodźcie!”.

Mamusiu mamy się przebrać?

Przyszedł na zwiady Drugi

Nieidziemy! To podstęp!

Wybiegł przestrzec brata

Także tego ;). Młoda przebrana, a chłopcy nawet w ciszy się ładnie bawią ;).

Oczywiście zdarza im się ubrać po swojemu. Myślę że niewygodnie nosi się dresy tyłem naprzód. Jak mam dobry humor 😉 to sugeruje im problemy zdrowotne. Wtedy się śmieją i korygują ubranko.

Najczęstsze są problemy, które leczy się u „podologa”: Synku, idziemy do podologa, masz piętę na górze.

Druga opcja to standardowe problemy (nie wiem jaki specjalista by się przydał): opcja pupa się przekręciła na przód ;).

No i ostatni z wczoraj to chyba do weterynarza. Problem przedstawiony na zdjęciu:

Synku coś jest nie tak z tymi spodenkami

Sugeruję

No jestem słoniem, uszy są!

Rozbawił się Pierwszy

Teraz nie chcą się przebrać. Nawet Trzecia im nie przeszkadza. Bawią się zgodnie i we względnej ciszy, a ja piję kawę. Wystarczy zaproponować dzieciom przebranie się.

Jest ok czyli…

„Bo nowy dzień wstaje…”

Jakiś czas temu obiecałam sobie, że to będzie autentyczny opis macierzyństwa, bo chcę wierzyć w to, że wiele osób tak ma a niektórzy potrzebują informacji, że wszystko z nimi ok. Zresztą brakowało mi tej szczerości w świecie, gdy nosem zamiatałam podłogę jako mama tylko Pierwszego.

Zmęczenie to chyba stan jaki przeżył każdy z nas. Jestem tak po prostu po ludzku zmęczona. Na pytanie „co u Ciebie?” Odpowiadam „ok”. 🙂 Bo to zmęczenie jest dokuczliwe, ale w normie. I rzeczywiście jest „ok”.

Wiem, że mogę być zmęczona bardziej. Wiem, że mój organizm i psychika ma jeszcze większe możliwości, ale jednak jestem zmęczona.

I to jest fakt, bez oceniania czy bardziej byłam zmęczona jako maturzystka, czy mama jednego dziecka, albo dwójki gdy obydwaj byli w domu. Nie mówiąc już o zmęczeniu po nieprzespanej nocy.

Faktem jest, że od około 6 lat nie przespałam cięgiem 8 godzin pod rząd. Faktem jest, że nawet jak odpoczywam myślę o tym co trzeba zrobić.

Mam koleżanki, które gdy są chore to mogą poleżeć i nikt się na nie „nie rzuca”. Mam koleżanki, które nie mają problemu konfliktu między rodzeństwem i bitwy o klocki. Czasem chciałabym być na ich miejscu, chociaż wiem, że też są zmęczone i to naprawdę realnie. Kiedyś moje dzieci też urosną i będę mogła chorować.

Teraz…teraz jak na moje możliwości zmęczeniowe jestem wypoczęta. Pełna sił, energii, ale nadal zmęczona. Wcale nie bardziej niż pracownik, wcale nie więcej niż mama jednego dziecka – tak samo. Idę jednak do przodu szukając wiosny i słońca. No i śpię kiedy mogę, ale to i tak przez następne lata będzie wciąż za mało.

Czy żałuję tego, że od 6 lat jestem zmęczona? Nie! Bo „kocham cię” i brudne łapki, które potrzebują mojego przytulenia załatwiają temat.

Jestem zmęczona, ale jestem w tym najlepszą mamą jaką potrafię być.

Czuję się lepiej niż wyglądam

Najpierw myk najstarszy na ręce, potem myk młodszy do przytulenia. Nie oszukujmy się – każdy waży powyżej 15 kg, a ich wzrost to 2/3 mojego ;). Próbowałam zrobić zdjęcie i nie zgubić komórki przy tym.

Jeśli chodzi o noc była przespana w tej samej ilości co zwykle – czyli +/- 4h, tylko że tym razem Młoda zaplanowała około 2 godziny imprezę na półtorej ;).

Poprzedni tydzień był dość ciężki bo musiałam załatwić sprawy urzędowe a i dzieci niedomagały. Wierzę w to, że pokłady cierpliwości których nie znałam 😉 i spokoju będą owocowały. A że matka też wbrew pozorom zaraża się od dzieci, to mogłabym się czuć lepiej ;). Ale i tak czuję się lepiej niż wyglądam na tym zdjęciu ;).

Jak czemu je dałam? Bo ono dla mnie jest pełne miłości, siły i troski o które nigdy siebie nie podejrzewałam :).

Gust

Śniegu już nie ma, ponieważ dopiero stopniał, na naszej drodze jest błoto po pas. Ale dla matki to nie problem – takie warunki nie zatrzymają jej czasu samotności.

Ruszyłam po drodze wyrzucając śmieci, bo tak na pusto to nieładnie wychodzić.

Odblask zaczepiłam Momentami braklo mi kaloszy, czasem łańcuchów lub kolców u butów.

Ale zakupy, gdy nie trzeba się lękać zabawek na półkach są nieziemskimi luksusem. Wybieranie w spokoju produktów to nie lada zabawa.

Weszłam na promocję. Pomiędzy czapkami z Elsą, myszką Minnie oraz konikami Ponny wypatrzyłam Strażaka Sama. W cenie dla mnie dopuszczalnej była czapka, komin oraz rękawiczki. Westchnęłam cichutko. Jeden zestaw to mało – będzie płacz i żal. Odłożyłam i już miałam odchodzić, gdy mój „kąt oka” wypatrzył drugi identyczny zestaw.

Jeśli tak to może jeszcze coś znajdę. Zaczęłam tam ryć jak mrówkojad. Znalazłam! Zestaw z człowiekiem pająkiem. Ale ten był z pewnością jeden.

Z uszu zaczął mi buchać dym. Co mam robić? Obaj chętnie pochodzą w zestawie z Samem i to bezpieczny wybór. Jednak Pierwszy chce nie odróżniać się w grupie, bo tam szał na Spider-Mana. Z innej strony nie wiedziałam na ile Drugi już zaczął mieć własne zdanie i gust, nie tylko podąża za tym co podoba się bratu.

Wykonałam telefon. Pierwszy wybrał człowieka pająka. Rozmowa z Drugim była tak wysoce abstrakcyjna, że wcale nie wiedziałam co on chce. (Chciał czapkę z kościotrupem).

Wróciłam naładowana nową pozytywną energią. Drugi zadowolony z Sama oczywiście od razu się ubrał i za chwilę przy posiłku zabrudził. Za to Pierwszy najpierw spytaj czemu nie ma Sama i dopiero po chwili przypomniał sobie, że przecież dostał co chciał.

I tak oficjalnie stwierdzam, że Drugi po tych kilku miesiącach w przedszkolu przestał żyć zainteresowaniami brata :).

Misie dopasowane są nieprzypadkowo. Dostali je z ręcznikami z ich imionami :).

Matczyny relaks


Tak! To musiał być ten dzień i ta chwila! Kolacja praktycznie gotowa. Chłopcy po cichutku i bez kłótni bawili się w swoim pokoiku. Trzecia próbowała zgarnąć ojcu wszystko co miał na talerzu. Mogłam zniknąć.

Wygłosiłam mowę!

  • Mężu mój – ach ach – idę na długi relaks do łazienki. Nie będzie mnie z 15 minut. Drzwi zostawię uchylone, coby raczkującej dziewczynki znów z rozpędu w łepek nie trzepnąć.

Jak powiedziałam tak i zrobiłam. No bo wszak szybki prysznic mam codziennie, a dłuższy rzadziej.

Najpierw pojawiła się moja ukochana córka. Ona uwielbia stać przy wannie – śmiać się i tańczyć, bo wie, że po mnie jest jej kolej. No da się przeżyć. Niestety z powodu małej ilości miejsca nasza łazienka (jak w większości polskich domów) to także toaleta.

Odwiedził mnie mój pierworodny syn „na dłużej”. Nic to – życie, damy radę. Dobrze się nie rozkręcił w rozmowie jak przyszedł młodszy. Drugi lubi te sprawy załatwiać ze starszym bratem. (Zresztą czasem się zastanawiam czy to nie są jakieś imprezy w tej łazience).

Jeden na toalecie, drugi na nocniku, pomiędzy nimi raczkujące i wstające niemowlę. Myślę – kij! Nie dam się! To mój czas. Powtarzam w myślach- to mój relaks! Mój relaks! MÓJ!

Najpierw zagadali, czy na pewno myję głowę i czemu robię sobie z ręcznika turban, a potem to już opowiadali sobie mrożące krew w żyłach historie. No dałabym radę z tym relaksem, ale…

Trzecia wstała koło toalety i próbowała spod deski wyrwać „mydełko”. Drugi zaczął machać miską i robić z niej piłkę. No nie dałam rady nerwowo! 

Zawołałam męża :D, żeby ich wszystkich zabrał! Pierwszy się ogarnął sam. Drugi prawie też, chociaż bombę nocnikową trzeba było sprzątnąć zanim Młoda znów się pojawi.

Jak tylko wyszłam z łazienki, rodzina wróciła do normy – każdy w swoim kąciku ani pomyślał o tym by spędzać czas przy mnie. Piernicze – następnym razem nic nie powiem!

PS: Rysunek to moje dzieło  starałam się jak mogłam  za to mam prawa autorskie do niego