O spacerach

Trzecia urosła i mocno się usamodzielniła, a nasza droga jest nadal zdezelowana. Doszłam do wniosku, że czas na trening chodzenia z trójką szkrabów bez wózka. Wózek służył mi jako dodatkowe ręce – chłopcy się trzymali i przez ulicę przechodziliśmy równocześnie.

Teraz musiałam opracować nową metodę, bo posiadam tylko dwie ręce. Trzeba było ustalić, które dziecko jest bardziej zbuntowane i nieprzewidywalne (Drugi) a któremu można zaufać, że zrobi to o co proszę – w imię przestrzegania zasad bezpieczeństwa (Pierwszy). O tym, że Trzecia ma swoją osobistą rękę mówić chyba nie muszę. Czasem jednak ma dziewczyna inna wizję niż ja i próbuje iść w inną stronę, więc ląduje w matczynych ramionach.

Żeby było ciekawiej to jeśli nie przechodzimy przez ulicę to najstarszy z najmłodszą trzymają mnie za rękę, średni idzie „samopas”. Na hasło „przechodzimy przez ulicę” Pierwszy przechodzi na moją drugą stronę i łapie za rękę siostrę i dopiero wtedy Drugi łaskawie łapie za rękę mnie (on siostry za rękę trzymać nie będzie i koniec kropka). Miło,że Pierwszy zgodził się na takie zamiany chociaż czasem mówi że to głupie i Drugi mógłby nie wymyślać i na te kilka minut wziąć za rękę Trzecią.

Ostatnio zanim się ustawiliśmy do przechodzenia to samochody już nas przepuszczały. Kierowcą, który zatrzymał się jako pierwszy był mój mąż, który przyglądał się chwilę jak się ogarniamy.

Oprócz tego dziś znów popełniłam ten sam błąd co zwykle. Skorzystałam z pięknej pogody i najpierw spacerowo przegoniłam Trzecią. Później po 15 wzięłam dzieciaki na rowery. Pchałam młodą w jej trzykołowcu a chłopcy szaleli. Na tyle ich wymęczyłam, że pod koniec woleli prowadzić rower. Myślicie, że poskutkowało to większym wyciszeniem w domu? Bynajmniej. Zasypianie w normie, hałas ze względu na zmęczenie był na wyższych rejestrach. Powody były dowolne. Drugi stał pod domem i krzyczał że jest głodny i nie będzie szedł jeść. Pierwszy rozpaczał, że nie wie jak budować LEGO. Ale zregenerowali się na tyle, żeby jeszcze posiedzieć troszkę. Młoda desperowała m.in o to, że nie pozwalam jej się bawić nożem i wylewać na siebie wody. Zresztą obraziła się też o to, że nie pozwoliłam jej kopać brata.

Jedyny efekt spacerów to mój ból stóp 😉 ale też przejdzie ;).

No i na koniec opowieść przedszkolna. Odebrałam wczoraj młodzież z przedszkola i Pierwszy zaczął monolog:

  • Mamo, muszę na jutro przynieść dary jesieni. Liści nazbieram. Plastik to nie jest dar jesieni to nie, ale ta gałązka to może być. W ogóle to wiesz co mi pani powiedziała? Że mam przestać bawić się LEGO tylko pójść na spacer do parku z rodzicami. No ja nie wiem ta pani to dziwna no nie?

Wywnioskowałam, że musiał, jak to on ma we zwyczaju rozgadać się na jeden z nielicznych tematów o jakim mówi ;), i pani w końcu mu zasugerowała, że można robić co innego. Dziś jednak na stronie przedszkola pojawiła się informacja o prośbie pani. Mieli z rodzicami podczas spaceru poszukać darów jesieni. Więc pytam dziecko dziś:

Ja – Synku, a nie było wczoraj tak, że pani powiedziała dzieciom, że mają z rodzicami pójść na spacer i poszukać darów jesieni? I czy przypadkiem na to nie powiedziałeś, że nigdzie nie pójdziesz bo wolisz się bawić LEGO?

Pierwszy – Dokładnie tak pani powiedziałem. Bo co mi pani będzie mówiła co mam robić?

🙂 No nie wiem jak mu wytłumaczyć, że nie zawsze musi powiedzieć co myśli. Ale czasem już zdarza mu się nie skomentować :).