Świat oczami Trzeciej

Wiecie co? Moi bracia myślą, że są tacy duzi i popisują się jakimiś „sztukami” na huśtawce. Tylko to wcale nie jest trudne. Stawanie na tym oparciu wyszło mi szybciej niż im. A tak się chwalili. Jak nie ma czym.

Oprócz tego kompletnie nie mają poczucia zmysłu konstrukcyjnego. Pierwszy dwa dni budował samolot, chował go przede mną. Ale jak go zostawił od razu go poprawiłam. Kabina w ogóle nie pasowała do wyglądu, to ją odczepiłam. Potem skrzydła były nie takie jak trzeba, to pozmieniałam je lekko, przy okazji coś odpadło, ale moim zdaniem i tak nie było ważne. Nie zrozumiał mojej dobrej intencji i krzyczał przez długi czas, że jestem okropna i mam więcej nie ruszać jego rzeczy – niewdzięcznik jeden.

Poza tym ten Drugi to w ogóle jakiś jest dziwny. Przytula się do mojej mamy i nawet nie rozumie, że ma sobie pójść jak go uderzę i wsadzę mu palec w oko. Co gorsza potrafi oddać. Samolubne dziecko.

A ta mama. Wasze też takie są? Nie pozwala mi wyrywać się i wbiegać prosto pod samochody. Ona wtedy tak fajnie reaguje – okazuje się, że całkiem szybka z niej bestia.

Ale za to jedną rzecz sobie załatwiłam. Długi czas męczyła mnie o noszenie butów. Ona zakładała, ja ściągałam. Teraz, jak mam ochotę to noszę, jak mi się nie chce to nie. Troszkę mam wolności.

A i nie rozumiem czemu nie można jeść z talerza brata? Strasznie się wkurzają jak to robię. Normalnie muszę przecież sprawdzić czy przypadkiem nie dostali lepszego kawałka.

A te dziabiące komary? Dziab dziab i dziab dziab robią. Może je w końcu nakarmicie i przestaną mnie gryźć?

Mama wróciła do pracy

Ta moja mama to chyba jeszcze nie zauważyła, że ja dobrze wiem kiedy planuje mnie zostawić z dziadkiem na dłużej. Oczywiście kiedy robi to rano, gdy jest jeszcze ciemno, to ja od razu wiem po co mnie budzi. Jeśli śpimy dłużej, wtedy ja ją budzę.

Ona myśli, że ja nie kojarzę jej marynarek z tym, że planuje iść do pracy. Zdarza się, że chłopców i taty nie ma i jest już jasno kiedy wychodzimy. Jeśli ma na sobie wymienione wyżej ciuchy to ja wiem, że każda chwila jest cenna.

Najpierw stoję dość długo przy płocie sąsiada. Tam zawsze jest pies na którego chce popatrzeć i pokazuje go mamie. Jeśli go nie ma – robię to samo tylko pokazuje mamie, że czekam aż się pojawi i mówię „ne ma”. Mama mnie prosi żebym się ruszyła, ale najczęściej kończy się to tym, że mnie bierze na ręce.

Kolejny punkt to płot za którym chodzą kury. Jakie one są ekstra – jest ich dużo i tak śmiesznie chodzą. Mogłabym tam stać i stać, ale mama zawsze mnie bierze na ręce mówiąc, że mogę im pomachać.

Dobrze pamiętam, że kawałek za przystankiem jest plac zabaw. Na tyle szybko tam idę, że przez chwilę mama jest daleko za mną. Oczywiście sprawdzam to co chwilę i przyspieszam dopiero jak się niebezpiecznie zbliża. W ogóle ona chyba ma jakieś ukryte moce bo bez względu na to jak jest daleko i jak szybko ją uciekam – zawsze mnie dogoni.
Zresztą! Jak mi smutno i chcę żeby mnie przytuliła, wystarczy, że pójdę w inną stronę niż ona i będę udawała, że nie rozumiem. Od razu mnie bierze na ręce.

W autobusie ściągam czapkę tylko jak zrobi to mama, a jak chce założyć mi musi najpierw założyć swoją. Bo jeśli mama nie ma czapki to po co ja mam ją mieć?

W autobusie jest też dużo osób. Niektórzy się do mnie uśmiechają, a inni bawią w akuku. Tylko mama jakaś dziwna – nie pozwala mi chodzić po autobusie. A przecież dobrze wie, że chodzę sprawnie i stabilnie.
A wiecie, że mama zna wszystkich ludzi? Pytałam ją wczoraj pokazując na kolejne osoby, a ona wiedziała kto to!

– To?
– Pan.
– A! To?
– Pani.
– A! To?
– Chłopiec.
– A! to?
– Pan.
– A!
Normalnie niesamowita! Zna wszystkich.

Przy przystanku jest sklep i na wystawie są pieski, kotki, autka. Próbuje pokazać każdą zabawkę mamie, a ona prosi żebym się pożegnała i zrobiła zabawkom papa. Ale ja dobrze wiem, że papa trzeba zrobić każdej zabawce. Kawałek dalej jest sklep z obrazkami – też trzeba pokazać mamie, że są tam narysowane picia i ciastka. Potwierdza, że widzi. To dobry moment żeby sprawdzić czy w stojącym śmietniku nie ma nic ciekawego. Oczywiście mamie się to nie podoba, więc grzecznie przestaję tam wsadzać głowę, ale pamiętam, że później są jeszcze dwa więc to nie koniec atrakcji.

Oczywiście do dziadka nie trzeba iść najprostszą drogą – można skręcić w stronę sklepu. Wtedy zawsze może kogoś fajnego się spotkanie a i można obejrzeć obrazki. Na klatce koniecznie muszę wchodzić sama.

A jak dojdę to przytulam się do mamy, jem troszkę mleka i robię jej „papa” bo mogłaby sobie już pójść, bo tam jest fajnie.

Dziecięce rozrywki

Mam strasznie dziwną mamę. Jak jest już ciemno i chłopcy leżą to nie pozwala mi po nich skakać. Zabiera mnie od nich i zaczynamy się bawić. Ja tam biegnę, ona mnie przytulając przenosi w inne miejsce. Wtedy ja z dzikim piskiem wracam z powrotem. Ja tak mogę długo, ona chyba też, bo dzielnie mi towarzyszy.


Lubię też czasem uderzyć Drugiego, on wtedy takie zabawne odgłosy wydaje – nawet warczy. Istnieje ryzyko, że odda ale zawsze warto się bawić.


Bardzo lubię też wchodzić na stół. Mam wtedy dostęp do wszystkiego co przede mną schowali. Zwłaszcza komórki. Tam pod telewizorem schowali takie coś z guziczkiem. Bardzo się złoszczą jak naciskam – chłopcy szczególnie głośno protestują gdy oglądają ulubioną bajkę. Zawsze mnie wtedy zabierają ale i tak warto. To taka super zabawa!


Ostatnio lubię też być samodzielna. Zakładam sama spodnie oraz buty (najlepsze są czyjeś, bo nogą swobodnie wchodzi). Ale najbardziej lubię nalewać sobie picia z pełnego dzbanka. No i lubię też używać tej dużej butelki z wodą. Jest taka duża prawie jak ja, ale chociaż ma tak duży otwór, ciężko nim trafić do kubka.


Znalazłam tutaj takie małe krzesełka i jeśli coś jest wysoko, to je sobie przynoszę i nie ma dla mnie miejsc niedostępnych. Rozrzucam wszystko po domu, żeby było widać, że nie śpię.
Mam taką super rozrywkę. Piję sobie i jak już mi się nie chce to wylewam tam gdzie stoję. Najlepsza jest wtedy mina mamusi – taka zdziwiona i niezbyt szczęśliwa.
Fajne to moje życie.

Matka bez gustu

No i stało się. Moja córka niemówiąca w zrozumiałym języku, wyraziła swoją opinię. Nie pytana o zdanie 😉 – byłam ostro zaskoczona.

Wyciągnęłam MOJĄ ulubioną sukienkę w kropki 😉 to zaczęła nagle kręcić głową na „nie”. Wyciągnęłam brązową – podkręciła głową na „nie”. Znalazłam różową taką, że kolor oślepia 😉 kiwnęła na „tak” bardzo zadowolona.

A matka różu nie lubi 😉 no ale ma prawo dziecko do własnej opinii ;). Tak naprawdę pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło, bo chłopakom raczej było wszystko jedno co założą 😉 tak do czasu pójścia do przedszkola, gdy okazuje się że koszulki z autem i super bohaterami są milej widziane.

Oprócz tego jest kłótnia z Drugim o huśtawkę, bo każde chce się huśtać 24 na dobę i wpada w czarną rozpacz, gdy huśtawkę zajmuje to drugie.

No i Młoda koniecznie chce zobaczyć jak jest w pralce. Jest bardzo rozczarowana, że się nie mieści. Tak to już z tą naszą Trzecią jest.