Protest nauczycieli 2019 r.

Długo zastanawiałam się czy oficjalnie wypowiadać się na temat strajku nauczycieli. Potem do ostatniej chwili miałam nadzieję, że rozmowy rząd-nauczyciele skończą się konsensusem.

Ciężko powiedzieć czy popieram strajk jako nauczyciel czy jako rodzic.

Pracowałam zarówno w oświacie jak i ostro fizycznie smażąc kotlety i szorując WC. Gdy zaczynałam moja przygodę po drugiej stronie biurka, była minimalnie większa różnica w wypłacie. Przez ostatnie 7 lat została ona zniwelowana.

Oczywiście, że uczenie młodzieży to powołanie i trzeba mieć do tego dryg, jednak za powołanie nie kupi się chleba.

Pracując w gastronomii czasem i po 12h na dobę, wychodząc z pracy mogłam zająć się sobą. Jeśli się odbiłam i nagle przestał działać grill 🙂 to nie był to już mój problem. Praca nauczyciela jest relacją z żywym i dorastającym organizmem. Nawet jeśli nie byłam wychowawcą bezpośrednio to nie dało się uniknąć relacji. Tu nie ma miejsca na bylejakość. W pracy jest się 7 dni w tygodniu i 24 godziny na dobę.

Mówi się o 18h lekcyjnych. W ostatniej pracy miałam ponad 100 uczniów. Każdy potrzebował uwagi, ocenienia, uśmiechu. Oprócz tego rady pedagogiczne i zebrania z rodzicami oraz konsultacje i kółka zainteresowań. Pamiętam też ile czasu i energii kosztowało mnie przygotowanie akademii szkolnej, chociaż ta była przed 15. U nas w przedszkolu takie imprezy np. na dzień mamy i taty są popołudniu, a to oznacza, że wychowawczynie są już zdecydowanie po pracy.

Oprócz tego miałam wątpliwą przyjemność pracowania chwilę podczas wprowadzania aktualnej reformy. Klasy 6 nagle stały się 7. Skończyli historię na powstaniu Solidarności, a podręcznik rozpoczynał się od słów „jak pamiętacie, przed wakacjami omawialiście Francję za czasów Napoleona”. No nie pamiętali, bo to było dawno temu i zajęło w poprzednim programie tylko jedną godzinę lekcyjną, a wymagania były jak do co najmniej 2.

Kolejną zmianą jaką odczułam było ograniczenie lekcji indywidualnych. Do tej pory dzieciaki mogły mieć lekcje indywidualne w szkole i czasem chodzić na zajęcia ze swoją klasą. Teraz nauka jest sam na sam z nauczycielem tylko w domu bez kontaktu z rówieśnikami. Tym samym część dzieci, które otrzymały szansę na zrozumienie tematu lub nadrobienie tego co je omija z powodu choroby, idą „normalnym” trybem.

I teraz znów będzie jako rodzic. Czy ktoś mi może wytłumaczyć sens tworzenia papierologii dla nauczycieli przedszkolnych? Nie ukrywam, że lubię coroczne podsumowanie osiągnięć mojego dziecka, ale czy naprawdę nauczyciel zamiast zająć się maluchem musi pisać kolejne dokumenty? Dla mnie przedszkolak powinien czuć się zaopiekowany, zaakceptowany i zajęty zabawą lub pracami plastycznymi. Do tego fajnie aby się uczył funkcjonować wśród rówieśników. Co tu komplikować? Po co zajmować tym wychowawcom czas? Mało mają roboty z pełnymi energii kilkulatkami? I szykowaniem wierszyków na kolejne święto babci i dziadka czy Wielkanoc?

Ale najbardziej ruszyła mnie rozmowa z moim bratem. Nauczyciele są różni 🙂 jak w każdym zawodzie. Zostałam uświadomiona, że ci którzy potrafili mnie nauczyć np. podstaw matematyki czy biologii niedługo skończą karierę. Jak to jest z tą młoda kadrą? Czy będzie tak samo dobra? Czy to będą najlepsi? Z sercem i talentem do uczenia?

Za mniej więcej 2150 brutto nie będą to najlepsi. Do tej pory pracowałam w gminie wiejskiej to jeszcze trafił się archaiczny dodatek wiejski. W mieście wojewódzkim na starcie dostanę tyle.

  • Za odpowiedzialność za młodego człowieka, któremu nie tylko przekazuje się wiedzę, lecz także zwraca się uwagę na jego samopoczucie i sytuację rodzinną.
  • Za siedzenie nad sprawdzianami i kartkówkami.
  • Za rady pedagogiczne do późna w nocy.
  • Za telefony od rodziców w weekend.
  • Za wycieczki i odpowiedzialność karną.
  • Za to że uważanym sie jest za lenia i nieroba itd… nie wiem czy znów wygra we mnie powołanie. Czy warto? Ilu tak pomyśli? Kto będzie uczył moje dzieci?

Dlatego nie wiem czy jeszcze kiedyś będę nauczycielem. Popieram ten protest, bo chcę aby moje dzieci uczył ktoś z sercem i powołaniem i nie martwił się tym co włoży do garnka.