Historia w czasach zarazy cz. 2

Udało mi się zebrać filmy na różny etap szkoły podstawowej. Klasa 6 robiła „zamówienia” – więc jest coś o Starożytnym Egipcie (mój recenzent mówi, że do połowy fajne potem już wyłączył) o Starożytnej Grecji, o Stalinie 🙂 czy o modzie na początku XX w. Był też dziki zachód. Naprawdę warto podążać za uczniami.

Jeśli chodzi o klasę IV – pomyślałam że możemy już powoli gonić do przodu i w tym tygodniu zaproponowałam im film z serii byli sobie odkrywcy – Maria Skłodowska-Curie. Jeśli chodzi o klasę 4 tu istotne jest to, że uczą się historii Polski, po to by zrozumieć co to znaczy być Polakiem. Naprawdę można tutaj wiele znaleźć – dokonań, wynalazców z których możemy być dumni. Były sobie odkrycia – Maria Skłodowska-Curie

Moja klasa 5 właśnie skończyła ogólną historię wczesnego średniowiecza (były m.in. wyprawy krzyżowe) i będą zaczynać historię Polski. Na ten tydzień – po filmach o słowianach, zaproponowałam im serię Historia na szybko. Znalazłam dwa odcinki o Mieszku I. Otrzymałam informację zwrotną o tym co pamiętają i że się spodobało. Mieszko I cz. 1 oraz Mieszko I cz. 2

Tak jak pisałam z klasą VI szukaliśmy przeróżnych rzeczy, ale z programu nauczania hitem stały się korepetycje z historii na temat Powstania USA (nawet największe urwisy obejrzały).

Oprócz tego:

Starożytny Egipt (podobno od połowy ciężkie dla młodzieży),

Starożytna Grecja

Dziki Zachód

Moda na początku XX w.

Klasa 7 to już inny poziom rozmowy 🙂 im zaproponowalam poszukanie samodzielne filmów z serii Historia bez cenzury – ogólnie chłopak mówi ciekawie, ale zdarza mu się użyć brzydkich słów, lub mówi jak ludzie radzili sobie z ekstrementami na przełomie wieków 😉 lub ile i jaki alkohol lubili.

Jeśli chodzi o klasę 8, na niecały miesiąc przed egzaminem na koniec szkoły, postanowiłam dołożyć swoją cegiełkę. Po konsultacji z polonistką wysłałam im Akcję pod Arsenałem jako wersję „Kamieni na szaniec”, które są lekturą właśnie omawianą. Tej nowszej wersji online nie znalazłam ale jak ma ktoś dostęp – Warto 🙂 może coś w głowach zostanie 🙂

Kilka słów o Krzyżakach

Uczeń klasy 4 zapytał mnie: „Proszę pani, ja nie rozumiem, ci Krzyżacy to byli Niemcy, czy Prusowie?”. Dobre pytanie!

W 1410 r. pod Grunwaldem razem z Litwinami pokonaliśmy Krzyżaków, a w naszych współczesnych głowach to jest prawie równoważne co informacja, że pokonaliśmy Niemców.

Zacznijmy od początku, czyli od papieża Urbana II, który podczas synodu (czyli spotkania najważniejszych dostojników kościelnych) w Clermont wezwał do wyprawy mającej na celu uwolnienie Ziemi Świętej (Jerozolimy) z rąk Niewiernych (Turków i wyznawców Islamu). Pierwsza wyprawa rycerska ruszyła z Europy w 1096 r. i była to tak zwana pierwsza wyprawa krzyżowa (zwana również krucjatą).

Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie (znany nam pod nazwą Krzyżacy ze względu na charakterystyczny herb – czarny krzyż na białym tle) powstał podczas III krucjaty w czasie oblężenia Akki. Zakony Joannitów i Templariuszy w pierwszej kolejności zajmowały się rannymi rycerzami, którzy pochodzili z ich krajów. Rycerze pochodzący z cesarstwa rzymskiego założyli własny szpital, by opiekować się również swoimi krzyżowcami.

W XIII w. krzyżowcy coraz bardziej tracili wpływy w Jerozolimie, by w 1291 r. utracić w końcu Akkę. Jednak jeśli chodzi o Krzyżaków, oni już wcześniej szukali nowych wyzwań dla siebie. W ten sposób pojawili się w Siedmiogrodzie poproszeni przez króla Węgierskiego Andrzeja II o pomoc w ochronie granic. Ogólnie chyba nie był zadowolony z tej współpracy, bo już w 1226 r. nasz książę Konrad Mazowiecki oddał im w dzierżawę (jak sama nazwa wskazuje – nie na własność) ziemię chełmińską oraz michałowską (to na północy naszego kraju).

Założenie było bardzo proste – Krzyżacy mieli pomóc w konflikcie z Prusami (to Ci sami, którzy zamordowali św. Wojciecha i dzięki temu Bolesław Chrobry zrobił Zjazd Gnieźnieński w 1000 r.). Pretekstem do walki z tym ludem była oczywiście chrystianizacja.

Szło im bardzo dobrze, więc podbijali po kolei okoliczne ziemie. Jeśli chodzi o ziemię dzierżawioną poprosili o pomoc papieża i w efekcie uzyskali ją na własność. Byli na tyle skuteczni, że udało im się podbić ziemie Prusów i powoli zaczynali potyczki z pogańskimi Litwinami. Oni tak byli pogańscy tylko częściowo, bo pierwszy chrzest przyjął w 1291 r. Mendog. Jednak wrócił do wiary przodków po uzyskaniu władzy.

I tu zaczyna się historia bitwy, która w praktyce nic nie znaczyła, ale nasze Polskie serca mocniej biją. Litwini byli nękani przez Krzyżaków, Polacy również nie byli zadowoleni z powodu ich coraz śmielszej działalności na zajmowanych terenach.

Król Kazimierz Wielki umarł bez prawowitego potomka i na naszym tronie zasiadła na krótko dynastia Andegawenów. W moim sercu szczególne miejsce zajmuje Jadwiga, która używała tytułu króla a nie królowej. Miała prawo rządzić samodzielnie. Była młodziutka i wybrali jej na króla małżonka starego chłopa – Jagiełłę. Zawarto Unię w Krewie, a nasz przyszły król wraz z całą Litwą przeszedł na wiarę chrześcijańską. Przyjął imię Władysław. Można by było pomyśleć, że jeśli Litwa jest schrystianizowana, to już nie ma sensu jej nękać i nawracać.

I tu pojawia się nasza bitwa pod Grunwaldem, nieudane oblężenie Malborka i ogólnie dużo wojen i potyczek. Efekt jest taki, że dopiero w 1525 r. Albrecht Hohenzollern (Wielki Mistrz Krzyżacki) złożył hołd lenny Zygmuntowi Staremu (chodzi oczywiście o Hołd Pruski). Wtedy powstały Prusy Książęce pod kuratelą Polski.

Dość wspomnieć, że w 1772 r., 1793 i 1795 r. Prusy, Austria i Rosja dzielą nasze ziemie między siebie. Polska na 123 lata znika z map świata. Niepodległość odzyskujemy dopiero w 1918 po pierwszym konflikcie między naszymi zaborcami.

Żeby zrozumieć jak Krzyżacy zmienili się w naszej głowie w Niemców, musimy wspomnieć o Zjednoczeniu Niemiec w 1871 r. Wtedy to powstało Cesarstwo Niemieckie, a całemu tworzeniu państwa przewodziły Prusy. Bardzo ważną rolę odgrywał w tych wydarzeniach Żelazny Kanclerz – Otto von Bismarck. Przez nas Polaków raczej mało miło wspominany.

Wyszło długo? Ale czy ciekawie i jasno? Czekam na informacje zwrotne :).

Czy nie mogli porozmawiać?

Początkowo tekst miałbyć tylko o Grudniu 70. Jako rodzina harcerska wraz z mężem słuchamy piosenek ogniskowych i patriotycznych. Dzieciaki chłoną to jak młode pelikany. „Obława” w wykonaniu Pierwszego ma ciekawy wydźwięk.

Kilka dni temu śpiewał sobie „Balladę o Janku Wiśniewskim”. I w tym dziecięcym sercu i logicznej sześcioletniej głowie pojawiło się kilka pytań:

Pierwszy – Mamusiu? A czemu oni do nich strzelali? Żeby ich zjeść?
Ja – Nie. Strzelali po to aby ich zabić lub zranić.
Pierwszy – Aha. Ale dlaczego?
Ja – Bo ludzie wyszli na ulicę, żeby pokazać, że są głodni, bo zdrożała żywność. Plus chcieli być wolni i mieć prawo do mówienia tego co myślą. Rządzący bardzo się bali o to, że odbiorą im władzę, więc zaczęli do nich strzelać.
Pierwszy – Mamo! To oni nie mogli poprostu ze sobą porozmawiać tak jak my teraz?

To dla dzieci jest oczywiste. Oprócz tego większość życia mieszkałam w pobliżu obozu koncentracyjnego na Majdanku. Był on na tyle rozległy, że tak naprawdę duża część terenu zamieszkałego aktualnie przez ludzi była miejscem mordów.

Niewiele osób pamięta, że po zakończeniu wojny, baraki służyły do więzienia żołnierzy podziemia antykomunistycznego. Moja babcia wspominała, że kiedyś do jej drzwi zastukał człowiek, który uciekł z transportu na Majdanek i prosił o pomoc.

Mamy w Lublinie również Zamek Lubelski, który również był więzieniem nie tylko w czasie wojny z Niemcami. Świadkowie opowiadali, że czasem krew przesiąkała przez stropy (źródłem tej informacji jest przewodnik po Zamku Lubelskim). Jest też tzw. Muzeum Martyrologii pod Zegarem, więzienie przejściowe w czasie wojny.

Mieszkając obok takich miejsc nie da się myśleć cały czas o tym co się wydarzyło. Nie byłam w stanie do czasu dorosłości zwiedzić baraków. Zrobiłam to raz i wystarczy mi to na całe życie. Wydaje mi się, że wożenie dzieci i szczegółowe opisy nie są potrzebne. Dzieci mają różną wrażliwość. Faktem jest to, że zanim się je tam zabierze trzeba tłumaczyć. Edukować i wyjaśniać, że to nie są „tereny zielone miasta” lecz cmentarzysko.

Wielokrotnie już mierzyłam się z pytaniem moich przedszkolaków co to za ładne zielone miejsce obok którego przechodzimy. Tłumaczyłam zawsze szczerze, że jest to miejsce w którym torturowano, wykorzystywano do pracy, głodzono i mordowano ludzi tylko za to, że uważano się za lepszych i bardziej wartościowych. I że wyśmiewanie innych i zapomnienie o tym, że każdy człowiek jest wartościowy bez względu na to czy się z nim zgadzamy czy nie, znów może doprowadzić do tragedii. Dlatego zostawiono takie miejsca, by przypominały do czego może doprowadzić poczucie bycia lepszym i pogarda dla innych. Nie wyróżniałam szczególnie roli Niemców, zaznaczając że nienawiść do innych może pojawić się bez względu na narodowość i pochodzenie.

Moje dzieci wiedzą, że II wojnę światową rozpoczęli Niemcy atakiem na Polskę. Czasem Pierwszy mówi, że należy ich ukarać „bo Niemcy są niedobzi”. Mówię wtedy o tym, że teraz żyje kolejne pokolenie i pytam czy on chciałby być karany za to co zrobili jego pradziadkowie. Oczywiście mówi, że nie.

To są trudne tematy o których warto i trzeba rozmawiać z dziećmi i młodzieżą. Nie wszystkim jednak potrzebna jest terapia szokowa w postaci interaktywnego przeżywania takiej samej drogi jak ci, którzy byli gazowani.

Wczoraj był dzień pamięci o ofiarach holocaustu. Nie wolno nam zapomnieć aby nigdy historia nie zatoczyła koła.

Polska – kocham i rozumiem

Specjalnie na bloga narysował Pierwszy.

11 listopada to dzień szczególny. Symboliczne święto Polski. Jej ponowne narodziny po 123 latach niewoli.

Od kilku lat w naszym domu odbywają się zwykłe, rodzinne rozmowy o tym czym jest wolność, czym jest Polska i dlaczego tak ważne są nasze symbole narodowe.

Mówimy o fladze, której w czasie wojny nie wolno było wywieszać. Mówimy o tym, że nie wolno było kłaść kwiatów pod pomnikami w okolicy dnia 3 maja.

Mówimy, że przez 123 lata tutaj w Lublinie w urzędach i szkołach mówiło się w języku rosyjskim. Zakupy również robiło się używając tego tego języka. I nie wolno było mówić w ogóle w języku polskim i uczyć się o naszej historii. Za to szło się do więzienia.

Jednak mimo tych wszystkich rygorów u nas rosyjskich, w innych częściach kraju austriackich i pruskich, Polacy nie zapomnieli języka, historii i kultury.

Bez tych cichych i zwykłych bohaterów mogło być dzisiaj różnie. Rodzice, dziadkowie i wnuki przekazujący kulturę i historię kolejnym pokoleniom to moi bohaterowie. Jestem mamą i wiem, że łatwiej jest chronić dziecko niż narażać je na problemy.

Zrywy niepodległościowe nie byłyby możliwe gdyby nie ci zwykli, codzienni bohaterowie pracujący u podstaw. Zawsze fascynowało mnie to, że potrafimy utworzyć świetnie funkcjonujące państwo podziemne.

Mówi się, że gdzie dwóch Polaków, tam 10 opinii. Niestety coś w tym jest. Zniewoleni, pod obcą okupacją, walczymy ramię w ramię. W momencie wolności nie potrafimy bez niszczenia siebie nawzajem dbać o nasze wspólne dobro jakim jest Polska.

Wolność polega również na tym, że pozwalamy innym być wolnymi. Tak się historycznie stało, że w naszym kraju żyje wiele narodów. Niech i oni mają prawo mówić w swoim języku i być sobą. Tak jak my możemy być sobą na emigracji, najczęściej zarobkowej.

Polska wolna była dla mnie zawsze. Chociaż pamiętam zmianę godła, gdy orzeł odzyskał swoją koronę. Nie chciałabym abyśmy ja i moje dzieci znów musieli walczyć o możliwość bycia Polakiem.

Prosty dziecięcy wybór

Był 4 czerwca 1989 r. i ja jak to mały szkrab, również wyczuwałam, że dzieje się coś ważnego. Byłam wtedy mniej więcej w wieku moich chłopców. Pamiętam, że byliśmy „my” i „oni” i oczywiste było dla mnie, że nasi są biali jak śnieg. A tamci oczywiście czarni i nie mają w sobie nic a nic dobrego. Moja perspektywa zmieniła się po kilku latach – wtedy gdy to ja miałam postawić krzyżyk przy czyimś nazwisku. Odczułam mocno, że niektórzy „nasi” są prawie jak „oni” a część z tamtej strony czasem jak „my”. Świat nabrał szarości.

Kilka lat później w wyniku wyborów do parlamentu znów rząd tworzyli „oni” a ja zastanawiałam się czemu Polacy mają tak bardzo krótką pamięć. Aż się gotowałam, że nie mam prawa glosu.

Później był rok 1995 i wybór byłego ministra sportu sprzed 1989 r. na prezydenta. Nadal świat był dla mnie czarno biały i nie rozumiałam czemu tak jest. Wybór powinien być prosty – „oni” źli, „my” dobrzy i oczywiście „oni” są jakoś oznaczeni i łatwo ich rozpoznać.

Pierwszą możliwość wyrażenia swojej opinii miałam dopiero podczas referendum w związku z wejściem do Unii Europejskiej. Jeśli kilka dni wcześniej byłam pewna swojego głosu, tak w momencie stawiania krzyżyka już nie.

Z prawa głosu zrezygnowałam tylko raz – 5 dni po urodzeniu Drugiego i dobrze się z tym nie czułam. Nie oddając głosu również go oddałam. Moja decyzja przyczyniła się do większej ilości posłów zwycięskiej partii.

Nigdy później jak w czasie dzieciństwa mój świat i politycy nie byli tacy czarno biali. Są zwykłymi ludźmi, a z drugiej strony niezwykłymi. Od dłuższego czasu są to wciąż te same twarze, a to wszystko co robią ma większy lub mniejszy wpływ na moje życie.

Cieszyłam się gdy KUL dostał dotację od państwa – skończyły się obowiązkowe wpłaty na semestr. Decyzja mi się podobała. Byłam bardzo zadowolona, gdy wprowadzono roczny urlop macierzyński. Dalej popieram dopłaty do przedszkoli, gdy godzina pobytu mojego dziecka kosztuje 1 zł.

Świat dziecka jest prosty, ale w momencie stawiania się rodzicem robi się już poważnie. Kiedyś zastanawiałam się jakim sposobem moja babcia urodziła się w czasie wojny, a druga się uczyła. Nie mogłam pojąć jakim sposobem w tak ciężkim czasie ludzie brali śluby, kochali się i cieszyli. Czas komuny i puste półki też nie był tylko czasem „czarnym”- wszak urodziło się też dużo fajnych dzieciaków i przecież coś jedliśmy.

Tak zwyczajnie w świecie wiem, że z jednej strony mam wpływ na to kto będzie rządził naszym krajem i w jaką stronę to wszystko pójdzie. To też tłumaczyłam moim uczniom na lekcjach wos – żeby głosowali na konkretne osoby, nie rezygnując ze swojego prawa. Z drugiej strony coraz bardziej się boję o moje dzieci. W jakim świecie będą żyć, bo niestety władza korumpuje i tam w ławach poselskich bardzo szybko zapomina się o tym zwykłym i szarym człowieku. Oczywiście jest też mobilizacja co 4 lata, ale tak naprawdę marzy mi się to, aby nasi politycy dbali o Polskę jak o swój ogródek – nie deptać, nie niszczyć i dawać się rozwijać.

Jesteśmy w konkretnym miejscu i czasie. Historia dzieje się teraz i składa się z małych ludzkich historii. Bądźmy szczęśliwi w tej naszej Polsce mimowszystko. Bądźmy sobie życzliwi i uczmy tego nasze dzieci.

O Powstaniu Warszawskim dzieciom

Miałam nie pisać o Powstaniu Warszawskim, ale życie jak zwykle idzie swoim tokiem, tak samo jak moje dzieci.

Mieliśmy dziś rozmowę o dzisiejszej rocznicy. Kierowca naszego autobusu miał koszulkę z Polską flagą oraz z symbolem Polski Walczącej.

Chłopcy wiedzą, że godzina W to godzina 17. Wiedzą, że walczyliśmy z Niemcami i byliśmy słabiej uzbrojeni. Wiedzą, że broń musieliśmy robić sami lub zdobywać w walce. Wiedzą też, że przegraliśmy po 63 dniach i ludzie umierali. Tak uczciwie bez epatowania szczegółami.

Wojna nie jest fajna. Śmierć w obronie ojczyzny nie jest fajna. Głód, brud i strach nie są fajne. Ale! Musimy pamiętać o tych, którzy pragnęli uwolnić naszą stolicę z rąk Niemców mordujacych nas w czasie wojny.

Musimy pamiętać o obozach koncentracyjnych o które mnie pytają zawsze jak przejeżdżamy koło Majdanka. Nie wchodzę w szczegóły, nie epatuje przemocą, nie pokazuję im baraków itp. Mówię o tym, że tutaj Niemcy więzili i mordowali tych których uważali za gorszych od siebie – m.in. Żydów, Polaków, Ukraińców, Cyganów. I zostawiono to miejsce po to, abyśmy pamiętali o tym, że każdy człowiek jest ważny i żeby nigdy ta historia się nie powtórzyła.

Nie chcę aby uwierzyli w to, że patriotyzm to tylko umieranie za Ojczyznę. Chcę, aby uczyli się i dali Polsce siebie jako wartościowych mądrych, dumnych i odpowiedzialnych obywateli. Żeby brali udział w wyborach. Mam nadzieję, że nigdy nie będą musieli bronić Polski walcząc.

Kończąc sama siebie zaskoczyłam, gdy na szybko tłumaczyłam dzieciom dlaczego tak ważna była Warszawa. Pierwszy rezolutnie stwierdził: „Po co pamiętamy o Warszawie? Przecież dla nas ważny jest Lublin”.

Warszawa to stolica, najważniejsze miasto naszego kraju. Wolna stolica to informacja, że walczymy. Stolica pod okupacją to informacja o końcu walki. Warszawa jest ważna – tam są wszystkie symbole władzy i wolności.

Powstanie Warszawskie upadło, być może nie miało sensu. Nie wiem jak było. Nie wiem jak bym się zachowała, nie wiem co bym zrobiła. 1 sierpnia powinniśmy zamilknąć, na chwilę przestać oceniać i pochylić głowy w podziękowaniu za odwagę tych którzy walczyli w tych trudnych czasach o to, abyśmy mogli dziś wywiesić flagę. Czy to miało sens? Dla zwykłego Powstańca miało i tylko to 1 sierpnia się liczy.

Musimy też pamiętać po to, aby zrobić wszystko żeby historia się nie powtórzyła. Nauczyć nasze dzieci tego, że każdy człowiek ma prawo spokojnie żyć.