Książka nr 3

I jest i trzecia okładka! Kto z mojego pokolenia nie zna tego zbioru zadań z matmy? To nie jest losowo wybrana część 🙂 ani w losowo wybrany dzień udostępnione.

Chodziłam do ośmioklasowej szkoły podstawowej :). Zdawałam egzamin do szkoły średniej stworzony przez CKE w Krakowie i dzielnie czekałam na wyniki. (Moi koledzy i koleżanki o rok starsi zdawali jeszcze egzaminy wstępne w wybranych przez siebie szkołach średnich).

Wtedy można było wybrać tylko jedną szkołę i dopiero po informacji o ilości punktów na egzaminie – szkoły informowały ile punktów trzeba było mieć, aby się dostax. Mi zabrakło 1 punktu – w 3 LO w Lublinie wyliczyli mi 78 punktów na 100, a przyjmowali od 79 :). I tak trafiłam do 8LO do klasy humanistyczno-plastycznej. W tej szkole miałam już 79 punktów, bo liczyli jeden przedmiot inny.

Ale co z tym zbiorem? Zmieniałam szkołę na początku klasy 7. Poziom nauczania matematyki w poprzedniej był oględnie mówiąc niski. Na początku lekcji pani pytała kto odrobił pracę domową. Zgłaszał się Krzysiek, pisał ją na tablicy. Myśmy przepisywali, była zadawana kolejna, a na następnej lekcji znów Krzysiek pisał na tablicy i tak tygodniami :). Okazało się po jakimś czasie, że mam wadę wzroku i przepisywałam dziwne rzeczy :), a moja wiedza była coraz mniejsza.

Poziom w drugiej szkole był zgoła inny,
a i ja już widziałam lepiej w okularach. Zaczęłam od 2 na 1 semestr klasy 7 a skończyłam na 4 na koniec szkoły. Z egzaminu na 40 punktów z matematyki miałam 37.

Bynajmniej nie wypracowałam tego urokiem osobistym. W klasie 8 ćwiczyłam zadania z matematyki w każdej wolnej chwili. Mój zbiór zadań został „zajeżdżony”. To był czas kiedy zobaczyłam, że umiem dużo pracować jeśli mi na czymś naprawdę zależy. I zobaczyłam efekty tej pracy – one procentowały przez 4 lata zajęć z matematyki w liceum. Nigdy wcześniej ani nigdy później nie uczyłam się tak dużo i sumiennie.

A piszę o tym dziś, bo już za parę godzin będą wakacje. I to ostatni moment żeby pisać o szkole ;). Ten zbiór zadań przypomina mi, że potrafię i mogę wiele osiągnąć ciężką pracą.

Książka numer 1

1/10

Zostałam nominowana do wyzwania 10 książek, które wywarły na mnie wpływ. Tylko tutaj na blogu pozwolę sobie wyjaśnić dlaczego wybieram akurat te.

Moją pierwszą myślą były „Kamienie na szaniec”. Pierwsza książka przy której się popłakałam. Opowieści mojej mamy o Zawiszakach i Szarych Szeregach doprowadziły mnie do harcerstwa jak tylko osiągnęłam minimalny wiek.

Wcześniej były opowieści, dzięki którym pokochałam historię, dopiero później dałam radę przeczytać „Kamienie na szaniec”. Jednak to z bohaterskimi harcerzami łączę swoją fascynację historią.

W harcerstwie poznałam również mojego męża 🙂 aczkolwiek większość już wie – nie pamiętam go z tamtych czasów. Są zdjęcia na których stoimy niedaleko siebie.

Po latach odezwał się chłopak, z którym mieliśmy wspólnych harcerskich znajomych. I tylko dlatego, że podejrzewałam, że łączy nas harcerska droga (słusznie zresztą) umówiłam się z nim na wiosenny spacer 11 lat temu ;).

Uczę teraz młodzież o bohaterskich harcerzach pamiętając jak mając lat 13 marzyłam o tym, żebym mogła żyć w takich czasach i wykazać się odwagą. I cieszę się, że dorosłam i zmądrzałam i wcale już nie chce udowadniać, że umiem być dzielna. Mimo tego, że są dla mnie bohaterami, nie chciałabym być na ich miejscu.

U przedszkolaków i na randce

Zdjęcie pożyczone ze strony przedszkola.

Miałam przyjemność czytać wczoraj książkę w grupie u Drugiego. Repertuar wybrali z bratem :). Pierwszy prosił żebym tym razem nie przychodziła, bo koledzy się z niego śmieją. Powiedziałam mu tylko, że jeśli im się nie podoba to ja nie będę czasu marnować bo on lubi słuchać mojego czytania też w domu ;).
Drugi był rozanielony i dumny. Maluchy zasłuchane 🙂 i chętne do współpracy :).

Później spędziłam spokojny i niespieszny dzień z moimi rodzicami. By po 15 wyjść z mężem sam na sam poraz pierwszy od 7 lat prawie :). Jakoś nam dziwnie cicho było, a ja w knajpie od razu sprawdziłam czy kącik dla dzieci jest odpowiednio atrakcyjny. Taka randka nam wyszła 🙂 w miłym towarzystwie. Następnym razem zmienimy miejsce bo troszkę nie było smakowego efektu „wow” ;).

Wracając do tematu przedszkola i czytania tam bajek. Nie udało mi się tam dotrzeć z książką tylko w tym roku, gdy pracowałam z Karoliną w brzuchu 🙂 a tak staram się być. Miałam takie poczucie, że ciężko mi zaoferować przedszkolakom coś innego. Zawód nauczyciela znają, a cóż ja innym innego mogę odpowiedzieć?

Olśnienie przyszło wczoraj w drodze do przedszkola. Może to też wina aktualnego główkowania o uatrakcyjnieniu zajęć klasom 4, 5, 6, 7 i 8? Dość powiedzieć, że mnie olśniło. Toż można zrobić zajęcia o mamie – lekarzu, pielęgniarce, lekarce, krawcowej, ratowniku zabawek, kierowniku kuchni, kierowniku sekcji promocji i planowania, kierownikowi organizacji eventów 😉 itd. itd.

Tylko, że ferie się kończą 😉 i już w tym tygodniu nie zdążę ;).
Pierwszy raz w tym roku cieszyłam się, że mam imieniny z dniem babci. Moje wyrzuty sumienia, że idę na kebaba z mężem bez dzieci były minimalnie mniejsze ;).

O królewiczu, który się odważył

Książkę kupiliśmy już bardzo bardzo dawno temu, bo tuż po premierze w listopadzie 2019. No i nawet szybko przymusiłam dzieci do wspólnego czytania. No mnie wciągnęło, tylko gdzieś w połowie słuchacze powiedzieli, że nudne i sobie poszli.
Dziś podjęłam temat na nowo, bo naprawdę jestem ciekawa co dalej.

Ja – To dziś poczytamy księcia!
Pierwszy – Oj mamo, to nudne.
Ja – A pamiętacie chociaż co się tam działo? Jak poszedł do trola?
Pierwszy – Tak i jeszcze troll złamał mu miecz.
Ja – Serio? Nie pamiętam tego!
Pierwszy – Serio, ja pamiętam.
Ja – A pamiętacie jak się nazywała koleżanka królewicza?
Pierwszy – Hermenegilda!
Drugi – I zmieniła na Ania.
Ja – Nie pamiętam na jakie zmieniła.

Jak na znudzone dzieci, którym czytałam książkę raz do połowy prawie 3 miesiące temu, to dużo im zostało ;). Nawet więcej niż mamie ;). Kolejna recenzja będzie jak dorosną 😉 i też będzie bez ściemy ;).
Myślę, że w końcu może i ja wyślę coś na konkurs Piórko ;).

Bajki o uczuciach

Moim małym sukcesem jest to, że dzieci mimowszystko wieczorem mówią „Poczytaj nam mamo”. Zapas książek domowych zostawiam na długie zimowe wieczory, gdy do biblioteki będzie daleko i pod górkę. Jednak jeśli chodzi o te książkę, mamy własną w domu.

Pierwszy zaczął dorastać, a że jest pełnym emocji i ekspresji (dość elokwentnie potrafi powiedzieć co myśli). Widziałam kilka recenzji w internecie na temat bajek dla dzieciaków, tłumaczących czemu niektóre emocje są.

Spróbowałam, kupiłam i pokochaliśmy. Przyznaję, że nie od razu. Pierwszy jak tylko dowiedział się że to bajki o emocjach zaczął istny bunt na „głupią książkę”. Ale słuchał, a gdy dotarliśmy do rozdziału, w którym siostra rozwala chłopczykowi budowlę z LEGO, nie dało się przestać kontynuować.

Mi książka pomogła bardzo, bo nie dość, że są bajki które zrozumie też dorosły, lecz także jest opis specjalnie napisany dla opiekunów.

My osobiście bardzo polecamy nie tylko dzieciom lecz także rodzicom :). Czekamy na kolejną część, która mamy nadzieję, będzie rosła wraz z dzieckiem. Jakieś bajki o szkole na przyszły rok prosimy!

Pięcioro dzieci i coś

Tę książkę poznałam w dzieciństwie. Już dziś nie jestem pewna czy czytała mi ją mama czy czytałam ją sama (za jej radą). Po tylu latach pamiętam tylko to, że bardzo mi się podobało.

Wypożyczyłam ją na moje konto. Założenie było proste – albo przeczytam na głos wraz z dziećmi albo tylko sobie.

Oczywiście był bunt z początku, bo oni wiedzą lepiej. Powiedziałam im, że zaczniemy i jak będzie do niczego to nie musimy czytać dalej. Jeden rozdział na dzień.

No i co? 🙂 Obrazili się, że tylko rozdział :). Dziś zaczynamy od Piaskowegoludka. Jak starczy czasu to dobijemy się Panem Kukeczką ;). (Wczoraj była odwrotna kolejność).

Lasse i Maja

Mamo mogłabyś mi poczytać Lassego i Maję?

Codziennie od ponad tygodnia pyta Pierwszy

No i super sobie czytamy, wyciszamy się na noc oraz rozwiązujemy zagadki. No ale mógłby w przedszkolu, pytany o to czy mu czytam, mówić przynajmniej prawdę, a nie rozbawiony kłamać, że daję mu grać na różnych sprzętach ile dusza zapragnie. No uraził moje matczyne uczucia :). Z tego powodu jednego wieczoru zamiast jego książki czytaliśmy te wybraną przez Drugiego ;).

Historia tej serii w naszym domu łączy się z prezentem od osoby znanej w pewnych kręgach pod pseudonimem Cytrynowa. „Tajemnica cyrku” była pierwszą częścią która pojawiła się w naszym życiu. Książka przyszła w paczce i babcia skorzystała z niej w momencie gdy kontuzjowany Pierwszy dołączył do siostry. Tym samym Lasse i Maja są równie ważni w życiu mojego syna jak LEGO.

Wpadł jak burza do biblioteki i pierwsze kroki skierował w stronę pani i nawet zapomniał że często w takiej sytuacji się wstydzi:

Czy jest Lasse i Maja?

Pani lekko była zszokowana pewną i przejętą postawą znanego jej młodego czlowieka. Dostał namiar na konkretną szafkę 🙂 i wziął tych książek tyle ile było. Tym samym wychodzi nam jedna część na dzień. Te na zdjęciu to już zwrócone przed długim weekendem. Przez kilka dni wróciły inne ;). Poprosiłam panią o pomyśleniale o następnej serii dla nas.

I tak! Warto czytać dzieciom. Troszkę szkoda że wypożyczamy książki na wszystkie 4 karty które mamy, bo za daleko nam do biblioteki. Bo jakbyśmy tak byli co 2 dni to mielibyśmy szansę wygrać konkurs na najlepszego wakacyjnego czytelnika, a tak czytamy bo lubimy ;).

Biblioteka

Książka pt. Przedszkolaki z ulicy Morelowej

Biblioteka mieści się kilka kroków obok moich rodziców. Co ciekawe strasznie ciężko kiedyś było mi do niej dotrzeć w celu oddania książek ;). Teraz wszystko jest skomputeryzowane i przychodzi mi mail przypominający i umożliwiający prolongatę.

Znam równie bogatą bibliotekę 😉 może przesadzam, ale jest rzeczywiście imponująca. To domowy zbiór moich rodziców. „Zapiszemy Cię do biblioteki jak przeczytasz część książek które mamy w domu”. Dlatego tak wyjątkowa była dla mnie chwila, gdy mogłam korzystać z tej biblioteki publicznej. Jeśli chodzi o zbiór rodzinny nie przeczytałam nawet 10% ;). Dobrze że odpuścili bo bym się nieucywilizowała.

W czasie gdy ja dorosłam, moje dzieci odrosły od podłogi, biblioteka przeszła remont. W dziale dziecięcym jest wygodny dywan, poduszki na podłodze oraz cudne fotele. Najbardziej jednak fascynuje mnie obecność twardych książeczek dla naprawdę małych szkrabów. Trzecia swoją kartę ma od 3 miesiąca życia.

Ostatnio wparowałam z całą trójką. Chłopakom wręczyłam karty biblioteczne i puściłam do półek z tekstem „wybierzcie sobie coś byle nie za ciężkie bo ja to będę nosić”. Sama padłam na wygodny fotel. Trzecia tym razem również została przez mnie puszczona na dywan.

Pani jest ciepłą i otwartą osobą, że aż się chce tam przychodzić. Naprawdę potrafi doradzić i podrzucić ciekawą książkę szkrabowi. Widać, że lubi swoją pracę 🙂 a i dzieci czują się tam ważne i potrzebne.

Biblioteka to miejsce magiczne tylko zatroskany Pierwszy spytał mnie co będzie jeśli ktoś weźmie książkę z półki i zamiast dać ją pani do zeskanowania, najzwyczajniej w świecie ja ukradnie. No nic nie będzie, smutno będzie i książki też nie będzie. Tylko, że w takiej instytucji potrzebne jest zaufanie.

A teraz czytamy sobie o przedszkolakach. Rozdziały krótkie ale napisane tak dobrze, że ja się czuję jakbym była w tym przedszkolu. Chłopcy nawet mówią, że jak pani o coś pyta to tak samo dzieci się przechwalają i przekrzykują jak w książce.

O smokach i zupie ogórkowej

Drugi – Mamusiu czy dziś przeczytasz nam książeczkę?

Ja – Dziś nie, bo nie mam siły.

Drugi – ufff to super!

I weź tu się staraj matka :). Oczywiście sierotka Marysia jeszcze czeka na skończenie. Jednak pomyślałam, że mogę odświeżyć sobie książki, które kiedyś czytała mi mama.

Szukam ” żołędziaczka, który miotłował” :). Postanowiłam też wrócić do książki o smokach, które miały w termosie zupę ogórkową.

Pani w bibliotece dziecięcej nie miała pomysłu o co może mi chodzić. Na całe szczęście jest jeszcze internet. Po wpisaniu smok + zupa ogórkowa (podpowiada sama przeglądarka, czyli nie tylko ja z książki zapamiętałam te szczegóły) pojawia się tytuł „Sceny z życia smoków”.

Dziś czytaliśmy jak żabie śniło się, że jest cebulą i ma na głowie szczypiorek. Nawet sobie przypomniałam jakie to na mnie zrobiło wrażenie około 30 lat temu. Kiedyś bawiła mnie ta książka bardziej :). Ale 5 lat ma się raz w życiu, Pierwszego bardzo śmieszy :). Drugi dla odmiany nie może się doczekać kiedy skończę rozdział :).

Jakby co polecamy :). Czytanie dzieciom musi mieć sens :).

Kodeks drogowy jest najlepszy

Gdy dzieci już zdrowsze, ale nadal winny nabierać odporności, a matka już lekko ma mózg przekręcony w poprzek od nadmiaru miłości domowej. Zamiast czytać trzeba rzucić dzieciom komiks z kolorowymi obrazkami autek. Przyjemne bo nie trzeba tłumaczyć, ciche bo leżą w skupieniu! A i pożyteczne, bo nigdy dość wiedzy ;).