Życie wróciło do normy

Minęło dość szybko. Na całe szczęście. Bez pomocy rodziny byłoby ciężko. U jednych siedzieliśmy od rana do wieczora, inna część rodziny uzupełniała mi wiaderka z opałem. Dużo zrozumienia w przedszkolu z powodu codziennego dojeżdżania chłopców tuż przed 9, też było ogromnie istotne.

Naprawdę brakowało mi tego najstarszego faceta w domu. Dzieciom też :). Wrócił i jest już normalnie. Ta normalność to taka fajna sprawa.

Myślę, że już powoli mogę się przyznać. To co zajmuje mi tyle czasu i nie mam sił na pisanie, to kurs na prawo jazdy. Jestem już w połowie jazd. Zdecydowanie nie jestem prymusem, ale mimo wszystko postępy robię :).

Mam zdecydowanie dość przemieszczania się autobusem. Zajmuje mi to zbyt dużo czasu. Coraz ciężej bez stresu zdążyć mi z trójką na konkretną minutę i nie marznąć. Oprócz tego moje dzieci nie są ciche. Bardzo często są męczący dla innych.

Trzecia od maleńkości nie lubi jazdy autobusem. Drugi gdy widzi w pobliżu sklep Żabka natychmiast umiera z głodu, bo lubi hot-dogi. Pierwszy jest synem swojej matki i najwyczajniej w świecie jest rozmowny. Plus czasem emocjonalnie nieprzewidywalny.

Wiec uczę się, mało śpię :). Trzecią zostawiam pod opieką i próbuję nauczyć się nie robić głupot na drodze :). Dziś usłyszałam, że kiedyś się wyrobię.

Ćwiczenia wojskowe z perspektywy żony

Czasem znajduję na komórce abstrakcyjne zdjęcia :). Autor nieznany, ale podejrzewam któregoś z chłopców.

Powoli psychicznie szykuję się do akcji pt. ćwiczenia wojskowe. Logistycznie najlepiej byłoby przenieść się na tydzień do rodziny mieszkającej bliżej przedszkola. Jednak mogłoby to dość mocno dodatkowo obciążać psychicznie dzieci.

Plus planowałam cieplejszy marzec. Liczyłam na to, że tydzień bez grzania będzie realny.

Plan jest prosty:

  • wstać, obudzić dzieci, ubrać i wyjść (wydaje się dość proste),
  • dotrzeć na drugi koniec miasta przed 9 (przed 8 lub chwilę po też będzie ok),
  • zostawić dzieci w przedszkolu i przetransportować Młodą do dziadków,
  • przejechać na drugi koniec miasta i się czegoś konkretnego nauczyć,
  • wrócić do obrażonej Trzeciej,
  • zorganizować odbiór dzieci,
  • próbować przetrwać dzień wśród ludzi do wieczora,
  • powrócić na noc do domu autobusem
  • ogrzać domek i uśpić dzieci 🙂

Jeszcze nie doprecyzowałam szczegółów :). Na przykład nie wiem co będę jadła po drodze ;), ale wyjdzie w praniu. Jak nie dam tak rady, to zmienimy koncepcję. Zamieszkamy w lokum bliżej przedszkola. Tylko póki co wiem, że usypianie Młodej będzie ciężkie poza domem.

Z atrakcji, które otrzymałam teraz by docenić to, że w przyszłym tygodniu tylko robię za dwie osoby 24 na dobę, to Młoda i ja już prawie zdrowe. Sprawę z moim operatorem załatwię, ale już mogę wykonać połączenie i wysłać SMS. Zasłużyłam na kontakt ze światem. Pozbawili mnie go w momencie, gdy miałam dzwonić do lekarza a na ramieniu miałam średnio zdrową Młodą. Pan z infolinii poradził mi wykonać połączenie z innego telefonu. Myślałam że wyjdę z siebie :), bo mój telefon był aktualnie jedynym w domu.

A z fajnych spraw 🙂 jutro chłopcy jadą na wielką imprezę na hali sportowej. To taka akcja związana z zajęciami sportowymi na które są zapisani ekstra. To tak jakby ktoś chciał mi znów tłumaczyć, że przydałoby się bym zapisała ich na jakieś zajęcia sportowe, bo mają za dużo energii ;). Relacja będzie ;). Druga będzie z tego co myślę o T-Mobile, a Trzecia jak nauczę się tego czego się usiłuje nauczyć ;).

Reorganizacja marcowa

Poczułam wiosnę i klops 😉 szaro buro i do kitu ;). Ale przebiśniegi już są i nie przejmują się brakiem słońca. To nasze ogródkowe.

Ogólnie właśnie jesteśmy w trakcie reorganizacji życia, gdyż ja znikam z domu na dłużej popołudniu :). Dobry czas, bo widzę ile rzeczy robię już z automatu i są ogarnięte.

Od jutra popołudnia wracają do normy :), za to większy ciężar zmian spadnie na mnie. To co robiłam kiedy chłopcy są w przedszkolu, będę robiła po ich powrocie.

Przyszedł marzec i mocno już zaczynam się mierzyć organizacyjnie z tym co zafundowało mi nasze państwo. Złość mi już przeszła, bo informację mamy od końca stycznia. Teraz przy pomocy rodziny będę próbowała nie sfiksować przez tydzień.

Tlumaczę sobie, że to będzie docenienie obecności współmałżonka. Tylko, że ja wiem, że go potrzebuję.

Od 18 marca rano do 22 marca wieczorem, ojciec moich dzieci będzie przebywał na ćwiczeniach wojskowych. Ja zostanę słomianą wdową i szczerze to nie jestem pewna jak to ogarnę ;). Są pomysły, ale nadal nie wiem jak. Przecież to on wozi chłopców do przedszkola :). Jakoś nie widzę siebie jadącej w to zimno z trójką dzieci o świcie autobusem. Ale damy radę o będziemy mocniejsi.

Czuć wiosnę

Ptaszki śpiewają, zimno lekko cieplejsze. Trzecia nie ma kataru! 🙂 Chłopcy dziś wrócili po prawie dwóch tygodniach do przedszkola. Szampana nie otwieram bo nie mam 😉 za to użyłam odkurzacza ;).

Marzec to dla mnie od 10 lat szczególny czas :). Jakbym robiła 10 years challenge 🙂 to byłby to początek spotykania się z moim mężem. Naprawdę fajny czas 😉 chociaż początek związku świętujemy w kwietniu.

Oprócz tego 5 lat temu dostałam na dzień kobiet kwiatek doniczkowy i on nadal żyje :). To pierwsza roślina, której nie zasuszyłam. Śmiałam się wtedy, że od kiedy jestem mamą i dziecko żyje można zacząć mi ufać ;).

To taki mój symbol mojej dorosłości 🙂 kwiatki żyją, dzieci też :). 10 lat temu gdy poszłam na kawę z tym chłopakiem poraz pierwszy nie wyobrażałam sobie niczego, byłam tam i teraz. Nie analizowałam czy nadaje się na towarzysza życia i ojca. Nie sprawdzałam też jakby brzmiało moje imię z jego nazwiskiem :). Nie uwierzyłbym, że za dziesięć lat będę szczęśliwą mamą trójki! (Wpisałam dwójki! Ale wstyd – chociaż lepiej że tak a nie że czwórki) dzieci, która bierze życie za rogi.

Śmieje się od walentynek, że już nie jestem zakochana – troszkę już się znamy i żadne z nas nie jest aniołem. Teraz jest to miłość 🙂 tak poprostu. Tak codziennie i tak bezpiecznie :). Ale to troszkę oszustwo, zakochana jestem nadal, chociaż tego nie ślubowałam 7 lat temu ;).

Historia mojego ulubionego pączka

Mniej więcej 6 lat temu, na początku swojej pierwszej ciąży miałam masakryczny wręcz wstręt do słodyczy :). Jednak wtedy w Tłusty Czwartek miałam ochotę na jednego, nieociekającego lukrem i nie spalonego – takiego z paseczkiem jasnym. I wtedy go nie znalazłam :(. Fakt, że czułam się „kwitnąco” i długo nie szukałam 😉

Kupiłam wtedy jednego bardzo brązowego z okropnie grubym i słodkim lukrem. Do dziś mnie wzdryga ;). Dopiero rok później dowiedziałam się, gdzie mogę takowe nabyć i od 5 lat jadam tylko te ;).

Dziś zabrałam dzieciaki do fajnego placu zabaw w centrum i kupiłam koszmarnie drogie wypasione pączki ;). W efekcie najbardziej była zadowolona Trzecia, bo dostała na wyłączność kajzerkę. Chłopcy stwierdzili, że za słodkie ;).

Kupiłam 12 sztuk moich ulubionych z cukrem pudrem – zostały dwa ;). Fakt, że jedliśmy je we trójkę ;), ale jesteśmy usatysfakcjonowani ;).

Tylko Drugi trzy razy przychodził do mnie z prośbą: „Mamo, możesz dogryźć mi się do dżemu?” ;).

O twardej Marysi

Udało się 🙂 nadal czytamy, nadal mamy swoje rytuały, a ja w końcu poznam historię Sierotki Marysi ;).

Czytanie z trójką dzieci ma swoje fizyczne ograniczenia. Warto mieć książkę z twardą oprawą, coby się nie gięła i literki nie żyły własnym życiem ;). Wypożyczyłam inną wersję bajki w bibliotece i milej się czyta :). Książkę trzymam najczęściej jedną ręką, bo na kolanach pożywia się Trzecia 😉

Co tam u nas? Tydzień pełen matczynej miłości :). Kiedyś wyzdrowieją ;). Tylko to jeszcze nie będzie jutro ;). Już bliżej wiosny, zwiastunem tego jest schowany odkurzacz, bo nie trzeba czyścić Młodej noska ;). Takie małe a cieszy.

A to czytanie 🙂 to taki mój mały matczyny sukces, co prawda mało kto wierzy, że ja serio im czytam 😉 bo opowiadają o innych atrakcjach, ale ja wiem swoje ;).