Ognisko i prezenty z serca

Ostatni wieczór sierpnia spędziliśmy w gronie bliskich. Z dalekiego kraju 🙂 przyjechała moja siostra, która tak jak Pierwszy i moja mama ma urodziny we wrześniu. Tym samym zrobiliśmy sobie spotkanie z tortami i świeczkami.

Dzieci dostały prezenty. Trzecia klocki Duplo. Składa a jakże, ale najbardziej lubi je w nieładzie na środku pokoju. Drugi otrzymał ciężarówkę Maniek przewożącą bohatera filmu Auta. Najważniejsze w tych samochodach jest to, że można nimi eździć bez obaw, że połamią się delikatne kółka. Młody piszczał z radości :). Natomiast Pierwszy miał przyspieszone 6 urodziny z połową rodziny, więc dostał multum klocków LEGO. Kolekcje powiększył o pojazd z Arktyki (o tej serii mówi już ponad rok), ninjago (mały zestaw plus potężnych z pojazdem i wyrzutnią) oraz ludzika z Minecraft. Dziecko mi wsiąkło na długie chwile. Dopiero dziś po przedszkolu wyszedł na chwilę z dziecięcego pokoju pokopać z nami w piłkę. Jeszcze za 2 tygodnie impreza z drugą częścią rodziny. Ten to ma fajnie ;).

Ale najważniejsze było rodzinne ognisko. Ja wyluzowałam i pozwoliłam dzieciom po kąpieli i w piżamkach szaleć na dworze do późnych godzin (zresztą bez ogniska tak samo późno zasypiali). Spędziliśmy czas przy ogniu, który najlepiej wygląda w nocy. Hipnotyzuje i daje mi osobiście troszkę spokoju. Nawet udało mi się chwilę przy nim pogrzać nogi i najzwyczajniej w świecie popatrzeć i nie myśleć o niczym. Krótkie to było, ale zawsze.

Hitem jedzeniowym poza kończącymi spotkanie kiełbaskami z ogniska, był tzw. szysz kebab z grilla. Jedynie mój mąż się ucieszył, że mój tata go zrobi, ale jak przyszło do jedzenia okazało się, że jest go za mało, bo młodzież młodsza i starsza pochłonęła go momentalnie.

Ciocia dostała od nas personalizowany drewniany breloczek na którym napisaliśmy czyją jest ciocią. O zamawianiu go i przygodach będzie w innej notce.

No i oprócz tego chłopcy zostawili na kartkach papieru swoje serce. Jeśli chodzi o zaangażowanie ambitnego Pierwszego zobaczyłam, że jednak ten słup czasem słucha. Ale do rzeczy:

Sam pomyślał o tym, żeby zrobić laurkę. Oczywiście najlepszym momentem była według niego 22. Pytał mnie czy ciocia się wzruszy, że robił to w środku nocy. Potem postanowił narysować serduszka 🙂 i jak mu nie wyszło, uśmiechnął się i stwierdził „to jednak będą to kwiatki, a serduszka w środku”. Zero rozpaczania i rzucania się na ziemię. Tak najzwyczajniej w świecie poradził sobie z małym niepowodzeniem.

Potem narysował tęczę – motywował to tym, że może użyć dużo kolorów, wszak nie wie jaki jest jej ulubiony kolor. Naprawdę tu nie było ideologii żadnej :).

Na koniec poprosił o wzór, żeby mógł napisać na laurce co mu w duszy gra:

„Kochana ciociu i wujku, bardzo was kocham i dziękuję za wszystkie prezenty. Pierwszy (First)”

Początkowo próbowałam mu tłumaczyć, że to dużo literek. Możliwe, że mu się odechce a nawet nie zmieści. No młody wie lepiej! To matka pisze co każą. Siadł i skończył na „koch” i mówi „Mamo, jednak za dużo tego, co mogę zrobić?”

Uśmiechnęłam się 😉 i mówię że wystarczy że dopisze literkę A i M. Wtedy wyjdzie mu „kocham” i się podpisze. Siedzi i myśli. Nagle mówi – to podpiszę się First, bo to jednak krócej niż Pierwszy.

Kolejny dzień to nawet Drugi się zdecydował na robienie prezentu. Rok temu nie miał na tyle cierpliwości żeby całą kartkę zamalować, a tu proszę! Zrobione :).

Pierwszy tym razem robił laurkę dla babci. Zadzwonił i spytał co babcia lubi i się dowiedział…że swoje wnuki. Posmutniało dziecko, bo ludzi nie umie rysować, więc dołączyłam do rozmowy sugerując, że babcia uwielbia też drzewa, chmurki i słoneczka. Babcia dodała dużo więcej rzeczy, a na pytanie o kolor już odpowiedziała, że każdy. To też narysował tęczę plus kolorową chmurę.

Tylko dziecko jest ambitne i jednak postanowiło narysować babcię. W planie miał też wnuki, ale miał dość. Oczywiście włączył mu się perfekcjonizm i już planował wyciąć babcię z rysunku. Twierdził, że narysowana wersja ma za duży brzuch. Po mojej dłuższej wypowiedzi na temat ćwiczenia rysowania zdecydował się zostawić. Po chwili podsumował: „to umówmy się że to nie duży brzuch tylko taka sukienka” :).

A jeśli chodzi o jego wypracowaną rękę do rysunków – naprawdę widać co narysował i szkoda by było gdyby przestał się rozwijać tylko dlatego, że chciałby już być Leonardem da Vinci.

Wracając do laurki dla babci. Narysował również fontannę w kształcie obelisku, z której wytryskuje woda. Musiałam mieć głupią minę, bo mi się kojarzyło, a on pytał co mnie tak zdziwiło. Rzeczywiście fontanna wygląda dwuznacznie.

Potem obydwaj zrolowali swoje laurki i skleili je plastrem, żeby się nie rozpadły. A ja wiem, że taki prezent, który jest pełen miłości, serca i czasu jest naprawdę bezcenny.

Moja babcia wszystkie nasze laurki trzymała i naprawdę przeglądanie ich po latach było bardzo fajnym przeżyciem. Uczmy dzieci tego, że w prezentach wcale nienajważniejsza jest wartość pieniężna.

Pierwszy rok

To już trzecie pierwsze urodziny jakie organizowałam.

To był najszybszy pierwszy rok życia :), poporostu śmignął. Trzecia nie jest już niemowlakiem. Powoli zaczyna mówić, ale komunikuje się bardzo sprawnie.

Jest taką nasza gwiazdką. Czasem się martwię czy nie wejdzie na głowę chłopcom. Póki co robi to bardzo sprawnie i skutecznie. Zwłaszcza wtedy gdy leżą i próbują zasnąć.

Widziałam ostatnio jak utuliła do snu czerwoną wyścigówkę :). Nie umiałabym tak jak ona położyć sobie autka na ramieniu i przytulić policzkiem. Takie czułości tylko jeśli ma się starszych braci.

Gdy robi coś czego jej nie wolno uśmiecha się bardzo szeroko. Klocki LEGO wkłada do buzi tylko wtedy, gdy może je ukryć w policzkach. Lubi przestawiać ustawienia w pralce i włączać ją od nowa jak tylko skończy.

Stoi często w drzwiach a jej oczy są dobrze widoczne w szybie. Czasem zabiera węgiel z wiader z kotłowni jeśli zapomnę zamknąć drzwi i niesie go do zabawek. Lubi też jabłuszka – wyciąga je po kolei z siatki, gryzie i odkłada na boku.

Lubi śpiewać zwłaszcza wtedy gdy cały dom śpi i jest cicho. Lubi też tańczyć przy okazji stukając stołem i wylewając mi herbatkę :).

Gdy się urodziła miała włosy. Tym razem mój głos nie wystarczył, uspokoiła się dopiero, gdy poczuła mój dotyk.

Jak byłam w pierwszej ciąży, znajoma która urodziła drugie dziecko powiedziała zdanie, którego nie mogłam wtedy zrozumieć. „Powoli się poznajemy” – ale jak to? Takie dziecko ma proste potrzeby, co tu poznawać?

Każde z moich dzieci jest inne, chociaż są tak bardzo podobni. Minął rok poznawania się, które zawsze jest dla mnie trudne, bo nie rozumiem o co chodzi i działam po omacku. Przygoda życia :). Miłość nie do opisania.

Męża sobie wybrałam 🙂 dzieci otrzymałam w darze i kocham je bardzo mocno. Budowanie tych relacji jest trudne, ale bardzo ważne i wartościowe. Zobaczymy jakie będą efekty za kilka i kilkanaście lat.