Mieszkamy w domku 😉 z małym ogródkiem. Tym samym różnie bywa z ciepłotą naszych kaloryferów.


Bardzo mnie śmieszy, kiedy któreś dziecko dotyka grzejnika i mówi: „O! Zaczęli grzać” ;). Niby wiedzą, że nosimy opał, rozpalamy w piecu, ale to, że nieokreślony ktoś zaczął nam grzać zawsze mnie bawi.


Ostatnio Pierwszy stwierdził, że „mogliby w końcu wymienić te żarówkę”. Spytałam kto mogli? Bo to my musimy zrobić ;).


Weszłam następnego dnia na krzesło mówiąc, że „uwaga uwaga administracja domu zmienia żarówkę”.
„Niech oni zrobią”, „zaczęli grzać” 😉 i jest jeszcze – „nie podniosę tego bo to nie ja położyłem” Zabrałam dziecku jogurt i powiedziałam, że to ja go kupiłam więc nie zje. Czy dotarło? Nie wiem ;).

O królewiczu, który się odważył

Książkę kupiliśmy już bardzo bardzo dawno temu, bo tuż po premierze w listopadzie 2019. No i nawet szybko przymusiłam dzieci do wspólnego czytania. No mnie wciągnęło, tylko gdzieś w połowie słuchacze powiedzieli, że nudne i sobie poszli.
Dziś podjęłam temat na nowo, bo naprawdę jestem ciekawa co dalej.

Ja – To dziś poczytamy księcia!
Pierwszy – Oj mamo, to nudne.
Ja – A pamiętacie chociaż co się tam działo? Jak poszedł do trola?
Pierwszy – Tak i jeszcze troll złamał mu miecz.
Ja – Serio? Nie pamiętam tego!
Pierwszy – Serio, ja pamiętam.
Ja – A pamiętacie jak się nazywała koleżanka królewicza?
Pierwszy – Hermenegilda!
Drugi – I zmieniła na Ania.
Ja – Nie pamiętam na jakie zmieniła.

Jak na znudzone dzieci, którym czytałam książkę raz do połowy prawie 3 miesiące temu, to dużo im zostało ;). Nawet więcej niż mamie ;). Kolejna recenzja będzie jak dorosną 😉 i też będzie bez ściemy ;).
Myślę, że w końcu może i ja wyślę coś na konkurs Piórko ;).

O chorobie i skokach z radości

Ja – Synku mieliście nie iść we wtorek do przedszkola, ale jest dzień babci i dziadka wiec pójdziesz.
Drugi – Ale we wtorek mieliśmy być cały dzień u cioci!
Ja – Wiem. Ale ciocia ma czas jeszcze za tydzień to wtedy pójdziecie.
Drugi – Oj mamo! Ja czuję że boli mnie brzuszek. Jestem chory! Nie mogę pójść do przedszkola!
Ja – No to jak jesteś chory to i do cioci nie możesz.
Drugi – Jak to? Oczywiście, że do cioci mogę.

Drugi – Mamo? A ogrzałaś sobie kiedyś siusiaka mocno kaloryferem?
Ja – Ja nie mam siusiaka.

Pierwszy – Dziadziu, powiem ci coś w tajemnicy.
Dziadek D. – Słucham.
Pierwszy – Mam dla babci serduszko, ale jej nie mów bo zacznie ci biegać i skakać po domu z radości.

Dialogi świąteczne

#nieuczesanedialogi

Drugi – Mamusiu jak ty ślicznie wyglądasz!
Ja – Tak?
Drugi – Masz kropki jak krowa!

*****
Tatuś – Ubierajcie się ciepło idziemy po piłę, siekierę i do lasu po choinkę!
Drugi – No co Ty! Choinka jest w garażu!
Ja – Ale idziecie po „żywą”.
Drugi – Po co? W garażu jest. Ona nie jest sztuczna i nie jest żywa. Jest prawdziwa!

******
Histeryczka- To o kim ostatnio się uczyliśmy
Uczennica – To chyba był jakiś „chrobry”.

******
Historyk – To kto podbił Konstantynopol?
Uczeń – Jego syn!

******
Histeryczka – Przestań chodzić po klasie!
Uczeń – To jest silniejsze ode mnie. Gdy tak się przejdę to moje serduszko spokojniej bije i tym samym spływa na mnie spokój.

Plan był prosty – każde dziecko miało pójść do lekarza oddzielnie. Tylko jakoś tak wyszło, że byli chorzy i bilans 6-latka i 4-latka i szczepienie Trzeciej przesuwały się niebezpiecznie w czasie. Jak się okazało, na horyzoncie mogły pojawić się w najbliższym czasie duże domowe zmiany (o nich w wiadomościach prywatnych a oficjalnie dopiero jak wejdą w życie). Dzieci aktualnie (co naprawdę szokujące) bez kataru i kaszlu a znalezienie czasu na pójście do lekarza będzie dużo trudniejsze niż teraz.

Postanowiłam iść na żywioł – poprosiłam tatę o ustawienie się w dlugaśnej kolejce w przychodni i zorganizowanie 3 numerków na dzieci zdrowe na następny dzień. Udało się! Następnie poprosiłam mojego brata o towarzyszenie nam w przychodni. Miał mieć pod swoją opieką dwójkę dzieci których chwilowo nikt nie badał.

Teraz uruchomić trzeba wyobraźnię. Poranek zaczął się nie wybitnie wcześnie ale był jeszcze czas na bajkę. Drugi poprosił o płatki. Matka z obłędem w oku zrobiła i dodatkowo uczyniła sobie kawę. Na koniec postanowiła wstawić słoik do lodówki. Słoik się wymksnął z nieprzytomnych dłoni. Dziecko stwierdziło, że ono jednak nie chce płatków. Potem wstała pozostała dwójka.

Jedno jeść nie będzie bo nie głodne. Młoda biega po pokoju i kręci się w kółko. Drugi kładzie nogi na stole. Pierwszy zaczyna biegać po domu i mówi, że on dziś zębów nie umyje i co mu matko zrobisz?

Matka grzecznie pyta co zjedzą na śniadanie. Zgadzają się na kanapki z dżemem. Matka nie może otworzyć dżemu – proponuje zmianę. Drugi wpada w czarną rozpacz. Matce udaje się otworzyć słoik. Podaje – Drugi je dwie kanapki, Pierwszy liże i stwierdza że za słodko, Trzecia wsadza twarz w kanapkę i ocenia językiem smak.

Trzecia spędza chwilę w wannie. Mama przekazuje najstarszemu prośbę o zmianę image na taki dzienny. Pierwszy słyszy kolejną prośbę żeby nie tarzał się po ubraniu siostry. Trzecia ucieka, Pierwszy w samych majtkach biega po domu i robi lasso z koszulki. Drugi je kanapkę. Pierwszy zakłada spodnie i dalej biega zachowując się jak cowboy. Trzecia po założeniu połowy ubrań ponownie ucieka.

Pierwszy myje zęby i przychodzi „huhać” na matkę, bo użył mocno miętowej pasty. Trzecia kolejny raz prosi o dołożenie na szczoteczkę pasty do zębów. Drugi nadal je kanapki z dżemem. Matka w końcu ubrała córkę w całości.

Pierwszy z Trzecią pakują zabawki do plecaka. Drugi idzie „oddżemić” buzię i umyć zęby. Później skacze po łóżku w samych majtkach. Następnie piszczy z radości i zakłada resztę ciuchów, bo matka zaczyna powoli tracić kontrolę nad czasem.

Dzieci idą zakładać ubrania wierzchnie. Trzecia ubiera się grzecznie, wszak lubi być na dworze. Pierwszy wraca w ubłoconych butach do pokoju, bo zapomniał kostki do gry. Drugi chce iść w tenisówkach lub w kaloszach. Leży na ziemi i próbuje postawić na swoim. W końcu matce udaje się go przekonać do założenia butów adekwatnych do pogody.

W autobusie Trzecia chce i siedzieć koło braci i chodzić po autobusie. Chłopcy czule się kopią i kłócą, który jest mądrzejszy. Po wyjściu biegną obejrzeć wystawę sklepową z zabawkami i wchodzą do sklepu. Miło uśmiechają się do pani i nic nie niszczą.

Trafiają w końcu do przychodni. Chłopcy wyciągają grę i zgodnie w nią grają. Trzecia chce koniecznie zwiedzić wszystkie pomieszczenia. Przychodzi wujek. Dzieci kłócą się które wejdzie pierwsze bo żadne nie chce. Do gabinetu wchodzi jednak Drugi, reszta zostaje z opiekunem.

Dzień dobry nazywam się Drugi Nieuczesany

powiedział rezolutnie

A teraz powiesz mi co widzisz

mówi pani pielęgniarka i pokazuje kolejno „kaczkę, koło i domek”

Kaczka! Kółko! Obora!

dzielnie rozpoznaje Drugi

Tyle lat pracuję i pierwszy raz dziecko powiedziało coś innego niż „dom”

a ja pomyślałam, że niewiele w życiu słyszała 😉

Teraz zamiana dzieci wchodzi rezolutny sześciolatek:

Dzień dobry! Nazywam się Pierwszy Nieuczesany

przywitał się

No pierwszy raz tak się zdarzyło że dzieci wchodzą i się przedstawiają imieniem i nazwiskiem.

pani doktor była wyraźnie zachwycona

Chyba wszystkie trzy byłyśmy ciekawe co powie Pierwszy na domek, który jest na tablicy i młody zaczyna:

Kaczka! Koło! Stodoła!

rozpoznał mój syn, a ja zaczęłam się śmiać.

Mamo przecież dobrze mówię. To jest stodoła!

obruszył się

Synku, śmieję się, bo wszystkie dzieci mówią, że to dom i Drugi mówi że to obora i byłyśmy ciekawe co ty powiesz.

uspokoiłam dziecko.

No widać, że dzieci mają duży zasób słownictwa

podsumowała pani doktor.

Potem weszła Trzecia, która już tęskniła za mamą. Jak nie moje dziecko siadła i zaczęła się ładnie uśmiechać. Poszła się zważyć, dała zmierzyć, pokazała gardło i dała się osłuchać. Jednak nie może być zbyt pięknie – musiał zacząć się płacz! Badanie się skończyło. Ale że tak szybko? Ona chce chce chce! 🙂

Potem wszystko w normie – Drugi obraził się z 5 razy i planował pobić wszystkich wokół ale czasem się hamował. Trzecia planowała iść w inną stronę niż ja. Pierwszy chwalił się, że wszystko robi lepiej niż młodszy dwa lata brat.

Dziś są w przedszkolu! 🙂

O łączeniu się komórek

Pierwszy – Mamusiu, a czy twoja i taty komórka były kiedyś połączone?

Ja (głęboka analiza możliwości technicznych naszych telefonów) – No ale w jakim sensie? Jak dzwonimy i kiedyś przez bluetooth.

Pierwszy – Mamo ty nic nie rozumiesz. Czy wasze komórki były kiedyś połączone?

Ja (mózg włączył parowanie) – No mówię że zdjęcia kiedyś przesyłaliśmy.

Pierwszy -Mamo!!! Ale te komórki co dzieci z nich powstają.

Ja (weszłam już na tor rozumowania syna) – Oczywiście, przecież mamy was.

Pierwszy – Czyli połączyliście się z tatą? Bo mogłaś połączyć się z innym panem przecież też.

Ja (pełna powaga) – Akurat łączyłam się tylko z tatusiem.

Pierwszy – Aha

I cieszyłam się, że temat znów się urwał samoistnie :). Tłumaczę tylko tyle ile muszę, póki nie pyta bardziej szczegółowo. Aktualnie wie gdzie rośnie dziecko, że nie wychodzi przez pupę mamy (o to się ze mną długo kłócił) oraz że powstanie tylko z połączenia komórki męskiej i żeńskiej :). Jeszcze nie pyta jak to zrobić żeby się spotkały ;).

Chociaż kiedyś spytał czy dwóch panów może sie w sobie zakochać :). Ustaliliśmy, że tak tylko nadal dzieci powstają z komórek żeńskich i męskich więc nie będą mieli dziecka :).

Dialogi codzienne

Przychodzi do mnie Drugi i pyta gdzie jest wiewiórka z klocków. Poinformowałam, że ostatnio zjadała ją Trzecia. Poszedł do drugiego pokoju i słyszę rozmowę:

Drugi – Mówi, że ostatnio wiewiórkę miała Trzecia.

Pierwszy – Ale ona miała wcześniej. Idź zrób przesłuchanie!

Ja – Synku, ale 3 powinno być w drugą stronę.

Pierwszy – No kurczę znów!

Ja – A czemu drugą trójkę piszesz znów źle?

Pierwszy – Żeby głupio nie wyglądała przy pierwszej.

Pierwszy – Mamo! Drugi brzydko do mnie mówi!

Ja – Jak?

Pierwszy – „Zrobiłeś już?” A powinien „Zrobiłeś już kochany braciszku”?

Ja – Synu trzymaj się!

Drugi – Nie będę się trzymał!

Oczywiście uderzył głową, gdy autobus ruszał:

Drugi – Zniszczę ten autobus! Uderzył mnie!

Tatuś – Córeczko! Nie budź mnie!

Trzecia – hihi

Tatuś – Niewsadzaj mi palców do oczu, to nie jest śmieszne.

Trzecia – hihi

Tatuś – Mama ma mleko!

Drugi – Dziadziusiu potrzebuję twojej pomocy!

Dziadek – Tak?

Drugi – Musisz mi dać nowe cięciwo do łuku.

O miłości, ketchupie i porwaniu

Błotko 😉 trzecia z tyłu byla lepiąco brązowa

Drugi – Mogę jeszcze ketchup?

Ja – Proszę bardzo

Drugi -No nie może się zepsuć przecież!

Pierwszy – Ciociu, a czemu nie widziałem dawno wujka J?

Ciocia – Bo nie zachował się w porządku i już nie jesteśmy razem.

Pierwszy – Pewnie nie chciał budować z Tobą LEGO. Rozumiem.

Jadę z Trzecią autobusem i próbuje ją czymś zająć, bo roiła mi się na kolanach i koniecznie chciała spacerować:

Ja – Gdzie autko?

Trzecia – Tam

Ja – Gdzie pani?

Trzecia – Tam

Ja – A gdzie mamusia?

Trzecia – Ne ma

Dobrze, że nikt porwania nie zgłosił ;).

O zimie, dziurze i mieszkańcach

Jestem tak nieogarnięta, że zimno mnie zaskoczyło. Na dwójkę dzieci wychodzącą o 6 rano (1 stopień Celsjusza) na wierzchu cieplejszą kurtkę miałam jedną. Jak na złość akurat nie tę, której potrzebuje dziecko bardziej marznące. Jednym słowem Pierwszy by się na mnie obraził. Cieplejsze kurtki są w szafie, zastawionej ze względu na remont. Stwierdziliśmy zgodnie z mężem, że 5:50 to nie czas na przemeblowanie 😉 i zajmę się nim później. Chłopcy zostali w domu, ale tym bardziej mam motywację do przygotowania się na jutrzejszy poranek.

Trzecia już zdążyła przynieść sobie krzesło i wspiąć się do pudełka z LEGO w którym Pierwszy schował przed nią swoje budowle. Oczywiście pudełka nie utrzymała i skarby wylądowały na podłodze w strzępach, ale sytuacja już opanowana. Ona wiedziała że będzie „dym” – zwiewała w trybie szybkim. Natomiast Drugi zdążył już trzy razy się na mnie obrazić i wsadzić bratu krzesło w oko. (Nosił przed sobą zbroję z krzesła plastikowego).

A w ogóle to miało być dzisiaj o oszukiwaniu. Więc wczoraj Pierwszy zauważył, że w końcu ma zaszytą dziurę w kurtce. Niby mała, ale przypominałam sobie o niej już jak był w przedszkolu i zapominałam dzielnie na dobę. Tam lekko wystawała wata.

Mamo! Szkoda, że już nie mam tej dziury. Mówiłem kolegom, że jak się tam położy ziarenko cukru to mi wyrasta wata cukrowa. I uwierzyli

opowiedział mi rozbawiony

Pierwszy zbudował wczoraj prom kosmiczny. Zajrzałam do środka i mówię z pełną powagą:

  • O! Widzę tu małego krasnoludka!

Chłopcy zaczęli zaglądać do środka.

Pierwszy – O widzę go! I widzę jeszcze jednego. Jeden ma czerwoną czapeczkę, a drugi zieloną.

Drugi – Ja też widzę! Haha to był mój palec! Nie ma tam krasnoludków.

Pierwszy – Są! Babcia A. mówiła, że widziała! Ona nie kłamie.

Ja – Wiesz synku, ale jak tak mówiła to byłeś niemiły.

Pierwszy – Wiem. To mogę ją teraz przeprosić?

Nocne żarty

Żeby zrozumieć genezę złotej myśli „Nigdy nie żartuj o 2 nad ranem, chyba że masz nastrój na imprezę” trzeba przeczytać o kilku ostatnich dniach.

Nadeszła jesień a z nią zdecydowany spadek mojej formy. Do tego dochodzą ataki kaszlu Pierwszego i inhalacje nawet czasem w środku nocy. Jest też bunt Drugiego który na wszystko ma jedno rozwiązanie – bitkę. No i gil po pas Trzeciej. Oprócz tego standardowe problemy dnia codziennego (remont, kurz i inne) oraz inne atrakcje (organizowanie sobie „patrzałek”).

Jeśli chodzi o relacje z dziećmi i ich funkcjonowanie wśród ludzi mamy duży dołek. Znów zaczynam truchleć jak widzę opiekunów moich dzieci. Rozmowy z młodym człowiekiem przynoszą efekty na krótko. Co chwilę słyszę też „mamo bo on mi…” lub poprostu „mamo” z ust Trzeciej. No lekko nie jest.

No i kiedy taka nieprzytomna usłyszałam o 2 w nocy poraz enty „mamo” wychodzące z ust Trzeciej, postanowiłam poradzić sobie z sytuacją sarkazmem i humorem.

Nie ma mamy.

Odpowiedziałam dowcipnie powoli zgrzebując się z wyrka

Oooo! Ty chyba nie wiesz co robisz.

Odezwał się mój małżonek

No i się zaczęło. Krzyk rozpaczy młodej spowodował mój wystrzał z łóżka jak z katapulty. Później dwie małe dłonie mocno trzymały się mojej piżamy. Głową wtulona w klatkę piersiową nasłuchiwała czy jestem. No i wyjście do toalety było możliwe tylko za jakiś czas.

Rozbudziła się dziecina z tych emocji i brak światła wcale nie przeszkadzał jej w zabawie. Jak stwierdziłam że „można tu z wami kota dostać” rezolutnie stwierdziła że „ne ma”. No nie ma kota to fakt.

Oprócz tego długo spytana gdzie jest mama odpowiadała również, że „ne ma”. Zresztą psa też „ne ma”. Nic „nie ma” ;).

Nie wiem kiedy zasnęła, bo jak już jest zgaszone światło staram się nie patrzeć na zegarek coby nie ulegać frustracji.

A dziś? Wszystko w normie. Młoda cztery razy była już na stole, trzy razy zepchnęła brata z moich kolan. Pierwszy przezywa brata i udaje, że nie rozumie w języku polskim. Drugi albo skacze po szafkach i szturcha brata w ramach rozrywki, albo chce go szturchać bo jest na niego zły. Czyli wszystko w normie niestety, ale ja już nie zażartuje w nocy, że mnie nie ma :).