Wyprawa kolejowa

Organizacja tej atrakcji zajęła mi w praktyce dwie tury wakacji. Moja babcia pracowała na kolei i brała nas na kolejarskie wycieczki, głównie nad morze. Spaliśmy wtedy w wagonach kolejowych. Uwielbiam podróże pociągami!

Jednak mam problem z jeżdżeniem dla samego jeżdżenia. Planowałam pojechać do Radomia spotkać się z dobrym duchem, tylko tory remontują i połowa trasy odbywa się komunikacją autobusową. Potem myślałam o ZOO w Zamościu, ale strona internetowa twierdzi, że pojechać mogę popołudniu, ale wracać rano. Podobno to nieprawda, ale wolę nieryzykować. Wymyśliłam nawet wycieczkę na podlubelskie lotnisko i z powrotem, ale nie jestem pewna czy zobaczylibyśmy jakiś samolot.

Kiedyś pracowałam w Niedrzwicy Kościelnej i jednym okiem kojarzę stolicę gminy Niedrzwica. I tak wróciliśmy do korzeni. Przeszliśmy przez miasteczko, pobawiliśmy się na placu zabaw, chłopcy zwiedzili toaletę w Gminnym Ośrodku Kultury i przez szybkę obejrzeli wozy strażackie w OSP. Oprócz tego spotkałam się z dzieciatą koleżanką i byliśmy na lodach.

Wycieczka była bardzo poważna. Chłopcy mieli swoje plecaki i w każdym indywidualny prowiant. Drugi od jakiegoś czasu nie jada żółtego sera. Dla odmiany Pierwszy od niedawna zaczął jeść ten produkt.

Pojechał z nami mój kochany brat. Miło z jego strony, bo bez jego obecności, organizacja wycieczki zahaczyłaby o kolejne wakacje. Trzecia postanowiła odwiedzić kran w łazience dworcowej, co kosztowało mnie 2,5 zł 😉 ale nie będę narzekać – było sprawniej niż gdybym próbowała ratować sytuację chusteczkami!

Trafiliśmy na cudownego pana w kasie, który sam z siebie dopytał o szczegółowy wiek dzieci. Tym samym drukował bilety i sprawdzał kilka razy czy wszystko się zgadza. Ja jechałam na bilecie ulgowym, bo posiadam kartę dużej rodziny, mój brat na normalnym gdyż takiej karty nie posiada. Pierwszy jeździ na ulgowym że względu na wiek 🙂 jeszcze nie szkolny, ale nie posiada legitymacji. Trzecia posiada bilet bezpłatny, bo nie wygląda jeszcze na 4 lata. O Drugiego pan dopytał czy skończył już 4 lata, bo jeśli nie dmuchał w tym roku kalendarzowym świeczki to również jeździ za darmo.

Jak na złość w szynobusie zajęliśmy miejsce koło którego nie działała klimatyzacja. Efekt był taki, że jak wysiedliśmy byliśmy mokrzy jakbyśmy byli pod prysznicem. Plus upał nie robił na nas wrażenia.

Spacer po Niedrzwicy, zabawy na placu zabaw, lody to było to co skutecznie zajęło dzieci do czasu pociągu powrotnego.

Na dworzec przyszliśmy w ostatniej chwili, ale okazało się, że pociąg ma opóźnienie. Dzieci siadły sobie tak jak widać na zdjęciu :). Ten pociąg co go widać to z Lublina jechał.

Opóźniony pociąg zapowiedzieli w ostatniej chwili, więc szliśmy tempem szybkim. Nawet metal, który przedziurawił mi buta nie mógł mnie zatrzymać przed wejściem do tego szynobusa.

Tym razem klimatyzacja działała, ale dla odmiany popsuł się Pierwszy. Coś mu się w głowie umaniło i chciał stolik. Nawet pan ustąpił mu miejsce koło stolika, ale to NIE BYŁ taki stolik jak on chciał. Cieżko było go ogarnąć, a jak się uspokoił to Trzecia zaczęła zaczepiać ludzi przed i za nami :). Teraz monitoruję portale o „madkach i bombelkach” ale jeszcze nie czytałam nic o naszym powrocie to może nie było tak źle?

Reasumując 🙂 warto było, chociaż każda taka wyprawa wypompowuje ze mnie dużo energii. A ja już się umówiłam na „kiedyś” na kawę w Niedrzwicy 😉 plus czekam na koniec remontu torów do Radomia i pewność, że są te pociągi których mi potrzeba do Zamościa.

Wycieczka była? Prowiant był? Pół dnia nas nie było? Wszyscy cali i zdrowi? Czyli było super 🙂

Piątkowe omijanie zatorów drogowych

Tak to w życiu bywa, że powrót autobusem w szczycie komunikacyjnym może się zmienić w fajną wycieczkę.

Piątki to takie dni kiedy mój mąż wcześniej kończy pracę. Mamy aktualnie jednego leżakującego przedszkolaka więc i drugi musi czekać. Z powodu ładnej pogody zdecydowaliśmy, że tatuś wraca do wiosennych porządków a my wracamy autobusem.

W jednym z dyskontów rzucono adidasy dziecięce, które świecą przy chodzeniu. Udaliśmy się na piechotę do pobliskiego. W planie było kupno butów dla najstarszego, ale były tylko 3 pary :). Zostawiliśmy w sklepie tylko jedna a resztę zabraliśmy ze sobą, płacąc przy kasie.

Pogoda ładna, do domu daleko, zator aut okropny. Przeszliśmy kolejny kawałek i udaliśmy się na dworzec kolejowy. Zbierałam się do tego prawie 3 lata.

Jako kolejarska wnuczka spędziłam dużo czasu na dworcach i w pociągach. Moje dzieci musiały poczekać na obejrzenie pociągu z bliska.

Jedna z większych atrakcji jest to jak zmienia się rozkład :). Zwiedziliśmy poczekalnię, byliśmy w podziemiach, ogłuchliśmy przy hamowaniu pociągu, a nawet widzieliśmy podłączanie i odłączanie lokomotywy.

Ze względu na to, że moje dzieci wszystkim mówią dzień dobry :), sokiści pokierowali nas w miejsce gdzie stoi zabytkowy parowóz.

Odpowiadałam na przeróżne pytania. Nie wiem jednak dlaczego tory kolejowe są obsypane kamieniami.

Po wszystkim wróciliśmy pustym autobusem poprzez puste ulice. Padliśmy dość wcześnie – nawet ja w łóżku dziecięcym. Polecamy wycieczkę na dworzec kolejowy :).